Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

sobota, lutego 16, 2019

#110 "Srebrna Zatoka" by Jojo Moyes

#110 "Srebrna Zatoka" by Jojo Moyes

Cześć Moliki!
Dawno mnie tutaj nie było, ale nie próżnowałam, bo przeczytałam w tym czasie dwie książki. Jedną z nich była "Srebrna Zatoka", którą dostałam od mamy na urodziny.
Bardzo lubię twórczość Moyes, ale prawda jest taka, że żadna jej powieść nie urzekła mnie tak bardzo jak "Zanim się pojawiłeś". Tamta książka jest wyjątkowa, wzruszająca i wzbudza moje skrajne emocje i niestety żadna inna nawet jej nie dorównuje.

"Srebrna Zatoka" to historia Mike, przedsiębiorcy z Londynu, który realizuje swój największy projekt. W tym celu wyrusza do Australii, aby na żywo zobaczyć miejsce, w którym ma powstać najbardziej ekskluzywny kompleks hotelowy. Zatrzymuje się w niewielkim rodzinnym hoteliku, który prowadzi staruszka Kate, znana z tego, że jako siedemnastoletnia dziewczyna złowiła rekina. Wraz z Kate w hotelu mieszka jej siostrzenica Lisa z córką. Poza prowadzeniem hotelu, Lisa zajmuje się morskimi wycieczkami turystycznymi, bowiem tytułowa Srebrna Zatoka jest miejscem, w którym migrują wieloryby i delfiny.
Kiedy Mike pojawia się w Australii jego idealny, poukładany świat przewraca się do góry nogami. Po licznych rozmowach z miejscowymi ludźmi dociera do niego, że tak wielka budowa może pogrążyć rodzinny hotel i skutecznie wypłoszyć wieloryby, które dla wielu mieszkańców są głównym i jedynym źródłem utrzymania.

Powiem Wam szczerze, że moje odczucia po przeczytaniu są dość obojętne. Jest to fajna lektura, lekka i przyjemna, do poczytania na wieczór, kiedy ma się ochotę na książkę, która nie będzie od Was wymagała wyjątkowego skupienia i zaangażowania. Ja szybko ją przeczytałam i równie szybko o niej zapomnę, bo nie zbudziła we mnie absolutnie żadnych emocji. Ani nie byłam zachwycona wątkiem miłosnym, ani zainteresowana tematem wielorybów, nie przejęłam się także przeszłością Lisy - a nie była ona kolorowa. To wszystko było jakieś takie... pozbawione uczuć.
Bohaterowie byli nijako wykreowani. W ogóle mam wrażenie, że w książkach Moyes wszyscy bohaterowie mają taki sam charakter - poza Lou i Willem, którzy byli bardzo charakterystyczni i każdy ich na pewno kojarzy. Także bohaterowie byli słabi. Ani ich nie lubię, ani nienawidzę. Totalna obojętność.
I tak naprawdę mogłabym darować osobie tę recenzję, gdyby nie świat, który zaprezentowała nam autorka. Czytając, oczami wyobraźni widziałam te piękne zatoki, wzgórza, krystaliczne czystą wodę... W czasie, kiedy wszyscy z utęsknieniem czekamy na wiosnę, na słońce, czytanie o takich pięknych miejscach było miodem na moje serce. I pocieszam się, że naprawdę niewiele już brakuje, a zima sobie pójdzie i mam nadzieję, że prędko nie wróci.

Podsumowując, "Srebrna Zatoka" jest dla zdesperowanych, którzy nie mają co czytać, bądź dla wielkich fanów Moyes, którzy za cel obrali przeczytanie wszystkich powieści tej autorki.
Z własnej woli po nią nie sięgajcie.

niedziela, lipca 22, 2018

#88 "Moje serce w dwóch światach" by Jojo Moyes

#88 "Moje serce w dwóch światach" by Jojo Moyes

Muszę przyznać, że byłam bardzo zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że Jojo Moyes postanowiła napisać kolejną część historii Lou Clark. Przy okazji poprzednich recenzji wspominałam już, że moim skromnym zdaniem cała ta historia powinna zakończyć się na pierwszym tomie. Druga część "Kiedy odszedłeś" była totalnie zbędna i w ogóle mi się nie podobała, dlatego sceptycznie podeszłam do "Mojego serca w dwóch światach". Jednak jako wielbicielka "Zanim się pojawiłeś" musiałam przeczytać wszystkie części tej serii. 

W trzecim tomie ponownie spotykamy się z Lou, która już uporała się z traumą związaną ze śmiercią Willa. Dziewczyna dostaje propozycję pracy, dlatego wyjeżdża do Nowego Jorku pozostawiając swoją rodzinę oraz obecnego chłopaka Sama w Anglii. Para oczywiście obiecuje sobie codzienne telefony i częste wizyty, ale wiadomo, że związki na odległość nie są łatwe. 
Lou podejmuje pracę jako osobista asystentka Agnes - młodej Polki, która związała się z dużo starszym Amerykaninem. Kobieta musi stawić czoła nieprzychylnym komentarzom, jakoby była z Leonardem Gopnikiem jedynie dla pieniędzy, musi użerać się z nienawiścią płynącą ze strony rodziny męża, służby, a także osób z otoczenia pana Gopnika. Wszystko to oraz osobiste kłopoty, które skrycie ukrywa sprawiają, że Agnes cierpi na wahania nastroju i często nie może poradzić sobie ze sprawami życia codziennego. Lou pojawia się tam, aby towarzyszyć Agnes podczas wszystkich zajęć, pilnować jej kalendarza i podtrzymywać na duchu. 

Jest to główny wątek tej książki, ale jak wiadomo życie Lou nie może być takie proste. W Nowym Jorku dziewczyna poznaje wiele nowych osób, którym stara się pomóc. I tak poznajemy portiera Ashoka i jego rodzinę, którzy walczą o "utrzymanie przy życiu" miejskiej biblioteki, Margot De Witt, samotną sąsiadkę czy przystojnego Josha, który stara się skraść serce Lou. A jeśli dodamy do tego Sama, który został w Anglii i rozpoczął pracę z nową, atrakcyjną partnerką, to tworzy się nam całkiem niezły garimatias i kilka ciekawych wątków. 

Po tej książce miałam tylko jedno oczekiwanie - chciałam, aby była lepsza niż "Kiedy odszedłeś". I wiecie co? Była! Naprawdę bardzo fajnie czytało się tę książkę, bo dużo się w niej działo. Nie było nudno, nowi bohaterowie okazali się być interesujący i wzbudzali sympatię - nawet Agnes, która często mnie denerwowała. Od początku trzymałam kciuki za Lou, bo jak na tak młodą dziewczynę, to wiele przeszła i życzyłam jej jak najlepiej. Liczyłam na jakiś happy end, ale nie zdradzę Wam, czy moje marznie się spełniło. Przeczytajcie książkę! Bo jeśli mieliście tak jak ja, że "Kiedy odszedłeś" pozostawiło w Was niesmak, to ta trzecia część z pewnością pozwoli Wam o tym zapomnieć. 

A na koniec takie moje małe spostrzeżenie... Poza serią z Lou Clark, przeczytałam tylko jedną książkę Jojo Moyes - "Dziewczynę, którą kochałeś", która podobała mi się średnio. "We wspólnym rytmie" leży w kartonie i czeka na przeczytanie. Ale tak się zastanawiam, czy nie jest tak, że "Zanim się pojawiłeś" okazało się wielkim hitem i teraz autorka po prostu odgrzewa stare kotlety, aby wciąż być na topie? Bo żadna inna pozycja Moyes nie dorównała, ani nawet nie przybliżyła się do popularności wspomnianej książki. Czy tworzenie na siłę kolejnych przygód Lou jest naprawdę konieczne? Tak jak wspomniałam na początku, jak dla mnie wszystko mogło zakończyć się na jednym tomie. I tak by było chyba najlepiej. 
Mimo wszystko lubię styl pisania Moyes i czekam na jej kolejne powieści. Z pewnością sięgnę jeszcze po jej książki, ale czekam na prawdziwy hit! Myślicie, że się doczekam? 

A jak było z Wami? Czekaliście na kolejne tomy historii Lou czy macie takie samo zdanie jak ja? 

Tytuł: Moje serce w dwóch światach 
Autor: Jojo Moyes 
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 6 czerwca 2018
Liczba stron: 512

niedziela, kwietnia 01, 2018

#80 "W szoku" by Rana Awdish

#80 "W szoku" by Rana Awdish

Autor: Rana Awdish 
Tytuł: W szoku
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 16. kwietnia 2018
Liczba stron: 320 

RECENZJA PRZEDREMIEROWA

Nigdy nie czytałam podobnej książki. Jest to oparta na faktach historia lekarki dr Rany Awdish, która przeszła w swoim życiu prawdziwe nieszczęście. Nic nie zwiastowało aż tak wielkiej katastrofy. A jednak... "W szoku" jest opowieścią o tym, jak z lekarski stała się pacjentką. I dopiero wówczas, kiedy znalazła się na oddziale szpitala w którym pracowała, zrozumiała na czym polega zawód doktora i jak wiele błędów popełniają jej koledzy po fachu. 

Ranę poznajemy w momencie, kiedy jest w siódmym miesiącu ciąży i nagle zaczyna odczuwać straszliwe bóle brzucha. Nie zwlekając, udaje się do szpitala, aby przeprowadzić badania. Tam lekarze stwierdzają u niej zespół HELLP, który występuje u ciężarnych kobiet. Nie będę tutaj się rozpisywała o tym schorzeniu, bo po pierwsze sama niewiele na jego temat wiem, a po drugie możecie sprawdzić to sobie w Internecie. Chodzi głównie o problemy z krwią. Lekarze robią potrzebne badania i zabierają Ranę w trybie pilnym na cesarskie cięcie, bo jej stan jest na tyle poważny, że zagraża jej życiu. 

Niestety... Dziecko umiera, a Rana ociera się o śmierć. Od tamtej pory walczy z powikłaniami i zaniedbaniami lekarzy, które - jako lekarka - potrafiła wychwycić. Sama diagnozowała sobie swoje objawy i potrafiła określić jakiego badania potrzebuje (mimo iż często pozostali lekarze nie widzieli takiej potrzeby). Będąc stale na oddziale przyglądała się pracy swoich kolegów, rezydentów, pielęgniarek. I to co ją najbardziej uderzyło, to brak empatii z ich strony. W późniejszych latach, kiedy doszła już do siebie i wróciła do pracy, Rana wygłaszała prezentacje i wykłady dla osób z medycznego świata. Prosiła, aby bardziej zwracali uwagę na współczucie, na empatię do pacjentów, aby uważali na słowa, które wypowiadają nawet przy nieprzytomnych pacjentach. Bo zawsze może być tak, że ten pacjent ich słyszy (wiedziała to z własnego doświadczenia) i wówczas przykro jest, kiedy taki chory człowiek ostatnie co słyszy za życia to "ona umiera". 

Książka jest ciekawa i wciąga. Jest w niej wiele terminów medycznych, które nie do końca są zrozumiałe, ale trudno, aby w takiej pozycji zabrakło profesjonalnych określeń. Na szczęście Awdish stara się je przestawić tak, aby każde śmiertelnik je zrozumiał. 
Czytając, doszłam do wniosku, że błędy lekarskie zdarzają się bardzo często. Z tym, że jedne da się odwrócić, a innych nie. I zwykły pacjent, który nie ma pojęcia o medycynie niektórych błędów nie wyłapie. Trochę to przerażające, bo powierzamy swoje życie w ręce osoby do której chcielibyśmy mieć zaufanie i która powinna znać się na swojej robocie. 
Ale nie dajmy się zwariować. Wszak lekarze po coś są i ich dewizą jest - po pierwsze nie szkodzić

Bardzo ciekawa pozycja. Myślę, że wiele osób zainteresuje. Nie przerażajcie się medycznymi określeniami. Skoro ja w większej części je zrozumiałam, to Wy też :) 

A za możliwość przeczytania książki "W szoku" dziękuję wydawnictwu Znak :)

PREMIERA 16. KWIETNIA

sobota, listopada 25, 2017

#71 "Hotel pod Jemiołą" by Richard Paul Evans

#71 "Hotel pod Jemiołą" by Richard Paul Evans

Tytuł: Hotel pod Jemiołą
Autor: Richard Paul Evans 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 22 listopada 2017
Liczba stron: 300

"Zakochać się to dużo. Być kochaną to pełnia" 

Powyższa książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak - za co bardzo dziękuję. Przyznam się, że "Hotel pod Jemiołą" to moje pierwsze spotkanie z Richardem Evansem, co może być dziwne, bo autor ten jest dość popularny w naszym kraju. Nie wiem czemu, ale jakoś nie mogę przekonać się do powieści romantycznych pisanych przez mężczyzn :) Mimo wszystko, powyższa książka przypadła mi do gustu, mimo iż miała kilka minusów. 

Kimberly prawie się poddała. Śmierć matki, dwukrotnie zerwane zaręczyny i nieudane małżeństwo sprawiają, że nie wierzy już w szczęście. Pozwala sobie tylko na jedno marzenie - pragnie napisać powieść o miłości. 
W urokliwym hotelu Pod Jemiołą organizowany jest kurs dla początkujących pisarzy. Kim poznaje tam tajemniczego Zeke'a, z którym nawiązuje wyjątkową więź. Taką, jaka zdarza się tylko ludziom, którzy podobnie patrzą na świat. 
Czy przypadkowe spotkanie będzie dla Kimberly początkiem wielkich zmian? 
Czy do najważniejszej powieści - jej własnego życia - los dopisze szczęśliwe zakończenie? 


Jak już wiecie z opisu książki, historia jest o Kim, kobiecie, która ma bujną i nieszczęśliwą przeszłość i marzy o karierze pisarki. Napisała powieść romantyczną i jej największym marzeniem jest jej wydanie. Aby dowiedzieć się jak tego dokonać i aby nauczyć się kilku niezbędnych rzeczy, jedzie na kurs do bardzo miłego i ciepłego hotelu. Spotyka tam niezwykle sympatyczną Samanthę oraz tajemniczego Zeke'a. 
Na kursie są spotkania z zakresu pisania oraz promocji i marketingu, a zwieńczeniem wyjazdu ma być spotkanie z jednym z największych autorów romantycznych powieści - E.T. Cowellem. Tak się składa, że Kim jest jego fanką i marzy o spotkaniu ze swoim idolem. Cała historia polega na tym, że owy pisarz zaprzestał pisania i nikt nie wiedział dlaczego, ponieważ Cowell nigdy nie udzielał się medialnie, przez co nikt nie wiedział jak tak naprawdę wygląda. W związku z tym każdy był ciekawy tego tajemniczego mężczyzny. 

Jeśli chodzi o plusy tej historii, to muszę przyznać, że napisana jest w bardzo ciepły sposób. Evans wykreował bardzo przytulny świat oraz bohaterów, którzy wzbudzają sympatię. Książka jest idealna na długie zimowe wieczory! Sama fabuła również była dla mnie nowością i podchodziłam do niej z przyjemnością, bo w sumie mogłaby dotyczyć każdego z nas. Niejeden bookoholik marzył bądź marzy o tym, aby kiedyś coś napisać i wydać (ja tak mam), więc po kryjomu doszukiwałam się w tej książce podpowiedzi - w końcu to kurs dla początkujących pisarzy :) Także jeśli szukacie ciepłej historii na zimę, to właśnie ją znaleźliście. 
Zawiodła mnie tylko jedna rzecz. Książka jest promowana jako świetny przedsmak świąt Bożego Narodzenia. Ja nie lubię tych świąt, więc spodziewałam się, że ciężko będzie mi przebrnąć przez te wszystkie choinki, prezenty, życzenia itd. Naprawdę sądziłam, że to będzie świąteczna powieść, która choć odrobinę przekona mnie do magii świąt. Nic z tego! Akcja książki odbywa się w okresie przedświątecznym, i mimo iż pojawia się w niej Wigilia, to jest to raczej tło do głównych i kulminacyjnych wydarzeń. Nie odczułam, aby na te sytuacje miała wpływ magia świat. Także jeśli chodzi o Boże Narodzenie, to nie tutaj. 

Kolejnym minusem jest przewidywalność. Mimo iż nigdy wcześniej nie czytałam podobnej książki, to od razu się zorientowałam o co chodzi z całym tym tajemniczym Cowellem. Nie wiem jak to się stało, ale jak tylko ten wątek został poruszony, to już wiedziałam jak to się skończy. I nie pomyliłam się, bo przewidziałam dosłownie wszystko! :) Także to jest główny minus, ponieważ odebrało mi to nieco przyjemności z czytania, aczkolwiek i tak jestem zadowolona z tej lektury. Dawno nie czytałam prawdziwego romansu - temu trochę brakuje, bo moim zdaniem prawdziwy romans powinien wzruszać. Tutaj wzruszeń jest niewiele, ale mimo wszystko to fajna historia. 

A skoro przy minusach jesteśmy... Naprawdę zdenerwował mnie fragment, w którym główni bohaterowie udają się do Nowego Jorku. Sądziłam, że to książka o zwykłych ludziach i dla zwykłych ludzi, a tymczasem tam wydarzyła się prawdziwa rozpusta! Kolacje w najdroższych restauracjach, prezenty od Tiffaniego... Serio? To takie mało świąteczne. 

Podsumowując, powieść na zimę - tak, na święta - nie. "Hotel pod Jemiołą" to ciepła i przytulna historia o miłości. Czyta się ją szybko i przyjemnie, nie jest to wymagająca lektura, więc w sam raz nadaje się na długie wieczory. Nie nudziłam się czytając, a to duży plus. 
To co mi się w niej bardziej podoba, to główne przesłanie, z którym Was zostawię. A mianowicie - najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami. 


sobota, sierpnia 12, 2017

#58 "Skaza" by Zbigniew Zborowski

#58 "Skaza" by Zbigniew Zborowski

Tytuł: Skaza
Autor: Zbigniew Zborowski
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 31 lipca 2017
Liczba stron: 396

Osoby, które śledzą mojego bloga pewnie już nie raz słyszały, że rzadko sięgam po polskich autorów. I coraz bardziej przekonuję samą siebie, że to błąd, bo "cudze chwalimy, a swego nie znamy". To powiedzenie idealnie do mnie pasuje. Dzięki wydawnictwu Znak miałam okazję przeczytać kolejną książkę polskiego autora. I mimo iż początkowo nie mogłam się wkręcić w tę historię (nie chodziło o fabułę, ale raczej brak czasu i ruch w domu jak na Marszałkowskiej), po prostu nie miałam warunków, aby spokojnie przysiąść i skupić się na treści. Ale dzięki burzom i chorobie wreszcie przeczytałam i w sumie jestem nawet zadowolona z lektury. 

Zagłębienie tuż pod potylicą. Najsłabiej osłonięty punkt kręgosłupa szyjnego. Nawet lekkie uderzenie ostrym przedmiotem w to miejsce przerywa rdzeń kręgowy i powoduje śmierć. 
Tak zginęła młoda kobieta... 
Tak zabić mógł tylko fachowiec.
Śledztwo przejmuje Bartosz Kanecki. Gliniarz, który przeżył załamanie, prawie wyleciał z policji i nie kontroluje agresji. 
Nie wszyscy mu ufają. A właściwie nikt. Ale tylko on widzi więcej niż inni. 
Komu zależało na śmierci doktorantki Zakładu Fizyki Jądrowej? I czy to możliwe, że to morderstwo ma coś wspólnego z tajemniczym odkryciem przedwojennego polskiego naukowca? 

Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Zbigniewa Zborowskiego. "Skaza" to pierwsza część całej serii z podkomisarzem Koneckim w roli głównej. 
Jeśli chodzi o samą książkę, to mamy w niej trzy wątki. Pierwszy to teraźniejszość i prowadzone śledztwo w sprawie młodej kobiety. Do akcji wkracza stołeczna policja, która próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci. Jest to trudne, bo morderca nie zostawia za sobą żadnych śladów. Drugi wątek to przeszłość, historia Hanny Kochańskiej, jej rodziny i dzieci. Akcja toczy się w krajach Bliskiego Wschodu. W posiadaniu muzułmańskiej rodziny z polskimi korzeniami jest pewien notes, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jest to bardzo ważna i cenna rzecz, ponieważ w jego posiadanie chce wejść wiele wpływowych osób, które chcą zawładnąć światem. Trzeci wątek jest najkrótszy, ale spaja całą historię w całość. Są to fragmenty opowiedziane z punku widzenia dzieci i wnuków Hanny Kochańskiej. 
Wydawać by się mogło, że nieco to skomplikowane, ale wcale nie. Mnie najbardziej ciekawiły momenty z Bliskiego Wschodu, ponieważ od bardzo dawna książki z tym motywem są moimi ulubionymi. 

Sama książka jest świetna. Autor nie zasypuje nas zbędnymi opisami, wszystko jest spójne i jasno wytłumaczone. Bohaterowie również są ciekawie wykreowani, postać Koneckiego jest interesująca i mogłaby stanowić ciekawostkę dla psychologów.  Momentami jest zagadkowy i tajemniczy, jednak po przeżyciach z przeszłości nikogo nie powinno dziwić jego wycofanie. 

Książka do samego końca trzyma w napięciu. Nie wiadomo kto stoi za serią tajemniczych zabójstw i jaki ma motyw. Dopiero na ostatnich stronach dowiadujemy się tego wszystkiego i muszę przyznać, że ani przez moment nie wpadłabym na takie zakończenie. Wczorajszego wieczora przeczytałam niemalże pół książki, dzięki czemu ją skończyłam, bo nie byłam w stanie odłożyć jej i pójść spać, bo ciekawość nie pozwoliłaby mi zasnąć. 

Oczywiście polecam! 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak :) 

poniedziałek, lipca 31, 2017

#57 "Nie zapomnij mnie" by Anna Bellon

#57 "Nie zapomnij mnie" by Anna Bellon

Tytuł: Nie zapomnij mnie
Autor: Anna Bellon 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 19 lipca 2017 
Liczba stron: 365 

"A przeszłość miała to do siebie, że lubiła się o człowieka upominać właśnie wtedy, kiedy ten chciał ją puścić wolno" 

"Nie zapomnij mnie" to drugi tom serii The Last Regret, jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą autorką, bohaterami i serią. Cała koncepcja jest oparta na członkach zespołu rockowego i w każdym tomie opisywane są wydarzenia z życia każdego z nich, dlatego pomimo tego, że seria jest spójna, to każda książka opowiada inną historię dzięki czemu mogłam się połapać o co chodzi. 

The Last Regret są na szczycie: wyprzedana trasa koncertowa, nominacje do Grammy, uwielbienie fanów, świetna zabawa z paczką najlepszych przyjaciół. 
Ale Ollie nie jest tak naprawdę szczęśliwy: ma apartament, którego nie może nazwać domem, i dziewczynę, która nie jest jego wielką miłością. Bo Ollie nie zapomniał o Ninie, pierwszej i jedynej, którą naprawdę kochał. Którą chciał mieć w sercu na zawsze. I która zniknęła z jego życia. 
Aż do dziś... 
Dlaczego Nina odeszła bez słowa? Czy kiedykolwiek kochała Oliviera? I dlaczego skrywana przez nią tajemnica nieodwracalnie zmieni życie Olliego? 

Spodziewałam się lekkiej lektury, która pomoże mi przełamać czytelniczy kryzys, jednak "Nie zapomnij mnie" okazało się dla mnie za lekkie. Szczerze powiem, że dawno nie czytałam czegoś tak złego i w ogóle nie spodziewałam się, że czytanie tego będzie dla mnie taką udręką. 
Ogólnie bardzo lubię tematy około muzyczne - również w książkach, dlatego sądziłam, że ta książka dostarczy mi miłe wrażenia, ale bardzo się pomyliłam. Przede wszystkim bohaterowie są bardzo irytujący. Odniosłam wrażenie, że pomimo tego iż autorka opisuje ich jako zupełnie różne charaktery, to każdy swoim zachowaniem i przemyśleniami jest dokładnie taki sam. Zero oryginalności. W dodatku postaci jest tak wiele, że jakby ktoś kazał mi wymienić kto jest kim, w którym gra zespole, kogo jest siostrą/kuzynką/matką, to nie dałabym rady wymienić choćby trzech imion, bo wszystko zlało mi się w jedno. Totalna masakra! 
Jeśli chodzi o fabułę, to akcja toczy się bardzo szybko, co akurat uważam tutaj za plus, bo tylko dlatego udało mi się przeczytać książkę w całości. Aczkolwiek kilka wątków mogłoby być bardziej rozbudowanych, dzięki temu książka zyskałaby na jakości. Cała historia jest tak oklepana, że aż nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Już po przeczytaniu opisu, który zaprezentowałam powyżej wiedziałam, co jest ową tajemnicą. Wszystko jest tak przewidywalne i mało zaskakujące, sceny przedstawione w książce powtarzają się w co drugiej historii dla młodzieży. 

Jak dla mnie w "Nie zapomnij mnie" nie ma niczego odkrywczego i porywającego i absolutnie nie rozumiem fenomenu tej serii. Być może młode dziewczęta będą zachwycone tą opowieścią, bo przedstawia wielki świat sławnych i bogatych, a do tego pokazuje młodzieńczą miłość, która jest w stanie wszystko przetrwać, ale jak dla mnie, to jedna z gorszych przeczytanych przeze mnie książek. Być może jestem za stara, aby zachwycać się tą historią. Niestety, jak dla mnie to niewypał i z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie zamierzam sięgać po kolejne tomy. 

Mimo wszystko za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak :) 

wtorek, lipca 18, 2017

#56 "Trzecia" by Magda Stachula

#56 "Trzecia" by Magda Stachula

Tytuł: Trzecia
Autor: Magda Stachula 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 3 lipca 2017
Liczba stron: 400

"Zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek, wbrew jego woli, to nie wychowywanie, czy zachowywanie pozorów, tylko czysta przemoc"

"Trzecia" to moje pierwsze spotkanie z Magdą Stachulą, mimo iż autorka wydała już swoją debiutancką książkę, jednak jakoś nigdy nie wpadła mi ona w ręce. Nim sięgnęłam po ten thriller przechodziłam 
(i nadal przechodzę) przez kryzys czytelniczy, więc miałam nadzieję na pewnego rodzaju wybawienie i szczerze przyznam, że trochę się to udało, bo powyższą książkę przeczytałam szybko i bardzo mi się podobała. 

Najpierw był błysk flesza - ktoś zrobił jej zdjęcie z ukrycia. 
Później usłyszała tajemniczy głos w mieszkaniu. 
Potem ktoś stał pod jej drzwiami. Nasłuchiwał. 

Eliza jest terapeutką. Podczas wielogodzinnych sesji zagląda w głowy swoich pacjentów. Pewnego dnia orientuje się, że ktoś ją śledzi. Teraz to do jej życia zagląda obcy człowiek. Kiedy Eliza szuka pomocy, nikt jej nie wierzy. 

Tymczasem on wie już o niej wszystko. 
Ma listę. 
Eliza jest na niej trzecia. 

Już sam opis wskazuje, że będzie to ciekawa lektura, prawda? 
Oczywiście nie będę zdradzała całej fabuły i opisywała historii, bo nie chcę spoilerować. Jednak muszę przyznać, że książka jest napisana w bardzo fajny sposób. Akcja cały czas się toczy i ani na moment nie zwalnia tempa. Kolejne rozdziały przychodziły mi z łatwością i za każdym razem nie mogłam się doczekać, aby dowiedzieć się, co będzie dalej. I myślę, że właśnie w tym tkwi cały sekret rewelacyjności tego thrillera. Książka tego rodzaju powinna trzymać w napięciu i wzbudzać w czytelniku ciekawość. Ja nie mogłam się oderwać. 

Jest to thriller psychologiczny, więc bardo dużo dzieje się w głowie głównej bohaterki. Poznajemy jej przemyślenia, obawy i teorie odnośnie potencjalnego podglądacza. Przyznam, że w niektórych momentach miałam dreszcze, bo zaczęłam sobie realistycznie uświadamiać, jak wiele rzeczy można sobie "wkręcić". W dodatku w ostatnim czasie spędzam samotnie wieczory, więc momenty w książce, kiedy bohaterka podchodzi do drzwi wejściowych, aby sprawdzić kto się za nimi kryje, bardzo mocno działały mi na psychikę, bo potem sama bałam się podejść, aby sprawdzić czy zamknęłam drzwi na zamek. Myślę, że to jest podstawowym sukcesem tego thrillera. Wzbudza emocje! A dla mnie to jest najważniejsze jeśli chodzi o thrillery. Nijakich bohaterów zawsze można przyćmić wartką akcją i właśnie emocjami. 

Jak dla mnie książka jest ma duży plus. Przeczytałam ekspresowo i częściowo odczarowałam swój czytelniczy kryzys. Myślę, że gdybym miała teraz więcej wolnego czasu, to czytałabym kolejną książkę, ale niestety w ostatnim czasie zbiegło mi się wiele rzeczy, a teraz dodatkowo przyjeżdża moja siostra w odwiedziny na aż pięć tygodni (!), więc obawiam się, że znów nie będę miała tyle czasu ile bym chciała, ale postaram się "chapnąć" zawsze kilka stron przed snem, aby na stałe zażegnać kryzys. 

Jeśli zastanawiacie się nad tą książką, to ja z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić. I dodam, że z chęcią zapoznam się z przyszłą twórczością Magdy Sachuli, bo moim zdaniem pisarka ta ma coś w sobie, więc mam nadzieję, że będę miała przyjemność przeczytać kolejne książki tej autorki. 

Wam również to polecam!

A za przeczytanie "Trzeciej" serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak :)

wtorek, czerwca 27, 2017

#55 "Dziedzictwo" by Ann Patchett

#55 "Dziedzictwo" by Ann Patchett

Tytuł: Dziedzictwo 
Autor: Ann Patchett 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 14 czerwca 2017 
Liczba stron: 384

Książka roku według "New York Timesa" oraz "The Washington Post"

To co muszę zaznaczyć na początku, to że urzekła mnie okładka! Jest taka prosta i oryginalna zarazem, że nie mogłam przestać na nią patrzeć. Ma w sobie coś wyjątkowego, więc na pewno często będę cieszyć nią oczy i wykorzystywać na instagramowych zdjęciach :) Wielki plus dla tej książki właśnie za okładkę. 

Chrzciny, znajomy z pracy, pocałunek, butelka ginu i Bóg raczy wiedzieć ile pomarańczy. Tyle wystarczy by dwie rodziny szlag trafił. 

Gdyby Fix znał następstwa swojej niewinnej prośby, sam poszedłby znaleźć córkę. 

"Dziedzictwo" to historia konsekwencji przypadkowego spotkania, które zdeterminowało życie całej grupy zupełnie obcych sobie osób. 

Muszę przyznać, że początkowo nie mogłam się wkręcić w tę historię. Hasła zapowiadały książkę na miarę "Małego życia", które kocham i niestety "Dziedzictwo" mu nie dorównało. Myślę, że tak bardzo jestem zafascynowana i zauroczona powieścią Hanyi Yanagihary, że nieprędko znajdę coś co może się jej równać, aczkolwiek powyższa książka na pewno znajdzie wielu miłośników. 
"Dziedzictwo" to historia o tym jak mały przypadek może zmienić życie grupy ludzi, a dokładniej dwóch rodzin, które chcąc nie chcąc muszą się w pewnym sensie połączyć i kroczyć przez resztę życia wspólnie. Jak już wspomniałam początek tej książki był dla mnie trudny, ale z każdą kolejną stroną było już lepiej, aczkolwiek nie zdarzyło się, abym sięgała po tę książkę z ekscytacją. Dopiero w połowie tej powieści, kiedy wątki zaczynały nabierać sensu zaczęłam rozumieć o co naprawdę chodzi w tej książce. 

"Dziedzictwo" to historia o rodzinnej miłości, która jest wystawiana na próbę. Czytając wielokrotnie miałam skojarzenia do efektu motyla - jedna rzecz pociąga za sobą szereg zdarzeń, które kształtują życie. Niewiarygodne jest to jak przeplatają się ludzkie losy i jak wiele zależy od naszych wyborów. Jednym z najciekawszych wątków jest moim zdaniem ten o Franny i Leonie Posenie, pisarzu, który napisał powieść o tym samym tytule co opisywana przeze mnie książka, a jej bohaterami byli bohaterowie, których wykreowana Ann Patchett. Trochę to skomplikowane, ale przyznam, że od tego momentu historia ta nabrała dla mnie całkiem innego wymiaru i po początkowych problemach z wkręceniem się w czytanie, potem poszło już z górki. 

Książka ta niezostanie moją ulubioną, jednak na pewno ma coś w sobie i znajdzie wielu miłośników, bo tak to już bywa z literaturą piękną. Nie jest dla każdego, a mimo tego fanów nie brakuje. Jeśli ktoś szuka ambitniejszej literatury, która porusza serca i skłania do myślenia, to w pewnością powinien sięgnąć po "Dziedzictwo". Plusem jest przede wszystkim, że historia ta jest bardzo "życiowa", może przydarzyć się każdemu. W końcu bardzo często zdarzają się takie sytuacje jak ta rodzinny Cousinsów i Keatingów, więc ze stron bije normalność i to jest najcudowniejsze w tej książce. I być może dlatego początkowo czytanie szło mi mozolnie, bo w moim mniemaniu normalność jest nudna, ale na szczęście całokształt tej historii porusza, wzrusza i fascynuje.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak :)

sobota, kwietnia 29, 2017

#45 "Wszyscy ludzie generała" by Michael Hastings

#45 "Wszyscy ludzie generała" by Michael Hastings

Tytuł: Wszyscy ludzie generała
Autor: Michael Hastings
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 24 kwietnia 2017
Liczba stron: 480

"Musimy zachować ostrożność, aby nie zacząć wierzyć we własne brednie" 

Jest to moja pierwsza książka o takiej tematyce. Porwałam się trochę z motyką na słońce, ale opis był bardzo interesujący, więc pomyślałam, że książka jest równie ciekawa. Już samo zdanie krzyczące do nas z okładki: "Wstrząsający portret elit, które stanowią otoczenie Donalda Trumpa" sugeruje, że powyższa pozycja może być bardzo wciągającą lekturą. Wszak wszystko co dotyczy obecnego prezydenta USA jest bulwersujące i kontrowersyjne. 

Jednak trochę się przeliczyłam... 

Szokujący oraz elity amerykańskiej armii, której przyjrzał się jeden z najzdolniejszych reporterów młodego pokolenia. 

Generał McChrystal przez współpracowników nazywany był Gwiazdą Rocka, Papieżem, Big Stanem. Kierował operacją wojskową w Afganistanie, prowadząc pełne ekscesów życie, a jego wielkim marzeniem było zostanie celebrytą. Otoczył się ludźmi odjazdowymi, zuchwałymi i bezczelnymi. Michael Hastings jeździł za nimi na niebezpieczne patrole i chodził do barów, gdzie przy jednym stole popijali wojskowi, szpiedzy i luksusowe prostytutki. Obraz ekipy generała, którzy przedstawił w książce, wstrząsnął Białym Domem o doprowadził do spektakularnej dymisji. 

Rzeczywistość dopisała do tej historii zaskakujące zakończenie: dziś ludzie McChrystala są ludźmi prezydenta Donalda Trumpa. Dzięki tej książce poznasz Mike'a Flynna, prezydenckiego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego zdymisjonowanego za podejrzane kontakty z Rosją. 

Sam Michael Hastings krótko po wydaniu książki zginął w wypadku, którego okoliczności budzą kontrowersje.

Miałam kilka prób przeczytania tej książki, ale żadna nie skończyła się sukcesem. Niestety nie dotarłam nawet do połowy lektury. Za każdym razem jak zaczynałam czytać moje myśli wędrowały w stronę nieugotowanego obiadu, zakupów lub po prostu do telefonu leżącego pod ręką. Kompletnie nie miałam weny do czytania tej książki. 

Lubię książki o wojnie, niektóre są naprawdę bardzo interesujące i sądziłam, że mając do czynienia z wojną w Afganistanie będzie to dla mnie miła odmiana od romansideł i kryminałów, które ostatnio czytałam. Powyższa pozycja jest przedstawiona w formie reportażu, co moim zdaniem, jest dużym atutem, autor przywołuje wiele cytatów i prawdziwych wydarzeń, których był świadkiem. Jeśli ktoś interesuje się tematyką militarną i wojenną, to ta książka niewątpliwie powinna znaleźć się na półce takiej osoby. Być może jeszcze kiedyś spróbuję powrócić do tej książki, jednak póki co niestety muszę się poddać i odpuścić. 

niedziela, marca 26, 2017

#39 "Araf" by Elif Shafak

#39 "Araf" by Elif Shafak

Tytuł: Araf 
Autor: Elif Shafak
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 9 stycznia 2017
Liczba stron: 416

"Kto jest prawdziwie obcy - ten, kto mieszka za granicą i wie, że jego prawdziwy dom znajduje się gdzie indziej, czy ten, kto wiedzie żywot obcego we własnym kraju i nie ma swojego miejsca na ziemi?"

Sto lat mnie tu nie było! :( Złożyło się na to kilka rzeczy - urlop, brak weny i średnie lektury, które w tym czasie czytałam. (Podsumowanie marca za kilka dni pojawi się na blogu, więc będziecie mogli się dowiedzieć, co w tym miesiącu mnie nie urzekło). Jednak czas wrócić do żywych i sklecić kilka prostych zdań na temat lektury, którą skończyłam zaledwie kilka minut temu. 

Przez ostatni czas czytałam "Araf" autorstwa Elif Shafak. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i byłam zaskoczona, ponieważ spodziewałam się czegoś innego. O czym jest "Araf"? To historia o grupie znajomych, którzy wyemigrowali ze swoich krajów do Stanów Zjednoczonych, aby szukać lepszego życia i kształcić się. Cała przygoda przerodziła się w poszukiwanie własnego "ja" i szukanie odpowiedzi na pytanie: kto jest prawdziwie obcy - ten, kto mieszka za granicą i wie, że jego prawdziwy dom znajduje się gdzie indziej, czy ten, kto wiedziecie żywot obcego we własnym kraju i nie ma swojego miejsca? 

"Araf" to z pewnością nie jest łatwa i lekka lektura. Książka właściwie nie ma jakieś wartkiej akcji, autorka skupiła się przede wszystkim na uczuciach i przemyśleniach głównych bohaterów, co do własnego pochodzenia i przyszłości, w której chcą funkcjonować. Moim zdaniem trzeba tutaj też trochę czytać między wierszami, aby zrozumieć co konkretnie Elif Shafak miała na myśli. 
Muszę przyznać, że mi momentami ta książka sprawiała trudności, aby zrozumieć, co też właściwie autor chciał przekazać. Styl pisania i używane słownictwo z pewnością też nie ułatwia zadania czytelnikom. 

Czy warto? Sama nie wiem. Do mnie nie przemówiła ta lektura, być może jest zbyt "ambitna" dla mnie, bo nie do końca pojmuję jej fenomen. To co urzekło mnie najbardziej to opisy! A szczególnie opis Stambułu. Jest magiczny i czarujący! Szkoda tylko, że musiałam czekać na to do ostatnich rozdziałów, ale chociażby dla tego jednego opisu było warto :) Nigdy nie czytałam równie fascynującej charakterystyki! :) 

Ogólna ocena jest dość kiepska. Z pewnością nie sięgnę ponownie po tę książkę (chyba że zapragnę przypomnieć sobie magiczny Stambuł). 

A jak Wasze wrażenia? Czytał ktoś? 

piątek, lutego 24, 2017

#38 "Dziewczyna, którą kochałeś" by Jojo Moyes

#38 "Dziewczyna, którą kochałeś" by Jojo Moyes

Tytuł: Dziewczyna, którą kochałeś 
Autor: Jojo Moyes 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 11 stycznia 2017
Liczba stron: 512

"To przecież są tylko rzeczy. Szczerze mówiąc, mogliby zabrać mi je wszystkie. Jedyne, co się liczy naprawdę, to ludzie"

Wiele osób zachwyca się twórczością Jojo Moyes. Ja po przeczytaniu "Zanim się pojawiłeś" również zostałam fanką, mimo iż tak naprawdę zachwyciła mnie tylko jedna książka tej pani. Jednak wyżej wspomniana książka jest tak przepiękna, że nie mogło stać się inaczej. Czy "Dziewczyna, którą kochałeś" pogłębiła moją fascynację Moyes? Hm... Chyba nie. 

W "Dziewczynie, którą kochałeś" przeplatają się wątki dwóch kobiet. Sophie żyje we Francji, w czasie, kiedy Niemcy okupują jej kraj podczas pierwszej wojny światowej. Liv natomiast to młoda kobieta, żyjąca we współczesnych czasach w Anglii. Po utracie męża całkowicie się pogrąża, traci poczucie sensu, a rosnące długi coraz bardziej ją przytłaczają. Co łączy te dwie kobiety? Obraz. Portret Sophie namalowany przez jej męża, który przypadkowo trafia do Liv kilkadziesiąt lat później. 

Szczerze powiedziawszy nie wiem, co mam myśleć o tej książce. Początkowo nie mogłam się wkręcić, potem było już lepiej, aczkolwiek nie podzielam opinii jakoby ta książka była lepsza od "Zanim się pojawiłeś". Czytało się szybko i przyjemnie, historia niby oryginalna, ale takie mam wrażenie, że już to gdzieś czytałam. Na pewno Moyes zachowała swój styl i jej wielcy fani będą zachwyceni tą książką. Biorąc pod uwagę całokształt przyznałabym siedem na dziesięć punktów, bo mimo wszystko nie nudziłam się podczas czytania. Z każdą kolejną stroną akcja się rozkręcała, bohaterowie są sympatyczni, ale jakby każdemu z nich brakuje indywidualności. 

Nie wiem, co więcej mogłabym napisać o tej książce. Podejrzewam, że szybko o niej zapomnę, tak jak o "Kiedy odszedłeś" Moyes. Na moim pierwszy miejscu w dalszym ciągu jest historia Willa i Lou. 


niedziela, lipca 03, 2016

#16 "Kiedy odszedłeś" by Jojo Moyes

#16 "Kiedy odszedłeś" by Jojo Moyes

Autor: Jojo Moyes 
Tytuł: Kiedy odszedłeś 
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 6 czerwca 2016
Liczba stron: 496

Po zakończeniu "Zanim się pojawiłeś" byłam zauroczona historią Willa i Lou. Nie spodziewałam się, że ta lektura wywrze na mnie takie wrażenie, aczkolwiek było do przewidzenia, że taka niepoprawna romantyczka jak ja będzie zachwycona powieścią Jojo Moyes. Dopiero po skończeniu czytania dowiedziałam się, że powstała druga część o Louisie, więc bez zastanowienia po nią sięgnęłam.

"Kiedy odszedłeś" opisuje dalsze losy głównej bohaterki, która musi odnaleźć się we współczesnym świecie bez Williama. Nie ma lekko, co jest oczywiste, a ponadto życie jej nie rozpieszcza, serwując kolejne kłody pod nogi. Jednak Lou zawsze była silna, więc i tym razem sobie ze wszystkim poradziła. Nie chcę zdradzać wątków, które znajdują się w książce, bo nie chcę psuć zabawy osobom, które jeszcze nie czytały powyższej książki. Na pewno nie jedno z Was będzie zaskoczone tym, co spotkało Lou.

Ale czy ta książka była potrzebna?
To jest dobre pytanie na które każdy powinien odpowiedzieć sobie indywidualnie. Dla mnie "Zanim się pojawiłeś" było książką kompletną,więc obeszłabym się bez kontynuacji. Niebanalne zakończenie sprawiło, że każdy czytelnik mógł sobie samodzielnie wyobrazić dalsze życie Louisy. W mojej głowie widziałam ją w Paryżu, jedzącą croissanty, pijącą białe wino i cieszącą się życiem (bo William to życie w nią tchnął). W drugiej części autorka pokazuje, że jednak nie było tak kolorowo, a pogodzenie się ze śmiercią ukochanego wcale nie było takie łatwe. Z jednej strony cieszę się, że przeczytałam tę książkę, bo miło było zobaczyć jak Louisa staje na nogi i zaczyna żyć, jednak uważam, że wiele wątków było naciąganych.
I nie mogę sobie odmówić wspomnienia jednej sceny. Strasznie rozbawiło mnie to, jak ojciec Louisy wparował na imprezę z wydepilowanymi nogami! Najlepsza scena w książce!

piątek, marca 18, 2016

#9 "Saga o szczęściu" by Anna Ficner-Ogonowska

#9 "Saga o szczęściu" by Anna Ficner-Ogonowska

Autor: Anna Ficner-Ogonowska 
Tytuł: Alibi na szczęście / Krok do szczęścia / Zgoda na szczęście / Szczęście w cichą noc 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 28 maja 2012 /5 września 2012 / 4 lipca 2013 / 4 listopada 2013
Liczba stron: 672 / 416 / 566 / 176

Do tego wpisu zainspirowała mnie Miłka z bloga mawreads, ponieważ w jej marcowej zabawie instagramowej przyszedł dzisiaj czas na tag "Dobre, bo polskie".

Przyznam się, że nigdy nie przepadałam za książkami polskich autorów. Nie wiem w zasadzie dlaczego, bo jak się okazuje mamy całkiem fajnych i ciekawych pisarzy. Póki co skupiłam się na twórczości Anny Ficner Ogonowskiej oraz Remigiusza Mroza, ale intensywnie zastanawiam się nad sięgnięciem po inne polskie pozycje. Jak to się mówi "cudze chwalicie, swego nie znacie" - postanowiłam więc to zmienić i poszerzyć swoją wiedzę odnośnie polskiej literatury.

To jest jednak plan na niedaleką przyszłość. Dzisiaj chciałam się skupić na książkach, które widnieją na zdjęciu. "Saga o szczęściu" autorska Anny Ficner Ogonowskiej to jedna z moich ulubionych historii.

1. OKŁADKA: Uwielbiam te okładki! Moim zdaniem są przepiękne i fantastycznie pasują do całej powieści. Bardzo podoba mi się motyw herbaty, który jest nieodłącznym elementem tych okładek, ale także historii. I osobiście nie wyobrażam sobie czytania tych książek bez gorącego kubka herbaty u boku. Ocena: 5/5

2. FABUŁA: "Saga o szczęściu" to powieść obyczajowa typowo dla kobiet. Jest to historia Hani, która musi zmierzyć się z nową rzeczywistością po stracie bliskich oraz Mikołaja, który wkrada się w jej życie i próbuje pomóc uporać się z przeszłością. Tłem do całej historii jest zaśnieżona Warszawa, polskie morze i Praga, w której się zakochałam właśnie dzięki tej książce. Od tamtej pory intensywnie myślę o wycieczce do stolicy Czech i mam nadzieję, że wkrótce spełnię to marzenie. Ocena: 5/5

3. BOHATEROWIE: Głównymi bohaterami są Hania i Mikołaj. Obydwie te postaci są urzekające. Hania to delikatna i spokojna kobieta, którą bardzo łatwo jest zranić. Mikołaj z kolei jest zwykłym facetem, który dla ukochanej jest w stanie zrobić wszystko. Poza nimi wyróżniającymi się postaciami są Dominika, przyjaciółka głównej bohaterki, zwariowana i bardzo żywiołowa dziewczyna, która szybko myśli i jeszcze szybciej działa oraz pani Irenka - kochana kobieta, bardzo ciepła, życzliwa i opiekuńcza. Zapewne niejednemu czytelnikowi przywołała na myśl babcię lub ukochaną ciocię. W książce pojawia się jeszcze wielu innych bohaterów i każdy z nich wykreowany jest w indywidualny sposób. Ocena: 5/5

4. FORMA: Kiedy dowiedziałam się, że "Alibi na szczęście" to pierwsza część tej historii, a całość składa się aż z trzech, byłam wniebowzięta! Pomimo tego, że książki są dość grube i mają wiele opisów, to czyta się to bardzo szybko i przyjemnie. Jest to idealna lektura na długie jesiennie wieczory albo letnie poranki w parku lub na balkonie. Ocena: 5/5

OGÓLNA OCENA: Jestem zakochana i zauroczona! Przeczytałam już całą serię chyba z trzy razy i znów zaczęłam myśleć o tym, aby do niej wrócić. Jest to cudowna, napawająca optymizmem i nadzieją powieść! W sam raz na czas, kiedy nachodzi nas zwątpienie. Wisienką na torcie jest czwarta część "Szczęście w cichą noc", opisująca Wigilię. Wszystko w tych książkach jest takie magiczne, takie delikatne - jak promienie słońca. Uwielbiam takie książki. Oby więcej takich! :)

Ogólna ocena: 20/20

sobota, stycznia 02, 2016

#1 "Czas pokaże" by Anna Ficner - Ogonowska

#1 "Czas pokaże" by Anna Ficner - Ogonowska

Autor: Anna Ficner-Ogonowska
Tytuł: Czas pokaże
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 18 listopada 2015
Liczba stron: 752

"Nie ma dwóch takich samych odcieni miłości. Ale wszystkie smakują równie dobrze".

Jak ta książka trafiła w moje ręce? Postanowiłam ją kupić, ponieważ bardzo spodobały mi się poprzednie powieści tej autorki. Anna Ficner-Ogonowska potrafi wykreować wspaniałe postacie, a historie przedstawione w jej książkach są z życia wzięte. Myślę, że właśnie dzięki temu pani Anna zyskała sobie całkiem spore grono miłośników. Przyznam się, że bardzo rzadko sięgam po książki polskich autorów, jednak pani Anna na stałe zyskała małe miejsce w moim sercu i dość spore na mojej półce. 

OKŁADKA: Jak widać na powyższym zdjęciu okładka tej książki nie jest jakoś specjalnie wykreowana. Mi osobiście się podoba, głównie przez to, że nawiązuję swoim stylem do okładek poprzednich książek autorki. Mam nadzieję, że pani Anna zachowa tę ideę, gdyż dzięki temu jej powieści będą charakterystyczne i w gąszczu półek księgarni od razu będzie wiadomo, kto jest autorem danej powieści. Ocena: 4/5

FABUŁA: "Czas pokaże" to historia studentki psychologii o imieniu Julka. Dziewczyna ma problemy z rodziną, nie umie się porozumieć z zrzędliwą matką oraz ciotką. Jedyną życzliwą jej osobą jest przyjaciółka Nela. Jak to bywa w tego typu książkach, Julka zakochuje się w mężczyźnie i na domiar złego jest to dużo starszy od niej poważny pan doktor. Idea niezbyt odkrywcza, natomiast autorka ma do siebie to, że porusza w swoich książkach tematy obyczajowe, a historie przez nią przedstawione mogą się przydarzyć każdemu śmiertelnikowi. Ocena: 3/5

BOHATEROWIE: I tutaj każdy recenzent może się wyżyć! Przedstawieni w książce bohaterowie są... tragiczni. Julka według mnie kompletnie nie ma charakteru, jest zaszczuta w swoich myślach, robi to czego oczekują od niej inni. Bardzo nie lubię takich osób w życiu prywatnym i od początku wiedziałam, że i jej nie polubię. Reszta bohaterów to totalna przeciwwaga - wyidealizowana Nela i nad wyraz denerwująca i apodyktyczna matka. Na deser dostajemy doktora Kochanowskiego. Osobiście go polubiłam, aczkolwiek zanim jeszcze na dobre wkroczył do akcji powieści, wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej. Zawiódł mnie. Ocena: 2/5

FORMA: "Czas pokaże" to pokaźne tomisko, którego przeczytanie dla niektórych może być mordęgą. Nie zdziwiłam się, kiedy czytając opinie innych czytelników widziałam, że porzucali książkę w połowie. Mnie na szczęście udało się przeczytać, ponieważ nie przywykłam do przerywania zaczętej już książki - zdarzyło mi się to tylko raz w życiu. Powieść Anny Ficner-Ogonowskiej zawiera bardzo dużo opisów i przemyśleń głównej bohaterki - dla mnie w dużej mierze zbędnych. Gdyby tak wyciąć parę rozważań Julki i diametralnie skrócić całą powieść myślę, że zyskałaby sobie większe grono fanów. Jak dla mnie jest to książka do której z pewnością nie wrócę. Szkoda czasu. Ocena: 2/5

OGÓLNA OCENA: Kupując "Czas pokaże" spodziewałam się książki na miarę poprzednich powieści tej autorki. Trochę się zawiodłam. Dlaczego? Książki pani Anny napawały mnie optymizmem, przeczuciem, że wszystko będzie dobrze, że na świecie żyją dobrzy ludzie, a wszystko co złe mija i sprawia, że stajemy się silniejsi. W historii Julki również można znaleźć wiele życiowych porad, jednak nie przemawiają one do mnie. Czy "Czas pokaże" jest godne polecenia? Myślę, że nie, aczkolwiek być może miłośniczki kobiecej lektury będą zadowolone. Ja jednak mam nadzieję, że kolejne powieści Anny Ficner-Ogonowskiej będą bardziej przypominać "Trylogię o szczęściu" niż jej ostatnią książkę.

Ogólna ocena: 11/20

A jaka jest Wasza opinia? Czytaliście już "Czas pokaże" bądź którąś z poprzednich książek tej autorki? Chętnie poznam opinie innych na ten temat. Zapraszam do komentowania :)

Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger