Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

piątek, marca 04, 2022

#240 "Papierowy pałac" by Miranda Cowley Heller

#240 "Papierowy pałac" by Miranda Cowley Heller



Hej, hej! 

Zanim przejdę do recenzji, chciałabym podziękować Wydawnictwu Czwarta Strona za możliwość przeczytania tej książki w ramach współpracy. 

"Papierowy pałac" to opowieść o Ellie, która pewnego dnia budzi się w Papierowym Pałacu, rodzinnej posiadłości, jako szczęśliwa mężatka i matka trójki dzieci. Jednak ten dzień jest inny, ponieważ poprzedniego dnia pierwszy raz uprawiała seks ze swoim najlepszym przyjacielem. Ellie staje na rozdrożu, bo musi zdecydować o tym jak ma wyglądać teraz jej życie. Czy ma zostać w stabilnym związku, z kochanym mężem, czy porzucić dobro rodzinne i wdać się w romans z mężczyzną, który nigdy nie był jej obojętny. 

Ta książka jest bardzo specyficzna, więc domyślam się, że nie każdemu się spodoba. Ja uważam, że ta historia ma coś w sobie. Życie Ellie nigdy nie było łatwe. Autorka przeplata teraźniejszość z przeszłością, oprowadza nas po trudnym dzieciństwie kobiety. Opisuje patologię, destrukcję, wykorzystywanie, którego doświadczyła Ellie, dzięki czemu czytelnik ma szerszy obraz jej osobowości i zaczyna rozumieć, że to jak funkcjonowała ona przez lata, w jakim otoczeniu się wychowywała ma realny wpływ na jej teraźniejsze życie, na jej wybory i postrzeganie świata. 

Nie jest to według mnie łatwa książka. Na stronicach tego tomu mamy do czynienia z przerażającym okrucieństwem, z niesprawiedliwością, ze śmiercią i brutalnością. Wszystko co złe znajduje się właśnie w tej książce. Przedstawione są tutaj wszystkie najgorsze cechy człowieka, wszystkie złe rzeczy, których jest w stanie się dopuścić. Czytając tę książkę wielokrotnie sama zadawałam sobie pytanie: "co się tutaj właśnie wydarzyło?". 

Tak jak wspomniałam wyżej, wiem, że nie każdemu ta książka przypadnie do gustu. Jest to ten typ książki, w której chodzi głównie o emocje, o przeżycia, nie ma szybkiej akcji. Fabuła pomału posuwa się do przodu, wydarzenia z teraźniejszości dzieją się w czasie jednego dnia. Uważam, że autorka stworzyła piękną historię kobiety, która targana jest emocjami, która musi podjąć decyzję mającą wpływ na całe jej przyszłe życie, która rozlicza się z traumatyczną przeszłością, aby osiągnąć pełny spokój i szczęście. 

Jest to typowo kobieca pozycja, więc fanki książek obyczajowych i literatury pięknej powinny być zadowolone z lektury. Mnie porwała i polecam! 

poniedziałek, września 14, 2020

#164 "Znajdź mnie" by Andre Aciman

#164 "Znajdź mnie" by Andre Aciman



Hej, hej. 

Pamiętacie film lub książę pt. "Tamte dni, tamte noce" o losach młodego Elio i Oliviera? TUTAJ zostawiam Wam linka do mojej recenzji. Ja byłam zauroczona tą historią, więc nie mogłam odmówić sobie przeczytania "Znajdź mnie", które jest kontynuacją losów bohaterów. Czy jestem tak samo zachwycona? Niestety nie. Ale po kolei. 

Nie wiem czy pamiętacie, a jak nie pamiętacie, to Wam przypomnę, głównymi bohaterami są Elio i Olivier. Elio w pierwszej części był nastolatkiem. Mieszkał wraz z rodzicami we Włoszech niedaleko Rzymu. Pewnego razu pojawił się u nich Olivier, Amerykanin szukający ciszy i spokoju do napisania doktoratu. Po poznaniu Oliviera Elio zaczął odkrywać swoją seksualność, doświadczył pociągu po mężczyzny, zauroczył się i zakochał w dużo starczym Amerykaninie. Ich losy ostatecznie się rozdzieliły, ale dzięki temu powstała część druga. 

Książka podzielona jest na cztery części. W pierwszej główną rolę odgrywa ojciec Elio Samuel. Jest on szanowanym profesorem, który jedzie do Rzymu spotkać się ze swoim dorosłym już synem. W pociągu Samuel poznaje dużo młodszą dziewczynę, która od pierwszych minut rozmowy mocno go fascynuje. Ta znajomość od początku nie była oczywista i doprowadziła do wielkich zmian w życiu każdego bohatera. 

W kolejnych częściach mamy historię Elio, który jest już dorosłym mężczyzną, znanym i cenionym muzykiem, który daje koncerty na całym świecie. Wracamy także do Oliviera, który po udanych studiach rozpoczął karierę na uniwersytecie i ma względnie ułożone życie osobiste. 

Powiem Wam, że czytając tę książkę z każdą kolejną stroną miałam duże wątpliwości czy główni bohaterowie w ogóle się spotkają. Autor strasznie wydłużał ten moment przez co musiałam na to czekać aż do ostatniej części książki. Jestem tym trochę zawiedziona, bo mimo iż ciekawe było to jak potoczyło się ich życie osobno, to ja najbardziej czekałam na moment ponownego spotkania, połączenia się. Byłam ciekawa, czy odnajdą się w tym wielkim świecie, mimo iż przez lata nie utrzymywali ze sobą żadnego kontaktu. Było to frustrujące! 

Jednak pomijając całą fabułę, to powiem Wam, że Andre Aciman jest świetnym pisarzem. To w jaki sposób opisuje emocje i uczucia to prawdziwy majstersztyk. Wszystko jest w punkt, wyważone, z klasą... W jego książkach, w jego miłości wszystko jest delikatne i sensualne. Kojarzy mi się to z reklamami perfum, gdzie kobiety mają na sobie zwiewne satynowe sukienki, zasłony lekko kołyszą się na letnim wietrzyku, a słońce delikatnie przebija się przez rolety i rozproszonym światłem wpada do sypialni. I nie zapominajmy, że mamy tutaj do czynienia z miłością homoseksualną. Myślę, że po przeczytaniu tych książek niejedna osoba zmieniłaby zdanie i wyobrażenia co do gejów i lesbijek. 

Mam wrażenie, że każdy romantyk byłby zauroczony tymi książkami. Warto przeczytać tę książkę. Fabuła być może Was nie porwie, ale zwróćcie uwagę na styl pisania Andre Acimana. Na pewno bardzo Wam się spodoba. 

niedziela, sierpnia 23, 2020

#161 "Wierzyliśmy jak nikt" by Rebecca Makkai

#161 "Wierzyliśmy jak nikt" by Rebecca Makkai

Hej, hej! 
Każdy mol książkowy sięga czasami po książki, które kompletnie odbiegają od jego preferencji. Ja po ciągłym czytaniu kryminałów i thrillerów chętnie sięgam po książki romantyczne lub obyczajowe. I własnie dlatego jakiś czas temu kupiłam "Wierzyliśmy jak nikt" Rebeccki Makkai. Skusiłam się na nią głównie dzięki  Waszym bardzo licznym i pozytywnym opiniom.

"Wierzyliśmy jak nikt" to książka, której się nie zapomina. Jest to naprawdę poruszająca historia o miłości i przyjaźni, o wierze i stracie. 
Akcja toczy się w latach osiemdziesiątych w Chicago. Jeśli ktoś z Was nie wie, to własnie wtedy w tym amerykańskim mieście rozpoczęła się epidemia wirusa HIV i AIDS. Na tę chorobę chorowali głównie homoseksualni mężczyźni i to własnie o nich jest ta książka. Głównym bohaterem jest Yale, młody chłopak realizujący się zawodowo, jego kariera zaczyna kwitnąć, jednak na drodze do wymarzonego sukcesu zawodowego staje AIDS, które zabiera wszystkich przyjaciół Yale'a. Jeden po drugim umierają, zostawiając go samego. 
Na przemian z losami Yale'a poznajemy historię Fiony, przyjaciółki Yale'a z lat osiemdziesiątych. Kobieta wyjeżdża do Paryża na poszukiwania córki. Zatrzymuje się u starego kumpla, fotografa, który dokumentował wszystkie wydarzenia związanie z wirusem mające miejsce w Chicago. Z czasem Fiona zaczyna rozumieć jak wydarzenia z przeszłości wypływają na teraźniejszość, uświadamiając jej jak wielkie straty poniosła. 

Powiem Wam, że jest to bardzo smutna książka. Najbardziej żal mi w niej głównego bohatera, który zmuszony jest żegnać swoich przyjaciół. Każda osoba, która odchodzi z jego życia zabiera jakąś część samego Yale'a, a po kilku miesiącach zostaje zupełnie sam, zrezygnowany, bo w jego życiu zachodzą nieodwracalne zmiany, które prowadzą do jednego... 
Ta historia rozrywa serce na pół. Czytając nie opuszczało mnie poczucie smutku i nostalgii. Stawiając się na miejscu Yale'a ciężko mi było sobie wyobrazić, co musi czuć człowiek w takiej sytuacji. Ta książka jeszcze bardziej uświadomiła mi jak kruche, niesprawiedliwe i zaskakujące jest życie. Wiem, że to brzmi jak najprostszy banał, ale tak własnie jest. Nigdy nie wiadomo co się zdarzy, jak nasze nawet najdrobniejsze i wydawać by się mogło najmniej znaczące decyzje wpłyną na naszą przyszłość. 

Jeśli chodzi o sposób napisania tej książki, to tak jak wspomniałam wyżej, fabuła przedstawiona jest z dwóch perspektyw. Zdaje sobie sprawę, że niektóre rozdziały mogłyby być pominięte, bo dla niektórych mogą wydawać się laniem wody i zapchaj dziurą. Przyznam szczerze, że ja nie miałam takich odczuć, bo polubiłam bohaterów i mogłabym dla nich czytać nawet nic nie znaczące rozdziały. Mimo tego uważam, że warto jest przeczytać tę książkę. Głównie dlatego, że morał, który można z niej wynieść dotyczy radości życia i wyciągania wniosków i ponoszenia konsekwencji własnego postępowania. Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie bardzo to u ludzi kuleje, więc fajnie, kiedy książki nam o tym przypominają. W ogóle fajnie, kiedy z książki można wynieść jakąś mądrość. Dlatego polecam Wam "Wierzyliśmy jak nikt". Jeśli jesteście wrażliwi, to ta książka z pewnością przypadnie Wam do gustu. 

środa, sierpnia 28, 2019

#132 "One płoną jaśniej" by Shobha Rao

#132 "One płoną jaśniej" by Shobha Rao

Hej, hej!
Piszę to kilka godzin przed moim wyjazdem na wakacje, więc wybaczcie mi, jeśli ta recenzja nie będzie wybitna, jednak mam bardzo mało czasu, a przede mną prasowanie, pakowanie itd. Także z góry przepraszam za jakość, ale postaram się, aby jednak w miarę treściwie przedstawić Wam moje odczucia względem książki Shobha Rao "One płoną jaśniej".

Powyższa książka to historia o dwóch młodych dziewczynach pochodzących z hinduskiej wioski. Obydwie są biedne, obydwie mają duże rodziny, obydwie myślą o wspólnej przyszłości. Wyobrażają sobie, że będą przyjaciółkami do końca życia i że nic ani nikt nie stanie im na drodze. Jednak wszystko zmienia się, kiedy jedna z nich, Purnima, zostaje wydana za mąż i przeprowadza się do innej wnioski, a Sawitha ucieka z domu rodzinnego po gwałcie, którego padła ofiarą.
Pomimo odległości i tego, że nie mają ze sobą żadnego kontaktu, nie wiedzą co robią i gdzie są, dziewczyny ciągle o sobie myślą i bardzo chcą się odnaleźć. Jednak nie jest to takie proste, bo jako kobiety są całkowicie uzależnione od mężczyzn, a jakby tego było mało, to środki finansowe nie pozwalają im na dalekie i skomplikowane podróże.

Jako miłośniczka książek o tematyce arabskiej, azjatyckiej, muzułmańskiej, nie mogłam sobie odmówić tej książki. Byłam jej bardzo ciekawa, bo przeczytałam w swoim życiu już kilka podobnych fabularnych historii, więc za każdym razem szukam czegoś nowego. I od samego początku ta opowieść skojarzyła mi się z jedną z moich ukochanych książek "Tysiąc wspaniałych słońc", która też opowiada o kobiecej przyjaźni.
Tutaj mamy bardzo podobną sytuację, bowiem dziewczyny darzą się szczególnym uczuciem. Są sobie życzliwe, wspierają się, pomagają, mimo iż często same nie mają siły czy pieniędzy, aby siebie stuprocentowo wspomóc. Za wszelką cenę próbują siebie odnaleźć, dążą do tego niemalże po trupach, pokonują liczne przeszkody, które wcale nie są łatwe i które dla nas, Europejczyków, są totalnie abstrakcyjne. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić do jakich poświęceń musiały się posunąć Purnima i Sawitha, jak wielkie upokorzenia znosić, jak wiele bólu im zadano... Naprawdę w głowie się nie mieści jak niewiele znaczy kobieta w krajach muzułmańskich.

"One płoną jaśniej" to historia o potędze przyjacielskiej miłości, o wyrzeczeniach i poświęceniu, o walce o siebie i swoją godność. Jest to piękna opowieść, która obrazuje jak powinna wyglądać przyjaźń między ludźmi oraz o tym, że w świecie, kiedy człowiek człowiekowi wilkiem, najważniejsze to być po prostu ludzkim. Niejednokrotnie przy czytaniu w oku zakręciła mi się łza, kilka razy musiałam książkę odłożyć i wziąć kilka głębokich wdechów, bo to co znajduje się na stronicach tej powieści jest przerażające i tak bardzo niesprawiedliwe! Powtarzam to przy każdej recenzji książki o podobnej tematyce - niewiarygodne jest to, co dzieje się w XXI wieku i jak małe mamy o tym pojęcie. A co gorsza - nic nie możemy z tym zrobić, bo wszyscy przymykają oczy na handel ludźmi, gwałty kobiet czy śluby młodych dziewcząt z dużo starszymi mężczyznami.

Moje zbulwersowanie jest najlepszym przykładem na to, jak wielkie emocje wywołuje ta książka. I uważam, że niezależnie od tego, czy się lubi takie historie czy nie, to każdy powinien ją przeczytać, bo mimo iż jest to literacka fikcja, to naprawdę obrazuje życie muzułmańskich kobiet. I może jak będziemy się edukować w tym temacie i głośno mówić o tych barbarzyńskich metodach na życie, świat zmieni się na lepszy.
Czego sobie oraz Wam życzę.

piątek, sierpnia 09, 2019

#129 "Nasz dom płonie" by Bonnie Kistler

#129 "Nasz dom płonie" by Bonnie Kistler

Cześć i czołem!
Ale mam dla Was dzisiaj super książkę! Jeśli jeszcze nie słyszeliście tytułu "Nasz dom płonie", to musicie to koniecznie nadrobić i zainteresować się tą książką.
Ja za swój egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Czytając opis fabuły spodziewałam się thrillera. Jakoś podświadomie czułam, że będzie to trzymające w napięciu historia. Owszem, trzymała w napięciu, ale zupełnie inaczej.
Tak naprawdę bardzo ciężko jest mi zakwalifikować tę książkę do jakiegokolwiek gatunku. Jest tu trochę obyczajówki, trochę kryminału, a nawet sensacji! Ta książka to prawdziwa mieszanka!
Głównymi bohaterami tej historii jest patchworkowa rodzina. Dwoje ludzi po przejściach, postanowiło na nowo założyć rodzinę. Obydwoje mieli dzieci z poprzednich związków. Wszystko układało się idealnie. Dzieciaki się polubiły. Razem tworzyli wspaniałą i szczęśliwą rodzinę.
I wszystko pękło jak bańka mydlana, kiedy dwója rodzeństwa, Kip i Chrissy, ulegali wypadkowi samochodowemu. Wydawać by się mogło, że nic wielkiego się nie stało, nie było poważnych obrażeń, a pouczenie policyjne i gniew rodziców było jedynymi konsekwencjami całej sprawy. Jednak na drugi dzień Chrissy umiera. A wraz z jej odejściem, cała rodzina sypie się niczym domek z kart.

Ta historia pięknie pokazuje jak niewiele trzeba, aby praca, którą się wykonało, budowanie relacji, a także miłość czy przyjaźń, zostały zniszczone. Książka zbudziła we mnie tyle emocji, że to aż niemożliwe do opowiedzenia. Spotykamy się w niej z naprawdę trudnymi wyborami, którym muszą sprostać bohaterowie. Mamy do czynienia z bolesną stratą matki, która nie może pogodzić się z odejściem córeczki, z ojcowską walką o syna, aby ten nie stanął przed sądem oskarżony o zabójstwo. Ta książka jest o trudnych relacjach rodzinnych, o kłamstwach, o zaufaniu, o walce i wierze. Pokazuje, co tak naprawdę się liczy w życiu, jak ważna jest rodzina, jak łatwo sami możemy ją zniszczyć i jak niebywale trudne jest odbudowanie relacji po utracie zaufania.

Bardzo podobała mi się ta książka! I szczerze Wam ją polecam, bo daje do myślenia.
Mi początek bardzo opornie szedł, jednak z każdym kolejnym rozdziałem, kiedy emocje stawały się coraz większe, to chłonęłam ją jak gąbka. Ta książka skutecznie odblokowała moją czytelniczą niemoc. Bardzo się cieszę, że na nią trafiłam i jeszcze raz dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za możliwość jej przeczytania.

środa, listopada 07, 2018

#99 "Dziewczyna znad Złotego Rogu" by Kurban Said

#99 "Dziewczyna znad Złotego Rogu" by Kurban Said

Dzień dobry Moliki!
Co ciekawego czytacie w tym tygodniu? Ja w niedzielę skończyłam czytać "Dziewczynę znad Złotego Rogu" autorstwa Kurbana Saida. Za książkę dziękuję wydawnictwo W.A.B.

Powyższa książka to historia bliska mojemu sercu, ponieważ ja uwielbiam historie z Bliskim Wschodem w tle! Co prawda akcja książki w dużej bierze dzieje się w Berlinie i Wiedniu, ale cały jej klimat, bohaterowie i kultura są jak najbardziej Orientalne. Młoda Turczynka, Asiadeh, córka wysokiej rangi urzędnika imperium osmańskiego, została przeznaczona na żonę dla pewnego młodego księcia, który układa sobie życie w Nowym Jorku. Para nigdy się nie spotkała, ale Asiadeh czuje się związana z księciem i pragnie wypełnić wolę swojego ojca.
Niestety, książę się nie pojawia, aby wziąć za żonę piękną dziewczynę, więc ta postanawia ułożyć sobie życie w inny sposób. Poznaje przystojnego i skrzywdzonego przez los doktora Hassę, w którym się zakochuje. Para bierze ślub i wspólnie wyjeżdżają do Wiednia, aby korzystać z życia i założyć rodzinę.
I pech chciał, że książę przypomina sobie o obietnicy i postanawia skontaktować się z Asiadeh, aby ją poślubić. I tutaj dziewczyna ma ogromny problem, bowiem kocha doktora Hassę, a jednocześnie pragnie wywiązać się z woli ojca.

Muszę przyznać, że książka ta jest bardzo specyficzna i wydaje mi się, że nie spodoba się każdemu. Jednak mimo wszystko warto jest po nią sięgnąć, bo to piękna historia. Młoda dziewczyna, wychowana w kulturze muzułmańskiej i przyzwyczajona do skromności, posłuszeństwa mężowi i arabskich tradycji i obyczajów, musi odnaleźć się we współczesnym, europejskim świecie. Wyszła za światowego i nowoczesnego mężczyznę, który pomimo tego, że jest muzułmaninem, to korzysta z wszelkich uciech życia i nie przejmuje się kulturą, która narzuca na niego pewne normy zachowania.

Jest to historia o miłości, trudnych wyborach i szukaniu własnej tożsamości. Bohaterowie muszą odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: co jest dla nich najważniejsze? Jak powinno wyglądać ich życie?

Według mnie jest to jedna z ciekawszych pozycji, które czytałam w ostatnim czasie. Dlatego polecam Wam bardzo serdecznie!


Autor: Kurban Said 
Tytuł: Dziewczyna znad Złotego Rogu 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 3 października 2018
Liczba stron: 352

czwartek, kwietnia 12, 2018

#81 "Tamte dni, tamte noce" by Andre Aciman

#81 "Tamte dni, tamte noce" by Andre Aciman

Sięgnęłam po tę książkę za namową znajomych, którzy obejrzeli film nakręcony na jej podstawie. Film się podobał, zdobył Oscara oraz kilka innych prestiżowych nagród (chciałam go obejrzeć zanim napiszę recenzję, aby była bardziej kompleksowa, ale w związku z tym, że nie jestem zbyt "filmowa", to może to trochę potrwać). Być może pokuszę się o edit tego posta, kiedy tylko obejrzę ekranizację. 

"Ludzie, którzy czytają, są schowani w sobie. Ukrywają to, jacy są. Ludzie schowani w sobie nie zawsze lubią to, jacy są" 

Andre Aciman jest amerykańskim pisarzem egipskiego pochodzenia. Publikował w wielu amerykańskich magazynach, ma na swoim koncie kilka książek, a obecnie wykłada teorię literatury na uniwersytecie w Nowym Jorku. "Tamte dni, tamte noce" to jego najpopularniejsza książka, która tak naprawdę została wydana dawno temu, bo w 2007 roku. 
"Call me by your name" to historia o bardzo bulwersującej tematyce. 
Siedemnastoletni Elio prowadzi spokojne życie we włoskiej prowincji. Jego rodzice prowadzą coś na wzór domku letniskowego, do którego co roku przyjeżdżają letnicy poszukujący ciszy lub pisarze, poeci, artyści, którzy potrzebują inspiracji albo ustronnego miejsca, w którym będą mogli oddać się pracy. 
Pewnego lata pod dom podjeżdża taksówka. Wysiada z niej postawny i przystojny Oliver, w modnych ciuchach i z rozwianym włosem. Swoim zachowaniem i postawą wzbudza ciekawość, w dodatku okazuje się być całkiem inteligentnym facetem, bowiem przyjeżdża do Włoch, aby dokończyć swoją pracę doktorancką. Pomimo tego, że czasami potrafi być opryskliwy i arogancki, ludzie chętnie przebywają w jego towarzystwie. 
Elio początkowo jest do niego uprzedzony. Ma dość krytyczne zdanie na temat nowego gościa. Jednak po czasie Oliver wzbudza w nim fascynację. Nastolatek śledzi każdy krok Amerykanina, bacznie obserwuje jego ciało i zachowania, myśli i śni o nim, a nawet fantazjuje o wspólnie spędzonych nocach. 
Jeśli spodziewacie się po tej książce czegoś romantycznego lub historii o wielkiej miłości, która musi pokonać ogromne przeszkody (w tym homofobię społeczeństwa), to jesteście w wielkim błędzie. "Tamte dni, tamte noce" to historia o pożądaniu i namiętności. Ta uczucia są tak wielkie i silne, że trudno znaleźć słowa, aby opisać, co tak naprawdę działo się między bohaterami.

Autor nie skupił się na żadnych innych emocjach. Są momenty, które mogą szokować, ale jest ich niewiele. Scen erotycznych również nie ma dużo. Moim zdaniem większość ujęta jest w subtelny sposób, bo jak wspomniałam najważniejsze są emocje, a nie pociąg fizyczny.
Bohaterowie są moim zdaniem genialni! Elio jest delikatnym nastolatkiem, który wciąć szuka siebie i każdego dnia odkrywa swoją seksualność. Sam nie wie czego chce, raz wydaje mu się, że jest szaleńczo zakochany w Oliverze, innym razem życzy mu śmierci, jednocześnie zaczyna spotykać się z dziewczyną. Jest nieco zagubiony i nadmiar emocji go przerasta, ale mimo wszystko pozostaje sobą. Elio jest artystyczną duszą - kocha poezję i gra na instrumentach.
Z kolei Oliver jest jego totalnym przeciwieństwem. Przystojny i pewny siebie, nieco arogancki, czasami bezczelny. Chętnie spędza czas na zabawie, lubi wieczorne spotkania i nocne imprezy. Po prostu dusza towarzystwa. Co ciekawe - pomimo tej nieco odpychającej postawy - ludzie go lubią i chętnie spędzają z nim czas. Oliver ma jasno określone cele. Może wydawać się, że jest nieco zadufany w sobie, ale moim zdaniem nie jest to prawda, bo myśli o innych i martwi się przede wszystkim o Elio.

Ja jestem bardzo zadowolona z tej książki. Nigdy nie czytałam czegoś podobnego, chociaż na swoim koncie mam już książki o tematyce lub z wątkami homoseksualnymi. Wydaje mi się, że ostatnimi czasy jest to bardzo popularny schemat. Może jakaś nowa moda o której nie wiem? Jestem już starsza niż młodsza i wiele rzeczy mi umyka. Nie nadążam za trendami ;)

Podsumowując... "Tamte dni, tamte noce" to szczera, poruszająca, pełna namiętności i pożądania historia. Autor pięknie porusza się po tamtejszym świecie, wykreował świetnych bohaterów i piękne krajobrazy. Nie ma tutaj pożądania w stylu Greya. Moim zdaniem ta więź, która powstała między Elio i Oliverem jest dużo bardziej "czystsza" (nie wiem czy wiecie o co mi chodzi).
Ja Wam polecam tę książkę, bo się przy niej w ogóle nie nudziłam. Przeczytałam ją bardzo szybko, pochłonęła mnie całkowicie i ciężko mi było ją odłożyć, bo każdy kolejny rozdział był ciekawszy i zwiastował wiele emocji. Jeśli lubicie takie historie, to koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Film ponoć również jest bardzo dobry. Ja na pewno go obejrzę, pytanie brzmi kiedy? :)

Jeśli chcenie poznać również moją opinię na temat filmu, to dajcie znać :)

Czytaliście/oglądaliście już "Tamte dni, tamte noce"? Jak się podobało? 


Tytuł: Tamte dni, tamte noce
Autor: Andre Aciman 
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 12 stycznia 2018 
Liczba stron: 330

wtorek, czerwca 27, 2017

#55 "Dziedzictwo" by Ann Patchett

#55 "Dziedzictwo" by Ann Patchett

Tytuł: Dziedzictwo 
Autor: Ann Patchett 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 14 czerwca 2017 
Liczba stron: 384

Książka roku według "New York Timesa" oraz "The Washington Post"

To co muszę zaznaczyć na początku, to że urzekła mnie okładka! Jest taka prosta i oryginalna zarazem, że nie mogłam przestać na nią patrzeć. Ma w sobie coś wyjątkowego, więc na pewno często będę cieszyć nią oczy i wykorzystywać na instagramowych zdjęciach :) Wielki plus dla tej książki właśnie za okładkę. 

Chrzciny, znajomy z pracy, pocałunek, butelka ginu i Bóg raczy wiedzieć ile pomarańczy. Tyle wystarczy by dwie rodziny szlag trafił. 

Gdyby Fix znał następstwa swojej niewinnej prośby, sam poszedłby znaleźć córkę. 

"Dziedzictwo" to historia konsekwencji przypadkowego spotkania, które zdeterminowało życie całej grupy zupełnie obcych sobie osób. 

Muszę przyznać, że początkowo nie mogłam się wkręcić w tę historię. Hasła zapowiadały książkę na miarę "Małego życia", które kocham i niestety "Dziedzictwo" mu nie dorównało. Myślę, że tak bardzo jestem zafascynowana i zauroczona powieścią Hanyi Yanagihary, że nieprędko znajdę coś co może się jej równać, aczkolwiek powyższa książka na pewno znajdzie wielu miłośników. 
"Dziedzictwo" to historia o tym jak mały przypadek może zmienić życie grupy ludzi, a dokładniej dwóch rodzin, które chcąc nie chcąc muszą się w pewnym sensie połączyć i kroczyć przez resztę życia wspólnie. Jak już wspomniałam początek tej książki był dla mnie trudny, ale z każdą kolejną stroną było już lepiej, aczkolwiek nie zdarzyło się, abym sięgała po tę książkę z ekscytacją. Dopiero w połowie tej powieści, kiedy wątki zaczynały nabierać sensu zaczęłam rozumieć o co naprawdę chodzi w tej książce. 

"Dziedzictwo" to historia o rodzinnej miłości, która jest wystawiana na próbę. Czytając wielokrotnie miałam skojarzenia do efektu motyla - jedna rzecz pociąga za sobą szereg zdarzeń, które kształtują życie. Niewiarygodne jest to jak przeplatają się ludzkie losy i jak wiele zależy od naszych wyborów. Jednym z najciekawszych wątków jest moim zdaniem ten o Franny i Leonie Posenie, pisarzu, który napisał powieść o tym samym tytule co opisywana przeze mnie książka, a jej bohaterami byli bohaterowie, których wykreowana Ann Patchett. Trochę to skomplikowane, ale przyznam, że od tego momentu historia ta nabrała dla mnie całkiem innego wymiaru i po początkowych problemach z wkręceniem się w czytanie, potem poszło już z górki. 

Książka ta niezostanie moją ulubioną, jednak na pewno ma coś w sobie i znajdzie wielu miłośników, bo tak to już bywa z literaturą piękną. Nie jest dla każdego, a mimo tego fanów nie brakuje. Jeśli ktoś szuka ambitniejszej literatury, która porusza serca i skłania do myślenia, to w pewnością powinien sięgnąć po "Dziedzictwo". Plusem jest przede wszystkim, że historia ta jest bardzo "życiowa", może przydarzyć się każdemu. W końcu bardzo często zdarzają się takie sytuacje jak ta rodzinny Cousinsów i Keatingów, więc ze stron bije normalność i to jest najcudowniejsze w tej książce. I być może dlatego początkowo czytanie szło mi mozolnie, bo w moim mniemaniu normalność jest nudna, ale na szczęście całokształt tej historii porusza, wzrusza i fascynuje.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak :)

niedziela, marca 26, 2017

#39 "Araf" by Elif Shafak

#39 "Araf" by Elif Shafak

Tytuł: Araf 
Autor: Elif Shafak
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 9 stycznia 2017
Liczba stron: 416

"Kto jest prawdziwie obcy - ten, kto mieszka za granicą i wie, że jego prawdziwy dom znajduje się gdzie indziej, czy ten, kto wiedzie żywot obcego we własnym kraju i nie ma swojego miejsca na ziemi?"

Sto lat mnie tu nie było! :( Złożyło się na to kilka rzeczy - urlop, brak weny i średnie lektury, które w tym czasie czytałam. (Podsumowanie marca za kilka dni pojawi się na blogu, więc będziecie mogli się dowiedzieć, co w tym miesiącu mnie nie urzekło). Jednak czas wrócić do żywych i sklecić kilka prostych zdań na temat lektury, którą skończyłam zaledwie kilka minut temu. 

Przez ostatni czas czytałam "Araf" autorstwa Elif Shafak. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i byłam zaskoczona, ponieważ spodziewałam się czegoś innego. O czym jest "Araf"? To historia o grupie znajomych, którzy wyemigrowali ze swoich krajów do Stanów Zjednoczonych, aby szukać lepszego życia i kształcić się. Cała przygoda przerodziła się w poszukiwanie własnego "ja" i szukanie odpowiedzi na pytanie: kto jest prawdziwie obcy - ten, kto mieszka za granicą i wie, że jego prawdziwy dom znajduje się gdzie indziej, czy ten, kto wiedziecie żywot obcego we własnym kraju i nie ma swojego miejsca? 

"Araf" to z pewnością nie jest łatwa i lekka lektura. Książka właściwie nie ma jakieś wartkiej akcji, autorka skupiła się przede wszystkim na uczuciach i przemyśleniach głównych bohaterów, co do własnego pochodzenia i przyszłości, w której chcą funkcjonować. Moim zdaniem trzeba tutaj też trochę czytać między wierszami, aby zrozumieć co konkretnie Elif Shafak miała na myśli. 
Muszę przyznać, że mi momentami ta książka sprawiała trudności, aby zrozumieć, co też właściwie autor chciał przekazać. Styl pisania i używane słownictwo z pewnością też nie ułatwia zadania czytelnikom. 

Czy warto? Sama nie wiem. Do mnie nie przemówiła ta lektura, być może jest zbyt "ambitna" dla mnie, bo nie do końca pojmuję jej fenomen. To co urzekło mnie najbardziej to opisy! A szczególnie opis Stambułu. Jest magiczny i czarujący! Szkoda tylko, że musiałam czekać na to do ostatnich rozdziałów, ale chociażby dla tego jednego opisu było warto :) Nigdy nie czytałam równie fascynującej charakterystyki! :) 

Ogólna ocena jest dość kiepska. Z pewnością nie sięgnę ponownie po tę książkę (chyba że zapragnę przypomnieć sobie magiczny Stambuł). 

A jak Wasze wrażenia? Czytał ktoś? 

sobota, października 29, 2016

#30 "Małe życie" by Hanya Yanagihara

#30 "Małe życie" by Hanya Yanagihara

Tytuł: Małe życie
Autor: Hanya Yanagihara
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 816

Jak głosi hasło na okładce "Małe życie" to najgłośniejsza amerykańska powieść roku 2015. Trudno się z tym nie zgodzić. Ja bym do tego jeszcze dodała kilka przymiotników: najlepsza, wzruszająca, poruszająca i naprawdę godna przeczytania.

Powyższa książka to historia o czwórce przyjaciół, którzy wkraczają w dorosłość, mieszkając w Nowym Jorku. Każdy z nich jest inny, każdy ma własne zainteresowania i pasje, każdy na swój własny sposób podchodzi do życia, każdy wyznaje inne wartości i każdy ma swoją własną historię. Trudno jest pisać o tej książce nie zdradzając fabuły, jednak postaram się. Głównym bohaterem jest Jude, niepełnosprawny prawnik, który jako dziecko zaznał wiele bólu i cierpienia. Próbuje dźwigać swój ciężki krzyż, wkraczając w dorosłość. Jednak moim zdaniem bardzo średnio mu to wychodzi. Jest bardzo zamknięty w sobie, nie dopuszcza do siebie ludzi, nawet najbliższych przyjaciół, nie pozwala sobie pomóc na żadnej płaszczyźnie. Jego historia jest bardzo smutna.

A najsmutniejsze dla mnie w tym wszystkim jest to, że Jude jest bardo podobny do mnie. Też jestem typem cierpiącym w samotności, też wszystko duszę w sobie i czasami własne emocje mnie rozsadzają od środka, ale mimo to nie proszę o pomoc i wysłuchanie, bo nie umiem mówić o własnych uczuciach. Nie lubię się narzucać ludziom, zawsze mi się wydaje, że inni mają większe problemy i kogo obchodzi moje złe samopoczucie. Wiem, że to nieprawda, bo mam naprawdę wspaniałych przyjaciół i niejednokrotnie się o tym przekonałam, ale mimo wszystko proszenie o pomoc jest dla mnie trudne. Znacznie łatwiej jest założyć maskę i uśmiechać się w towarzystwie, a potem w nocy wylać łzy do poduszki niż przyjść i powiedzieć "tylko mnie wysłuchaj, proszę". Dlatego w pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć Juda. Mimo iż nie mam tak dramatycznych doświadczeń z dzieciństwa, jak on, to każdy z nas ma przeszłość - lepszą lub gorszą, i to co dla jednych wydaje się być błahostką dla innych to powód do samookaleczenia lub samobójstwa. Naprawdę, przeraża mnie to, jak wiele mam wspólnego z głównym bohaterem.

"Małe życie" to powieść, która na bardzo długo zapada w pamięć. Z pewnością będzie to mój faworyt roku. Ogrom cierpienia, które przedstawia nam autorka, walka z chorobami i przeciwnościami losu, dążenie do sukcesu i miłości, to wszystko znajdziemy w tej pozycji. Jest w niej wszystko! I od razu zaznaczam, że to bardzo trudna książka. Nie każdy doceni jej kunszt, nie dla każdego będzie objawieniem i majstersztykiem, bo to nie tylko opis losów czwórki ludzi. Dla mnie to pewnego rodzaju przewodnik jak żyć, kiedy przeszłość drepcze nam po piętach, i jak kochać, kiedy twój partner ma problem z własną seksualnością. Ta książka jest po prostu cudowna! Z pewnością przeczytam ją jeszcze kilka razy, bo nie chcę zapomnieć tej historii. Dodała mi trochę motywacji, aby samej się zmienić i bardziej otworzyć - przede wszystkim na ludzi. Jednak praca nad samym sobą, co pokazuje również ta książka, jest najtrudniejsza. Jednak warto, bo każda historia może się zakończyć happy endem.

środa, sierpnia 10, 2016

#20 "Shantaram" by Gregory David Roberts

#20 "Shantaram" by Gregory David Roberts

Autor: Gregory David Roberts 
Tytuł: Shantaram 
Wydawnictwo: Marginesy 
Data wydania: 17 lutego 2016 
Liczba stron: 800

Skończyłam!

Tak wiele chciałabym powiedzieć o tej książce, ale brakuje mi słów i nie wiem od czego zacząć. Historia jest wspaniała! Ale może od początku...

"Shantaram" to historia Lina, który ucieka z australijskiego więzienia. Zostaje za nim wysłany list gończy, a on zmienia tożsamość i zaczyna ukrywać się w Indiach. Bombaj staje się jego drugim domem. Znajduje tam pracę, miłość i przyjaźń, czyli wszystko czego człowiek potrzebuje do życia. W międzyczasie pomieszkuje w hinduskich slamsach, prowadzi klinikę, mimo iż wcale nie jest lekarzem i obraca się w kręgu mafijnym, a jakby tego było mało postanawia wspomóc swojego bosa w prawdziwej wojnie.

Krótko mówiąc - nie ma nudy. Książka jest wspaniale napisana, ma przecudowne opisy, autor bardzo ciekawie prowadzi narrację, co tylko sprawia, że chce się więcej. "Shantaram" może odstraszać swoją objętością, ale jak już się przekonacie i sięgniecie po tę pozycję, to z pewnością nie pożałujecie. Ja jestem zakochana w całej tej historii, polubiłam głównego bohatera oraz wielu innych, którzy występują w książce. Wszyscy, począwszy od tajemniczej Karli, poprzez zabawnego Didiera, fascynującego Abdullaha oraz oczywiście wielką osobistość Prabakera są stałą i nieodzowną częścią tej wspaniałej historii. Ponadto "Shantaram" przepełnione jest aforyzmami i złotymi myślami, które zapadają w pamięć i nad którymi czasami warto jest się zastanowić, bo moim zdaniem z książki tej można naprawdę wyczytać znacznie więcej niż tylko historię życia Lina.

Zdaję sobie sprawę, że powyższy opis jest niczym w porównaniu z tym co czuję po przeczytaniu książki, ale naprawdę bardzo ciężko mi jest zebrać wszystkie myśli i przemyślenia do kupy. Myślę, że tylko osoby, które mają tę lekturę już za sobą są w stanie mnie zrozumieć i podejrzewam, że w większej mierze mi przytaknąć. Ciężko jest opisać w kilku zdaniach "Shantaram". Książka jest poruszająca, zabawna, ciekawa i z filozoficzną nutką, która tylko nadaje wyjątkowości całej historii.

Polecam wszystkim!!!
Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger