Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty

wtorek, września 29, 2020

#167 "Piąta ofiara" by J.D. Barker

#167 "Piąta ofiara" by J.D. Barker



Hej, hej! 

Jakiś czas temu przeczytałam "Piątą ofiarę" i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że ta seria jest genialna. Dawno nie czytałam thrillera, który tak mocno trzymał w napięciu, miał tak rozbudowaną fabułę i wciągał już od pierwszych stron. Jeśli nie znacie tych książek, to koniecznie musicie poznać. 

"Piąta ofiara" to kontynuacja "Czwartej małpy". (Na marginesie dodam, że "Czwarta małpa" zajęła miejsce w Top 3 mojego rankingu najlepszych książek w 2018 roku). Seryjny zabójca dalej jest na wolności i dalej dokonuje makabrycznych mordów na nastoletnich dziewczynach. Sam Porter, policjant chicagowskiej policji, postawił sobie na punkt honoru złapać i zamknąć zabójcę. Jednak nie jest to proste. Policjant podejmuje kilka pochopnych decyzji przez co jego autorytet spada, a przełożeni tracą do niego zaufanie. Ofiar przybywa, a śledczy dalej nie wiedzą, kto stoi za makabrycznymi morderstwami. Czy jest to Zabójca Czwartej Małpy? 

Ta książka to złoto! Już pierwszy tom był genialny, ale drugi jest jeszcze lepszy. Na uwagę zasługują po raz kolejny fragmenty z pamiętnika zabójcy. Pisał je jako nastolatek i już wówczas był przerażający. Wielokrotnie miałam gęsią skórę, kiedy czytałam opisy brutalnych morderstw. I to moim zdaniem odróżnia dobre thrillery od tych przeciętnych. Lubię kiedy książka wywołuje strach, obrzydzenie, lęk. Thriller właśnie takie emocje powinien wywoływać w czytelniku. I w "Piątej ofierze" takich emocji doznacie bardzo wiele. Fabuła prowadzona jest z perspektywy kilku osób - Portera, jego podwładnych, funkcjonariuszy FBI, mordercy i jego ofiar. Każdy bohater jest dopieszczony i przedstawiony w najdrobniejszych szczegółach, dlatego każdy z nich znajdzie na pewno swoich fanów. Ja już od pierwszego tomu bardzo lubię głównego bohaterka Sama Portera, ale równie mocno lubię wszystkie sceny z policjantami Nashem i Clair, bo ich relacja to jedyna rzecz, która w tej książce wywołuje uśmiech. 

I tak jak wspomniałam na początku, fabuła jest mocno rozbudowana. Myślę, że to dzięki podzielonej narracji. Czytelnik dokładnie wie, co w danej chwili dzieje się na komisariacie, na miejscu zbrodni, u mordercy. Jest wiele wątków i nie wszystkie zostały zakończone, co sugeruje, że pojawi się kolejna część tej serii. I bardzo jestem jej ciekawa. Mam już swoje podejrzenia, co może łączyć Sama Portera i zabójcę, ale póki co nic nie zdradzę. 

No i na uwagę na pewno zasługuje samo zakończenie, które totalnie rozwaliło mnie na łopatki. Wielkie brawa dla autora za stworzenie tak świetnej książki. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom! 

Na koniec dodam, że ta książka ma spore szanse na podzielenie losu poprzedniczki i zagoszczenie na mojej liście topowych książek tego roku. Póki co nie zapeszam, bo jeszcze kilka miesięcy do końca zostało i na pewno w moje ręce wpadnie niejedna perełka. Także polecam Wam tę serię, jeśli jeszcze nie czytaliście. Na pewno nie będziecie zawiedzeni. 

sobota, czerwca 02, 2018

#83 "Czwarta małpa" by J.D. Barker

#83 "Czwarta małpa" by J.D. Barker

Eh... Dawno mnie tutaj nie było. 
Ale dzisiaj jestem i przychodzę do Was z recenzją bardzo fajnej książki. Egzemplarz "Czwartej małpy" dostałam od wydawnictwa Czarna Owca (za co jeszcze raz bardzo dziękuję). 
Powyższa pozycja to bardzo dobry i trzymający w napięciu thriller. 

Detektyw Sam Porter od pięciu lat prowadzi sprawę Czwartej Małpy. Tajemniczy seryjny morderca porywa bliskich osób, które jego zdaniem czyniły zło np. córki przemytników narkotykowych, żony oszustów podatkowych itd. Mężczyzna jest nieuchwytny, a żeby naprowadzić policję na trop wysyła do owych oszustów paczki w których znajdują się - ucho porwanej osoby, potem oczy, a w ostatniej paczce jest język, po czym ofiara zostaje zamordowana. 
Jego kolejną ofiarą pada nastoletnia Emory, nieślubna i "nieujawniona" córka Arthura Talbota - finansisty, dewelopera i wielkiego biznesmena. Detektyw Porter musi wyjaśnić co na sumieniu ma Talbot i gdzie więziona jest Emory. Musi zdążyć zanim przyjdzie kolejna paczka z częścią ciała dziewczyny. 

Od początku zapałałam sympatią do Sama Portera. Jest odpowiedzialnym detektywem, który zna się na swojej pracy i który nie pozwala, aby życie prywatne znacząco wpłynęło na jego sprawy zawodowe. Za cel obrał sobie złapanie Czwartej Małpy i ze wszystkich sił stara się zrobić to jak najszybciej - nawet kosztem własnego zdrowia. 
Również jego współpracownicy Nash i Clair są ciekawymi postaciami. Ich wzajemna relacja, dogryzanie i podjudzanie wprowadza lekką nutkę humorystyczną do całej historii. 

To co najciekawsze jest w tej książce to chyba fragmenty z pamiętnika mordercy. Opisane jest w nim całe jego dzieciństwo, sposób wychowywania przez rodziców - co wyjaśnia dlaczego jest jaki jest i dlaczego jego kolejnym celem jest właśnie Talbot. Muszę przyznać, że niektóre fragmenty jego wspomnień przyprawiają czytelnika o dreszcze. Nie raz zastanawiałam się, czy to wydarzyło się naprawdę, czy jest tylko wymysłem chorego seryjnego mordercy. 

Moim zdaniem jest to bardzo dobry thriller, który trzyma w napięciu do ostatnich stron. Książka kończy się dość nietypowo. Autor sugeruje, że nie jest to koniec, więc z pewnością pojawią się kolejne części tej serii - co mnie bardzo cieszy, bo na pewno po nie sięgnę! Książkę czyta się szybko i przyjemnie, autor ma bardzo przyjazny styl pisania, tworzy ciekawe postaci, historia jest niebanalna, lekko skomplikowana i jest naprawdę świetna! Jestem ciekawa czy kolejne części będą równie interesujące. 

Jeśli lubcie i szukacie fajnego thrillera, to ja Wam gorąco polecam "Czwartą małpę". Z pewnością nie będziecie się nudzić! 


Tytuł: Czwarta małpa
Autor: J.D. Barker 
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Data wydania: 9 kwietnia 2018 
Liczba stron: 432

środa, marca 14, 2018

#78 "Wyginacze łyżeczek" by Daryl Gregory

#78 "Wyginacze łyżeczek" by Daryl Gregory

Tytuł: Wyginacze łyżeczek
Autor: Daryl Gregory 
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Data wydania: 31 stycznia 2018
Liczba stron: 528

Długo się zastanawiałam nad tym, co napisać o tej książce. Szczerze, to do tej pory nie mam planu na recenzję, dlatego dzisiejszy wpis będzie totalną improwizacją. 

"Wyginacze łyżeczek" to historia o szalonej rodzince Telemachusów, którzy mają nadprzyrodzone zdolności. Każdy z członków rodziny ma moc - Maureen, matka i głowa rodziny w jednym, jest potężnym jasnowidzem. Jest na tyle zdolna, że jej niesamowitymi umiejętnościami zaczyna interesować się amerykański rząd. Tajni agencji chcą ją wykorzystać do szpiegowania Rosjan. Maureen i jej mąż Teddy mają trójkę dzieci, które również są obdarzone paranormalnymi zdolnościami. Najstarsza córka Irene jest żywym wykrywaczem kłamstw, syn Buddy przewiduje przyszłość, a Frankie porusza przedmiotami siłą woli. Życie z takimi zdolnościami to wielki przywilej, ale również przekleństwo. Te magiczne umiejętności przyniosły rodzinie Telemachusów wielką sławę, ale podczas jednego felernego wieczora cały czar pryska i rodzina przeżywa wielką klęskę. 

Potem już nic nie jest takie samo. Telemachusowie muszą zmagać się z problemami życia codziennego, kłopotami wychowawczymi i finansowymi, a jakby tego było mało Frankie sprowadza na siebie gniew miastowego mafiosa, a po latach w drzwiach rodziny staje agent FBI, który ponownie chce wykorzystać zdolności rodziny do ochrony kraju. 

Opis książki jest naprawdę zachęcający, bo zapowiada zabawną powieść z mnóstwem zwrotów akcji. "Wyginacze łyżeczek" oferują naprawdę wiele - magię, mafię i tajnych agentów. Teoretycznie powinno się dużo dziać, ale jak dla mnie fabuła nieco się wlecze. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i przyznam, że trochę zawiodłam się na tej książce. Ciężko było mi się zabrać za lekturę, bo po kilku rozdziałach zrozumiałam, że cała powieść będzie pełna nieciekawych opisów i nudnych dialogów. Działo się, ale nie na tyle bym nie mogła oderwać się od lektury. Czegoś mi brakowało w tej książce. Czegoś "wow"!
Abstrahując od samej fabuły, "Wyginacze łyżeczek" są fajnie napisani. Podobały mi się krótkie rozdziały pisane z różnych perspektyw - dzięki temu mogliśmy lepiej poznać każdego członka tej dziwacznej rodzinki. Gregory używa bardzo prostego i przyjaznego języka, co powoduje, że czyta się przyjemnie i szybko. Nie mam żadnych zastrzeżeń do formy tej książki. 
Dodatkowym plusem jest okładka, która bardzo mi się podoba. Jest zabawna i kolorowa. Zwraca na siebie uwagę i za każdym razem jak na nią patrzę, to się uśmiecham. Nie wiem dlaczego, tak już mam :) 

Podsumowując, jestem pewna, że Telemachusowie będą mieli swoich fanów. Ja niestety nie będę do nich należała, ale z ciekawością dowiem się, co Wy sądzicie o tej lekturze. Jeśli czytaliście to koniecznie napiszcie komentarz lub podlinkujcie swoje recenzje. Być może spojrzenie na tę książkę z innej perspektywy sprawi, że zapragnę przeczytać ją jeszcze raz. 


piątek, lutego 09, 2018

#76 "Dziecko" by Fiona Barton

#76 "Dziecko" by Fiona Barton

Tytuł: Dziecko 
Autor: Fiona Barton 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 15 luty 2018 
Liczba stron: 544

"Można pogrzebać historię... Ale nie da się ukryć prawdy"

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Zanim zacznę pisać o fabule i przedstawiać swoją ocenę, to chciałabym serdecznie podziękować wydawnictwu Czarna Owca za przedpremierowy egzemplarz tej książki. Jestem bardzo zadowolona z lektury i czuję, że powyższa książka będzie cieszyła się dużym powodzeniem. Od czasu "Lokatorki" nie czytałam żadnego thrillera psychologicznego, który tak bardzo by mi się spodobał. Także jeszcze raz wielkie dzięki! :)

Na placu budowy zostaje znalezione ciało noworodka. Informacja ta szybko przedostaje się do mediów, dzięki czemu o zbrodni sprzed lat dowiaduje się wiele osób. Wśród nich są trzy kobiety, które są głównymi bohaterkami tego thrillera. Emma - kobieta w średnim wieku, cierpiąca na różnego rodzaju lęki i skrywająca tajemnicę, która nie może wyjść na światło dzienne. Angela - gospodyni domowa, która nie może pogodzić się z utratą dziecka. Będąc jeszcze w szpitalu, tuż po porodzie, z jej sali znika ukochana córeczka. Angela ma podejrzenia, że znaleziony noworodek to jej porwana Alice. Oraz Kate, dojrzała pani dziennikarz, która postanawia rozwiązać całą tę sprawę. Historia martwego noworodka dogłębnie ją poruszyła, więc w trakcie śledztwa dziennikarskiego postanawia odnaleźć kobietę, która skazała te bezbronne dziecko na taki straszny los. W trakcie pracy Kate odkrywa wiele nowych wątków i wykrywa wiele tajemnic, które ostatecznie doprowadzają do rozwiązania. Czy martwe dziecko to zaginiona córeczka Alice? 
Nie zdradzę, ale jeśli chcenie się dowiedzieć, to koniecznie sięgnijcie po powyższą książkę. 

Ten kto tu zagląda i czyta wie, że ostatnimi czasy thrillery (zwłaszcza te psychologiczne) zajmują specjalną część mojego serca. Wkręciłam się na maksa i z przyjemnością po nie sięgam. Dlatego nie wahałam się ani przez moment, kiedy wydawnictwo Czarna Owca zaproponowało mi przedpremierowy egzemplarz. Bierę!!! :) 
Z opisu wynikało, że będzie to dobra książka, a okazała się być bardzo dobra! Nie mogłam się oderwać od czytania. Akcja w tej książce po prostu pędzi! W każdym rozdziale coś się dzieje, nigdy nie wiadomo, kiedy możemy się spodziewać nagłego zwrotu akcji. Parę razy się zaskoczyłam czytając. I nie wspomnę już o końcówce, bo ta całkowicie mnie powaliła. Wszystko wydaje się być banalne, ale wcale tak nie jest, bo wiele wątków ma drugie dno. I co ciekawe, "Dziecko" poza głównym wątkiem ma też kilka pobocznych, które są równie ciekawe i mroczne. Rozdziały są krótkie, pisane z perspektyw wszystkich trzech kobiet, dzięki czemu książka ma dynamikę i ani na moment nie zwalnia tempa. 

I choć książka jest niezłą cegiełką (ma ponad 500 stron), to nie zrażajcie się, bo w ogóle tego nie czuć. Nim się obejrzycie będziecie na półmetku. Fiona Barton ma niezwykle lekkie pióro, bo "Dziecka" się nie czyta, tylko pochłania. Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne książki tej autorki, bo naprawdę mnie zaintrygowała i zafascynowała. Jestem ciekawa jakie historie przygotowała dla swoich czytelników. 

Jeśli nie macie swojego przedpremierowego egzemplarza, a chcecie przeczytać "Dziecko", to ja gorąco polecam. Pamiętajcie tylko, że premiera książki jest już 15 lutego!! 

wtorek, stycznia 30, 2018

#75 "Kredziarz" by C.J. Tudor

#75 "Kredziarz" by C.J. Tudor

Tytuł: Kredziarz 
Autor: C.J. Tudor 
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Data wydania: 28 lutego 2018 
Liczba stron: 384

Ludzie potrafią ranić innych, nawet nie zdając sobie z tego sprawy

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA 

Od kiedy tylko przeczytałam opis tej książki, czułam, że to może być dobra lektura. Czy rzeczywiście jest to takie wielkie "wow"? O tym za chwilę. 

"Kredziarz" to thriller psychologiczny o grupce przyjaciół, którzy jako nastoletnie dzieci porozumiewają się ze sobą za pomocną kredowych ludzików. Pewnego razu, te kredowe ludziki, doprowadzają ich do lasu, w którym znajdują poćwiartowane zwłoki młodej dziewczyny. Trzydzieści lat później, każdy z nich dostaje list z narysowanym kredowym ludzikiem na szubienicy i kawałkiem kredy w kopercie. Kto stoi za tym dramatycznym morderstwem? Czy któryś z grupki przyjaciół miał coś z tym wspólnego? I gdzie podziewa się najważniejsza część ciała nieszczęsnej ofiary? Kto jest nadawcą listów?
Na pytania próbuje odpowiedzieć Ed, który za wszelką cenę chce odnaleźć sprawcę tego okropnego czynu. 

Akcja tej książki toczy się dość wolno, ale dużo się w niej dzieje, więc nie odczuwa się znużenia. Całość podzielona jest na dwie części - przeszłość, kiedy Ed i przyjaciele byli dziećmi i znaleźli zwłoki, oraz teraźniejszość, czyli historie z tajemniczymi listami. Ta przeplatanka jest bardzo dobrym zabiegiem, gdyż akcja dzięki temu płynnie się toczy i nabiera rozpędu. Moim zdaniem jest to bardzo fajna fabuła - nawet na film, jednak książce czegoś zabrakło. Jakiegoś mocnego akcentu zaskoczenia, zabrakło rozwinięcia tematu ludków, bo po tytule można wywnioskować, że są one głównym motywem tej książki, a ja odniosłam wrażenie, że to tylko mały wątek, a tak naprawdę książka toczy się wokół czegoś zupełnie innego. No i przede wszystkim wyjaśnienie tego morderstwa, odnalezienie sprawcy było dość przewidywalne i mało zaskakujące. 

Pomimo tego, że w "Kredziarzu" nie ma niczego nadzwyczajnego, to przyznaję, że mi czytało się tę książkę bardzo przyjemnie i szybko. Jest lekka w odbiorze, nie trzeba się na nią głowić, aby zrozumieć wątki. Bohaterowie są nieskomplikowani. Być może należałoby rozwinąć tę część książki, aby znalazła się choć jedna postać, która irytuje, intryguje, ciekawi... Nad tym można było jeszcze popracować, ale ogólnie moja opinia jest pozytywna. Spodziewałam się czegoś innego, mocniejszego, czegoś wzbudzającego grozę, a "Kredziarz" to lekki thriller. Myślę, że wymagający czytelnicy i znawcy gatunku będą zawiedzeni, ale u mnie książka jest na plus i pomimo minusów będę ją polecała. 

"Kredziarz" to debiut C.J. Tudor i myślę, że wypadła całkiem nieźle. Z chęcią sięgnę po jej kolejne książki, ponieważ styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu. Ma lekką rękę, fajnie kreuje świat, moim zdaniem bardziej powinna się skupić na charakterystycznych cechach bohaterów, aby ich trochę "wyindywidualizować", ale jak na pierwszy raz jest okay. Myślę, że w przyszłości Tudor może stać się bardzo poczytną pisarką, bo sam pomysł "Kredziarza" jest świetny. Jeszcze kilka takich pomysłów i jej książki staną się prawdziwymi bestsellerami. Czekam na to z niecierpliwością. 

A tymczasem pochwalcie się, co Wy sądzicie o "Kredziarzu". Kto ma i czytał? Kto nie ma, a chce przeczytać? Premiera 28 lutego! 

A za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)

sobota, listopada 26, 2016

#31 "Hygge. Klucz do szczęścia" by Meik Wiking

#31 "Hygge. Klucz do szczęścia" by Meik Wiking

Tytuł: Hygge. Klucz do szczęścia 
Autor: Meik Wiking 
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Data wydania: 9 listopada 2016
Liczba stron: 288

Dawno mnie tutaj nie było. Tygodniowa wizyta gości, zastój czytelniczy i brak czasu skutecznie mi uniemożliwił życie w blogosferze i na bookstagramie. Powoli wracam do mojej codziennej rutyny. Znów mogę zasiąść z kawą, książką oraz kocem i rozkoszować się ciszą i chwilą przyjemności dla siebie samej.

Dzisiaj wracam z "recenzją" książki, którą otrzymałam od wydawnictwa Czarna Owca, a mianowicie "Hygge. Klucz do szczęścia". W kilku słowach postaram się Wam przekazać czymże to tajemnicze hygge jest i do czego służy. Już teraz zdradzę Wam, że tak naprawdę większość z Was żyje według tej "filozofii" kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy. To było moje pierwsze spostrzeżenie po przekartkowaniu książki i nie myliłam się. Szybko zrozumiecie, że mam rację.

Hygge to duński sposób życia polegający na tym, aby doceniać małe rzeczy, cieszyć się życiem i towarzystwem bliskich. To radość z przebywania na świeżym powietrzu, palenia świec, jedzenia dobrych rzeczy. Hygge objawia się na każdym kroku - poprzez ubiór, wystrój mieszkania, a na spędzaniu wolnego czasu kończąc. Najlepiej jest to przedstawić na przykładach.
Wyobraźcie więc sobie, że zapada jesienny zmierzch, a Wy siadacie w ulubionym fotelu, zapalacie świeczki, pijecie gorącą herbatę i zaczytujecie się w ulubionej książce. To jest właśnie hygge. Pełnia szczęścia!
Albo na przykład; za oknem szaleje śnieżyca, a Wy siadacie na parapecie z lampką wina w dłoni, obok Was leży ukochany sierściuch, w tle leci nastrojowa muzyka, a Wy nie robicie nic innego, tylko przyglądacie się padającemu śniegowi. Hygge!
Zapraszacie do siebie znajomych. Wszyscy przychodzą w świetnych nastrojach i wspólnie przygotowujecie kolację, którą zjecie oglądając stare filmy albo grając w gry planszowe. Jest miła atmosfera, wszyscy czujecie się bezpiecznie i swobodnie w swoim towarzystwie. Czujecie się szczęśliwi. To hygge.
Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Zapewne teraz już zauważyliście podobieństwa do swojego życia. Wszak my, mole książkowe, uwielbiamy zaszyć się pod kocem z kawą/herbatą/czekoladą, zapalić nastrojowe świeczki i czytać. Wszyscy z nas również kochamy spędzać czas z przyjaciółmi i rodziną. Organizujemy wycieczki lub pikniki, zajadamy się słodkościami, cieszymy się chwilą spokoju, kiedy to uciekamy przed światem zewnętrznym tylko po to, aby odsapnąć, pobyć samemu, poczuć się komfortowo i bezpiecznie w swoich czterech ścianach. Wszystko to można określić jednym duńskim słowem hygge.

Do mnie ta książka trafiła w odpowiednim momencie, bo od tygodni zmagam się z jesienną chandrą. Nic mnie nie cieszy, jestem leniwa i marudna, najchętniej nie wychodziłabym z domu - zwłaszcza kiedy widzę pogarszającą się pogodę na dworze. Dlatego cieszę się, że dostałam tę książkę, bo dzięki niej moje samopoczucie trochę się polepszyło. Hygge mówi, że trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Celebrować ciszę i harmonię, sprawiać sobie przyjemność chociażby poprzez jedzenie czekolady lub ciasta. Trzeba spędzać miło czas ze znajomymi - gotując, spacerując, grając, biwakując. Kiedy tak sobie o tym myślę i wyobrażam sobie, że mogę robić te wszystkie rzeczy, to naprawdę robi mi się cieplej na sercu.

Muszę dodać, że jednym z najważniejszych momentów, w których możemy osiągnąć pełnię hygge jest Boże Narodzenie. Czas przedświąteczny jest idealny, aby tworzyć całą otoczkę, dzięki której nasze święta będą wyjątkowe i magiczne. Ja osobiście tych świąt nie lubię, ale tak sobie myślę... W moim mieście trwa właśnie Jarmark Bożonarodzeniowy. Można na nim znaleźć dosłownie wszystko - ozdoby, prezenty, jedzenie wszelkiej maści, mnóstwo słodkości i grzane wino. W tle leci przyjemna, świąteczna muzyka. I wiecie co? Wyobrażam sobie ten moment, kiedy wspólnie z moimi znajomymi pójdę na ten Jarmark, wszyscy będziemy mieli czerwone z zimna nosy, będziemy pić grzane wino i cieszyć się swoim towarzystwem. Chyba jednak uda mi się osiągnąć w tym roku świąteczne hygge.

Polecam Wam tę książkę. Jest łatwa w odbiorze. W środku znajdziecie mnóstwo wskazówek, co robić, aby być bardziej hygge. Mnie najbardziej urzekły przepisy na potrawy, które oddają znaczenie tej filozofii. Najbardziej zadowolona jestem z przepisu na grzaniec domowy, który już niejednokrotnie chciałam zrobić. W dodatku książka jest przepięknie wydana. Ma wspaniałe fotografie, dużo statystycznych ciekawostek. Jest malutka, zmieści się w każdej torebce, dzięki czemu może Wam wszędzie towarzyszyć. Jej autorem jest Meik Wiking - szef duńskiego Instytutu Badań nad Szczęściem. Po prostu genialna posada! Czy Wy też równie mocno chcielibyście pracować w takim miejscu?

Także gorąco polecam! Ja jestem mega zadowolona, że mam tę książkę na swojej półce.


Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger