Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 11, 2020

#169 "Zaginione arabskie księżniczki" by Marcin Margielewski

#169 "Zaginione arabskie księżniczki" by Marcin Margielewski

Hej, hej!

Bardzo lubię książki o Bliskim Wschodzie, te fabularne jak i te dokumentalne, reportaże itd. Trochę już tego przeczytałam i zawsze chętnie sięgam po kolejne książki o tej tematyce. I tym razem zainteresował mnie tytuł "Zaginione arabskie księżniczki" Marcina Margielewskiego. 

O żonach, córkach, siostrach arabskich szejków już trochę słyszałam, jednak przedstawione tutaj osoby były mi obce. Myślę, że tematyki możecie się domyślić po tytule. Autor na stronicach tej książki przedstawia historie opowiedziane przez Talala, mężczyzny, który przez całe swoje życie służył w arabskich pałacach i miał styczność z przedstawicielami królewskich rodzin. Poznajemy tutaj dziewczyny, które przez swoją odwagę, pragnienie wolności czy miłość ponoszą najstraszniejszą karę, a za sprzeciwienie się rządom ojców, braci, wujków tracą życie. 

Co Wam będę mówić... Nie raz już recenzowałam tutaj książki Tanyi Valko czy Laily Shukri, w których bardzo obszernie opisane były praktyki traktowania kobiet w krajach Bliskiego Wschodu. Mam świadomość, że są one fabularyzowane, jednak z łatwością jestem w stanie uwierzyć, że takie rzeczy rzeczywiście mają miejsce, a co gorsze, jestem w stanie uwierzyć, że przeciętny człowiek nie ma takiej wyobraźni, aby wyobrazić sobie co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami arabskich domów i pałaców. Przypadki o których czytamy w książce Marcina Margielewskiego to zaledwie wierzchołek góry lodowej. A najgorsze jest, że o bardzo wielu zabójstwach czy torturach niewinnych kobiet nigdy nie usłyszymy, bo kraje arabskie, a zwłaszcza Arabia Saudyjska, jest bardzo zamknięta i przepływ informacji jest praktycznie niemożliwy. 

Najbardziej w głowie utknęła mi sytuacja z szejkiem Abdullahem bin Abd al-Aziz Al Saud, którego możecie kojarzyć z tego, że kilka lat temu zasponsorował operację rozdzielenia polskich bliźniaczek syjamskich. Szejk zbudował wokół siebie aurę szlachetnego króla, otwartego na tradycje z zachodu, chętnego do nadawania kobietom nowych praw i przywilejów. Podróżował po całym świecie, spotykał się z najbardziej wpływowymi ludzi świata, ściskał im dłonie uśmiechając się do kamer. I nikt nie wiedział, że w tym samym czasie jego cztery córki siedzą zamknięte w piwnicy i umierają z głodu. Przepraszam Was za ten spoiler, ale nie potrafię pohamować gniewu, kiedy o tym myślę i uważam, że takie historie trzeba nagłaśniać. 

Uważam, że tego typu książki są ważne i ludzie powinni je czytać, bo dzięki temu rośnie świadomość w naszym społeczeństwie. Arabia Saudyjska to nie jest bajkowy kraj, w którym chodniki zbudowane są ze złota. To przede wszystkim kraj, w którym ludzie pod przykrywką Koranu i woli Allaha torturują i mordują niewinne kobiety, które chciały zaznać w życiu jedynie trochę prawdziwej miłości i wolności. 

czwartek, września 12, 2019

#133 "Farma" by Joanne Ramos

#133 "Farma" by Joanne Ramos

Dzień dobry Moliki!
Powoli aklimatyzuję się w Polsce po powrocie z wakacji i przyznam Wam szczerze, że nie jest tak źle jak mogłoby być. Spodziewałam się totalnego dramatu, depresji i płaczu, a okazuje się, że poza deszczowym weekendem nie jest najgorzej. Pracy co prawa dużo, ale do ogarnięcia. Nawet wczesne wstawanie nie sprawia mi problemu.
Mam nadzieję, że ten stan rzeczy się długo utrzyma, bo jesień to dla mnie zawsze najgorszy okres w roku. Jestem z tych osób, których zawsze dopada jesienna chandra, a że jestem nadwrażliwa i wszystko przeżywam sto razy bardziej, to nawet najdrobniejsze potknięcie, złe słowo czy niezrozumienie doprowadza mnie do stanów depresyjnych. Także... Chwilo trwaj!

Recenzja może zawierać spoilery 

A zebraliśmy się dzisiaj tutaj, aby porozmawiać o książce "Farma" Joanne Ramos. Temat, który został poruszony w tej powieści nie jest mi obcy, powiem kiedyś czytałam bardzo podobną historię. Z tym że "Źródła miłości", o których teraz myślę, opowiadały o hinduskich kobietach.
Tytułowa Farma to pewnego rodzaju ośrodek, zamieszkały przez kobiety, które zdecydowały się zostać surogatkami dla bogatych rodzin, które nie mogły mieć dzieci, które ponad wszystko ceniły sobie swoją karierę, czy też dla kobiet, które nie chciały tracić figury.
W Złocistych Dębach zdecydowała się zamieszkać Filipinka Jane. Jane pochodziła z biednej rodziny, po nieudanym związku została sama z córeczką, której chciała zapewnić jak najlepsze życie. Dlatego postanowiła skorzystać z okazji i zamknąć się w luksusowym ośrodku. Dziewczyny, które w nim zamieszkały mogły liczyć na wszystko - zdrowe posiłki, codzienne masaże, kompleksowe badania i stały dostęp do lekarza oraz hojne wynagrodzenie po wydaniu na świat zdrowego dziecka.
Był jeden haczyk - pensjonariuszki były stale kontrolowane, nie mogły utrzymywać kontaktów z bliskimi i całym światem zewnętrznym, a także nie mogły odejść z Farmy przed porodem.
Warunki, które zostały zapewnione surogatkom były godne, jednak ścisła kontrola złamałaby niejednego. Kiedy Jane zdaje sobie sprawę z tego, że jest traktowana jak przedmiot, a jej ciało jest wykorzystywane, zaczyna zadawać sobie pytanie, czy to wszystko ma jakiś sens i czy naprawdę warto jest się tak poświęcać.

Zgadzam się z opiniami osób, które twierdzą, że nie jest to must have. Nie jest to książka, która wywoła u Was reakcję "muszę to przeczytać jak najszybciej!", "to jest takie niesamowite!" itp. Dobrze się czyta tę książkę, jednak nie jest ona dynamiczna, nie jest pełna akcji i nie trzyma w napięciu. Moim zdaniem warto jest przede wszystkim przeczytać tę książkę ze względu na kobiecą solidarność. Mimo tego, że w naszym kraju surogacja jest nielegalna, to na świecie jest to bardzo popularne i czasami warto jest się zastanowić nad tym, co czują takie kobiety i co je skłoniło do urodzenia i oddania dziecka. Ta książka po raz kolejny potwierdziła moje odczucia co do kobiecej siły - jak wiele jesteśmy w stanie znieść i jak wielkiego poświęcenia się dopuścić, aby zadbać o rodzinę i jej przyszłość.
Mnie bardzo poruszył los Jane. Ta dziewczyna zdecydowała się zostawić swoją kilkumiesięczną córeczkę pod opieką kuzynki, tylko po to, aby zapewnić jej lepszy start. I jakby rozłąka nie była wystarczającym poświęceniem, to dodatkowo nie mogła się z nią spotkać podczas trwania ciąży. Psychologiczne zagrywki właścicielki ośrodka tylko potęgowały w Jane poczucie winy i bezsilność. Smutno było to czytać, jednak Jane udowodniła, co jest dla niej najważniejsze.

Także jeśli jesteście fanami książek o kobietach dla kobiet, to uważam, że powinniście sięgnąć po "Farmę". Jestem przekonana, że niejednokrotnie Was zbulwersuje, a może i wzruszy. Warto jest uzmysławiać sobie co dzieje się na świecie, dlatego ja Wam tę powieść polecam.

poniedziałek, grudnia 10, 2018

#102 "Jestem żoną terrorysty" by Laila Shukri

#102 "Jestem żoną terrorysty" by Laila Shukri

Cześć Moliki!
Grudzień w pełni, czas na świąteczne porządki, gorączkowe szukanie prezentów, ubieranie choinki i tego typu sprawy. Jesteście przygotowani na Boże Narodzenie? Ja się przyznam, że mam zarys prezentów dla rodziców, ale jednak nie tylko ich chcę obdarować w tym roku, więc muszę jeszcze pogłówkować. Jak macie jakieś pomysły na drobne upominki dla najbliższych to piszcie w komentarzach, może się czymś zainspiruję :)

Ale do rzeczy... Zapewne wiecie (albo i nie), że jestem fanką książek o Bliskim Wschodzie. Kocham całą arabską sagę Tanii Valko i bardzo lubię serię ze zdjęcia Laili Shukri. Jak widzicie nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i mam co do niej pewne wymagania, których w tej książce niestety nie spełniła. Dzisiaj skupiamy się na najnowszej książce, czyli "Jestem żoną terrorysty". Nie mam zastrzeżeń co do samej fabuły, ale do stylu. Przeszkadzały mi głównie dwie rzeczy. Po pierwsze obszerne opisy, głównie z pierwszej części książki. Zapewne irytuje mnie to, bo przeczytałam już kilkanaście książek o tej tematyce i wiem co i jak, ale według mnie wystarczyłyby krótkie adnotacje na dole strony. A po drugie zauważyłam, że autorka trochę po pogubiła przy końcu książki. Raz pisała pewne fragmenty w pierwsze osobie, jako ja (wzięłam kubek i poszłam do kuchni), a w kolejnym rozdziale używała już trzeciej osoby. Coś tutaj nie pykło :) I to tyle minusów. 
Laila Shuki nie jest zawodową pisarką. Jest to Polska, mieszkająca w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, która poślubiła tamtejszego szejka. Autorka opiewa w luksusach, ale jednocześnie od podszewki zna arabski świat i problemy, z którymi musi się on mierzyć. W każdej ze swoich książek porusza tematy bulwersujące i przerażające, ale jednoczenie bardzo prawdziwe i takie, o których nie mówi się głośno, aby nie narazić się najbardziej wpływowym ludziom na świecie. Między innymi dlatego niemalże wszystkie największe i najbogatsze kraje milczą na temat handlu ludźmi, rozpościerającemu się seks biznesowi czy zbrodni honorowych. Jest to bardzo smutne, ale prawdziwe. 

W najnowszej książce "Jestem żoną terrorysty" główną bohaterką jest Polka - Klaudia. Po rozstaniu z chłopakiem i utracie pracy, dziewczyna postanawia trochę odreagować od stresów, które spotkały ją w ostatnim czasie i wyjeżdża na krótki urlop do Maroka. Dzięki swojej przyjaciółce poznaje przystojnego Raszida, który pokazuje jej swoją ojczyznę, a po powrocie zaprasza do Londynu, w którym na stałe mieszka on i wspomniana już przyjaciółka. Dziewczyny cieszą się, że mogą wspólnie spędzać czas w stolicy Wielkiej Brytanii, chodzić na zakupy i spędzać czas w towarzystwie swoich arabskich partnerów oraz ich przyjaciół. Są tak ślepo zakochane, że nie zauważają, że znajdują się w samym środku niebezpiecznej siatki terrorystycznej. 

W tej części Shukri porusza temat terroryzmu, tego jak szybko i łatwo wyznawcy Państwa Islamskiego "zalewają" Europę i zasiedlają ją, powoli, ale skutecznie doprowadzając do tego, że zawładną całym światem. Autorka przytoczyła bardzo dobrze zobrazowany przykład, który do tego doprowadzi, a mianowicie "szkoły", gdzie bojownicy mają nauczyć i wytresować kilkuletnie dzieci i nastolatków na przykładnych i posłusznych członków grupy terrorystycznej. Dzieci takie maja na celu nauczyć się jak posługiwać się bronią, ostrymi nożami, maczetami, jak zadawać ból, jak stać się bezwzględnymi ludźmi zdolnymi do wszystkiego i przede wszystkim jak zabijać. Kilkuletnie dzieci na pluszowych misiach uczą się jak podrzynać gardła! Szkolą je i wpajają, że śmierć samobójcza, która przy okazji pochłonie kilkadziesiąt niewinnych istnień "niewiernych" sprawi, że znajdą się w raju. Proceder ten jest tak przerażający, że aż nierealny! A przecież wszyscy wiemy, że tak się dzieje, bo zapewne każdy z nas o tym czytał lub widział to w telewizji. 

Jestem przerażona tym, co dzieje się na świecie. Zapewne nie jest to dobry czas ani miejsce, ale słysząc o takich rzeczach zastanawiam się, gdzie jest bóg. Nieważne, czy to jest nasz Bóg, Allah, Budda czy jeszcze ktoś inny, ja wierzę w to, że istnieje jakaś siła wyższa, jest jedna, ale ma inne imiona, tylko gdzie ona jest skoro pozwala na takie straszne rzeczy? A przecież ma czynić dobro. 
Nie będę teraz się rozwodziła na tym tematem, bo to blog książkowy i próbuję zrecenzować książkę :) Jednak sami widzicie ile emocji może wzbudzić taka historia. A Laila Shukri w każdej ze swoich powieści porusza tematy prawdziwe, wstrząsające, bulwersujące i przerażające, i tak jak wspomniałam na początku odnoszę wrażenie, że jest na to ciche przyzwolenie, skoro nikt nie jest w stanie nic z tym zrobić. Świat nie zmierza w dobrą stronę, bo podążamy nie tą drogą, którą trzeba. Skupiamy się na rozwoju, postępie technologicznym, wpadamy w jakiś dziwny trans, aby być najlepszym, najszybszym, najpiękniejszym... A tymczasem całkiem niedaleko dzieją się tak przerażające rzeczy jak publiczne ukamienowania, porwania kobiet i zamykanie ich w arabskich burdelach czy śluby nastoletnich dziewczynek z dużo starczymi mężczyznami. 

Wybaczcie moje wzburzenie i obszerność tego postu, ale tego typu książki uświadamiają jak zły jest świat. I z tym Was zostawię, bo zaraz na nowo się nakręcę i nigdy nie skończę :) Sięgnijcie po chociaż jedną z tych książek, a sami przekonacie się, że nic nie jest takie jakie mogłoby się wydawać. 


Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Jestem żoną terrorysty 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 16 października 2018
Liczba stron: 360

niedziela, września 09, 2018

#93 "Dietoland" by Sarai Walker

#93 "Dietoland" by Sarai Walker

Dzień dobry! 
Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją książki "Dietoland" Sarai Walker od wydawnictwa W.A.B. (bardzo dziękuję za przesyłkę!). Walker jest amerykańską dziennikarką publikującą w popularnych magazynach. Jej debiutancką książką jest ta powyżej i co ciekawe, na podstawie "Dietolandu" powstał serial telewizyjny o tym samym tytule.  

Sięgając po tę książkę nie sądziłam, że w pewnym sensie będę bohaterką tej historii. Nie będę ukrywała, zmagam się z takimi samymi problemami jak główna bohaterka - Plum. 
Plum jest młodą kobietą, dobiegającą trzydziestki, która walczy z nadwagą. Jej życie jest podporządkowane wyglądowi, którego nienawidzi i który chce zmienić poprzez operację zmniejszenia żołądka. Plum czuje się ograniczona przez swoją nadwagę, bo przez to czuje się niepewnie, nie potrafi się otworzyć na ludzi ani na świat. Nie ma znajomych, bo uważa, że nikt nie chciałby się przyjaźnić z kimś tak brzydkim i grubym (miałam tak samo), ubiera się na czarno, bo w tym kolorze czuje się bezpiecznie i nie jada w miejscach publicznych, bo wydaje jej się, że wszyscy na nią patrzą i komentują (również przez to przeszłam). Dziewczyna porusza się tylko po znanych sobie i bezpiecznych rewirach, nie wychodzi przed szereg. Nie szuka miłości i nie chce jej dopóki nie zmieni swojego ciała. Nadwaga jest dla niej dobrą wymówką, aby nawet nie próbować kogoś poznać, bo z góry zakłada, że nikt nie będzie nią zainteresowany, a jeśli już ktoś zwróci na nią uwagę, to tylko po to, aby zrobić sobie żarty (doskonale rozumiem jej punkt widzenia). 

Pewnego dnia Plum poznaje Verenę, która proponuje dziewczynie wzięcie udziału w eksperymencie, polegającym na wykonaniu kilku zadań w zamian za pieniądze. Eksperyment ten ma na celu pokazanie Plum, że jest piękna taka jak jest, że nie musi się zmieniać ani dla siebie, ani dla innych, że życie jest ciekawe i fascynujące i niepotrzebne jest zgrabne ciało, aby odkrywać jego uroki. 

Jeśli jesteście ciekawi jak poradziła sobie Plum i czy wyzwanie rzucone przez Verenę pomoże jej odnaleźć siebie i zwiększyć poczucie własnej wartości, to koniecznie sięgnijcie po "Dietoland". Jest to bardzo ciekawa pozycja. Obala standardy wyznaczone przez showbiznes, pokazuje co tak naprawdę w życiu się liczy, że wszyscy jesteśmy pięknymi ludźmi, bo każdy z nas jest inny i to jest właśnie najlepsze i najbardziej pociągające. Wszyscy jesteśmy tacy sami bez względu na kolor skóry czy kilogramy, wszyscy możemy osiągnąć to samo, zależy to tylko i wyłącznie od naszej siły, determinacji i woli walki. Trzeba sobie poprzestawiać w głowie kilka kabelków, odsunąć stereotypy, podnieść głowę i przeć do przodu. "Dietoland" to pewnego rodzaju zachęta do walki, mocny kopniak, który ma nas zmobilizować do zmian - nie tylko tych fizycznych, namacalnych, ale przede wszystkim do tych mentalnych. 

Muszę przyznać, że w przeciągu ostatnich lat sama przeszłam taką przemianę. W dalszym ciągu nie jest idealnie, bo zdarzają mi się momenty zwątpienia i wielu kwestiach przypominam Plum, jednak na pewno nie przypominam tej zamkniętej w sobie i zakompleksionej dziewczyny sprzed lat. Właśnie dlatego czytanie tej historii momentami przypominało mi moje życie i było dla mnie trudne, bo nie lubię wracać myślami do tamtych czasów. Mam nadzieję, że kiedyś uporam się ze wszystkimi swoimi demonami i zamknę ten smutny rozdział raz na zawsze. 

Jeśli macie podobne problemy z samoakceptacją, bo myślę, że ta książka może Wam pomóc równie dobrze, jak każdy inny poradnik. "Dietoland" jest tak trochę o każdej z nas, także sięgnijcie koniecznie. Poza tym, że podniesie Was na duchu i zachęci do zmian, to w dodatku rozbawi i miło spędzicie czas z Plum i pozostałymi bohaterami. 

Polecam! 


Autor: Sarai Walker 
Tytuł: Dietoland 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 22 sierpnia 2018 
Liczba stron: 412

niedziela, kwietnia 01, 2018

#80 "W szoku" by Rana Awdish

#80 "W szoku" by Rana Awdish

Autor: Rana Awdish 
Tytuł: W szoku
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 16. kwietnia 2018
Liczba stron: 320 

RECENZJA PRZEDREMIEROWA

Nigdy nie czytałam podobnej książki. Jest to oparta na faktach historia lekarki dr Rany Awdish, która przeszła w swoim życiu prawdziwe nieszczęście. Nic nie zwiastowało aż tak wielkiej katastrofy. A jednak... "W szoku" jest opowieścią o tym, jak z lekarski stała się pacjentką. I dopiero wówczas, kiedy znalazła się na oddziale szpitala w którym pracowała, zrozumiała na czym polega zawód doktora i jak wiele błędów popełniają jej koledzy po fachu. 

Ranę poznajemy w momencie, kiedy jest w siódmym miesiącu ciąży i nagle zaczyna odczuwać straszliwe bóle brzucha. Nie zwlekając, udaje się do szpitala, aby przeprowadzić badania. Tam lekarze stwierdzają u niej zespół HELLP, który występuje u ciężarnych kobiet. Nie będę tutaj się rozpisywała o tym schorzeniu, bo po pierwsze sama niewiele na jego temat wiem, a po drugie możecie sprawdzić to sobie w Internecie. Chodzi głównie o problemy z krwią. Lekarze robią potrzebne badania i zabierają Ranę w trybie pilnym na cesarskie cięcie, bo jej stan jest na tyle poważny, że zagraża jej życiu. 

Niestety... Dziecko umiera, a Rana ociera się o śmierć. Od tamtej pory walczy z powikłaniami i zaniedbaniami lekarzy, które - jako lekarka - potrafiła wychwycić. Sama diagnozowała sobie swoje objawy i potrafiła określić jakiego badania potrzebuje (mimo iż często pozostali lekarze nie widzieli takiej potrzeby). Będąc stale na oddziale przyglądała się pracy swoich kolegów, rezydentów, pielęgniarek. I to co ją najbardziej uderzyło, to brak empatii z ich strony. W późniejszych latach, kiedy doszła już do siebie i wróciła do pracy, Rana wygłaszała prezentacje i wykłady dla osób z medycznego świata. Prosiła, aby bardziej zwracali uwagę na współczucie, na empatię do pacjentów, aby uważali na słowa, które wypowiadają nawet przy nieprzytomnych pacjentach. Bo zawsze może być tak, że ten pacjent ich słyszy (wiedziała to z własnego doświadczenia) i wówczas przykro jest, kiedy taki chory człowiek ostatnie co słyszy za życia to "ona umiera". 

Książka jest ciekawa i wciąga. Jest w niej wiele terminów medycznych, które nie do końca są zrozumiałe, ale trudno, aby w takiej pozycji zabrakło profesjonalnych określeń. Na szczęście Awdish stara się je przestawić tak, aby każde śmiertelnik je zrozumiał. 
Czytając, doszłam do wniosku, że błędy lekarskie zdarzają się bardzo często. Z tym, że jedne da się odwrócić, a innych nie. I zwykły pacjent, który nie ma pojęcia o medycynie niektórych błędów nie wyłapie. Trochę to przerażające, bo powierzamy swoje życie w ręce osoby do której chcielibyśmy mieć zaufanie i która powinna znać się na swojej robocie. 
Ale nie dajmy się zwariować. Wszak lekarze po coś są i ich dewizą jest - po pierwsze nie szkodzić

Bardzo ciekawa pozycja. Myślę, że wiele osób zainteresuje. Nie przerażajcie się medycznymi określeniami. Skoro ja w większej części je zrozumiałam, to Wy też :) 

A za możliwość przeczytania książki "W szoku" dziękuję wydawnictwu Znak :)

PREMIERA 16. KWIETNIA

środa, marca 14, 2018

#78 "Wyginacze łyżeczek" by Daryl Gregory

#78 "Wyginacze łyżeczek" by Daryl Gregory

Tytuł: Wyginacze łyżeczek
Autor: Daryl Gregory 
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Data wydania: 31 stycznia 2018
Liczba stron: 528

Długo się zastanawiałam nad tym, co napisać o tej książce. Szczerze, to do tej pory nie mam planu na recenzję, dlatego dzisiejszy wpis będzie totalną improwizacją. 

"Wyginacze łyżeczek" to historia o szalonej rodzince Telemachusów, którzy mają nadprzyrodzone zdolności. Każdy z członków rodziny ma moc - Maureen, matka i głowa rodziny w jednym, jest potężnym jasnowidzem. Jest na tyle zdolna, że jej niesamowitymi umiejętnościami zaczyna interesować się amerykański rząd. Tajni agencji chcą ją wykorzystać do szpiegowania Rosjan. Maureen i jej mąż Teddy mają trójkę dzieci, które również są obdarzone paranormalnymi zdolnościami. Najstarsza córka Irene jest żywym wykrywaczem kłamstw, syn Buddy przewiduje przyszłość, a Frankie porusza przedmiotami siłą woli. Życie z takimi zdolnościami to wielki przywilej, ale również przekleństwo. Te magiczne umiejętności przyniosły rodzinie Telemachusów wielką sławę, ale podczas jednego felernego wieczora cały czar pryska i rodzina przeżywa wielką klęskę. 

Potem już nic nie jest takie samo. Telemachusowie muszą zmagać się z problemami życia codziennego, kłopotami wychowawczymi i finansowymi, a jakby tego było mało Frankie sprowadza na siebie gniew miastowego mafiosa, a po latach w drzwiach rodziny staje agent FBI, który ponownie chce wykorzystać zdolności rodziny do ochrony kraju. 

Opis książki jest naprawdę zachęcający, bo zapowiada zabawną powieść z mnóstwem zwrotów akcji. "Wyginacze łyżeczek" oferują naprawdę wiele - magię, mafię i tajnych agentów. Teoretycznie powinno się dużo dziać, ale jak dla mnie fabuła nieco się wlecze. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i przyznam, że trochę zawiodłam się na tej książce. Ciężko było mi się zabrać za lekturę, bo po kilku rozdziałach zrozumiałam, że cała powieść będzie pełna nieciekawych opisów i nudnych dialogów. Działo się, ale nie na tyle bym nie mogła oderwać się od lektury. Czegoś mi brakowało w tej książce. Czegoś "wow"!
Abstrahując od samej fabuły, "Wyginacze łyżeczek" są fajnie napisani. Podobały mi się krótkie rozdziały pisane z różnych perspektyw - dzięki temu mogliśmy lepiej poznać każdego członka tej dziwacznej rodzinki. Gregory używa bardzo prostego i przyjaznego języka, co powoduje, że czyta się przyjemnie i szybko. Nie mam żadnych zastrzeżeń do formy tej książki. 
Dodatkowym plusem jest okładka, która bardzo mi się podoba. Jest zabawna i kolorowa. Zwraca na siebie uwagę i za każdym razem jak na nią patrzę, to się uśmiecham. Nie wiem dlaczego, tak już mam :) 

Podsumowując, jestem pewna, że Telemachusowie będą mieli swoich fanów. Ja niestety nie będę do nich należała, ale z ciekawością dowiem się, co Wy sądzicie o tej lekturze. Jeśli czytaliście to koniecznie napiszcie komentarz lub podlinkujcie swoje recenzje. Być może spojrzenie na tę książkę z innej perspektywy sprawi, że zapragnę przeczytać ją jeszcze raz. 


środa, grudnia 06, 2017

#72 "Saga rodziny Neshov" by Anne B. Ragde

#72 "Saga rodziny Neshov" by Anne B. Ragde

Tytuł: Ziemia kłamstw / Raki pustelniki / Na pastwiska zielone / Zawsze jest przebaczenie 
Autor: Anne B. Ragde 
Wydawnictwo: Smak Słowa
Data wydania: 8 maja 2017 / 5 czerwca 2017 / 7 lipca 2017 / 20 września 2017
Liczba stron: 312 / 312 / 312 / 342

"W tych zakątkach naszego globu wartość człowieka mierzy się liczbą osób podążających w jego orszaku pogrzebowym. Kościół pękających w szwach oznacza, że ktoś był bardzo kochany"

Na początku za wszystkie egzemplarze książki chciałabym podziękować wydawnictwu Smak Słowa. Jeśli chodzi o współpracę i rzetelność, to wydawnictwo to po prostu rządzi! Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się mieć jakiś nieprzyjemności przy naszej współpracy, więc Smak Słowa zasługuje na tych kilka słów pochwał :) Wielkie dzięki! 

Saga rodziny Neshov jest bardzo specyficzna. Po pierwsze to powieść norweskiej pisarki, a ja oprócz kilku kryminałów nigdy wcześniej nie miałam styczności z norweską literaturą. Nie spodziewałam się, że historia ta tak bardzo mi się spodoba. 

Kiedy na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia stara Anna Neshov nagle dostaje wylewu i leży na łożu śmierci, jej trzej synowie muszą stawić czoła nie tylko chorobie matki, lecz także własnemu życiu oraz skomplikowanym wzajemnym relacjom (bracia do wielu lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu). Erland pracuje jako dekorator wystaw sklepowych w Kopenhadze, Margido jest właścicielem małego zakładu pogrzebowego, a najstarszy 56-letni Tor, prowadzi rodzinne gospodarstwo w Byneset niedaleko Trondheim. 
Tor jako jedyny z całej trójki ma dziecko, córkę Torunn, którą spotkał tylko raz w życiu. Teraz pragnie, aby córka przyjechała poznać babcię, zanim ta umrze. 

Moim zdaniem saga ta nie jest dla przeciętnego czytelnika. Dlaczego? Ponieważ w tej książce nie ma wartkiej akcji, a wątki nie wprawiają w osłupienie - chociaż zaskoczeń nie brakuje i niejednokrotnie można się zaszokować. Autorka głównie gra emocjami głównych bohaterów i stawia ich w bardzo trudnych sytuacjach. 
Tytułowa rodzina to zaściankowy klan, który ma wiele tajemnic. Rodzeństwo prawie w ogóle ze sobą nie rozmawia. Trzej bracia prowadzą odrębne życia, w których nie ma miejsca dla krewnych. Tragedia sprawia, że muszą ponownie się spotkać i nawiązać choć minimalne relacje. Nie jest to łatwe, kiedy ma się do czynienia z praktycznie obcą osobą. Mimo wszystko, przez wzgląd na matkę i córkę jednego z braci, muszą próbować odnowić swoje więzi. 

Powieść ta opiera się na trudnych relacjach międzyludzkich, dlatego właśnie nie jest łatwa w odbiorze. W książce pojawia się promyczek nadziei w postaci Torunn, która stara się spoić rodzinę na nowo. Jej jedynej na tym zależy. Ale kobieta ma przed sobą bardzo trudne zadanie - zwłaszcza, że po drodze na jaw wychodzą rodzinne tajemnice, które znacząco wpływają na jej losy. 
Nie nie jest łatwo, ale jak się chce, to można. I Torunn to udowadnia. 

Dla mnie te książki to fenomen. Pomijając treść i przekaz. Za każdym razem jak zasiadałam do czytania i wiedziałam, że właśnie tę książkę mam zacząć albo po prostu kontynuować, to ogarniała mnie niechęć i niemoc. Nie wiem dlaczego. Dla mnie książki te mają charakter lekko depresyjny. W dodatku zimna, szara i ponura Norwegia nie zachęca. Jednak kiedy już zaczynałam czytać, to nie mogłam się od niej oderwać. Pokonywałam kolejne rozdziały z prędkością światła. Historia pochłaniała mnie do tego stopnia, że zabrałam ten zimny skandynawski kraj na wakacje do Grecji! :) 

Czasami człowiek ma ochotę na coś innego. Na coś co wyciszy i ukoi nerwy, na coś gdzie nie ma głośnych pościgów, makabrycznych zbrodni czy romansów wyciskających łzy. Jeśli Wy należycie do tej części czytelników, to sięgnijcie po tę serię. Być może rodzina Neshov nie zachwyci Was od pierwszego rozdziału, ale dajcie jej szansę. Ja dałam i w ogóle tego nie żałuję. 
Jeśli mogłabym coś doradzić, to polecam czytanie z przerwami. Po każdym tomie sięgnijcie po coś innego, coś co lubicie, bo jeśli ktoś nie jest prawdziwym koneserem tego typu literatury, to może się pożegnać z tą rodziną już po pierwszym tomie. A szkoda by było, bo saga ta jest wartościowa i moim zdaniem warto ją znać. 

piątek, października 27, 2017

#67 "Byłam kochanką arabskich szejków" by Laila Shukri

#67 "Byłam kochanką arabskich szejków" by Laila Shukri

Tytuł: Byłam kochanką arabskich szejków
Autor: Laila Shukri 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 26 września 2017 
Liczba stron: 375

"Wstrząsająca historia Polki, którą rozkochano, aby sprzedać"

Kolejna powieść pisarki, ukrywającej się pod pseudonimem, Laili Shukri. "Byłam kochanką arabskich szejków" to historia Polki, która spotkała się z barbarzyństwem, zwyrodnialstwem, potwornym bólem i mękami, które zafundował jej kochanek. Strach było czytać i nie mniejsza panika ogarnia mnie teraz, kiedy mam o tym napisać. Rzeczy, które dzieją się na Bliskim Wschodzie są po prostu straszne. 

W jednym z klubów Julia poznaje Tarka, przystojnego Syryjczyka, który ją oczarował, a następnie zaprosił na egzotyczną wycieczkę do Dubaju. Na miejscu okazuje się, że kobieta znalazła się w rękach jednego z największych gangów handlujących ludźmi. Rozpoczyna się koszmar seksualnego zniewolenia, brutalnej fizycznej i psychicznej przemocy... 
Jak w XXI wieku wygląda handel ludźmi? Czy tylko śmierć jest wybawieniem z niewoli? Brutalna rzeczywistość tysiąca kobiet wykorzystywanych przez najbogatszych szejków, o której świat woli nie mówić. 

Przyzwyczaiłam się do tego, że Laila Shukri ze szczegółami opisuje w swoich książkach wszystkie ciemne strony Bliskiego Wschodu. Każda z jej powieści skupia się głównie na jednym zagadnieniu, które zgłębiane jest bardzo wyczerpująco. O wszystkich tych książkach możecie przeczytać tutaj. W "Byłam kochanką arabskich szejków" tematem numer jeden jest współczesne niewolnictwo.
Tak, tak, niestety w XXI wieku nadal mamy do czynienia z tym okropnym przestępstwem.

W powyższej książce poznajemy losy Julii. Dziewczyna poznaje na imprezie przystojnego Syryjczyka, który rozkochuje ją w sobie i po kilku tygodniach namawia do wyjazdu do Dubaju. Julię dziwi to, że mężczyzna płaci za niebotyczne drogie bilety do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i obiecuje jej złote góry, nie prosząc ani o złotówkę, ale mimo wszystko godzi się na wyjazd. Miłość jest taka ślepa... Na miejscu okazuje się, że przystojny Syryjczyk pracuje dla gangu werbującego młode i ładne dziewczyny tylko po to, aby sprzedać je do miejscowych burdeli. I tutaj rozpoczyna się prawdziwy koszmar Julki. Dziewczyna musi znosić niebotyczne cierpienie i upokorzenie. Jest przetrzymywana i zmuszana do "pracy", tylko po to, aby zaspokoić egoistyczne i brutalne zachcianki arabskich szejków. Nie ma nadziei na ucieczkę, bo wie, że nawet jak uda jej się uciec, to po zawiadomieniu policji automatycznie trafi do więzienia. Za co? Za seks pozamałżeński.

Zastanawiacie się pewnie, jak to jest możliwe, że w tak rygorystycznym kraju, gdzie Islam jest najważniejszy i bardzo gorliwie przestrzegany, dzieją się tak niestworzone rzeczy. To jest właśnie paradoks tego wszystkiego! Przed światem zgrywa się przykładnych muzułmanów, a kiedy tylko zapada zmrok wszyscy trudnią jest seks biznesem, przemocą, sprzedażą narkotyków itd. Na całym świecie porywane są młodzie dziewczyny, a nawet dzieci (!), które resztę swoich dni mają spędzić w arabskich burdelach i zaspokajać najbardziej obrzydliwe i masochistyczne fantazje najbogatszych mieszkańców Emiratów.
Najbardziej przerażające jest to, co Laila Shukri opisuje o tych biednych dzieciach. Porywane są z Indii, Syrii, Afganistanu, brutalnie zabierane od matek i umieszczane w tych obskurnych przybytkach. Często też zdarza się, że działacze ganków obiecują matkom tych dzieci, że zabierają je do lepszego miejsca, w którym będzie dostęp do szkół, szpitali i dobrego zarobku, dzięki któremu całej rodzinie będzie żyło się lepiej. Oczywiście dzieci przepadają jak kamień w wodę. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak to w rzeczywistości wygląda, bo to jest ponad moje siły. Najbardziej w tym wszystkim zadziwiająca jest niemoc polityków, działaczy, władz. Wszyscy o wszystkim wiedzą, ale nikt z tym nic nie robi. Ze strachu? Dla pieniędzy? Nie wiem, ale z pewnością jest coś na rzeczy, bo wierzę, że w przeciwnym razie ktoś by działał, aby zapobiec tym przeraźliwym czynom.

"Byłam kochanką arabskich szejków" to lektura dla osób o mocnych nerwach. I zdecydowanie zaradzam czytanie osobom 18+. Mnie ta książka przeraziła i poraziła swoją brutalnością. Warta jest przeczytania, ale po jej skończeniu będziecie mieli zupełnie inne wyobrażenie o Zjednoczonych Emiratach. W mediach mówi się, że to bogaty kraj, Dubaj wyłożony jest marmurowymi chodnikami, a w restauracjach podaje się desery z jadalnym złotem. Należy jednak pamiętać, że każdy kraj ma swoją drugą, ciemną stronę. A ta jest bardziej "rozbudowana" niż Wam się wydaje. 




niedziela, listopada 06, 2016

Czy nie jest cudem sama przyjaźń - znalezienie drugiej osoby, która samotny świat czyni mniej samotnym?

Czy nie jest cudem sama przyjaźń - znalezienie drugiej osoby, która samotny świat czyni mniej samotnym?

Odkąd skończyłam czytać "Małe życie" minęło już trochę czasu, jednak dopiero teraz naszła mnie pewna refleksja i postanowiłam pochylić się nad tematem przyjaźni. W książce opisana jest historia czwórki przyjaciół - Willema, Juda, Malcoma i JB. Panowie znają się od lat, wspólnie tworzą swoją teraźniejszość i przyszłość, która jest czasem lepsza, czasem gorsza, ale zawsze wspólna. Ci, którzy przeczytali tę fantastyczną powieść wiedzą, że autorka skupia się głównie na relacjach międzyludzkich Juda. Nie dziwi mnie to, bo gdybym przeszła to co on, zapewne sama miałabym problemy z funkcjonowaniem w towarzystwie.

"Zapewne tego, co chcę teraz powiedzieć nie zrozumiesz, jednak pewnego dnia zdasz sobie z tego sprawę, że sposobem na przyjaźń, jak uważam, jest znalezienie ludzi, którzy są lepsi niż ty sam. Nie mądrzejszych, nie fajniejszych, lecz bardziej szczodrych, hojniejszych, oraz takich, którzy potrafią wybaczać. Gdy już ich znajdziesz, doceniaj ich za to czego mogą cię nauczyć i staraj się ich słuchać, kiedy będą mówić coś o tobie, nie ważne jak złe lub dobre by to było. Przede wszystkim jednak ufaj im, co okaże się być najtrudniejszą rzeczą, jednak najlepszą z możliwych". 

Juda i Willema połączyła wielka i prawdziwa przyjaźń. Will był obrońcą, powiernikiem i prawdziwym wsparciem dla swojego przyjaciela, mimo iż ten nie do końca był z nim szczery. Nie naciskał na to, aby Jude opowiedział o swojej przeszłości i wytłumaczył, co spowodowało, że w dorosłość wkroczył jako bardzo nieufny, zakompleksiony i pozbawiony poczucia własnej wartości mężczyzna. Jude świadomie zdecydował się nie opowiadać o przeszłości, bo bał się, że ludzie go odtrącą, że będą się go brzydzić i nim pogardzać. Nie rozumiał, że to co się wydarzyło nie jest jego winą; że odpowiadali za to inni ludzie; że jest ofiarą. Szkoda, że tego nie zrozumiał, bo to ułatwiłoby mu bardzo dorosłe życie i przede wszystkim kontakty międzyludzkie. Może byłby bardziej otwarty i pewny siebie, może zrozumiałby, że ludzie lubią go bezinteresownie za to jaki jest; że jest wspaniałym, wykształconym i interesującym człowiekiem.
Żadne słowa od przyjaciół nie były w stanie zmienić jego myślenia o sobie. Okazana przyjaźń, miłość, wsparcie i zaufanie nie wystarczyły, aby Jude zrozumiał, że otoczony jest wspaniałymi ludźmi. Być może dlatego nie poradził sobie również z tą prawdziwą i szczerą miłością, którą obdarzył go Willem. Przerosły go uczucia, którym został obdarzony i wydaje mi się, że sam również nie poradził sobie z własnymi uczuciami, które w pewnym momencie go przytłoczyły i doprowadziły do ostateczności.

"Ostatnio Willem zastanawiał się, czy wzajemne uzależnienie to taka zła rzecz. Przyjaźnie dawały mu przyjemność i nikomu nie wyrządzały krzywdy, więc kogo to obchodzi, czy to jest uzależnienie, czy nie? A poza tym czy przyjaźń to większe uzależnienie niż związek z kobietą? Dlaczego wydaje się godna podziwu, kiedy ma się dwadzieścia siedem lat, a budzi zgorszenie u trzydziestosiedmiolatka? Dlaczego przyjaźni nie traktuje się na równi ze związkiem? A może jest lepsza? Dwoje ludzi pozostaje razem przez lata, wiąże ich nie seks, nie atrakcyjność fizyczna, nie pieniądze, nie dzieci, nie własność, lecz wzajemna zgodność na bycie razem, wzajemnie zobowiązanie wobec unii, która nie daje się skodyfikować. Przyjaźń oznacza bycie świadkiem dręczących nieszczęść przyjaciela, długich okresów nudy i rzadkich triumfów. To przywilej bycia przy drugiej osobie w najtrudniejszych chwilach i świadomość, że samu też można się przy niej czuć podle". 

Jude miał ogromne szczęście do ludzi, ale tego nie dostrzegał. A może dostrzegł, tylko za bardzo wzbraniał się, aby się przed nimi obnażyć. Muszę się przyznać, że swego czasu miałam bardzo podobny problem. Ja znam swoich przyjaciół dużo krócej niż Jude, więc można powiedzieć, że otworzenie się przed nimi było dla mnie trudniejsze, ale ja nie mam takich traumatycznych przeżyć z dzieciństwa, choć również swoje przeszłam. Przeszłość ciągnie się za mną do dzisiaj i ukształtowała mnie na tyle, że nadal mam bardzo niskie poczucie własnej wartości, a moja pewność siebie jeszcze dwa lata temu nie istniała. Jednak poznanie ludzi i zaprzyjaźnienie się z nimi zmieniło mnie. Niektórzy pewnie do dziś nie mogą uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu byłam cichą, zakompleksioną, małomówną i zaniedbaną dziewczyną, która bała się odezwać i najlepiej czuła się w swoim towarzystwie. Nie lubię wracać do tamtych wspomnień, bo nie lubiłam siebie. Nadal mam problem z samoakceptacją, natomiast nie przeszkadza mi to już w codziennym funkcjonowaniu. Wiadomo, od czasu do czasu zdarzają mi się gorsze dni, kiedy czuję się załamana i jedyne na co mam ochotę, to zaszycie się w pokoju i odseparowanie od wszystkiego, ale zdarzają się one coraz rzadziej i mam nadzieję, że pewnego dnia całkowicie znikną.

"Ja wiem, że moje życie ma sens, ponieważ jestem dobrym przyjacielem. Kocham moich przyjaciół, troszczę się o nich i mam wrażenie, że ich uszczęśliwiam". 

Człowiek samotny, to człowiek nieszczęśliwy. Doświadczyłam tego na własnej skórze i wiem, że to straszne uczucie. Teraz jednak jestem sama, ale nie samotna. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi, którzy odbudowali moją pewność siebie, którzy stale sprawiają, że poczucie mojej własnej wartości rośnie. Nie wiem, czym sobie zasłużyłam, ale pojawili się w moim życiu i był to moment przełomowy, bo zmienili wszystko. Czuję, że jestem teraz lepsza, bardziej odważna, bardziej otwarta. Tak to już jest, że przyjaciele czynią nas lepszymi. Trudno mi sobie wyobrazić, gdzie bym teraz była gdyby nie oni. Czy w ogóle bym była? Jaka bym była? Nie mam wątpliwości, że moje życie nie byłoby tak kolorowe jak teraz.
I choć początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tych znajomości, to teraz nie żałuję niczego. Czasami warto jest się otworzyć, zaryzykować. Od początku naszej przyjaźni powtarzam sobie jedno zdanie "Wykorzystuj nadarzające się okazje". To moje motto, które się sprawdza, bo dzięki niemu czasami robię rzeczy sprzeczne z moimi ideologiami, rzeczy szalone, czasami łamię swoje własne bariery, które są w mojej głowie. Dzięki temu, kiedyś nie będę sobie pluła w brodę, że czegoś nie spróbowałam. I choć wiem, że przede mną jeszcze daleka droga, aby pokonać wszystkie moje bariery i ograniczenia, to czuję, że start mam dobry, a ludzie, którzy są wokół mnie będą mnie wspierać i motywować.

"Czy nie jest cudem sama przyjaźń - znalezienie drugiej osoby, która samotny świat czyni mniej samotnym"? 

Stale pracuje nad tym, aby zażegnać demony przeszłości. Bardzo się staram, bo wiem, że to mnie wciąż ogranicza i czyni smutną. Momentami nie wierzę w to, że druga osoba może polubić lub pokochać kogoś takiego jak ja. Tak złe zdanie miałam o sobie, że uważałam, że nie zasługuję na przyjaźń i miłość. Do dziś często zadaję sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego ja? Dlaczego oni? Czym ich zainteresowałam, że otworzyli przede mną swoje serca i dusze? Przecież jestem taką szarą myszką, niemalże przezroczystą osobą, bez wyrazu.
Odpowiedź niejednokrotnie otrzymałam prosto w oczy. Pozostaje tylko w to uwierzyć.

"W życiu, widzisz, Jude, czasami miłe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom. Nie musisz się martwić, nie zdarzają się tak często, jak powinny. Ale gdy się zdarzają, dobrym ludziom pozostaje tylko powiedzieć 'dziękuję' i iść dalej, i ewentualnie pomyśleć, że osobie, która zrobiła miłą rzecz, też to sprawiło frajdę, więc ta osoba nie ma chęci wysłuchiwać wszystkich powodów, dla których ktoś, komu sprawiła przyjemność, uważa, że na to nie zasługuje lub że jest tego niegodna". 

Uważam, że jestem bardzo podobna do Juda. Nasze postrzeganie siebie jest bardzo zbliżone. Po części jestem w stanie go zrozumieć, bo nie jest łatwo się otworzyć przed innymi. Wbrew pozorom czasami łatwiej jest to zrobić obcej osobie niż przed przyjacielem. Obydwoje - zresztą, każdy z nas - dźwiga jakąś przeszłość, która znacząco wpływa na teraźniejszość. Niektórzy z nas potrafią ją przekreślić grubą kreską i zapomnieć, niektórzy mają z tym problem - jak ja czy Jude. Jedno jest pewne. Warto się otwierać. Krok po kroku, ale robić to, bo dzięki temu zyskujemy przyjaciół na całe życie. Zyskujemy pomoc - szczerą, bezinteresowną i lojalną. Warto, bo wówczas nigdy nie będziemy samotni. Warto, bo będziemy kochać. A co najważniejsze! Miłość ta będzie odwzajemniona.

sobota, października 15, 2016

#29 "Jestem żoną szejka" - Laila Shukri

#29 "Jestem żoną szejka" - Laila Shukri

Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Jestem żoną szejka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 13 września 2016
Liczba stron: 392

Sama nie wiem od czego zacząć... Targają mną takie emocje po przeczytaniu tej książki, że sama nie wiem co mogłabym o niej napisać, aby wyrazić to, co naprawdę czuję. Wydaje mi się, i z góry za to przepraszam, że poniższy tekst będzie bardzo chaotyczny, bez ładu i składu. 

Czytałam wszystkie powieści Laili Shukri. Począwszy od "Perskiej miłości", poprzez "Perską zazdrość", a na "Byłam służącą w arabskich pałacach" kończąc. Wszystkie te książki były wstrząsające i bulwersujące, opisywały najskrzętniej skrywane tajemnice arabskiego świata - niewolnictwo, wykorzystywanie seksualne czy najbardziej konserwatywne aspekty islamu. Wszystko to wydawać by się mogło totalną abstrakcją, bo przecież islam jako religia jest bardzo rygorystyczna i za złamanie zasad grozi chłosta, więzienie, a nawet śmierć. Więc teoretycznie ludzie nie powinni nawet próbować tych zasad łamać i żyć inaczej niż nakazuje Koran. Ale jeśli myślicie, że w krajach arabskich nie ma homoseksualizmu, miłosnych zdrad czy prostytucji to jesteście w wielkim błędzie. Laila Shukri opisuje to wszystko w swoich powieściach i nie owija w bawełnę. Przedstawia świat muzułmański taki jaki jest, ze wszystkim swoimi wadami i zaletami. 

"Jestem żoną szejka" to pewnego rodzaju autobiografia, bo opowiada o samej autorce. Kiedyś szukałam informacji o tej pani, bo jako miłośnik tego typu powieści lubię wiedzieć kim są osoby, które tak wiele wiedzą o tamtejszym świecie. Wówczas nie znalazłam żadnych szczegółów na jej temat. Pozostały mi tylko strzępki informacji, które pojawiały się na odwrocie książek. Dopiero teraz dowiedziałam się, że tak naprawdę Laila Skukri jest żoną szejka Emiratów Arabskich. Swoje książki pisze w sekrecie przed mężem, bo mogłoby jej za to grozić niebezpieczeństwo - wszystko przez tematy tabu, które porusza w swoich książkach. W powyższej powieści opowiada swoje losy. 
Pracując dla dobrze prosperującej firmy poznaje arabskiego szejka, w którym się zakochuje - z wzajemnością. Początkowo para jest szczęśliwa, jednak euforia przeplata się z nieszczęściami i rodzinnymi problemami. Poronienie, walka z bratem męża, ucieczka przez pustynię - to wszystko musiała znieść Laila, aby móc wieść spokojne życie ze swoim mężem. Autorka zdradza nam skąd czerpała inspirację do napisania swoich książek, wyznaje jakie były początki jej pisania, jak udało jej się wydać te wszystkie książki bez wiedzy męża, kto jej w tym pomagał i do jakiego podstępu musiała się uciec, aby udzielić swojego pierwszego - i chyba na razie jedynego - wywiadu dla Dzień Dobry TVN (link TUTAJ). Czytając książkę do końca dowiecie się, że wracając z tego nagrania Laila popełniła jeden błąd, który sprowadził na nią nieprzyjemne konsekwencje oraz gniew męża. 

Oglądając powyższy filmik targały mną sprzeczne uczucia. Przyznam szczerze, że widok zakamuflowanej kobiety wywoływał we mnie pewnego rodzaju lęk. Pomimo tego, że Laila Shukri wydaje się być bardzo przyjemną osobą, to osobiście bałabym się przeprowadzić ten wywiad. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę odczuwam jakieś lęki, kiedy na to patrzę. Wreszcie autorka pojawiła się w mojej głowie jako żywy człowiek, jako realna postać, która w ogóle nie przypomina kogoś, kogo wyobrażałam sobie, czytając książki. Nie jest to kobieta w średnim wieku, która zasiada przed komputerem w zaciszu swojego domu, z kubkiem kawy pod ręką. To żona szejka, która pławi się w niewyobrażalnych dla nas luksusach, nosi burkę i abaję i żyje w ciągłym lęku, że mąż dowie się o pisanych książkach. Ja nie dałabym rady psychicznie znieść tego wszystkiego. 
Po przeczytaniu "Jestem żoną szejka" zrozumiałam, że zarówno Laila Skurki, jak i inne kobiety, które porzuciły swoje dotychczasowe życie, aby wyjść za mąż za kochanego muzułmanina, czy też młode dziewczyny, które uciekają od biedy i postanawiają rozpocząć pracę w kraju arabskim, są bardzo silnymi kobietami! Silnymi psychicznie, jak i fizycznie, bo to co dzieje się w krajach Bliskiego Wschodu przechodzi ludzkie pojęcie. Mi nie mieści się w głowie, że w dzisiejszym świecie, w XXI wieku takie rzeczy mają miejsce! Zbrodnie honorowe, które odbywają się na kobietach za choćby podejrzenie, że mogła zdradzić, więzienie dla homoseksualistów tylko dlatego, że posiadają profil na portalu społecznościowym, chłosta, ukamienowanie, ścięcie - a wszystko dlatego, że dziewczyna, nierzadko dziecko (!), nie chce poślubić mężczyzny (czasem nawet trzykrotnie starszego), którego wybrali dla niej rodzice. To jest po prostu niebywale! Niebywałe! Żeby w cywilizowanym świecie działy się takie rzeczy? 

Ja Wam polecam tę książkę, jak i wszystkie inne tego typu. Nie oderwiecie się od nich przez długi czas, a co ważniejsze, skłonią Was one do refleksji, nauczą czegoś o życiu i kulturze Bliskiego Wschodu. Gwarantuję, że bardzo długo nie zapomnicie o tym, co przeczytaliście na stronicach takich książek. 

piątek, października 07, 2016

#27 "Byłam służącą w arabskich pałacach" by Laila Shukri

#27 "Byłam służącą w arabskich pałacach" by Laila Shukri

Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Byłam służącą w arabskich pałacach 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 6 sierpnia 2015 
Liczba stron: 392

Miałam wielką ochotę na tę książką od kiedy tylko zobaczyłam tytuł! Mimo tego, że czytałam wcześniejsze książki pani Laili Shukri - "Perską miłość" i "Perską zazdrość" i pomimo tego, że nie zafascynowały mnie swoją fabułą, a sam styl pisania autorki strasznie mnie irytował i sprawiał wrażenie amatorskiego, to nie mogłam się oprzeć powyższemu tytułowi. Myślę, że każdy kto tak jak ja lubi powieści o muzułmańskich kobietach i Bliskim Wschodzie, nie przeszedłby obojętnie obok tej okładki. Na wstępie muszę powiedzieć, że zaskoczyłam się pozytywnie. O ile mogę sobie pozwolić na taką ocenę, to przyznam, że pani Shukri uczyniła wielką poprawę jeśli chodzi o styl. Widzę bardzo dużą różnicę między wspominanymi przeze mnie książkami, a tą o której mam zamiar dzisiaj napisać. I za to należy się wielki plus! 

"Byłam służącą w arabskich pałacach" to historia Hinduski o imieniu Bibi, która jako bardzo młoda dziewczynka zostaje wysłana przez matkę do Kuwejtu, aby ta odbyła służbę w domu bogatych mieszkańców tego kraju. Głównym celem dziewczyny ma być zebranie doświadczenia jako pomoc domowa oraz zarobienie pieniędzy, dzięki którym można by było spłacić rodzinne długi oraz zafundować leczenie schorowanej matce. Bibi znajduje zatrudnienie w bardzo dobrym domu, jej państwo wydają się być dobrymi ludźmi, a do głównych zadań służącej należy opieka nad małym dzieckiem właścicieli domu. Hinduska z  czasem poznaje zwyczaje i tradycje panujące w Kuwejcie - hierarchię wartości, nowa religię, podejście muzułmanów do miłości, rodziny i pieniędzy. Bibi, po dokonaniu kilku błędnych decyzji, zostaje w ciągnięta w świat seksu, alkoholu i narkotyków i cudem udaje jej się z tego wykaraskać. Ponadto, główna bohaterka musi zmagać się z wieloma dylematami i niejednokrotnie podjąć decyzje, które rzutują na jej późniejsze życie. Los młodych i biednych kobiet jest tak tragiczny, że niekiedy musza zdecydować co jest ważniejsze: praca czy dziecko? Ojczyzna czy życie w wiecznej tułaczce? Własne zdrowie czy zadowolenie pracodawców?

Nie będę zdradzała fabuły, bo książka jest na tyle ciekawa, że sami powinniście po nią sięgnąć. Niektóre wątki przedstawione są w taki sposób, że włos na głowie się jeży. Historia jest bulwersująca, wstrząsająca i naprawdę trudno uwierzyć, że takie rzeczy dzieją w XXI wieku, w cywilizowanym świecie, w kraju, który tak naprawdę geograficznie nie znajduje się tak daleko od Polski, a jest tak strasznie odległy jeśli chodzi o podejście do ludzi i życia. Mało tego! W kraju, w którym wiodącą religią jest Islam, czyli wydawać by się mogło, że religia bardzo restrykcyjna i z wieloma zasadami, za których złamanie grozi nawet śmierć! Czytając powyższą książkę przekonacie się, że nawet muzułmańskie kobiety mogą być prostytutkami, a czarne rynki narkotykowe czy niewolnicze są bardzo rozwinięte. I na dobrą sprawę wszystko dzieje się za przyzwoleniem, bo nierzadko udział w tym biorą władze i głowy państwa. 

Podsumowując... "Byłam służącą w arabskich pałacach" to książka bardzo interesująca, którą czyta się z zapartym tchem, bo dostarcza czytelnikowi bardzo wielu wrażeń. Na pewno nie można się przy niej nudzić. Polecam ją wszystkim, którzy interesują się Bliskim Wschodem i osobom, które po prostu lubią szokujące i bulwersujące historie. Wydaje mi się, że nie ma lepszego sposobu na poznanie zasad, którymi rządzą się takie kraje jak np. Kuwejt. Także zapraszam do lektury i gorąco polecam tę pozycję. Naprawdę warto! 

niedziela, września 18, 2016

#24 "Ostatnie dni Królika" by Anna McPartlin

#24 "Ostatnie dni Królika" by Anna McPartlin

Autor: Anna McPartlin
Tytuł: Ostatnie dni Królika
Wydawnictwo: Harper Collins 
Data wydania: 9 września 2015 
Liczba stron: 400

Zakup powyższej książki był prawdziwą spontaniczną akcją. Miałam nie kupować "Ostatnich dni Królika", bo po przeżyciach, których dostarczył mi "Promyczek" stwierdziłam, że czytanie o losach umierającej na raka Mii będzie strzałem prosto w serce. Zresztą, co za dużo to nie zdrowo. Ja jestem bardzo podatna na losy bohaterów, zwłaszcza na ich trudne przejścia, więc czytanie smutnych historii w nadmiarze nie jest dla mnie zdrowe.

No ale... Stało się i "Ostatnie dni Królika" znalazły się ostatecznie na mojej półce. Niewiele myśląc od razu zaczęłam czytać. Ogólne wrażenia mam bardzo pozytywne. Powyższa książka opowiada o chorej na raka Mii, zwanej przez przyjaciół i rodzinę, Królikiem.Wszyscy spotykają się podczas odwiedzin, wspominają stare, dobre czasy, opowiadają sobie historie i snują plany na przyszłość. Książka, pomimo smutnej historii, ma w sobie wiele humoru. Wydaje mi się, że na szczególną uwagę zasługuje matka tytułowej bohaterki, Molly. To prawdziwa babka z charakterem. Ma ponad siedemdziesiąt lat, a swoją werwą i żywotnością mogłaby obdarować całą rodzinkę. Ponadto, uważam, że jest taką osobą, która trzyma wszystkich razem. Nie pozwala na samowolkę, wszystko musi być jej podporządkowane. W przypadku Molly to dobra cecha, bo ma trójkę niesfornych dzieci, pięcioro jeszcze bardziej zakręconych wnucząt, więc jej postać jest niezbędna, aby rodzina była razem.

"Ostatnie dni Królika" jest powieścią, w której pojawia się również wątek miłosny. Miłości trudnej, bo młodzieńczej i bez happy endu. Miłości, która musi pokonać wiele przeciwności, aby się ukazać i żyć. Przyznam się, że ta część historii była moją ulubioną, bo nie została przedstawiony w typowy sposób. Bardzo do mnie przemówiła historia Mii i Johnnego. Ale mimo wszystko najwięcej uwagi przykuwają losy nastoletniej Juliett, córki głównej bohaterki, która musi kontynuować swój żywot pod nieobecność matki. Wszyscy wspólnie muszą zdecydować, czy dziewczyna zamieszka z coraz starszymi dziadkami, ciotką, która wychowuje czterech synów i nie ma miejsca na kolejne dziecko, czy z rockandrollowym wujkiem, który jest w niekończącej się trasie koncertowej po Stanach Zjednoczonych.

Zdecydowanie poleciłabym "Ostatnie dni Królika" na długie, jesienne wieczory. Na pewno nie będziecie się nudzić, bo akcja być może nie jest porywająca, ale w tej akurat książce nie uważam to za konieczność, aby historia porwała. Najważniejsze tutaj są emocje. Możemy podziwiać wielką siłę członków całej rodziny, wolę walki Mii i potęgę miłości, która zawsze łączy i jednoczy ludzi. Czas spędzony z tą lekturą na pewno nie był dla mnie stracony.

Polecam!

środa, sierpnia 24, 2016

#21 "Perska miłość" by Laila Shukri

#21 "Perska miłość" by Laila Shukri

Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Perska miłość / Perska zazdrość 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 25 listopada 2014 / 17 marca 2016 
Liczba stron: 528 / 464

Zastanawiałam się, czy tworzyć tę recenzję, bo nie lubię pisać źle o książkach, aczkolwiek zdecydowałam się na to, bo:
1) dawno mnie tu nie było
2) wyjeżdżam na wakacje i zdaje się, że kolejny post pojawi się tutaj dopiero za jakieś dwa tygodnie.

Nie ma więc co zwlekać :)

Mama kupiła mi "Perską zazdrość", dlatego postanowiłam przypomnieć sobie losy bohaterów pierwszego tomu, który czytałam już jakiś czas temu. "Perską miłość" przeczytałam w trzy dni, co chyba dobrze obrazuje, że książkę czyta się bardzo szybko. Pierwszy tom to historia Lidki, która otrzymuje stypendium w dalekim Kuwejcie. Porzuca rodzinę oraz chłopaka i wyjeżdża, aby poznać nową kulturę, nowych ludzi i uzbierać pieniądze, które pozwolą jej godnie żyć po powrocie do Polski. Jak łatwo się domyślić w Kuwejcie poznaje przystojnego Araba, w którym się zakochuje i postanawia zostać w jego ojczyźnie. Początkowo wszystko układa się jak w bajce, ale potem następuje pogorszenie relacji między zakochanymi i Lidka musi podjąć bardzo odważne kroki, aby zmienić swój los, który zaczyna rysować się w bardzo ciemnych barwach.

Jak dla mnie książka ta jest powieleniem schematu. Obecnie jest bardzo wiele książek, których historia jest mniej więcej taka sama - naiwna Polka wyjeżdża do muzułmańskiego kraju, poznaje przystojnego i bogatego Araba, zakochuje się, ma dzieci, a potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różki coś zaczyna się psuć i życie bohaterki zamienia się w piekło. Czytałam to już niejeden raz, więc historia przedstawiona w "Perskiej miłości" nie była dla mnie zaskoczeniem. Niestety muszę dodać, że była ona dość kiepską powtórką z rozrywki. Największym minusem jest sam styl pisania autorki. Już pierwszy dialog zniechęcił mnie do czytania, bo kompletnie nic nie wnosił. Podobnych rozmów w książce było dużo więcej. Ponadto, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że sama napisałabym tę książkę lepiej. Nie wiem dlaczego, ale styl pisarki kompletnie do mnie nie przemówił. Co prawda, w drugiej części było trochę lepiej, ale jednak nie wpłynęło to znacząco na poprawę mojej opinii. Nie jest to lektura wielkich lotów, raczej coś na "odmóżdżenie". Akcja książki toczy się bardzo szybko, nie jest nudna i zdaje się, że jest to jedyny plus tej powieści.

Pomimo wielu wad i minusów zdecydowałam się przeczytać "Perską zazdrość". Przede wszystkim przez wzgląd na to, że książki z Bliskim Wschodem w tle są moimi ulubionymi i zawsze lubię sięgnąć po taką historię. Drugi tom jest jeszcze gorszy niż pierwszy - mimo iż styl autorki uległ drobnej poprawie, Niestety, książka utraciła swój cenny atut. Akcja zdecydowanie zwolniła tempo, bohaterowie są nudni, jest bardzo dużo opisów i wywodów na temat arabskiej kultury i zwyczajów panujących w muzułmańskiej religii. Jest to ciekawe, aczkolwiek ja się spotykam z tym w każdej jednej książce, więc znam to już na pamięć. Być może nie powinnam używać tego jako minusa, bo osoba, która pierwszy raz przeczyta o tradycjach krajów Bliskiego Wschodu będzie zachwycona i zaciekawiona, ale uważam, że autorka mogła przedstawić to w znacznie ciekawszy sposób. A poza tym uderzyło mnie to, że cały rozdział może być poświęcony temu jak Arabki dbają o swoją urodę. Cały rozdział!!!

"Perska zazdrość" to opowieść o losach Joanny. Polki, która szczęśliwie wyszła za mąż za Kuwejtczyka Alego. Aśka jest przyjaciółką Lidki z pierwszej części, ale akcja toczy się kilka lat później. Asia jest zakochaną w sobie i w bogactwie kobietą, która co chwilę planuje nowe zakupy, chętnie spędza czas ze swoimi przyjaciółkami i zdecydowanie za często zagląda do kieliszka. Jest tak skupiona na sobie, że nie zauważa, kiedy jej małżeństwo zaczyna się psuć. Uświadamia to sobie dopiero wówczas, kiedy Ali sprowadza do domu drugą żonę. Jak można się domyślić wywołuje to lawinę trudnych i tragicznych w skutkach wydarzeń, które wpływają nie tylko na życie Joanny, ale także na życie jej trójki dzieci.

Podsumowując. Jeśli ktoś chce spędzić czas przy niezobowiązującej lekturze, która po kilku tygodniach wypadnie z głowy, to powyższe tomy z pewnością są dla takiej osoby. Ja z pewnością nie mam zamiaru czytać kolejnych części, o ile takowe powstaną. No chyba że moja mama wpadnie na kolejny "genialny" pomysł i zakupi trzecią odsłonę książki.

sobota, lutego 20, 2016

#7 "Kobiety Kaddafiego" by Annick Cojean

#7 "Kobiety Kaddafiego" by Annick Cojean

Autor: Annick Cojean
Tytuł: Kobiety Kaddafiego 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 24 stycznia 2014
Liczba stron: 320

Jak ta książka trafiła w moje ręce? Nie jest to długa historia. Po prostu dostałam ją od mamy na urodziny, które miałam w styczniu.

OKŁADKA: Dla takich miłośników Bliskiego Wschodu, jak ja, okładka od razu rzuca się w oczy. Zapewne prędzej czy później sama bym ją sobie kupiła, jednak mama doskonale wie, co lubię najbardziej. Ocena: 5/5 

FABUŁA: Książka to pewnego rodzaju dokument. Pierwsza część składa się z opisu historii dziewczyny imieniem Soraya, która zostaje zostaje uwięziona w posiadłości Kaddafiego wraz z innymi dziewczynami. Wszystkie bez wyjątku są wykorzystywane przez niego seksualnie, bardzo brutalnie i boleśnie, najdokładniej mówiąc są gwałcone. Druga część to śledztwo dziennikarskie autorki książki, która poszukuje innych dziewczyn, chcąc poznać ich życiorysy, współpracowników Kaddafiego i jego sprzymierzeńców, aby poznać całą historię "od kuchni". Ocena: 4/5

BOHATEROWIE: Bohaterka w zasadzie jest tylko jedna - Soraya. To młoda dziewczyna, uprowadzona i zmuszona do seksualnej niewoli. Tak naprawdę ciężko jest cokolwiek powiedzieć o jej charakterze, osobowości, gdyż historia obraca się głównie wokół wydarzeń z podziemi posiadłości Kaddafiego. Ocena: 3/5

FORMA: Jak wspomniałam wcześniej książka składa się z dwóch części - historii Sorayi oraz śledztwa autorki. Pierwsza jest bardzo ciekawa, bulwersująca, wstrząsająca. Opis historii zawiera drastyczne szczegóły tego co się działo z molestowanymi dziewczynami. Dopóki ktoś nie przeczyta książki, to nie jest w stanie sobie wyobrazić co tak naprawdę może się dziać za zamkniętymi drzwiami. Druga część jest już nieco nudniejsza. Mi przebrnięcie przez kilkadziesiąt stron zajęło tydzień. Nie byłam w stanie przysiąść do książki i się na niej skupić. Ocena: 3/5 

OGÓLNA OCENA: Mam mieszane uczucia. Część pierwsza była bardzo ciekawa, natomiast druga ciągnęła się jak flaki z olejem. Na pewno jest to książka, która zapada w pamięć, przede wszystkim przez wzgląd na opis brutalnych czynów, których dopuścił się przywódca libijski. Wszystkim tym dziewczynom została wyrządzona ogromna krzywda, w dodatku nie mogą o tym opowiedzieć, ponieważ sprowadzą na siebie i swoją rodzinę niewybaczalną hańbę, a nawet śmierć. Temat seksu w Libii to wciąż tabu, nie rozmawia się o tym i panuje ogólne przeświadczenie, że zgwałcone dziewczyny same są sobie winne. A jeśli dodamy do tego, że oprawcą jest głowa państwa, to ich szanse na wyznanie prawy i przeżycie jest znikome. Współczucie to za mało w takiej sytuacji, chociaż nie opuszcza mnie to uczucie od pierwszej strony książki.

Ogólna ocena: 15/20

sobota, stycznia 09, 2016

#2 "Kobiety w islamie" by Nighat M. Gandhi

#2 "Kobiety w islamie" by Nighat M. Gandhi

Autor: Nighat M. Gandhi 
Tytuł: Kobiety w islamie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 19 listopada 2015
Liczba stron: 480

"Życie ma sens tylko jako stale rozwijający się kolaż" 

"Kobiety w islamie" to ostatnia zakupiona przeze mnie książka w 2015 roku. Trafiła do mnie spontanicznie, a znając moje zamiłowanie do Bliskiego Wschodu nikogo nie powinna dziwić ta pozycja na mojej półce.

OKŁADKA: Cóż... Okładka jest taka, że każdego miłośnika arabskich klimatów z pewnością przyciągnie. Mnie przyciągnęła w trzy sekundy! Ocena: 5/5 

FABUŁA: Książka ta to swojego rodzaju pamiętnik, relacja z podróży pisarki po Indiach, Bangladeszu i Pakistanie. Poznajemy jej życie, jej przyjaciół, spostrzeżenia głównie na temat miłości, miłości do drugiego człowieka, rodzica, Boga, natury czy ojczyzny. Miłość jest głównym tematem tej książki. Autorka porusza bardzo wiele ciekawych tematów m.in. życie homoseksualistów w krajach, gdzie króluje islam. Z pewnością można wyczytać z książki bardzo wiele interesujących wiadomości. Ocena: 4/5 

BOHATEROWIE: Ciężko jest opisać bohaterów tej książki, gdyż jest ich naprawdę wielu. Jak sam tytuł wskazuje są to głównie kobiety. Co rozdział poznajemy nową bohaterkę, która ma własne spostrzeżenia na temat miłości i życia. Ciekawie jest poznawać ich zdanie, zwłaszcza, że każda z nich ma inne doświadczenia życiowe, inny status, inne miejsce zamieszkania. Właśnie z tej książki można dowiedzieć się jak wygląda życie i podejście do miłości oraz świata lesbijki, transseksualisty, wdowy czy nawróconej na chrześcijaństwo muzułmanki, która modli się do dwóch bogów. Ocena: 5/5

FORMA: Jak już wspominałam powyżej "Kobiety w islamie" to coś na wzór dziennika. Autorka spisuje na kartach książki swoje przygody w wędrówce po Indiach, Bangladeszu i Pakistanie, opisuje poznane po drodze kobiety, przedstawia swoje przyjaciółki, które postanawia odwiedzić i zapoznać nas, czytelników, z ich życiem. Ocena: 4/5

OGÓLNA OCENA: W ogólnym podsumowaniu mogę powiedzieć, że książka ta jest ciekawa, a czas spędzony na jej przeczytanie nie był stracony. Osoby, która mają podobne zainteresowania do moich na pewno nie będą żałować. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadza to fakt, że wszystkie przedstawione w książce bohaterki oraz ich historie z reguły są smutne i bolesne. A prawda jest taka, że niejedna arabska kobieta wiedzie lepsze życie od Europejki. Przyjęło się, że nie mówi się o tym co dobre. Media i prasa zauważają i rozgłaszają jedynie to co złe i karalne. Miłość to ważna część każdego ludzkiego życia, nikogo więc nie powinno dziwić, że wszyscy dążymy do tego wyjątkowego uczucia. Kobiety w Pakistanie czy Iraku wcale nie są inne i również marzą o wyjątkowej miłości, kochającym mężu i dostatnim życiu. I bardzo wiele z nich doświadcza spełnienia w swoich związkach, są szczęśliwe i kochane.
Jestem zwolenniczką szerzenia takich wartości jak miłość, szacunek i tolerancja. Na świecie jest zbyt wiele zła. Tak samo jak nie każdy Polak jest złodziejem, tak nie każdy Arab jest znęcającym się nad żoną terrorystą. Uważam, że warto jest poznawać ludzi i nowe kultury, aby zrozumieć, że wszyscy jesteśmy inni, wyznajemy różne wartości, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i powinniśmy się kochać i szanować. Marzy mi się, aby moje dzieci wychowywały się w zjednoczonym świecie. Wiem, że do tego jest daleka droga, ale każdy z nas może przyczynić się do polepszenia tego świata. Mam nadzieję, że niebawem wszystkie wojny i zło będą tylko mglistym wspomnieniem, a nam przyjdzie żyć w miejscu, w którym króluje dobro i tolerancja. 

Ogólna ocena: 18/20
Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger