Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty

sobota, lutego 18, 2023

#255 "Book lovers" by Emily Henry

#255 "Book lovers" by Emily Henry



Powiedzieć, że uwielbiam książki Emily Henry, to jak powiedzieć nic! 

Autorka serwuje nam kolejną, przecudowną, ciepłą, romantyczną historię o dwojgu ludzi, którzy poszukują na świecie swojego miejsca. "Book lovers" to historia o relacjach rodzinnych, o poświęceniu, odpuszczaniu i o książkach oczywiście. Znajdziecie w niej wszystko to, co kochacie - czyli miłość, humor i pięknie napisaną historię, która dla samych bohaterów książki jest jak z opowieść książki. To taka książka w książce :) 

Nora mieszka i pracuje jako agentka w Nowym Jorku. Za namową swojej siostry wyjeżdża na miesięczny urlop do małego miasteczka, w którym toczyła się akcja jednej z książek, nad którymi pracowała Nora. Dziewczyny wynajmują domek na uboczu, aby jak najbardziej nacieszyć się małomiasteczkowym klimatem. I choć Norze nie bardzo to pasuje, bo kocha Nowy Jork, jego gwar i ludzi tam mieszkających, to zawsze była skora do poświęceń i zawsze chciała spełnić wszystkie marzenia i potrzeby siostry. Dlatego mimo niechęci próbuje odnaleźć się w Sunshine Falls. I nawet zgadza się na abstrakcyjną listę "To Do" swojej siostry. Nora nie przypuszczała jednak, w tym małym, urodziwym miasteczku spotka Charliego, redaktora książek, który nie cierpiał powieści napisanej przed podopieczną Nory i który, zdawać by się mogło, również nie znosi małomiasteczkowego klimatu. Co zatem tam robił? Tego próbuje dowiedzieć się Nora. Dziewczyna nawet nie przypuszcza jak pobyt w Sunshine Falls ją odmieni i jak bardzo wpłynie to na jej życie rodzinne i zawodowe. 

Jest to książka na wszystkich miłośników książek! I romansów oczywiście. Jestem przekonana, że każda osoba, która pozna głównych bohaterów tej powieści, która pozna zakamarki tego uroczego miasteczka, z marszu zakocha się we wszystkim, co proponuje nam Emily Henry. Ta książka nie jest zwykłym romansem, bo jednak miłość nie jest tutaj na pierwszym planie. Chociaż w sumie jest, ale nie miłość damko - męska, tylko miłość rodzinna, siostrzana. Muszę przyznać, że postać Nory bardzo mi imponuje. Dziewczyna wiele przeszła w dzieciństwie, straciła obojga rodziców, jako nastolatka samotnie musiała opiekować się młodszą siostrą. Nora obiecała sobie wówczas, że Libby niczego nie zabraknie. Dlatego Nora mocno zagryzała zęby, dawała z siebie wszystko, walczyła o swoją rodzinę. Trudny młodzieńczych lat sprawiły, że Nora szybko dorosła, zaczęła mocno stąpać po ziemi, stała się konkretna i twarda, a w pracy była bezwzględną agentką. Nora to postać, którą się kocha lub nienawidzi, z pewnością nie można przejść obok niej obojętnie. 

Jeśli chodzi o Charliego, to mam mieszane uczucia. Już w prologu mogliśmy poznać jego zawodową stronę, która nijak ma się do reszty książki. Jak dla mnie za mało Charliego w Charlim. Dlatego też nie do końca pasuje mi stwierdzenie, że ta książka to "enemy to lovers", bo osobiście nie odczułam, żeby Charlie i Nora byli super wrogami. 

Całkowicie przepadałam w klimacie tej książki. Henry po raz kolejny mnie zachwyciła i sprawiła, że znalazłam się w zupełnie innym świecie. Z dala od trosk i problemów. Aż mi samej zaczęły się marzyć wakacje w takim spokojnym, odosobnionym miejscu, aby wsłuchać się w dźwięki natury, poobserwować miejscową społeczność, poznać kulturę i historię danego miejsca. Znaleźć się daleko od miejskiego szumu i tego ciągłego pędu i stresu. Ta książka naprawdę będzie dla Was taką "comfort zone", do której będzie wracać, kiedy poczujecie się przebodźcowani. 

I mimo że mamy dopiero luty, to myślę, że mam już mocnego kandydata do mojej topki najlepszych książek tego roku. Dajcie znać, czy czytaliście lub macie w planach "Book lovers"? 

sobota, stycznia 28, 2023

#254 "Bad Cruz" by L.J. Shen

#254 "Bad Cruz" by L.J. Shen


 Witajcie. 

W tamtym roku pisałam Wam o książce "Igrając z ogniem" L.J. Shen i powiem Wam, że do dzisiaj ciepło wspominam tamtą historię i jej bohaterów. Dlatego nie wahałam się ani przez moment, kiedy wydawnictwo Luna zaproponowało mi współpracę przy innej książce tej autorki. 

"Bad Cruz" to małomiasteczkowa powieść. Tennessee w młodym wieku została matką, wychowuje samotnie nastoletniego już syna i całe swoje życie podporządkowała właśnie jemu. Pracuje jako kelnerka w podrzędnej restauracji, znosi wszelkiego rodzaju obelgi i plotki, które krążą po mieście o jej reputacji. Nie przejmuje się nimi, choć gdzieś tam bardzo głęboko, boli ją, że nawet najbliższa rodzina w nie wierzy. Dziewczyna nie ma za wiele wsparcia, najwięcej siły daje jej właśnie syn. I choć Tennessee za wszelką cenę stara się udowodnić, że jest odpowiedzialną, samowystarczalną kobietą i matką, to jednak starania nie idą po jej myśli i często wpakowuje się w jeszcze większe tarapaty. I tak właśnie było, kiedy miała zarezerwować bilety na rejs przedślubny swojej siostry dla siebie i swojego przyszłego szwagra. 

Tennessee i Cruz znają się od czasów szkolnych, ale nigdy specjalnie za sobą nie przepadali. Cruz jest gwiazdą miasteczka, jest szanowanym lekarzem, mężczyzną, który nikomu nie odmawia pomocy, jest szarmancki, odważny i zawsze nienagannie się prezentuje. Jego idealna wizytówka irytuje Nessie, dlatego za nim nie przepada, ale dla dobra siostry postanawia pohamować swoje złośliwości i do czasu wesela trzymać swój cięty język w ryzach. 

I jak to w przypadku Tennessee bywa, dziewczyna zarezerwowała bilety na inny rejs, przez co ona i Cruz muszą spędzić kilka dni wyłącznie w swoim towarzystwie. I tutaj zaczyna się zabawa! 

Powiem Wam, że ta książka to coś więcej niż zwykły romans. Postać Tennessee jest wyjątkowa i kluczowa dla tej powieści. Autorka skupiła się na tym, jak bardzo plotki mają wpływ na nasze życie - zwłaszcza jak żyje się w małej, zamkniętej społeczności. Bardzo szkoda mi było głównej bohaterki. Przez lata nauczyła się egzystować w tym toksycznym miejscu, z ludźmi, którzy z niej drwią, którzy knują za jej plecami, którzy są wobec niej nieszczerzy i często robią jej po złości. Przestała się przejmować plotkami, dostosowała swoje zachowanie, swój ubiór, swoje słownictwo do standardów, które narzuciło jej społeczeństwo. Skrzętnie ukrywała swoje wewnętrzne "ja", przyodziała maskę, którą ciężko było złamać. Życie w takim nieustannym teatrze jest bardzo trudne i odbiło się to na Tennessee. Dziewczynie ciężko było komukolwiek zaufać, była butna i zadziorna, kiedy tak naprawdę wewnętrznie była delikatna i wrażliwa. Bała się pokazać komukolwiek swoją prawdziwą twarz, bała się zranienia, odrzucenia, bała się zawieść swoją rodzinę. Naprawdę było mi jej bardzo żal, ale cieszę się, że w jej życiu pojawił się Cruz, bo ten chłopak dostrzegł to co niewidoczne i swoimi sposobami spróbował odmienić Tennessee. 

Cruz to ten typ bohatera, który dla miłości jest w stanie zrobić wszystko. Wiedział, że pojawienie się obok Tennessee nie przyniesie mu poklasku, ale nie dbał o swój image, chciał jej pomóc, choć nie było to łatwe, bo bardzo się temu wzbraniała. Cruz bardzo mi imponował, zwłaszcza pod koniec książki, kiedy to wykazał się ogromnym charakterem. Nie chcę za wiele Wam zdradzać, ale myślę, że niejedna z Was pokocha tego bohatera. 

Po raz kolejny książka L.J. Shen porusza ważne tematy. Książki tej autorki to coś więcej niż historie romantyczne. Zawsze mamy poruszany tutaj jakiś problem, jakiś ważny temat, dzięki czemu te historie są prawdziwe, są ważne, poruszające i zapadające w pamięć. Bardzo łatwo można się utożsamić z bohaterami powieści, znaleźć w nich cząstkę siebie. Ja już po pierwszej książce zostałam fanką Shen, "Bad Cruz" tylko potwierdził mnie w mojej miłości. Z przyjemnością przeczytałabym inne książki tej autorki. Jeśli jeszcze nie znacie jej książek - to błąd! Fanki tego gatunku na pewno będą zachwycone tymi historiami i ich bohaterami. Bardzo Wam polecam!

środa, sierpnia 24, 2022

#249 "Igrając z ogniem" by L. J. Shen

#249 "Igrając z ogniem" by L. J. Shen



Hej, hej!

Nie mogłam się doczekać tej recenzji! Dzięki wydawnictwu Luna miałam ostatnio okazję przeczytać cudowną książkę, którą jest „Igrając z ogniem” autorstwa L. J. Shen. Opuśćmy kurtynę milczenia na niezbyt korzystną okładkę i skupmy się na treści, bo ta jest warta Waszej uwagi.

Grace jako młoda dziewczyna ulega poważnemu wypadkowi. W wyniku pożaru zostaje okaleczona, przez co połowa jej ciała nie wygląda tak jak wcześniej. Z żywiołowej, „popularnej” piękności, Grace zmieniła się w zakompleksioną, niepewną siebie i wystraszoną domatorkę, ukrywającą twarz pod czapeczką z daszkiem. Jej życie zaczyna się zmieniać, kiedy do food trucka, w którym pracuje przychodzi na etat West – nieprzystępny uczeń jej szkoły, nie cieszący się sympatią innych, biorący udział w nielegalnych walkach, ale za to bardzo rozchwytywany przez płeć przeciwną chłopak. Od tego momentu te dwa skrajnie różne charaktery muszą się dogadać, aby wzajemnie się nie pozabijać.

Opis tej książki brzmi bardzo stereotypowo. I niektóre wątki rzeczywiście takie są. Ale! Mi osobiście kompletnie to nie przeszkadzało, bo otrzymałam w zamian piękną historię. Zacznę od bohaterów, bo to oni wybijają się na pierwszy plan. Autorka stworzyła dwa różne od siebie charaktery, które w jakiś magiczny sposób do siebie pasowały. Grace mogłoby się wydawać jest szarą myszką, ale to wrażliwa, bardzo opiekuńcza i odpowiedzialna dziewczyna. Dźwiga na swoich barkach ogromy ciężar, zmaga się z traumatycznymi przeżyciami, które nie dają o sobie zapomnieć, bo wraca do nich za każdym razem, kiedy spogląda w lustro. A jakby tego było mało ma na utrzymaniu dom, musi zaliczyć semestr w szkole, a ponadto opiekuje się cierpiącą na demencję babcią. Jak na tak młodą dziewczynę to całkiem sporo obowiązków, a mimo to Grace się nie poddaje i w tym wszystkim znajduje czas dla przyjaciółki i nowego krnąbrnego współpracownika.

O Weście mogłabym napisać cały esej! Oczywiście jest to typowy bad boy z łatką playboya. Niepokorny, chodzący własnymi ścieżkami, niepodporządkowujący się żadnym zasadom. Zawsze dostaje to co chce i nie znosi odmowy. Ale West skrywa też drugą stronę swojej osobowości, która jest głęboko ukryta i niedostępna dla nikogo. On również nie ma łatwego życia. Utrzymuje siebie oraz rodziców, ima się różnych zajęć, także tych nielegalnych, aby zdobyć jak najwięcej pieniędzy i spłacić rodzinne długi, a także boryka się z ogromną traumą, o której nie może zapomnieć, a w Grace widzi swoje odkupienie. Dlatego tak bardzo ciągnie go do tej dziewczyny.

Ta książka to nie jest tylko love story. To historia o stracie i bólu, o wybaczeniu, walce o siebie, odkupieniu. Porusza bardzo ważne i trudne wątki, kieruje uwagę czytelnika na rzeczy, które mają czynić człowieka kimś lepszym. Każe odpuszczać sobie, dbać o siebie, walczyć o siebie, bo życie ma się jedno i nie można go zmarnować. West przez swój zadziorny charakter i brak litości, przez swoje chamskie i refleksyjne odzywki stara się pomóc Grace wyjść do z ukrycia. Zachęca ją do powrotu do normalnego życia, do spotkań z ludźmi, do odsłonięcia się. Pragnie jej pomóc i zabrać z jej barków cały ból i wszystkie kompleksy, które ma. Chce jej pokazać, że jest piękna ze względu na to jakim jest człowiekiem, a nie z powodu wyglądu. Z kolei Grace pragnie utemperować charakter Westwa, chce, aby ludzie go lubili i szanowali, bo jest odpowiedzialny i pomocny. Zależy jej, aby nie wpadał w kłopoty i nie walczył na prowizorycznym ringu, bo może przez to poważnie ucierpieć na zdrowiu. To, jak ta dwójka do siebie pasuje, jak pod przykrywką różnych sytuacji dba o siebie jest niesamowite. Relacja Grace i Westa to jedna z piękniejszych o jakich kiedykolwiek czytałam. A jak dodamy do tego ich zabawne dialogi, przekomarzanie, to jak wzajemnie wystawiają siebie na próby… Mamy książkę idealną!

Życzyłabym sobie, aby to był tylko pierwszy tom jakieś serii, bo genialnie się bawiłam przy tej książce, pokochałam bohaterów i żal mi było się z nimi rozstawać. Było to moje pierwsze spotkanie z L. J. Shen, ale z pewnością nie ostatnie, bo mam same dobre odczucia po lekturze, przypadł mi do gustu jej styl pisania i jestem bardzo ciekawa jakie inne historie wyszły spod jej pióra.

wtorek, lipca 12, 2022

#247 "Potyczki w raju" by Angie Hockman

#247 "Potyczki w raju" by Angie Hockman


 Hej, hej!

Mamy środek lata, a więc idealny czas za lekkie, niezobowiązujące lektury, które dostarczą nam uśmiechu, radości i zadowolenia. Z książki, o której Wam dzisiaj napisze bije słońce i czuć powiew ciepłego wiatru. To książka, która idealnie nadaje się na wakacje, więc jeśli nie znaleźliście dla siebie prawdziwie letniej powieści, to „Potyczki w raju” Angie Hockman mogą być właśnie dla Was.

Henley i Graeme pracują razem w firmie zajmującej się turystyką. Kiedy zostaje ogłoszony nabór na wyższe stanowisko, obydwoje stają do walki o awans. Henley jako doświadczony pracownik nie ma wątpliwości, że to właśnie jej należy się wyższe stanowisko. Jest wściekła, kiedy dowiaduje się, że do boju musi stanąć ze znienawidzonym kolegą. Obydwoje zostaną oddelegowani na tygodniowy wyjazd służbowy na wyspy Galapagos, aby na własnej skórze przekonać się jak wyglądają organizowane przez ich biuro rejsy oraz by podczas wycieczki ułożyć nową strategię firmy, która zagwarantuje którejś ze stron upragniony awans.

Ta książka jest wyjątkowa przez wzgląd na dwie ważne rzeczy. Po pierwsze porusza temat ekologii i dbania o środowisko. To, że głowni bohaterowie udają się właśnie na wyspy Galapagos jest nie bez znaczenia, ponieważ jest to naturalne środowisko wielu zagrożonych gatunków zwierząt. Dzięki temu czytelnik ma możliwość dowiedzenia się czegoś na temat żółwi, legwanów czy bardzo wyjątkowych ptaków. Oczywiście jest to bardzo ograniczona wiedza, ale przyznam, że podczas lektury ciągle googlowałam wspominane zwierzęta, czy po prostu dane wyspy i rozszerzałam swoją wiedzę o nowe rzeczy. Także jest to bardzo na plus!

Drugą ważną rzeczą, na którą autorka zwróciła uwagę to dyskryminacja kobiet w pracy. Jest to dłuższy wątek, który na pewno mocno wpłynie, zwłaszcza, na czytelniczki.

„Potyczki w raju” to klasyczny przykład książki „from enemies to lovers”, czyli od początkowej niechęci, główni bohaterowie wraz z postępem fabuły poznają się lepiej i odkrywają, że wiele ich łączy. Przyznam, że lubię ten typ romansu, ponieważ uwielbiam, jak bohaterowie się przekomarzają i dokuczają sobie. Sprawia to, że książka jest zabawna i na długo zapada w pamięć. Tutaj trochę zabrakło mi większej ilości zabawnych momentów. Kilka razy uśmiechnęłam się podczas czytania, ale chyba nie nazwałabym tej książki zabawną ani komedią. Jest to pozytywna, urocza i bardzo ciepła powieść osadzona w pięknej scenerii. Co do bohaterów – mam wrażenie, że zabrakło im wyrazistości. Więcej charakterystycznych cech miały drugoplanowe postaci.

Jak na romantyczną książkę – jestem usatysfakcjonowana. Nie będzie to moja ulubiona powieść lata, ale przyjemnie spędziłam z nią czas. Powróciłam wspomnieniami do własnych wyjazdów i trochę naładowałam baterie, bo mój urlop dopiero w październiku. Książce daje moją rekomendację i mocne 7/10.

poniedziałek, czerwca 06, 2022

#246 "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" by Emily Henry

#246 "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" by Emily Henry



Hej, hej!

Książka, z którą dzisiaj do Was przychodzę na pewno będzie hitem nadchodzącego lata. Wydaje mi się, że nie znajdziecie bardziej uroczej i wakacyjnej powieści, także jeśli zastanawiacie się nad tym, jaką książkę zabrać ze sobą na wakacje, to moją propozycją są właśnie „Ludzie, których spotykamy na wakacjach” Emily Henry.

Powyższy tytuł to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale mam na półce jej poprzednią książkę „Beach read”. Już sam tytuł wskazuje, że Henry lubi kręcić się wokół wakacyjnych klimatów. I ja akurat nie mam nic przeciwko, bo uważam, że bardzo brakuje nam powieści, które nadają się właśnie na wakacyjny czas.

„Ludzie, których spotykamy na wakacjach” po historia Poppy oraz jej przyjaciela Alexa. Dziewczyna dorastała w małym miasteczku i od początku edukacji nie układało się jej za dobrze z rówieśnikami, dlatego jej marzeniem było wydostanie się z rodzinnego miasta i zamieszkanie w wielkiej metropolii. Jej wybór padł na Nowy Jork, w którym Poppy rozpoczęła pracę dziennikarki i influencerki poczytnego podróżniczego magazynu. Jej praca polegała na podróżowaniu, odkrywaniu nowych miejsc i opisywaniu ich w gazecie, zachęcając tym samym czytelników do wyjazdów. Najczęściej towarzyszył jej w tym Alex, chłopak, którego poznała na studiach. Poppy i Alex byli jak ogień i woda, różnili się diametralnie, ale mimo wszystko znaleźli wspólny język, budując piękną i oddaną przyjaźń, a powyższe podróże i wspomnienia z nimi związane budowały i zacieśniały ich relacje jeszcze bardziej. Niestety, po jednej z wypraw ich kontakt się urwał na dwa lata i było to dla Poppy druzgocące. Dziewczyna postanowiła odnowić ich przyjaźń, zapraszając Alexa na wyjazd jak za starych dobrych czasów. I tutaj cała ta historia właśnie się rozpoczyna.

Dawno nie czytałam tak uroczej i zabawnej powieści. Czytając o przeżyciach z podróży Poppy i Aleksa uśmiech nie schodził mi z twarzy, a w moim sercu pojawiało się takie przyjemne uczucie, które towarzyszy mi zawsze, kiedy mam do czynienia z ciepłą i kojącą nerwy historią. Jednak poza tym, że jest ona „łatwa” i przyjemna, to ma ona w sobie również głębię, którą czytelnik powinien odkryć. Dla mnie „Ludzie, których spotykamy na wakacjach” to przede wszystkim historia o miłości i przyjaźni, o utraconych szansach, o szukaniu siebie i o podejmowaniu decyzji, które często nie są łatwe i niestety o samotności. Mamy tutaj prawdziwy przekrój ludzkich emocji, z którymi nasi bohaterowie muszą sobie poradzić, muszą odkryć czego chcą od życia i od siebie nawzajem, muszą zawalczyć o swoje szczęście i pokonać demony, z których największym jest ten o imieniu "Samotność". I podczas czytania tej powieści w głowie przyświecało mi znane przysłowie, że nie liczy się cel podróży, tylko to jak się do tego celu dochodziło. I to zdanie idealnie opisuje to, co autorka daje nam w tej książce. Poppy i Alex na przekroju lat poznają sobie coraz lepiej, żywią do siebie coraz to głębsze uczucia, nabierają do siebie coraz większego zaufania. Budują taką przyjacielską relację, jaką każdy z nas chciałby mieć. Są dla siebie oparciem i opoką, mogą na siebie liczyć w trudnych chwilach. I wydawać by się mogło, że Poppy wykorzystuje Alexa, bo to ona jest w tej relacji osobą bardziej przebojową, bardziej spontaniczną, jest dziewczyną, która się nie zatrzymuje, prze naprzód i idzie na żywioł. Tylko przypadkiem pod tą fasadą uśmiechniętej i przebojowej kobiety nie kryje się mała, samotna dziewczynka, która nie potrafi zrozumieć własnych uczuć. Alex to jej totalne przeciwieństwo – zawsze opanowany i kontrolujący, przygotowany na każdą sytuację, ceniący sobie porządek i spokój. I to właśnie on najczęściej ulega Poppy. Ale czy jemu to przeszkadza? Czy on nie jest równie samotny, co jego przyjaciółka, która ma przynajmniej możliwość częstego podróżowania i poznawania nowych ludzi, kultur i miejsc? 

Autorka pod przykrywką wesołej, wakacyjnej powieści ukryła bardzo ważną rzecz. Myślę, że wszyscy w pewnym momencie swojego życia mierzyliśmy się z osamotnieniem. Emily Henry bardzo dogłębnie opisuje ten problem i stawia swoich bohaterów w bardzo trudnej sytuacji. Każe im się zmierzyć z własnymi lękami i szukać rozwiązania problemu, który jest bolesny i przygnębiający. Poppy i Alex poprzez doświadczenia z podróży odkrywają, że ich relacja jest bardzo wartościowa i że mając siebie tak naprawdę nie potrzebują nic więcej. Tylko czy pogodzenie pragnień dwóch tak różnych osobowości jest w ogóle możliwe na dłuższą metę?

Gwarantuję Wam, że nie będziecie w stanie odłożyć tej książki dopóki jej nie skończycie. Zatracicie się w tej historii, polubicie bohaterów oraz ich wyjazdy wakacyjne. Będziecie z nimi płakać i śmiać się naprzemiennie, będzie ich kochać i nienawidzić jednocześnie. Jestem przekonana, że Alex i Poppy i ich relacja na długo zostaną Wam w pamięci. Ja już wspominałam to na Instagramie, że nie mam w zwyczaju czytać książek, które już znam, ale ta historia urzekła mnie na tyle, że wcale nie mam ochoty rozstawać się z tymi bohaterami i na pewno do nich wrócę. I myślę, że będzie to prędzej niż później.

Dlatego nie wahajcie się ani chwili i kupujcie „Ludzi, których spotykamy na wakacjach”. Ta historia dostarczy Wam niezapomnianej rozrywki i z pewnością stanie się powieścią, którą będziecie wymieniać w topce swoich ulubionych książek pod koniec roku.

wtorek, kwietnia 12, 2022

#243 "Nieznajomy z samolotu" by T.L. Swan

#243 "Nieznajomy z samolotu" by T.L. Swan



Hej, hej!

Dzisiaj mam coś dla fanów biurowego romansu. Zanim przejdę do mojej recenzji, na wstępie bardzo chciałabym podziękować wydawnictwu Niezwykłemu za możliwość przeczytania tej książki. To była czyta przyjemność!

Opowiem Wam dzisiaj o książce pt. „Nieznajomy z samolotu” T.L. Swan. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i zaliczam je do bardzo udanych, ponieważ powyższa książka porwała mnie bez reszty.

Główną bohaterką tej historii jest Emily. Dziewczyna wracając z Londynu, ze ślubu przyjaciółki spotyka w samolocie Jima – przystojnego nieznajomego, który od pierwszych minut zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. Wspólne rozmowy, żarty i flirty doprowadziły do upojnej nocy podczas międzylądowania w Bostonie. Niestety nieznajomy znika, nie prosząc Emily nawet o numer telefonu. Po roku Emily przeprowadza się do Nowego Jorku, aby rozpocząć karierę dziennikarki w jednej z najpotężniejszych film medialnych Ameryki. Doznaje tam szoku, kiedy dowiaduje się, że szefem wszystkich szefów Miles Media jest właśnie Jim! Od tamtej pory ich relacja nabiera rozpędu, jednak pogodzenie tak wielu różnic wcale nie jest dla nich proste.

Zacznę od tego, że odkąd Jameson pojawił się w tej książce, to całkowicie przepadłam! Urzekł mnie jego spokój i opanowanie, spodobało mi się to, że z początku nie robił żadnych seksualnych aluzji (choć szybko się to zmieniło). Relacja między głównymi bohaterami nawiązała się bardzo naturalnie, choć już na początku doszło między nimi do zbliżenia fizycznego. Nie zmieniło to jednak mojego dobrego zdania o Jamesonie. Mimo iż jest to mężczyzna bardzo zapracowany, zestresowany i poważny, to ma w sobie to „coś” co urzeka i sprawia, że kobietom miękną kolana w jego obecności. Dla mnie niezwykle ważne było to, że autorka pokazała jego słabości. Nie był on tylko bożyszczem, łamaczem niewieścich serc, bogatym, przystojnym i wysportowanym mężczyzną, który zawsze dostaje to co chce. Swan ukazała też jego wady, jego problemy, to że są sytuacje, w których i taki opanowany i bezkompromisowy biznesmen nie daje rady. Bardzo to urealniło tę postać przez co stała się bardziej przyjazna i dająca się lubić.

Bardzo mocną stroną tej książki są bohaterowie. Bo tak jak Jameson jest bardzo charakterystyczny, tak i Emily daje popalić. Jest bardzo charakterna, nie boi się wyzwań i umie postawić na swoim. Momentami jest prawdziwym wrzodem na tyłku Jima, ale chce przez to pokazać, że umie o siebie zawalczyć i że nie będzie żadną kukiełką, którą można dyrygować. Bardzo ją polubiłam!

I to, co jeszcze musicie o tej książce wiedzieć, to to, że jest to przezabawna historia. Wielokrotnie na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, a nawet kilka razy głośno się zaśmiałam. To jak Emily pogrywała sobie z Jamesonem to złoto! Prześmieszne było patrzenie na to, jak ten rosły facet nie potrafi poradzić sobie z najprostszymi rzeczami albo jak Emily wystawia go na różnego rodzaju próby, aby tylko sprowadzić go na ziemię i zrównać ze zwykłymi śmiertelnikami. Wyglądał przy tym tam nieporadnie, że tylko ktoś totalnie nieczuły nie uśmiechnąłby się na widok tych starań. Robił wszystko, aby zadowolić swoją ukochaną. A ona to skrzętnie wykorzystywała.

Ta historia pobudziła moje serce. Robiło mi się ciepło za każdym razem, kiedy główni bohaterowie spędzali wspólnie czas. Niektóre sytuacje były bardzo rozczulające, niektóre tak smutne, że serce bolało. Bohaterowie nie mieli łatwego życia, ich relacja nie była prosta, wymagała wiele pracy, poświęcenia i zrozumienia, bo spotkały się ze sobą dwa silne charaktery, które musiały nauczyć się odpuszczać. Ta historia to przede wszystkim ukazanie jak uczucia ewoluują, jak dojrzewają. Moim zdaniem to bardzo prawdziwy obraz miłości (mimo iż jest obsadzony w nierealnej scenerii – umówmy się, nie każdy zakochuje się we wpływowym biznesmenie). Cudownie było patrzeć jak główni bohaterowie się docierają, jak dojrzewają do tego uczucia, jak chodzą na kompromisy, poświęcają się i wspólnie budują fundamenty wspólnego życia.

Bardzo polecam Wam tę książkę. Myślę, że może to być początek jednej z moich ulubionych serii. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy historii o braciach Miles, bo tutaj mogliśmy poznać ich wszystkich i jestem niesamowicie ciekawa, co autorka zafunduje pozostałym przystojniakom. Koniecznie dajcie mi znać, czy macie w planach tę książkę. Myślę, że nie muszę Was dłużej zachęcać do sięgnięcia po nią.

poniedziałek, lutego 14, 2022

#239 "Walka z pokusą" by K.C. Lynn

#239 "Walka z pokusą" by K.C. Lynn



Hej, hej!

Wczoraj mieliśmy walentynki, więc dobrze się składa, że opowiem Wam dzisiaj o książce K.C. Lynn – „Walka z pokusą”. Jest to wznowione wydanie wydawnictwa Niezwykłego, więc całkiem możliwe, że ktoś z Was już tę książkę zna. Dla mnie była to nowa historia, mało tego, chyba jeszcze nigdy nie czytałam romansu, w którym główny bohater byłby żołnierzem. I już teraz mogę Wam zdradzić, że to połączenie bardzo mi się spodobało.

Głównymi bohaterami tej powieści są Julia i Jaxson. Poznajemy ich jako nastolatków. Spotkają się w traumatycznych okolicznościach, które mimo wszystko łączą ich za zawsze. Julia i Jax stają się nierozłączni, naradza się między nimi wielka przyjaźń, która przechodzi przez trudny czas, kiedy chłopak postanawia zaciągnąć się do marynarki wojennej i wyjechać. Pod jego nieobecność, przez 6 kolejnych lat, Julia i Jaxson spotykają się zaledwie raz, a ich kontakt z czasem się urywa. Dziewczyna nosi w sobie wielki żal i smutek, próbuje go zagłuszyć, ale kiedy Jackson ponownie staje w jej drzwiach wszystkie uczucia odżywają.

Spodobała mi się ta książka, mimo iż ma kilka minusów od których zacznę. Po pierwsze, fabuła jest bardzo przewidywalna. Autorka tak potoczyła historię i wprowadziła tak charakterystyczne wątki, że tylko czytelnik, który na co dzień nie czyta romansów mógłby się nie domyślić tego, co wydarzy się dalej. Ja od początku miałam swoje przypuszczenia i prawie w ogóle się nie pomyliłam. Było kilka zaskoczeń, choć nie były one zbyt spektakularne. Wydaje mi się, że autorka mogła pokusić o większy plot twist, dzięki czemu książka byłaby bardziej zaskakująca i ciekawsza. A po drugie, trochę irytował mnie główny bohater. Wiecie, przywykłam do tego, że w romansach męskie postaci są silne, stanowcze i nie znoszące sprzeciwu. Jednak Jaxson miał w sobie coś takiego, że bardzo szybko się „zapalał”. Nie pozwalał swojej dziewczynie na żadne interakcje z płcią przeciwną. Nawet ze swoimi długoletnimi przyjaciółmi, którym – jak twierdził – ufał. Julia nie mogła nikogo przytulić, nikogo pocałować w podzięce, bo Jaxson od razu miał mord w oczach. Strasznie mnie wkurza takie zachowanie, bo tak chora zazdrość jest bardzo toksyczna. Powinien spasować i nieco bardziej ufać ludziom. Poza tym denerwowało mnie jego niezdecydowanie. Z jednej strony deklarował, że Julia to miłość jego życia, z drugiej strony ją odtrącał i nie mówił, co mu leży na sercu. Nie dopuszczał jej do najmroczniejszej części swojej duszy, do swoich trudnych przeżyć z misji pod pretekstem chronienia jej, nie chciał jej obarczać swoimi tramami. Ciągle powtarzał, że jest dla niej nieodpowiedni, a jednocześnie nie pozwalał jej na spotkania z innymi mężczyznami.

Co by nie było postać Jaxsona jest bardzo skomplikowana. I uważam, że jego emocje są najmocniejszym punktem tej książki. Chłopak jako żołnierz bardzo dużo przeżył, wiele wycierpiał fizycznie i psychicznie, nosił wiele niezagojonych ran. Uważał, że zawiódł siebie, swoich kolegów i osoby, które miał chronić. Nie potrafił sobie poradzić ze swoimi emocjami, dlatego zamknął się na nie. Ale ciężko jest zapomnieć o takich przeżyciach, chociażby dlatego, że wspomnienia wracają do niego nocami. Wspaniale było obserwować jego przemianę i to jak bardzo Julia mu w tym pomogła, mimo iż notorycznie ją odtrącał. Ich relacja pokazuje jak ważne w związku jest zaufanie, wsparcie i przeżywanie wszystkich sukcesów i porażek razem.  Dzięki temu Jaxson choć trochę uwolnił się ze szponów przeszłości. Uważam, że dalszym ciągu powinien pracować nad swoją zazdrością, porywczością i agresją, ale wierzę, że małymi kroczkami osiągnie sukces. Mam nadzieję, że będziemy mogli oglądać jego postępy w kolejnych częściach tej serii, mimo iż będzie on tylko postacią drugoplanową.

Myślę, że ta książka spodoba się osobom, które lubią mocny ładunek emocjonalny w powieściach. Bo nie jest to prosta i łatwa historia. Dzieje się w niej dużo niedobrych rzeczy, bohaterowie zmagają się z traumami. Fabuła jest przewidywalna, jednak ani na moment nie zwalnia tempa. Dużo się tutaj dzieje. Część z Was na pewno będzie zawiedziona i miała poczucie, że „gdzieś to już czytała”, ale moim zdaniem warto jest dać szansę tej książce, wczuć się w emocje bohaterów, cierpieć i radować się razem z nimi. Mną targały sprzeczne emocje, ale ostatecznie dobrze odbieram tę historię. Myślę, że dobrym potwierdzeniem moich słów będzie to, że już zamówiłam sobie drugi tom, choć najbardziej czekam na trzeci, bo będzie w nim opisana historia najbardziej tajemniczego z trzech żołnierzy.

wtorek, lutego 08, 2022

#238 "Układy miłosny" by Sarah Hogle

#238 "Układy miłosny" by Sarah Hogle



Hej, hej!

Dawno mnie tutaj nie było, a to za sprawą mojego kryzysu czytelniczego, ale powoli zaczynam z niego wychodzić, więc jest szansa na regularne publikacje.

Dzisiaj przychodzę do Was ze świetną książką!  „Miłosny układ”  Sarah Hogle to książka na zimne wieczory. Rozgrzeje Was i rozbawi do łez. Nicholas i Noemi są parą przygotowującą się do ślubu. Jednak nic nie jest tak jak powinno być, bowiem para pała do siebie niechęcią. Posuwają się do najokrutniejszych i najohydniejszych zagrywek, aby tylko obrzydzić sobie pomysł zaślubin oraz aby sprawić, aby to drugie odwołało ślub i było przyczyną rozpadu ich związku. Tak, bardzo dojrzałe zachowanie, prawda?

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę nie mogłam uwierzyć, że kiedykolwiek Nicholasa i Noemi łączyły przyjacielskie stosunki. Nie mówiąc o miłości. Obydwoje zachowywali się irracjonalnie i swoim zachowaniem tylko utwierdzali mnie w tym, że w ogóle nie powinni być razem. Dzieliło ich dosłownie wszystko. Nie rozumiałam dlaczego po prostu się nie rozstali albo nie poszukali pomocy u specjalisty. Kompletnie nie widziałam sensu w ich ślubie, skoro nie potrafili ze sobą nawet rozmawiać. Nie mogłam zrozumieć, co w przeszłości ich połączyło i co sprawiło, że narodziło się między nimi uczucie. Oczywiście wraz z postępem fabuły wszystkie niuanse ich relacji zaczęły pojawiać się na swoim miejscu, dzięki czemu mogliśmy dowiedzieć się, kiedy ta para się poznała, w jaki sposób i co ich tak naprawdę łączy, a co stanowi największe przeszkody w ich związku.

To co wysuwa się na pierwszy plan tej książki to jej zabawne podejście do tematu. Tak jak wspomniałam wyżej Nicholas i Noemi wspinali się na szczyty swojej kreatywności, aby tylko sobie dopiec. Na każdym kroku wystawiali swoją cierpliwość na próbę. Nie miało to na celu wyrządzenia sobie krzywdy, bardziej chodziło, aby zirytować tę drugą stronę, zrobić jej na złość. I trzeba przyznać, że niektóre ich pomysły były szalone. Podczas lektury cały czas miałam uśmiech na ustach, naprawdę bawiłam się przednio, dzięki czemu zapamiętam tę historię na długo i z pewnością będą ją wszystkim polecała.

Książka ma oczywiście na celu pokazanie nam co tak naprawdę w życiu się liczy. Bohaterowie mają trudne charaktery, ale wystarczyła chwila uwagi, rozmowy, wspólnie spędzony czas, aby zrozumieć jaki skarb ma się koło siebie. Kiedy Nicholas i Noemi zaczęli patrzeć w tym samym kierunku zrozumieli, że ten związek da się uratować. Od tamtej pory wychodzili z siebie, aby tylko udowodnić partnerowi swoje uczucia, powoli, małymi kroczkami dążyli do odbudowania swojej relacji, choć nie było to proste, bo na przeszkodzie stała nadopiekuńcza, konserwatywna matka Nicholasa, która jawiła się jako cerber stojący na drodze do szczęścia głównych bohaterów.

Podsumowując, „Układ miłosny” to ciepła, przezabawna historia miłosna, przy której z pewnością nie będzie się nudzić. Rozbawi Was do łez, wzruszy i zapewni rozrywkę na kilka wieczorów. Ja Wam bardzo polecam, bo uważam, że to idealna książka, która rozgrzeje Wasze serca.  Pokochacie tę historię i tych bohaterów. Spróbujcie, a nie pożałujecie!

wtorek, grudnia 28, 2021

#236 "Piękny gangster" by JT Geissinger

#236 "Piękny gangster" by JT Geissinger



Hej, hej!

Witam się z Wami w ostatnich dniach 2021 roku. Poniższa recenzja będzie najprawdopodobniej ostatnią w tym roku, więc już teraz chciałabym Wam życzyć szczęśliwego Nowego Roku, abyście byli uśmiechnięci i zadowoleni, abyście zrealizowali wszystkie swoje plany i postanowienia, by nie zabrakło Wam dobrych książek do czytania, a doba była tak elastyczna, aby Wasze stosy hańby zniknęły raz na zawsze :)

Jak widzicie po zdjęciu dzisiaj napiszę Wam o kolejnym romansie z mafią w tle. Chyba już wspominałam, że ten typ romansu jest moim ulubionym? Jeśli nie, to właśnie uroczyście oświadczam, że nic nie kręci mnie bardziej od mafii.

Tytułowy gangster to Liam Black, zamożny, przystojny i bardzo niebezpieczny szef wszystkich szefów. Systematycznie odwiedza małą kawiarenkę, w której pracuje Tru – młoda, aspirująca prawniczka. Black nie spuszcza dziewczyny z oczu, więc w końcu dochodzi do konfrontacji. Mężczyzna ratuje dziewczynę z opresji, co doprowadza go na skraj wytrzymałości. Łamie się w swoim postanowieniu i mimo wszystko postanawia zbliżyć się do dziewczyny. Proponuje jej szalony plan, po którym mają się rozstać na dobre. Czy jednak Tru zdoła trzymać emocje na wodzy i nie zaangażuje się w tę relację uczuciowo? Czy owe rozstanie nie złamie jej serca?

Zacznę od minusów, które rzuciły mi się w oczy. W książce Tru była opisywana jako bardzo nieśmiała dziewczyna. Jednak nic nie może być dalsze od prawdy. Uwierzcie mi – ja jestem nieśmiała i nigdy w życiu nie zachowywałabym się podobnie do niej. Także tutaj był mały zgrzyt, o którym myślałam czytając tę książkę. Co do reszty to niestety mamy tutaj mało mafii w mafii. Za mało porachunków, za mało niebezpiecznych mężczyzn, za mało akcji… Autorka skupiła się głównie na relacji między głównymi bohaterami, co nie jest złe same w sobie, ale tak jak wspomniałam na początku jestem fanką tych klimatów w romansach i zawsze chcę więcej :)

Pomimo tego, że postać Tru była trochę niekonsekwentna, to polubiłam ją. Podobało mi się to, że starała się trzymać z daleka od niebezpiecznego mężczyzny, który ją tak naprawdę stalkował. Nie chciała zgodzić się na jego plan, czym bardzo mi zaimponowała. Słuchała rozumu, a nie serca i myślę, że gdyby Liam jej nie zaskoczył, to wyleczyłaby się z tej chorej obsesji. Ale wiadomo, gdyby tak się stało to nie mielibyśmy o czym czytać. Podobało mi się, że ich relacja budowała się etapowo, choć pociąg seksualny między głównymi bohaterami czuć od pierwszych stron. Mamy tutaj dużo gierek między Liamem i Tru, które rozbudzają wyobraźnię i sprawiają, że na twarzy czytelnika pojawia się uśmiech. Nie brakuje oczywiście namiętnych scen łóżkowych i trzeba przyznać, że ta historia jest naprawdę gorąca. Także sami widzicie, że brak hucznych strzelanin rekompensuje burzliwa relacja głównych bohaterów.  Na końcu tej historii pojawił się ciekawy plot twist, którego się nie spodziewałam, więc cieszę się, że autorka potrafiła mnie zaskoczyć. Jak się czyta tyle romansów, to coraz trudniej o zaskoczenia, a JT Geissinger się to udało.

Cieszy mnie to, że jest to nowa seria, więc będziemy mieli jeszcze kilka tomów. Mam swoje podejrzenia, kto będzie bohaterem drugiej części i przyznam, że jestem jej bardzo ciekawa. Mam nadzieje, że wkrótce się u nas ukaże.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Niezwykłemu za egzemplarz książki i możliwość jej przeczytania.

czwartek, grudnia 16, 2021

#235 "Przyjacielski układ" by Karina Halle

#235 "Przyjacielski układ" by Karina Halle



Hej, hej!

Dawno mnie tutaj nie było, ale to dlatego, że coraz częściej jestem dostępna na Instaramie. Jeśli jeszcze mnie tam nie śledzicie, to zachęcam :) NA.REGALE

Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo ciekawą książką. Na myśli mam „Przyjacielski układ” Kariny Halle. W tej historii poznajemy trójkę bohaterów, którzy przyjaźnią się ze sobą od lat. Dwoje z nich, Stephanie oraz Linden w wieku dwudziestu pięciu lat postanawiają zawrzeć pakt. W związku z tym, że obydwoje nie mają szczęścia w miłości i trafiają na nieodpowiednie osoby, umawiają się, że kiedy skończą trzydziestkę i żadne z nich nie będzie w poważnym związku, to wezmą ślub. I tak oto mija kolejnych pięć lat, partnerzy przychodzą i odchodzą, a przyjaźń między tą dwójką coraz bardziej się zacieśnia. A kiedy upragniony wiek staje się faktem przyszedł czas na wypełnienie obietnicy, ale mimo wszystko nie jest ona tak łatwa do zrealizowania.

Nie macie pojęcia jak dobrze się bawiłam podczas tej lektury. Zaraz Wam o tym opowiem, więc się dowiecie :) Zaczynając tę książkę nie miałam co do niej wielkich oczekiwań, bo nie znam twórczość tej autorki. Jest nowa w Polsce, aczkolwiek ma całkiem zacny dorobek. Zawsze sceptycznie podchodzę do autorów, których nie znam, bo lubię ten moment wielkiego zaskoczenia i miłości, która się we mnie rodzi do twórcy. I myślę, że na linii ja – Karina Halle zaczyna trochę iskrzyć. Bardzo podobało mi się to, że jest to niezobowiązująca książka. Mam przez to na myśli, że nie wywołuje ona skrajnych emocji, nie przygnębia, nie wywołuje łez, ani nie wpędza w totalną euforię. Jest zrównoważona. Nie porusza poważnych tematów. Jest łatwa, lekka i przyjemna i właśnie takiej lektury oczekiwałam.

Trzeba przyznać, że „Przyjacielski układ” to bardzo gorąca historia. Od pierwszych stron czuć, że między głównymi bohaterami iskrzy, jednak łączy ich „tylko” przyjaźń i każde z nich boi się wykonać ten pierwszy, najważniejszy krok ku miłości, aby nie zniszczyć tej relacji, która ich łączy. Wiele prawdziwych przyjaźni skończyło się właśnie po tym, jak jedna z osób wykonała jakiś romantyczny ruch, który nie został odwzajemniony. Zarówno Linden jak i Stephanie bardzo się tego boją, ponadto obydwoje mają w głowie trzeciego członka ich paczki – Jamesa, który jest byłym chłopakiem Steph. Trzeba przyznać, że bohaterowie mierzą się ze swoimi rozterkami i próbują odpowiedzieć na pytanie – co jest ważniejsze? Bo każdy błąd może zakończyć ich długoletnią, prawdziwą przyjaźń.

Tak jak powiedziałam, ja od tej książki nie oczekiwałam fajerwerków, nie chciałam, aby mnie zasmuciła, aby złamała mi serce i wywołała potok łez. Oczekiwałam lekkiej historii, która wprowadzi mnie w doby nastrój, która mnie rozbawi i która wywoła u mnie dobre samopoczucie. I tak się właśnie stało! Dlatego uważam, że jest to super książka. Przeczytałam ją bardzo szybko, autorka zadbała o dynamiczną akcję, a także o bohaterów drugoplanowych, których historie będzie mogła rozwijać w kolejnych częściach serii o braciach McGregor. Bo tak, „Przyjacielski układ” to pierwsza część serii i mam nadzieję, że niebawem kolejne jej tomy ukażą się w Polsce.

Także bardzo dziękuję wydawnictwu Niezwykłemu za możliwość przeczytania tej książki. Świetnie się przy niej bawiłam i na pewno będą ją polecała wszystkim fanom romansów.

czwartek, grudnia 02, 2021

#234 "Zniewalający opiekun" by Kristen Ashley

#234 "Zniewalający opiekun" by Kristen Ashley



Hej, hej!

Grudzień dobrze się zaczął, bo już zdążyłam przeczytać pierwszą książkę w tym miesiącu. Na myśli mam „Zniewalającego opiekuna” od Kristen Ashley. Jest to kolejny tom serii Rock Chick, a jej głównymi bohaterami jest Sadie – córka narkotykowego bossa, który właśnie wylądował w więzieniu oraz Hector, jeden z pracowników agencji detektywistycznej, który pomógł w ujęciu ojca  Sadie.

Historia głównych bohaterów jest dość skomplikowana. Po tym jak ojciec Sadie został skazany i umieszczony w więzieniu, dziewczyna przejęła cały rodzinny majątek, ale ktoś musi zająć miejsce bossa i czwórka przebiegłych i szalonych braci Balduccich za wszelką cenę próbują przejąć tron, jednocześnie zdobywając Sadie. Jednak dziewczyna nie ma to najmniejszej ochoty, chce odciąć się od przestępczego światka, ale wie, że nie będzie to łatwe. Czuje zagrożenie ze strony Balduccich, dlatego zjawia się w agencji detektywistycznej i prosi o pomoc. Niestety początkowo spotyka się z odmową, co doprowadza do bardzo smutnych i bolesnych przeżyć. Do akcji wkracza Hector, człowiek, który zna Sadie, który odgrywał rolę prawej ręki jej ojca tylko po to, aby zdobyć obciążające go dowody. Chłopak nie może znieść krzywdy, która została wyrządzona bezbronnej dziewczynie, postanawia, że wraz z kolegami z agencji będą ją chronić, aby sytuacja się już nie powtórzyła. W międzyczasie między Sadie i Hectorem odradza się uczucie, które niegdyś już ich połączyło.

Jest to trzeci tom tej serii, który przeczytałam i ten podobał mi się najbardziej. Nie do końca zapałałam sympatią do Sadie. Ta dziewczyna jest bardzo pogubiona. Wychowywana pod kloszem, pośród silnych i niebezpiecznych mężczyzn, od maleńkości była uczona, co wypada a czego nie, a po odejściu matki jej jedynym wzorem do naśladowania stał się bezwzględny przestępca, którym był jej ojciec. Sadie się buntowała, nie chciała tak żyć, jednak nie była w stanie uwolnić się od ojca. W związku z tym, kiedy dorosła uważała siebie za kogoś gorszego, bo uważała, że jest definiowana przez ojca. Myślała, że nie zdobędzie przyjaciół, nikt jej nie pokocha, bo nikt nie chciałby mieć wśród znajomych córki narkotykowego bossa. Dlatego też Sadie stworzyła sobie alterego, przybierała twarz zimnej i nieczułej Książniczki za każdym razem, kiedy ktoś okazywał jej sympatię czy wsparcie. Uważała, że to uchroni są przed utratą kolejnej osoby, którą pokocha. Dopiero Hector małymi krokami sprawiał, że mur Sadie pękał. Dziewczyna z marszu zdobyła jego serce, została przygarnięta do szalonej paczki dziewczyn z Rock Chick, poznała co to prawdziwe, szczere wsparcie, co to znaczy bezinteresowna pomoc, zobaczyła, że przyjaciele to rodzina z wyboru, która nie zadaje niepotrzebnych pytań.

Natomiast bardzo polubiłam postać Hectora. Spodobało mi się to, że się nie poddaje i uparcie dąży do celu, czyli do zdobycia serca Sadie. Jednocześnie dbał o jej bezpieczeństwo, na własną rękę szukając i eliminując jej wrogów. Hector wykazał się ogromnymi pokładami cierpliwości, która w niektórych momentach się kończyła, jednak mając do czynienia z taką dziewczyną, nie trudno o utratę kontroli. Podobało mi się, że Hector uczył Sadie, że istnieje coś takiego jak bezinteresowna pomoc. Pokazał jej jak może wyglądać szczęśliwe życie, że nie nosi na sobie żadnego piętna, że rodzina nie wpływa na jej postrzeganie przez innych, a jedynie jej własne czyny świadczą o tym jakim jest człowiekiem.

Książki tej serii nie są historiami nad którymi będziecie płakać, do których będzie z miłością wracać, które z utęsknieniem będziecie wspominać. Te historie nie są ckliwe, wzruszające, nie są słodko romantyczne. Jednak mają coś w sobie, bo są o prawdziwych ludziach. Bohaterowie tych książek ponad wszystko stawiają siebie, udowadniają, że prawdziwa przyjaźń istnieje i jaka jest jej moc. Zawsze warto jest o tym czytać, bo w dzisiejszych czasach bardzo często się o tym zapomina. Żyjemy w pewnym rodzaju marazmie, dbamy tylko o własne interesy, widzimy tylko czubek własnego nosa. Ogarniamy własne życie, pracujemy na własny rachunek, jesteśmy zmęczeni i modlimy się o to, aby nikt niczego od nas nie chciał. A to bardzo ważne, aby dbać o przyjaźnie, aby wiedzieć, że mamy kogoś kto nam pomoże o każdej porze dnia i nocy, że drobne uprzejmości nic nie kosztują, a mogą komuś naprawdę pomóc, zrobić dzień, wywołać uśmiech. Nie zapominajmy o tym, bo przyjaźnie w życiu są naprawdę bardzo ważne. Wiem to z własnego doświadczenia :)

wtorek, listopada 23, 2021

#233 "Życie jest zbyt krótkie" by Abby Jimenez

#233 "Życie jest zbyt krótkie" by Abby Jimenez



Hej, hej!

Ale mam dla Was dzisiaj super książkę! Dawno nie czytałam czegoś tak przyjemnego jak „Życie jest zbyt krótkie”. Za możliwość poznania tej historii bardzo dziękuję wydawnictwu Muza J

Abby Jimenez zyskuje coraz większą popularność w naszym kraju. Po przeczytaniu powyższej książki przestało mnie to dziwić, bo od teraz sama zaliczam się do grona jej fanów. W książce „Życie jest zbyt krótkie” poznajemy Vanessę – dobiegającą trzydziestki, piękną i przebojową youtuberkę, która mimo trudności życiowych stara się zachować pogodę ducha. Opiekuje się swoją nowonarodzoną siostrzenicą, ponieważ jej prawdziwa matka jest uzależniona od narkotyków i odtrąciła swoje dziecko. Pewnej nocy, kiedy mała Grace daje Vanessie popalić, do drzwi jej mieszkania puka Adrian – przystojny prawnik mieszkający po sąsiedzku, i oferuje zmęczonej dziewczynie pomoc. Tak zaczęła się piękna historia przyjaźni między Vanessą i Adrianem. Ale czy by na pewno tę dwójkę połączy wyłącznie przyjaźń?

Na samym początku muszę coś powiedzieć. Wszyscy od dnia premiery bardzo zachwalali tę książkę. Z wielkim entuzjazmem zabrałam się za lekturę, ale nikt nie uprzedził, że główny bohater jest tak wspaniały, ciepły, pomocny, współczujący, dobry, wrażliwy i odważny, a w dodatku piekielnie przystojny, że można się w nim z marszu zakochać! Rozpływałam się nad wszystkim co robił i mówił. Adrian to ten typ bohaterka obok którego nie można przejść obojętnie, od razu serce zaczyna szybciej bić, kiedy tylko wkracza do akcji. Jest idealnym mężczyzną, o którym marzy większość dziewczyn. Ja na pewno! :) Ta książka na okładce powinna mieć napis, że przeczytanie grozi złamanym sercem i nieodwzajemnioną miłością. Także czytacie na własną odpowiedzialność.

Historia tych dwojga nie jest łatwa. Od początku znajomości ustalają, że nie interesuje ich romantyczna relacja. Adrian jest świeżo po trudnym rozstaniu z wieloletnią partnerką, a Vanessa jest przekonana, że cierpi na nieuleczalną chorobę, która w jej rodzina jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Stąd też skupiają się na przyjaźni, wzajemnie sobie pomagają, wspierają się i mogą na siebie liczyć o każdej porze dnia i nocy. Jednak zdaje się, że od przyjaźni do zakochania w tym przypadku jest całkiem niedaleko.

Ta książka to idealny przykład powieści nadającej się na długie zimne wieczory. Ta historia ukoi Was po ciężkim dniu, otuli Was swoją przytulnością niczym ulubiony kocyk, wielokrotnie Was wzruszy i rozbawi. Czytając o Vanessie i Adrianie ciągle czułam ciepło na sercu, które nie opuszczało mnie do ostatniej strony. Pomimo tego, że wprawi Was w dobry nastrój, to jeszcze niesie za sobą przekaz, aby korzystać z każdej nadarzającej się okazji, cieszyć się życiem, nie bać się nieznanego. Naprawdę dawno nie czytałam książki, która tak optymistycznie by mnie nastrajała, którą czyta się z uśmiechem na twarzy, książki tak ciepłej, wielobarwnej, z cudownymi bohaterami, którzy kradną serce. Mogłabym się rozpływać nad tą historią jeszcze bardzo długo, jednak najlepiej będzie jak sami po nią sięgniecie i przekonacie się, że to bardzo wyjątkowa książka, którą zapamiętacie na długo.

Ja mam w planach nadrobienie pozostałych dwóch książek Abby Jimenez. Czuję, że narodzi się z tego wielka miłość i Jimenez zostanie jedną z moich ulubionych pisarek.

wtorek, listopada 02, 2021

#230 "Corrado" by Bella Di Corte

#230 "Corrado" by Bella Di Corte



Hej, hej.

Dzięki wydawnictwu Muza miałam możliwość przeczytania trzeciego, ostatniego tomu serii Belli Di Corte „Gangsterzy Nowego Jorku” pt. „Corrado”. Bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej powieści i już śpieszę z jej recenzją.

Jak nazwa wskazuje głównym bohaterem tej historii jest Corrado – mafioso z szemraną przeszłością, kierujący się chęcią zemsty. Jest nią zaślepiony i nie spoczywa w poszukiwaniach człowieka, który mocno zaszedł mu za skórę. Nie zaprzestaje poszukiwań nawet wtedy, kiedy dostaje zlecenie na odnalezienie dziewczyny, która niegdyś  mocno podpadła członkowi gangu. I tym zbiegiem okoliczności Corrado poznaje Alcinę – młodą i piękną dziewczynę o bujnych kształtach, w której zakochuje się bez pamięci. Teraz poza chęcią zemsty, kieruje nim chęć ochronienia ukochanej przed konsekwencjami czynu z przeszłości, a jedyną opcją, która sprawi, że Alcina będzie nietykalna, to jej poślubienie.

Jeśli miałabym wybierać, która część najmniej mi się podobała, to wybrałabym właśnie „Corrado”, ale zacznę od plusów. Akcja tej historii w połowie toczy się we Włoszech i to właśnie sceny z tego kraju są moimi ulubionymi. Autorka zabrała nas do pięknego regionu, do sadu oliwnego, wykreowała świat oblany słońcem, pachnący oliwkami, parny i duszny, ale jednocześnie pełen życia i radości. Ja uwielbiam klimat śródziemnomorski, mogłabym mieszkać w Grecji lub południowych Włoszech i właśnie dlatego ta część powieści tak bardzo mi się podobała. Bella Di Corta oddała charakter rodowitych Włochów, ich przyzwyczajenia i sposób bycia. Na stronach książki czuć było panującą tam atmosferę i silne relacje rodzinne wiążące bohaterów.

I cała fabuła była bardzo podobna do poprzednich, zdążyłam się już do tego przyzwyczaić i w sumie nie przeszkadza mi to tak bardzo. Natomiast w moim odczuciu związek Corrado i Alciny, ze wszystkich trzech przedstawionych w serii, był najbardziej toksyczny. Kochali się na zabój – dosłownie, nie zamierzam umniejszać ich uczuć, ale to jak niekiedy się względem zachowywali przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Nie będę też ukrywać, że w tej części są najodważniejsze sceny erotyczne, jedna z nich na długo zapada w pamięć, ale to do czego doszło między głównymi bohaterami to gruba przesada. Corrado moim zdaniem trochę terroryzował swoją ukochaną, miał nad nią przewagę psychiczną, stosował szantaż emocjonalny. Teksty „lepiej od razu mnie zabij, jeśli masz zamiar odejść” były poniżej pasa. Strasznie nie lubię takich historii. Staram sobie tłumaczyć, że mimo wszystko ich zachowanie kierowane były silnym poczuciem miłości, ale mimo wszystko na pierwszy rzut oka było widać, że ten związek niesie za sobą znamiona toksycznego.

Cała fabuła była dość przewidywalna. Tak jak wspomniałam wyżej, autorka w tej serii stworzyła powtarzający się schemat, więc poza drobnymi różnicami czytelnik wie, czego może się spodziewać. Dobrze, że mamy tylko trzy tomy, bo na dłuższą metę byłoby to męczące i coraz mniej interesujące.

Podsumowując, czy poleciłabym tę serię? Tak! Poniżej podam Wam linki do pozostałych recenzji i sami będziecie mogli ocenić, czy chcecie się zapoznać z tą serią. Myślę, że głównie fani książek romantycznych się w niej odnajdą, bo jednak na tle innych powieści mafijno-romantycznych nie wybija się niczym szczególnie. Ja uwielbiam wątek mafijny w romansach, więc łatwo mnie tym kupić :)

niedziela, października 17, 2021

#227 "Żelazna zemsta" by Agata Polte

#227 "Żelazna zemsta" by Agata Polte



Hej, hej! 

Dzięki Wydawnictwu Niezwykłemu miałam przyjemność przeczytać kolejny tom serii Agaty Polte o mafiosach ze Stanów Zjednoczonych. W "Żelaznej zemście" poznajemy Adrię - silą dziewczynę, która niczego się nie boi. Dzielnie stawia czoła wszelkim przeciwnościom, nie unika konfrontacji, jest pewna siebie i wie czego chce. Dziewczyna ma charakterek, który niejednego zbira doprowadza do szału. Adia jest zadziorna i złośliwa, nienawidzi, kiedy ktoś ją ogranicza i nie pozwala działać. 

Za Adrią ciągną się kłopoty z przeszłości. Wrogowie polują na jej życie, ale dziewczyna się nie boi. Czego nie można powiedzieć o jej bracie. Chłopak nie może pozwolić, aby ktoś ją skrzywdził, dlatego postanawia wykorzystać przysługę, którą winien mu jest jednej z najpotężniejszych mafiosów - Maxim Antonov. Pech chciał, że Adria i Maxim już się kiedyś spotkali. I nie było to miłe spotkanie. Mimo wszystko mężczyzna za punkt honoru obiera wywiązanie się z przysługi i zgadza się pomóc Adrii i jej bratu. Od tego momentu życie tej dwójki diametralnie się zmienia. Od teraz obydwoje są narażeni na ataki wrogich klanów, którym muszą stawić czoła. Ponadto między Adrią i Maximem rodzi się relacja oparta na dominacji i złośliwości, choć z czasem wkrada się tam także zaufanie i miłość. 

Przyznam, że dla mnie tom drugi wciąż jest tym najlepszym, jednak "Żelazną zemstę" postawiłabym na drugim miejscu. To co mi najbardziej przeszkadzało w tej książce, to to, że kompletnie nie czułam chemii między głównymi bohaterami. Była ona wyczuwalna w późniejszej fazie ich znajomości. Jednak na początku, pomimo tego, że obydwoje opisywali swoje emocje i zgodnie twierdzili, że ciągnie ich do siebie, to ja czytając książkę w ogóle tego nie czułam. I tak naprawdę to właśnie to jest moim największym zarzutem do tej historii, bo pozostała część fabuły jest bardzo ciekawa. Akcja nie stoi w miejscu, ciągle się coś dzieje, pojawiają się nowe postaci, które bardzo mieszają w życiu głównych bohaterów. Podobało mi się to, że Adria ma za sobą trudne dzieciństwo, które ją ukształtowało, cieszę się, że autorka zdecydowała się zbudować "zaplecze" do jej postaci. Trochę żałuję, że zabrakło tego w przypadku Maxima. Agata Polte tylko powierzchownie wspomniała o jego przeszłości, a wydaje mi się, że rosyjski mafioso żyjący w USA to dobry materiał na stworzenie ciekawego życiorysu. 

Ta historia jest pełna zaskoczeń. Tak jak wspomniałam akcja jest bardzo wartka, wiec z pewnością nie będziecie się przy niej nudzić. Żałuję tylko, że zakończenie jest przewidywalne. I mam tutaj na myśli wszystkie książki o podobnej tematyce. Z jednej strony wiem, że czytelnicy oczekują happy endu i że główni bohaterowie na końcu muszą być razem szczęśliwi i zakochani. Jednak marzy mi się (zwłaszcza, jeżeli mamy do czynienia z serią), aby autorzy bardziej zaskakiwali swoich czytelników. Fajnie by było, gdyby raz zakończenie nie było szczęśliwe albo aby jeden z bohaterów umarł lub aby po prostu różnice w charakterach postaci były tak duże, że nie dałoby się ich pogodzić. Wciąż czekam na zaskakujące zaskoczenie i mam nadzieję, że kiedyś się takowego doczekam. 

A póki co bardzo Wam polecam zapoznać się z serią "Żelazne serca" jeśli jesteście fanami romansów. W tych książkach nie ma nudy. Są za to bardzo ciekawi bohaterowie, przystojni i władczy mężczyźni, kobiety z charakterkiem (co w sumie rzadko się zdarza, bo najczęściej kobiety w podobnych seriach są słodkie i niewinne), akcja nie zwalnia ani na chwilę i na pewno historie Agaty Polte dostarczą Wam oczekiwanej rozrywki. Ja po raz kolejny jestem na "tak" i czekam na więcej. 


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu za możliwość przeczytania książki :)

niedziela, września 26, 2021

#225 "LoveInk You" by K.N. Haner

#225 "LoveInk You" by K.N. Haner


Hej, hej! 

Zapewne cześć z Was zna bardzo dobrze polską autorkę K.N. Haner. Dla mnie książka "LoveInk You" to było pierwsze spotkanie z panią Katarzyną i niestety nie mogę zaliczyć go do udanych. 

Powyższa książka to historia miłości, która narodziła się między Issackiem i Niną. Issac to wzięty tatuażysta, uwielbia kobiety, których nie traktuje poważnie i z chęcią wykorzystuje je, kiedy chcą się zabawić nocą, nie przejmuje się konsekwencjami, nie słucha dobrych rad. Idzie przez życie bez żadnych hamulców i zawsze spada na cztery łapy. Issac nie myśli o prawdziwej miłości i w ogóle mu na niej nie zależy, jednak kiedy w jego salonie pojawia się Nina, trafia w niego strzała amora. Nina jest kompletnym przeciwieństwem tatuażysty - jest delikatna, rozsądna i spokojna. Na pierwszy rzut oka ta dwója w ogóle do siebie nie pasuje, ale z nie da się walczyć z przeznaczeniem. Kiedy Issac zdaje sobie z tego sprawę, postanawia dać tej dziewczynie wszystko o czym marzy, rozpieszcza ją i po raz pierwszy w życiu na kimś mu zależy. Ale kiedy wydaje się, że ta historia zmierza do happy endu, Nina niespodziewanie znika, zostawiając chłopaka bez żadnych wyjaśnień. Issac jednak nie daje za wygrają i postanawia odnaleźć miłość swojego życia. 

Mam duże zastrzeżenia co do samych bohaterów. Już po pierwszych stronach miałam ochotę książkę odłożyć, bo zraził mnie do siebie Issac. To jakie tam teksty lecą, jakie odzywki, to głowa mała! Ciarki żenady przechodziły mnie po każdej stronie i naprawdę nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Od początku wiedziałam, że nie polubię Issaca i nie zmieniła tego nawet jego przemiana. Z kolei postać Niny wydaje mi się być nijaka. Nie ma w niej żadnych charakterystycznych cech, jest zwykłą dziewczyną - i oczywiście nie ma w tym nic złego, ale kompletnie mnie nie porwała swoją osobowością. Nie rozumiem zachwytów Issaca, ale nie jestem facetem, więc może dlatego :) Nawet relacja głównych bohaterów była dla mnie bez wyrazu. Nie czułam między nimi żadnej chemii, z obojętnością przechodziłam obok ich romantycznych scen i w ogóle nie wierzyłam w ich zapewnienia o wielkiej miłości. Wiadomo było, że Nina skrywa jakiś sekret, bo nie do końca potrafiła się odtworzyć przed ukochanym i to co na końcu zafundowała nam autorka było mocno przewidywalne. 

Jeśli chodzi o fabułę, to autorka zabiera nad do wielkiego świata, w których Issac i jego przyjaciele biorą udział w reality show o ich salonie tatuażu. Cała trójka małymi krokami staje się rozpoznawalna, pojawiają się na różnych branżowych imprezach i coraz częściej pojawiają się na plotkarskich stronach internetowych. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, bo nigdy nie czytałam czegoś podobnego, ale uważam, że wykonanie nie jest najlepsze. Wszystko w tej książce - problemy pobocznych postaci, rozwijanie kariery, relacja między Issackiem i Niną jest napisane bardzo ogólnie. Autorka nie zagłębia się w szczegóły, nie rozwija wątków - a niektóre się o to proszą. Bardzo żałuję, bo wydaje mi się, że ten pomysł miał spory potencjał. Po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy czytałam co drugie zdanie w książce, tylko po to, aby ją skończyć. I tylko dlatego, że chciałam sprawdzić czy moje podejrzenia, co do zakończenia tej historii się sprawdzą, skończyłam ją. W przeciwnym razie nie dotarłabym nawet do połowy. Naprawdę szkoda... 

Dajcie mi znać, czy czytaliście inne książki tej autorki. Jestem tego bardzo ciekawa, bo z tego, co widziałam, to K.N. Haner ma duże grono fanów i wiele osób chwali jej powieści. Zastanawiam się, czy "LoveInk You" to po prostu słabsza książka czy tylko mi się nie spodobała :) 

środa, września 15, 2021

#223 "Materiał na chłopaka" by Alexis Hall

#223 "Materiał na chłopaka" by Alexis Hall


 Hej, hej! 

Ale świetną mam dla Was książkę! Jedna z lepszych, jakie czytałam w tym roku. Jak tylko zobaczyłam zapowiedź od Wydawnictwa Otwartego wiedziałam, że muszę ją mieć i przeczytać. I powiem Wam, że w ogóle się nie zawiodłam. Wszystko w tej książce jest genialne. 

Głównym bohaterem jest Luc. Luc to młody mężczyzna, pracownik fundacji zajmującej się ochroną żuków, jest synem upadających gwiazd z lat osiemdziesiątych i wzbudza ogólne zainteresowanie prasy brukowej. Luc zwraca na siebie uwagę paparazzi, bo często imprezuje, dużo pije i zmienia partnerów jak rękawiczki. Dopiero, kiedy wisi nad nim widmo utraty pracy, dostaje ultimatum - albo znajdzie sobie porządnego faceta i się ustatkuje albo zostanie zwolniony. Zaczynają się poszukiwania kandydata na "chłopaka na niby". I wówczas na jego drodze staje Oliver - wysportowany, poukładany, nieco pedantyczny adwokat, który ma swoje zasady. Na pierwszy rzut oka widać, że to połączenie nie może się udać, że to mieszanka, która prędzej czy później wybuchnie, ale zarówno Luc, jak i Oliver, nie przypuszczali, że mogą być aż tak nieidealnie do siebie dopasowani. 

"Materiał na chłopaka" to przezabawna książka, pełna żartów i brytyjskiego humoru. Niejednokrotnie się przy niej uśmiechnęłam. Jednak jedno z najczęstszych uczuć, które mi towarzyszyły podczas lektury to rozczulenie. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale zazwyczaj kiedy czytam historie o parze homoseksualnej, to moje serce się rozpływa i za żadne skarby nie mogę przestać trzymać za nich kciuków. Nie wiem czy to dlatego, że w moim realnym życiu mam homoseksualnych znajomych czy też czytam to przez pryzmat Polski, w której osoby o odmiennej orientacji mają trudniej. 

Lubię tę książkę głównie ze względu na bohaterów. Nie są idealni, mają wady i cechy, które denerwują i irytują, ale nieustannie nad sobą pracują. Walczą ze swoimi słabościami. Luc i Oliver noszą w sobie traumy, próbują wzajemnie podbić w sobie pewność siebie i pokazać temu drugiemu, że jest pięknym i wartościowym człowiekiem. Pomagają sobie odbudować poczucie własnej wartości i nakierować życie na właściwe tory. Obydwaj popełniają błędy, ranią się i krzywdzą, ale najważniejsze jest to, że próbują naprawić wszystkie krzywdy, dzięki czemu stają się sobie bliżsi. Pięknie patrzy się na to, jak z dwójki totalnie różnych i obcych sobie ludzi stają się przyjaciółmi od serca. 

Rzadko kiedy mam poczucie dobrej książki, takiej, którą zapamiętam na długo i którą z czystym sumieniem mogę polecić każdej osobie. Jestem przekonana, że zarówno fan thrillerów, jak i fan romansów, przeczytawszy tę książkę będzie zadowolony i nie pożałuje ani jednej minuty, którą spędził w towarzystwie głównych bohaterów "Materiału na chłopaka". Ja jestem oczarowana i zachwycona i wiem na pewno, że kiedy najdą mnie gorsze czasy, to właśnie ta książka będzie jedną z tych do których wrócę w poszukiwaniu pocieszenia. 

wtorek, września 07, 2021

#222 "Cash" by Bella Di Corte

#222 "Cash" by Bella Di Corte

Hej, hej!

Niedawno pisałam Wam o nowej serii „Gangsterzy Nowego Jorku” Belli Di Corte. Pierwszy tom był całkiem niezły i byłam bardzo ciekawa kolejnego. I tak się składa, że ostatnio miałam okazję poznać losy bohaterów z tomu drugiego, czyli „Cash”. I przyznam, że mam bardzo podobne odczucia.

Tytułowy Cash to członek gangsterskiej rodziny, którym kieruje chęć zemsty na pewnym policjancie. Ojciec tego stróża prawa dopuścił się zabójstwa ojca naszego głównego bohatera, a ponadto Cash Kelly spędził niesłusznie dziesięć lat w więzieniu. Cashem rządzi niepohamowana nienawiść do funkcjonariusza Stona i wie, że jedynym możliwym sposobem, aby go ukarać, jest zabranie czegoś co do niego należy. Tak więc Cash postanawia „porwać” jego ukochaną i ją poślubić. Keely zostaje postawiona przed trudną decyzją i niejako zmuszona do poślubienia człowieka, którego nie zna i który od początku wzbudza w niej mieszane uczucia.

Na początek powiem o tym, co mi się nie podobało. Otóż mam wrażenie, że autorka powieliła schemat z pierwszej części. Chodzi mi o to, że w obydwóch częściach główna bohaterka zmuszana jest do poślubienia obcego mężczyzny. Nie podoba mi się ten motyw, uważam, że w cywilizowanym świecie takie rzeczy nie powinny się dziać, mimo iż świat mafii rządzi się swoimi prawami. A nawet jeśli Bella Di Corte chciała użyć tego w swojej książce, to nie powinna tego powielać w drugim tomie. Poza tym kompletnie nie mam się do czego przyczepić.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów. Keely pomimo tego, że została postawiona w bardzo trudnej sytuacji, nie straciła charakteru ani głowy. Nie dała sobą pomiatać, potrafiła się postawić swojemu partnerowi, głośno wyrażała swoje zdanie. Mimo tego, że siła i dominacja Casha robiła na niej ogromne wrażenie, nie pozwoliła, aby ten całkowicie nią rządził i mówił jej co i kiedy ma robić. Keely to naprawdę bardzo dzielna dziewczyna, która jest w stanie bardzo wiele znieść. Pokazują to zwłaszcza wydarzenia z końcówki książki. Natomiast Cash to typowy macho – pewny siebie, bezkompromisowy, bezwzględny, ale jednocześnie bardzo oddany i sprawiedliwy.

Akcja w książce kręci się głównie wokół uczuć, które rodzą się między głównymi bohaterami. Od początku widać, że pomimo tego, że Keely stara się udawać twardą i zdystansowaną, to kolana na widok Casha jej miękną. I choć często nie myślała o niczym innym jak o jego pocałunkach i dotyku, to długo nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby pokochać człowieka, który ją porwał i zmusił do małżeństwa. Szybko zrozumiała dlaczego do tego doszło i dlaczego Cash zdecydował się właśnie na nią. Nie podobało jej się, że nowojorski gangster chce się zemścić na jej byłym chłopaku, który wciąż nie był jej obojętny. I tutaj mamy znów bardzo podobną sytuację do poprzedniego tomu. Głównym bohaterem rządziła chęć zemsty, która doprowadziła do rozlewu krwi i śmierci niewinnych osób.

Według mnie „Cash” i „Lupo” to historie bardzo do siebie podobne, ale pomimo tych znaczących podobieństw książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Bardzo podoba mi się to, że akcja dzieje się w Nowym Jorku, a główni bohaterowie, gangsterzy, pomimo tego, że trzęsą tym miastem, mają masę pieniędzy, broni i całą świtę od wykonywania czarnej roboty, to działają trochę w dobrej wierze i bronią swoje miasto przez całkowitym upodleniem. Nie chcą, aby Nowym Jorkiem rządzili źli i bezprawi ludzie, dlatego podejmują krok, które maja na celu ich unicestwić i tym samym ocalić inne istnienia.

Według mnie ta seria zasługuję na wagę fanów książek romantycznych osadzonych w mafijnym świecie. Mi się one bardzo podobają i żałuję, że został mi tylko jeden tom do przeczytania. Natomiast mam bardzo miłe odczucia co do samej autorki i z chęcią zapoznałabym się z jej innymi książkami. Jestem bardzo ciekawa, co jeszcze zaproponuje nam Bella Di Corte i czy kolejne jej historie będą się działy w tym niezwykłym amerykańskim mieście.

 

wtorek, sierpnia 24, 2021

#219 "Gorąca sesja" by Kristen Callihan

#219 "Gorąca sesja" by Kristen Callihan



Hej, hej!

Powiem Wam, że czytanie w tym miesiącu w ogóle mi nie szło. Po bardzo dobrym lipcu, sierpień idzie mozolnie i po dwóch dość średnich książkach wreszcie trafiłam na coś co lubię. „Gorąca sesja” Kristen Callihan odczarowała moja czytelniczą niemoc.

„Gorąca sesja” to czwarta część sportowej serii Game On. Głównym bohaterem jest Finn - zawodowy futbolista, chłopak, który ceni sobie rodzinę, przyjaciół i ciepło domowego ogniska. Podczas charytatywnej sesji zdjęciowej poznaje Chess, fotografkę, która od początku wpadła mu w oko. Finn i Chess nawiązują relację opierającą się na przyjaźni, jednak obydwoje wiedzą, że czują do siebie coś więcej niż tylko sympatię. Jednak żadne z nich przez długi czas nie pozwala sobie na większe uczucia i zgodnie tkwią w przyjacielskim układzie. Pomimo tego, że spędzają razem dużo czasu, rozmawiają i dzielą się ze sobą swoimi smutkami i przemyśleniami, to nie wiedzą, że każde z nich ukrywa tajemnice z przeszłości, które mają realny wpływ na ich teraźniejszość oraz przyszłość.

Pomimo tego, że w moim sercu wciąż są bohaterowie z trzeciego tomu, których uwielbiam, to uważam, że powyższa historia również ma coś w sobie. To co mi się w niej najbardziej podobało, to że autorka skupiła się na pokazaniu przyjaźni między Finnem i Chess. Pomimo tego, że czuli do siebie fizyczny pociąg, to rozwijali swoją znajomość powoli poprzez długie rozmowy, wspólne spędzanie czasu, wzajemną pomoc. Z tej książki bije ciepło, które trafia wprost do serca czytelnika. Callihan porusza tematy, które są trudne, obdarzyła głównych bohaterów traumami, z którymi nie do końca potrafią sobie poradzić. To tylko zacieśnia więź między Finnem i Chess. I choć wolałabym, aby autorka nieco bardziej rozwinęła ten wątek i włożyła w to więcej emocji, dzięki czemu książka byłaby bardziej dramatyczna i wywoływała mocniejsze uczucia, to mimo wszystko i tak się cieszę, że w ogóle zdecydowała się na poruszenie takich tematów.

Odnoszę wrażenie, że z każdym kolejnym tomem, książki należące do tej serii są lepsze i bardziej życiowe. Nie są to tylko puste historie o sławnych mięśniakach i dziewczynach, które muszą pokonać rzesze napalonych fanek i zmierzyć się ze sławą swoich wybranków. Na przestrzeni tych czterech tomów zauważam, że wykreowani przez Callihan bohaterowie bardzo się od siebie różnią, ale łączy ich jedno - mają za sobą trudną przeszłość, traumatyczne, nieprzepracowane wydarzenia, a pojawiające się przy nich kobiety pomagają im swoją siłą, lojalnością, współczuciem pokonać to co najgorsze i wyjść na prostą. Działa to oczywiście z wzajemnością, bowiem również bohaterki tych książek nie są klasycznymi pięknościami. To dziewczyny z charakterem, głównie znające swoją wartość, po przejściach, które odnajdują oparcie w silnych ramionach futbolistów.

Jestem bardzo oczarowana tą serią. Zawsze z wielką przyjemnością do niej wracam, z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów, bo jestem bardzo ciekawa czym tym razem zaskoczy nas autorka. Historie te pochłaniam w kilka godzin, nie mogąc oderwać się od książki. Mam nadzieję, że wkrótce znów pojawi się coś nowego, bo naprawdę nie mogę się doczekać. Gorąco Wam polecam tę książkę, jak i całą serię. Uważam, że dla fanów romansów Game On to prawdziwy must have!

sobota, sierpnia 21, 2021

#218 "Chwyć mnie" by A.L. Jackson

#218 "Chwyć mnie" by A.L. Jackson



Hej, hej!

Całkiem niedawno pisałam Wam o książce „Pocałunek gwiazdy”, który był pierwszym tomem serii A.L. Jackson – „Falling stars”. Teraz mam dla Was krótką recenzję o drugim tomie tej serii. „Chwyć mnie”. Jest to historia zupełnie inna, jednak dalej wszystko kręci wokół muzyki.

Główną bohaterką tej książki jest Emily, gitarzystka i wokalistka zdobywającego coraz większą popularność zespołu Carolina George. Pewnego wieczoru, w przypływie dużych emocji Emily zaszywa się w barze, w którym spotyka mrocznego i wytatuowanego Royce’a. Dziewczyna postanawia żyć chwilą i nie przemyślając konsekwencji swoich działań spędza upojne chwile z tajemniczym mężczyzną. Nic nie wskazywało na to, że Emily i Royce spotkają się ponownie, jednak nazajutrz okazuje się, że Royce jest wysłannikiem firmy fonograficznej, z którą zespół ma podpisać kontrakt. Royce zostaje członkiem grupy koncertowej i podróżuje z Carolina George po Stanach. Po drodze między głównymi bohaterami zaczyna iskrzyć, ale ich znajomość ma także drugie dno, ponieważ Royce skrywa tajemnicę, a ponadto kieruje nim chęć zemsty, o czym nie ma pojęcia Emily.

Na wstępie powiem, że pierwsza część podobała mi się bardziej, ale szczerze przyznam, że nie mam większych zastrzeżeń do tej historii. Mój główny zarzut do „Chwyć mnie” jest taki, że przedstawiona historia jest mało emocjonalna. Od początku wiemy, że główny bohater skrywa jakąś tajemnicę i że jego współpraca z zespołem nie jest przypadkowa. Wraz z biegiem fabuły powoli dowiadujemy się, co wydarzyło się w jego przeszłości i dlaczego znajduje się teraz właśnie w tym miejscu. Roycem kierowała chęć zemsty, która do czasu poznania Emily była jego głównym celem. Od początku zdawał sobie sprawę, że nie postępuje uczciwie i że skrzywdzi kobietę, którą darzy uczuciami, jednak miłość nie przeszkodziła mu w doprowadzeniu sprawy do końca. I uważam, że to był całkiem fajny wątek, bo pokazał, że Royce od początku jest jasno wykreowanym bohaterem, który łatwo się nie zmieni – choć i tak spotulniał. Na pewno nie podobała mi się postać Emily. Dziewczyna za wszelką cenę chciała udawać twardą laskę, ale tak naprawdę była bardzo skrzywdzona i pogubiona. I tutaj chodzi głównie o mój odbiór tej bohaterki, bo ja po prostu nie lubię takich „sierotek”. Wiem, że przeżywała traumę, ale po co na siłę udawać, że wszystko jest dobrze i poświęcać się w imię czegoś na czym ci nie zależy… W niektórych momentach nie rozumiałam jej zachowania i chciałam nią mocno potrząsnąć.

Tak jak wspominałam, moim zdaniem w tej książce brakowało emocji. Nie wydarzyło się nic takiego co mocno by mną wstrząsnęło albo wzruszyło do łez. Nikt nie złamał mi serca ani nie zapałałam bezgraniczną miłością do żadnego bohatera. I w związku z tym ciężko mi było się utożsamić z którąkolwiek postacią i wrzuć w jej emocje.

Pomimo tego, że mnie ta historia trochę zawiodła, to jestem pewna, że znajdzie swoich odbiorców, ponieważ mimo wszystko jest to dobrze napisana książka. Jak widzicie bohaterowie wzbudzają emocje – albo się ich lubi albo nie, sama fabuła jest ciekawa, bo to połączenie miłości, muzyki i wątków kryminalnych. Znajdziecie tu trochę przemocy, układy i układziki oraz to co najważniejsze, czyli namiętne uniesienia wywołujące rumieńce na twarzy. Myślę, że dam tej serii jeszcze jedną szansę i sięgnę po trzeci tom, który wszystko zweryfikuje. Mam nadzieję, że bardziej mi się spodoba.

wtorek, sierpnia 17, 2021

#217 "Tylko nie on" by Kennedy Fox

#217 "Tylko nie on" by Kennedy Fox



Hej, hej!

Ostatnio czytam bardzo wiele romansów i powoli zaczynam mieć poczucie, że ciężko mnie zaskoczyć. Fani gatunku na pewno znają ten ból. Kiedy dowiedziałam się, że wydawnictwo Muza wydaje u nas książkę „Tylko nie on” duetu Kennedy Fox, którego akcja dzieje się w czasie pandemii, pomyślałam, że może to być powiew świeżego powietrza i coś zupełnie innego niż książki, które czytałam dotychczas.  

Tak jak wspomniałam, akcja książki dzieje się podczas pandemii wirusa. Nowy Jork staje się epicentrum zarazy, więc ludzie muszą zrezygnować ze swojego dotychczasowego życia i dla własnego bezpieczeństwa zaszyć się w domach. Główna bohaterka, Cameron, dziedziczka modowej fortuny, postanawia wyjechać za miasto do rodzinnej posiadłości w środku lasu, aby tam wraz ze swoim chłopakiem przeczekać najgorsze chwile i zdalnie dokończyć studia. Kiedy dziewczyna zjawia się na miejscu okazuje się, że będzie miała współlokatorka. Niczego nie świadoma Cameron dowiaduje się, że jej brat pozwolił zaszyć się w tym domu swojemu przyjacielowi – Elijah, którego rodzeństwo zna od dzieciństwa. Cameron i Eli się nie znoszą, a kiedy chłopak Cameron zrywa z nią przez wiadomość tekstową, przelewa to tylko czarę goryczy i Cameron ma wątpliwość czy przyjazd do leśnej rezydencji był dobrym pomysłem.

Mam mieszane odczucia co do tej książki. Z jednej strony nie mam jej nic do zarzucenia. Czytało mi się dość przyjemnie, historia nie jest za długa, w raz na jeden wieczór albo dwa. Mój problem polega na tym, że nie związałam się emocjonalnie z bohaterami. Irytowała mnie bardzo Cameron. Jest typową rozpieszczoną dziewczyną z bogatej rodziny, która nie potrafi zrobić nic wokół siebie, zaskakuje ją codzienne życie, rzeczy, które przeciętny śmiertelnik musi robić wokół siebie i w domu, aby wieść w miarę normalne i poukładane życie. Co prawd Elijah to bawiło, a nawet postanowił nauczyć jej kilku rzeczy, jednak mimo wszystko wciąż czuję zażenowanie, kiedy dwudziestokilkuletnia dziewczyna nie potrafi wymienić żarówki w lampce.

Ta historia nie wniosła nic do mojego życia i poza irytacją na główną bohaterkę nie wywołała we mnie żadnych emocji. Dostarczyła mi rozrywki, której oczekiwałam, jednak moje nadzieje na romans wyjątkowy legły w gruzach. Jest to książka jakich wiele i na pewno szybko o niej zapomnę. To co mnie mocno zaszokowało, choć wcale nie powinno, to przedstawienie pandemicznej rzeczywistości, która została pokazana bardzo realnie i była miarę odwzorowana. Czytając miałam myśl: „jak to jest w ogóle możliwe, jakim cudem świat się zatrzymał, ludzie przestali pracować i zamknęli się w domu?”, a potem ze smutkiem uświadamiałam sobie, że przecież tak było. Wciąż nie mogę w to uwierzyć.

Także jeśli Wam się nudzi i szukacie czegoś lekkiego do poczytania na jeden wieczór – czytajcie, ale jeśli oczekujecie wrażeń, wielkich uniesień serca, wzruszeń i pięknej historii miłosnej, która złamie Wasze serca i sprawi, że wylejecie morze łez – to nie jest książka dla Was. Ja się trochę zawiodłam i nawet nie czuję potrzeby poznawania kolejnych części tej serii.

Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger