Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Filia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, maja 31, 2022

#245 "Paryski apartament" by Lucy Foley

#245 "Paryski apartament" by Lucy Foley



Hej, hej!

Wracam do Was z recenzją kolejnego świetnego thrillera. Tym razem mamy do czynienia z bardzo dobrym thrillerem psychologicznym. „Paryski apartament” to historia grupki ludzi zamieszkujących jeden budynek. Każdy z nich ma tajemnicę, każdy z nich coś ukrywa i udaje, że jest zupełnie kimś innym. I właśnie to sprawia, że ta książka jest taka wyjątkowa.

Główną bohaterką tej książki jest Jess. Siostra Bena ucieka przed swoim londyńskim życiem i przyjeżdża do brata mieszkającego w Paryżu. Dziewczyna liczy na nowy start, ale już na samym początku wszystko zaczyna się komplikować, bo Bena nie ma w domu. A przecież miał na nią czekać… Jess podstępem dostaje się do jego mieszkania i odkrywa szereg dziwnych rzeczy, poznaje zagadkowych sąsiadów i intuicja podpowiada jej, że z Benem stało się coś złego. Dziewczyna na własną rękę postanawia odszukać brata i dowiedzieć się, co ukrywają mieszkańcy luksusowego francuskiego apartamentowca.

To, co rzuca się na pierwszy rzut oka to sposób napisania tej książki. Było to moje pierwsze spotkanie z Lucy Foley i zaliczam je do udanych. Autorka posługuje się bardzo przystępnym językiem, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko i z wielką przyjemnością. Rozdziały pisane są z perspektywy różnych bohaterów, dzięki czemu mamy możliwość poznać ich trochę lepiej i zapoznać się z ich historią oraz przeżyciami z przeszłości. Czytelnik ma możliwość dowiedzenia się, co przyczyniło się do tragicznych wydarzeń i jakie relacje łączyły zaginionego Bena z sąsiadami.

Książka od samego początku skrywa w sobie tajemnicę, bo nie wiemy gdzie podziewa się jeden z głównych bohaterów. Co ciekawe każdy kolejny rozdział nie przynosi odpowiedzi, a jedynie stawia dodatkowe pytania. Czytając nie można pozbyć się uczucia, że w tej kamienicy zaszło coś bardzo dziwnego, a wszyscy jej mieszkańcy są niejako w zmowie. Robią wszystko, aby Jess nie odkryła co przytrafiło się jej bratu, a to sprawia, że chęć dziewczyny na odkrycie tej tajemnicy tylko wzrasta. I tak naprawdę do ostatnich stron autorka trzyma czytelnika w niepewności, serwując na zakończenie plot twist wciskający w fotel.

Dla mnie ta książka jest świetna! Jest to ten z thrillerów, w którym nie za wiele się dzieje, nie ma krwawych mordów, ale jest za to dobrze utkana intryga, jest tajemnica, są ciekawi bohaterowie. Dobrze się bawiłam podczas lektury i z przyjemnością będę ją Wam polecała. Mimo iż zdecydowanie bardziej wolę te nieco brutalniejsze thrillery, to wiem, że i te psychologiczne mają duże grono swoich zwolenników, więc to głównie do nich kieruję swoją polecajkę. Aczkolwiek skoro i mi spodobała się ta książka, to jestem pewna, że szersze grono czytelników dołączy do fanów tej historii.

środa, października 27, 2021

#229 "Mój bodyguard" by Sonia Rosa

#229 "Mój bodyguard" by Sonia Rosa


 Hej, hej!

Dzięki wydawnictwu Filia miałam ostatnio możliwość przeczytania najnowszej książki Sonii Rosy pt. „Mój bodyguard”. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, nie wiedziałam czego się spodziewać, ale po erotyku oczekiwałam naprawdę gorącej i namiętnej historii. 

Główną bohaterką książki jest Olga, młoda dziewczyna, córka bogatego biznesmena i narzeczona przystojnego prawnika. Olga jest przebojową kobietą, lubiącą dobrą zabawę, wyjścia z przyjaciółkami i seks. Często podejmuje pochopne decyzje, jednak rzadko kiedy spotykają ją tego konsekwencje. W wyniku konfliktów w interesach ojca, życie i zdrowie Olgi jest w niebezpieczeństwie. Wówczas do ochrony przydzielony jej zostaje przystojny Aleksander. Dziewczyna zaczyna czuć do niego pociąg seksualny, jednak wie, że ma narzeczonego, którego kocha i nie może pozwolić sobie na żadne skoki w bok. Czy Olga wytrwa w swoim postanowieniu?

Powiem Wam, że dawno nie czytałam tak złej książki. Sama siebie podziwiam za to, że dobrnęłam do końca. Jednak w momencie, kiedy miałam już dość, pojawił się w książce tytułowy bodyguard i chciałam sprawdzić jak dalej potoczą się losy bohaterów.

Zacznę od tego, że nie znoszę Olgi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz któraś z bohaterek tak mnie irytowała. Olga kreowana była na pewną siebie dziewczynę, która wie czego chce, ma jasko określone i sprecyzowane pragnienia. Sama była sobie sterem, żeglarzem i okrętem. W moim odczuciu było zupełnie inaczej. Według mnie Olga była bardzo pogubiona. Definiowała świat i ludzi w bardzo dziwny sposób, rzeczom błahym nadawała duże znaczenie. Pogubiła się we własnych pragnieniach. Ponadto tak łatwo było nią manipulować. Tylko na jednej stronie książki wraz z narzeczonym skakali sobie do gardeł, uprawiali namiętny seks, po którym znów wchodzili na wojenną ścieżkę. Także seksem można było wszystko z nią załatwić i zamknąć jej buzię, bo odnoszę wrażenie, że z Olgą nie można było normalnie i spokojnie porozmawiać. Na wszystko reagowała zaczepnie, rzucała kąśliwe komentarze, chamskie żarty, podjudzała swoich rozmówców i wszczynała wszystkie kłótnie. Moim zdaniem Olga to bardzo toksyczna osoba.

Początkowo miałam nadzieję, że postać ochroniarza postawi ją do pionu, że taki silny i odważny facet nie pozwoli, aby kobieta weszła mu na głowę, że przy nim Olga się ogarnie i nieco odpuści. Jednak nic z tego. W tej książce każdy dialog prowadzi albo do kłótni albo do seksu. Nie ma nic pomiędzy, więc nawet Aleks nie zdołał nauczyć Olgi kultury i manier.

Wiem, że ta książka to głównie erotyk, ale żałuję, że motyw kryminalny nie został tutaj bardziej pociągnięty i rozbudowany. Początkowo wydawało mi się, że to bardzo ciekawy wątek. Wprowadzał niewiadomą do fabuły, zaciekawiał, czytelnik odczuwał niebezpieczeństwo. Jednak w momencie, kiedy zaczynało się robić ciekawie, bohaterowie „uciekli” za granicę w obawie o swoje bezpieczeństwo. Bardzo żałuję, bo widziałam  w tym coś co mogłoby ostatecznie podwyższyć moją ocenę tej książki. I mam takie poczucie, że niezależnie od tego jaką fabułę zaproponowałaby nam autorka, to postać Olgi każdą by „obrzydziła”. Ta bohaterka jest tak irytująca, wkurzająca i niezrozumiała, że ciężko mi jest znaleźć choć jedną rzecz, która mogłaby się w niej podobać. Już od pierwszych stron zadecydowało to na moim odbiorze tej książki.

Także jak sami widzicie ja jestem zdecydowanie na NIE i nie polecam Wam tej książki. Czegoś tak złego nie czytałam od dawna i mam nadzieję, że nic podobnego już mi się nie przytrafi.

poniedziałek, maja 03, 2021

#197 "Eleanor & Grey" by Brittainy C. Cherry

#197 "Eleanor & Grey" by Brittainy C. Cherry


 Hej, hej! 

Ale się cieszę na dzisiejszą recenzję. Uwielbiam powieści Brittany C. Cherry i aż wstyd się przyznać od jak dawna nie czytałam żadnej jej książki. Zawsze coś innego czeka w kolejce, ale w końcu uporałam się ze wszystkimi egzemplarzami recenzenckimi i mogłam w pełni poświęcić się książkom, które od miesięcy zalegają na mojej półce. 

Wybór padł na piękną historię "Eleanor & Grey". Głowni bohaterowie znają uczucie straty kogoś bliskiego, współdzielą swój smutek i dążą do tego, aby pomimo żalu i smutków osiągnąć szczęście. Jako nastolatkowie świetnie się dogadują, lubią spędzać razem czas, śmiać się i pocieszać. Jednak nie wszystko w ich nastoletnim życiu układa się po ich myśli. Już jako młode osoby muszą się rozstać i nic nie wskazuje na to, aby mieli się jeszcze kiedykolwiek zobaczyć. Jednak życie bywa przewrotne i ich losy splatają się po kilku latach. Już nie jest tak słodko i miło. Greyson się zmienił - wydoroślał, spoważniał i pogrążony w smutku zapomniał jak czerpać radość z życia. Czy ponownie pojawienie się Ellie coś zmieni? Nie są już nastolatkami. Są dorosłymi ludźmi z poważnym bagażem doświadczeń i zdaje się, że tylko oni są w stanie pomóc sobie poukładać wszystko na nowo. 

Nie chciałabym w co drugim zdaniu zachwycać się tą książką i mówić Wam jak ona jest piękna. Ale chyba tak właśnie będzie :) Cherry wykreowała cudownych bohaterów i wspaniałą, wzruszającą historię, która na pewno porwie Wasze serca. Już od pierwszych stron, kiedy poznajemy Ellie i Greya czuje się, że to będzie wyjątkowa opowieść. Nie ma chyba dziewczyny, która nie zauroczyła się nastoletnim Greysonem. Już jako bardzo młody chłopak wykazywał się niezwykłą wrażliwością, delikatnością, był opiekuńczy i zawsze wiedział jak się zachować i co powiedzieć. Z łatwością trafił do serca zamkniętej w sobie, aspołecznej introwertyczki, którą wówczas była Eleanor. 

I choć początkowo nie rozumiałam, dlaczego niektórzy zaliczają tę książkę do najlepszych z motywem love-hate (bo pierwsza część zupełnie nie zwiastowała tego, że między bohaterami pójdzie coś nie tak), to potem już zrozumiałam o co chodzi. Spotkanie głównych bohaterów po latach nie należało do najłatwiejszych. Grey bardzo się zmienił, nie był już tym samym chłopakiem. Przez to co spotkało go w życiu, stał się gburowaty i zimny co na każdym kroku pokazywał Ellie. Nic nie wskazywało na to, że dwa dwójka znów się polubi. 

Uwielbiam takie historie. Pomimo tego, że między bohaterami bywa różnie, to ze stron tej powieści bije ciepło i po prostu czuje się to, że będzie dobrze. Znajdziecie tu pełno wzruszeń i na pewno nie raz Wam się łezka w oku zakręci. Tej książki nie da się nie lubić. To prawdziwy emocjonalny rollercoster - od miłości po nienawiść, od radości po smutek, problemy i troski dnia codziennego mieszają się z wzruszeniem i czułością. Będzie czytać nieprzerwanie i zachłannie do momentu aż przeczytacie ostatnie słowo. To jest jedna z nieodkładalnych historii i gwarantuję Wam, że na długo po lekturze będzie o niej wspominać i wracać do niej szukając pocieszenia i uśmiechu. 

Gorąco polecam! 

poniedziałek, lutego 15, 2021

#183 "Wszyscy muszą zginąć" by Marcel Moss

#183 "Wszyscy muszą zginąć" by Marcel Moss



Hej, hej! 

Jako że okrzyknęłam Marcela Mossa moim odkryciem 2020 roku, to nie mogłam odmówić sobie sięgnięcia po kolejną jego książkę. W zeszłym tygodniu na rynku ukazał się kolejny thriller opowiadający losy uczniów warszawskiego liceum Freuda, więc jasne było, że sięgnę po tę historię od razu. 

W warszawskim liceum dochodzi o dramatycznej sytuacji. Jeden z uczniów wraz z kilkoma zamaskowanymi chłopakami dokonuje napadu terrorystycznego na własną szkołę. Giną uczniowie i nauczyciele, wiele osób jest rannych. Panuje chaos i dezorientacja. I w tym wszystkim jest on, czyli Błażej zdesperowany uczeń zepchnięty na kres swojej wytrzymałości i Kaja, jego najlepsza przyjaciółka, którą postrzela, a następnie zabija sam siebie. Co spowodowało, że Błażej zdecydował się na tak drastyczny czyn? Czy związek z tym ma jego starszy brat Krystian, chłopak o nacjonalistycznych poglądach? I co wspólnego z zamachem na tajemnicza gra, w którą przed zamachem pogrywał Błażej? Powiem Wam, że fabuła tej książki jest bardzo rozbudowana i tajemnicza. 

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy już po kilku rozdziałach jest to, że ta książka jest bardzo "polska". Akcja dzieje się w czasach rzeczywistych, czyli w dobie corony, podczas marszów LGBT, strajków kobiet. Wszystko to sprawia, że książka nabiera dodatkowego, dla mnie nieco pesymistycznego wydźwięku. To co ciekawe, to autor po raz kolejny w swojej książce poruszył tematy bieżące, które są "chorobą" XXI wieku w moim odczuciu, czyli nieumiejętne korzystanie z Internetu. Autor zwrócił uwagę na to jak niekorzystne skutki ma sieć, kiedy dzieci i młodzież zaczynają z niej korzystać w nadmiarze, kiedy wyszukują niezgodnych treści, kiedy całkiem zatracą granicę miedzy światem realnym a wirtualnym. I przyznam, że właśnie te fragmenty w książce były dla mnie najbardziej przerażające. Tak łatwo jest zrobić ludziom pranie mózgu... 

Cała książka przesiąknięta jest pesymizmem, beznadzieją, agresją... I nie uważam, że to złe. To wprowadza czytelnika w klimat tej historii. Kiedy się o tym czyta i uzmysłowi, że przedstawione w tej książce sytuacje rzeczywiście mają miejsce w prawdziwym świecie, to z jednej strony człowieka ogania przygnębienie, a z drugiej uzmysławia, że może warto jest przeanalizować to co dzieje się w naszym życiu, życiu bliskich, że może można komuś pomóc, że można kogoś uratować. 

Każdą książkę pana Mossa czyta mi się ciężko, głównie ze względu na ten realizm i poruszane tematy z życia prawdziwego, jednak "Wszyscy muszą zginąć" przebiła pozostałe i od kiedy ją skończyłam czuję w sobie taki niepokój. Mam nadzieję, że to minie. Historia Błażeja daje do myślenia i skłania do wyciągnięcia wniosków, na pewno nie można przejść koło niej obojętnie. To jest naprawdę świetna książka, która Was poruszy. Zakończenie zaskakuje! Bo choć zdawałam sobie sprawę, że rozwiązanie zagadki kryje się "gdzieś za rogiem", to zostałam kompletnie zbita z tropu i zaskoczona finałowymi scenami. Według mnie jest to jedna z lepszych książek pana Mossa, także polecam Wam ją serdecznie!

wtorek, października 27, 2020

#172 "Nie krzycz" by Marcel Moss

#172 "Nie krzycz" by Marcel Moss



Hej, hej! 

Tak się składa, że w poniedziałek skończyłam czytać książkę, która dzisiaj ma swoją premierę. Mam na myśli thriller Marcela Mossa pt. "Nie krzycz". Jak zwykle, pan Marcel Moss, porusza w swojej książce temat ważny i współczesny. Wszyscy z nas mamy styczność z Internetem i każdy z nas wie co to hejt, być może niektórzy z Was go doświadczyli. I to właśnie hejt jest motywem przewodnim powyższej książki. 

Jedną z głównych bohaterek jest Anita, młoda dziewczyna, która przechodzi przez problemy finansowe. Oliwy do ognia dolewa zaczynająca się pandemia przez którą Anita traci pracę. Wszelkie wysiłki znalezienia zatrudnienia idą na marne, jednak i do niej los się uśmiecha i dziewczyna podejmuje zatrudnienie jako zawodowa hejterka (tak, wiem jak irracjonalnie to brzmi). Anita się w tym odnajduje, jednak nie zdaje sobie sprawy jak niebezpieczne jest to zajęcie i że w sieci, pomimo tego co się mówi, nikt nie jest anonimowy. Dziewczyna wpada w jeszcze większe kłopoty, których nie potrafi sama rozwiązać. 

Jednak wątek, który doszczętnie wyprał mnie z emocji i wzbudził we mnie przerażenie, a nawet agresję, to wątek małżeństwa Agaty i Michała. Co tam się wyrabia... Czytałam i niedowierzałam. Już sam prolog wprawi Was w niemałe osłupienie - gwarantuję. Nie będę Wam nic zdradzać, sięgnijcie po tę książkę, a sami się przekonacie co miałam na myśli. 

Tak jak wspomniałam wyżej, twórczość Marcela Mossa cenię głównie za poruszanie tematów "na czasie". We wcześniejszych książkach mieliśmy do czynienia z nadmiernym i nieprzemyślanym podawaniem swoich danych osobowych w sieci czy też depresją nastolatków, a są to tematy tylko z książek, które miałam przyjemność czytać. Domyślam się, że pozostałe twory tego autora obejmują podobną tematykę. Nie można tej książki nazwać typowym thrillerem, mimo iż mamy tutaj zabójstwo, przemoc, nielegalne interesy, porwania, przemoc seksualną itd. Być może nie doświadczycie tutaj kolosalnych emocji, dreszczy na ciele, ciarek i zapewne będziecie mogli po tej książce spokojnie zasnąć, nie zmienia to jednak faktu, że ta historia napisana jest w bardzo ciekawy sposób. Od początku wiadomo, że losy Agaty, Michała i Anity w którymś momencie się zbiegną, czytelnik ma pełne pole do popisu, aby zastanowić się jak i kiedy do tego dojdzie. 

Książka się wstrząsająca i oburzająca, na pewno nie będziecie się przy niej nudzić, bo akcja jest bardzo dynamiczna. Mi wystarczyły zaledwie dwa dni na jej przeczytanie, poświęciłam tej historii każdą wolną chwilę, a to dlatego, że nie mogłam doczekać się końca. Bardzo byłam ciekawa w jaki sposób autor połączy losy głównych bohaterów. Pod koniec zaczęłam już trochę podejrzewać dokąd to wszystko zmierza, jednak kilka rzeczy mnie zaskoczyło. 

Podsumowując, nie jest to oczywisty thriller, jednak książka wzbudza wielkie emocje. Powiedziałabym, że jest bardziej dla fanów psychologicznych thrillerów niż tych krwawych i morderczych. Co oczywiście nie wyklucza, że i tej drugiej grupie czytelników może się spodobać. Ja z każdą kolejną książką coraz bardziej staje się fanką Marcela Mossa i już nie mogę doczekać się tego, co ten autor napisze w przyszłości. Polecam Wam tę historię, bo dostarczy Wam wrażeń na kilka dni. 

niedziela, października 25, 2020

#171 "Listy zza grobu" by Remigiusz Mróz

#171 "Listy zza grobu" by Remigiusz Mróz



Hej, hej! 

Nie jest żadną tajemnicą, że bardzo lubię twórczość Remigiusza Mroza i zawsze z przyjemnością sięgam po jego książki. Jestem fanką serii o Joannie Chyłce i Zordonie, ale równie chętnie czytam pozostałe powieści tego autora. I tym razem postanowiłam wziąć w ręce "Listy zza grobu", które leżały na mojej półce z rok albo i dłużej :) 

"Listy zza grobu" to świetny thriller. Głównymi bohaterami są patomorfolog Seweryn Zaorski, który po dwudziestu dwóch latach wraca do małej rodzinnej miejscowości, aby na nowo ułożyć sobie życie ze swoimi dwiema małymi córkami oraz Kaja Burzyńska, przyjaciółka Zaorskiego z lat młodzieńczych, policjantka i żona burmistrza owego miasteczka. Kaja od kilku lat otrzymuje listy od swojego nieżyjącego ojca. Początkowo wydaje się jej się to tylko niewinną tradycją, która ma podtrzymać pamięć o ojcu, jednak kobieta zaczyna zauważać w nich drugie dno, a swoje trzy grosze do sprawy dorzuca Seweryn, który pomaga jej rozwiązać zagadkę ukrytą w listach. 

Na początku muszę zaznaczyć, że ta książka to hit pod względem zagadek. Nie mam pojęcia jak pan Mróz wpadł na cały ten sposób szyfrowania wskazówek, ale jak dla mnie to majstersztyk! Wydaje mi się, że przeciętny człowiek nie wpadłby nawet na ich rozwiązanie, a co dopiero ułożenie! Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem i do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu, że autorowi udało się wymyślić tak przemyślaną i skomplikowaną konstrukcję zdarzeń. Bohaterowie idą jak po sznurku do kłębka, aby rozwiązać zagadkę z przeszłości i rozwikłać skąd tak naprawdę nadawane są listy, które otrzymuje Kaja. Wplątują się w niebezpieczną grę, w którą zaangażowani są niebezpieczni ludzie powiązani ze światkiem przestępczym. Seweryn i Kaja dążą do odnalezienia odpowiedzi na pytanie co z tym wszystkim na wspólnego jej ojciec kobiety, ale nie zdają sobie sprawy, że teraz to ich życie jest w niebezpieczeństwie. 

Książka jest świetna, akcja genialna, czyta się szybko i zapartym tchem, bo tak jak wspomniałam wyżej znajdziecie tutaj fabułę owianą tajemnicą. Na pewno nie będziecie się nudzić czytając i tak jak ja sami będziecie próbowali domyślić się o co w tym wszystkim chodzi. Także bardzo Wam polecam. Tym bardziej, że książka ma swoją kontynuacje, więc jeśli lubicie serie to będzie to coś dla Was. 

środa, sierpnia 12, 2020

#160 "Nie wiesz wszystkiego" by Marcel Moss

#160 "Nie wiesz wszystkiego" by Marcel Moss

Hej, hej! 

Książka "Nie wiesz wszystkiego" autorstwa Marcela Mossa zainteresowała mnie już od samego początku. Jest to moje drugie spotkanie z twórczością tego autora, i mimo iż pierwsze podobało mi się bardziej, to i ta książka ma w sobie coś co sprawia, że nie będziecie jej w stanie odłożyć. 

"Nie wiesz wszystkiego" to thriller psychologiczny. Główna akcja toczy się w prestiżowym warszawskim liceum, a bohaterami jest ucząca się w nim młodzież. Wszystko zaczyna się, kiedy wyobcowana i wyzywana od dziwaków Otylia wraz z przystojniakiem i kapitanem drużyny siatkarskiej Alanem popełniają samobójstwo. Cała szkoła nie może w to uwierzyć, a o całe nieszczęście obwinia Otylię, która miała już za sobą jedną nieudaną próbę samobójczą. Nauczycielka Julia wraz z Martą, najlepszą przyjaciółką Otylii, postanawiają dowiedzieć się co tak naprawdę wydarzyło się na dachu opuszczonego budynku. Zakładają w szkole skrzynkę do której uczniowie mogą anonimowo wrzucić kartki ze wszystkimi swoimi zmartwieniami, prośbami... Mają nadzieję, że w ten sposób dowiedzą się czegoś więcej o tragedii, która dotknęła ich szkołę. Pewnego razu Marta znajduje w skrzynce tajemniczą karteczkę, która ma naprowadzić ją na dobry trop. 

Powiem Wam, że historia przedstawiona w tej książce jest owiana wielką tajemnicą. Czytając ma się wrażenie, że każdy coś wie, ale nie chce/nie może powiedzieć, przez co czytelnik nabiera podejrzeń, że nie było to zwykłe samobójstwo. Jednak to, co jest najważniejsze w tej książce to jej przekaz. Wydawać by się mogło, że to zwykły thriller, jednak nic bardziej mylnego. Marcel Moss po raz kolejny w swojej książce zwraca uwagę na problemy dzisiejszego świata, na problemy młodzieży, która tak samo jak dorośli ma swoje zmartwienia, a najczęściej są one bagatelizowane przez starszych. Ile to razy byliśmy świadkami albo adresatami słów "przejdzie ci", "wyrośniesz z tego" padających z ust rodziców lub opiekunów. 

W tej książce autor mocno skupia się na problemach młodzieży i każdy z przedstawionych bohaterów zmaga się z innym rodzajem nękania. Mamy tutaj do czynienia z odrzuceniem i wyśmiewaniem z powodu wyglądu, orientacji seksualnej, zaburzenia odżywiania... Ta książka obrazuje obojętność rodziny na potrzeby swoich dorastających pociech, bo są zbyt zajęci sobą i swoją karierą, zarabianiem pieniędzy. Mam nadzieję, że każdy rodzic, który przeczyta tę książkę spojrzy na swoje zachowanie względem nastoletniej pociechy, dojrzy, że być może jego dziecko potrzebuje pomocy, że chowanie się za czarnymi ubraniami lub tatuażami, kolczykami może mieć jakieś traumatyczne podłoże. Warto jest się zatrzymać i spojrzeć na wszystko z dystansu, bo najbliższa nam osoba, osoba, którą kocha się najbardziej może potrzebować rozmowy i pomocy. 

I chciałabym również spojrzeć na tę sprawę z drugiej strony. Zwłaszcza teraz, kiedy w naszym kraju tak dużo mówi się o tolerancji i szacunku, ważne jest, aby nie przyczyniać się do ludzkiego cierpienia - fizycznego i psychicznego. Koniec końców wszyscy jesteśmy tacy sami, mamy dwie nogi, głowę, ręce, kochamy i chcemy być kochani, chcemy mieć przyjaciół, chcemy żyć normalnie, w zgodzie, w przyjaźni, z szacunkiem. Wyzywanie kogoś nie czyni nic dobrego. Co złego jest w tym, że ktoś kocha, komu przeszkadzają zbędne kilogramy czy krzywy nos koleżanki ze szkoły. Przecież to w ogóle nie ma znaczenia. Bądźmy dobrzy i czyńmy dobro, bo tylko to nas uratuje. 

I na koniec powiem, że bardzo lubię książki, które skłaniają mnie do głębszych refleksji, kiedy sięgam dalej niż to co przeczytam na białych stronicach. "Nie wiesz wszystkiego" właśnie mi to dało. I mam nadzieję, że Wy również wyniesiecie z niej jakąś naukę. Polecam! 

wtorek, czerwca 02, 2020

#154 "Pokaż mi" by Marcel Moss

#154 "Pokaż mi" by Marcel Moss

Uh... Dodanie tego posta wiele mnie kosztowało. Miał pojawić się wczoraj, ale internet działał tak jakby nie mógł, żadna strona nie chciała mi się załadować i ogólnie odbywał się niemały dramat. Dzisiaj z kolei mam bardzo kiepski dzień, więc pisanie idzie mi ślamazarnie, a jakby tego było mało, to nie mogę pobrać ze skrzynki zdjęcia do recenzji :/ Także zapewne jest bardzo późne popołudnie jak czytacie ten wpis.

Pomijając wszystkie wypadki przy pracy przejdźmy do sedna naszego dzisiejszego spotkania. A mianowicie do książki pt. "Pokaż mi" autorstwa Marcela Mossa.
Książka przypisywana jest gatunkowi - erotyczny thriller. I jest to prawda, choć nie ma w niej zbyt wielu szczegółowych erotycznych opisów, natomiast główny bohater musi zmierzyć się z różnymi erotycznymi zadaniami. Tytuł książki to tak naprawdę nazwa aplikacji. Na czym ona polega? Ano na tym, że zdesperowani mężczyźni, którzy zdecydowali się na założenie konta walczą o względy tajemniczej Królowej, która przydziela kandydatom coraz to odważniejsze zadania tylko po to, aby zawalczyli o jej względy i punkty, które mają im zagwarantować spotkanie twarzą w twarz z Królową. Gra zaczyna się niewinnie, bo od nagich fotek, jednak z czasem Królowa wymyśla coraz to "trudniejsze" i odważniejsze zadania polegające na onanizowaniu się przed kamerą czy też uprawianie seksu z przypadkową osobą.
Głównym bohaterem książki jest Łukasz, mężczyzna zmagający się z problemami w życiu prywatnym i zawodowym. Jego długoletni związek co jakiś czas go nudzi, więc pozwala sobie na skok w bok lub szuka innych wrażeń - i tutaj dowiaduje się o tajemniczej aplikacji. Zakłada konto, akceptuje regulamin i wkracza do walki o serce Królowej. Nie ma jednak pojęcia, że zostanie wmieszany w intrygę, która może zaważyć na całym jego życiu.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie trawię głównego bohatera. Wydaje się być spoko gościem, ogarniętym i w miarę odpowiedzialnym, jednak to jak bardzo jest pogubiony trochę mnie przeraża. Kompletnie nie wie czego chce przez co niszczy i truje życie osób, które go otaczają. Najbardziej żal mi było jego narzeczonej Jagody. Był z nią, bo ją kochał, jednak dziewczyna była spokojna, lubiła ład i porządek, stroniła od spontanicznych akcji, niektórym mogłaby się wydawać nudna. Ale Łukasz ją kochał i nawet się jej oświadczył. Jednak co jakiś czas stwierdzał, że nie chce takiej kobiety, że ona mu nie wystarcza, bo brakuje mu emocji i pasji, po czym szukał innej, która zagwarantuje mu ostrą jazdę. Gdy i tym się znudził, wracał z powrotem do Jagody twierdząc, że to właśnie stabilizacji potrzebuje w życiu. I tak w kółko... Co za typ!
Dlatego kompletnie nie dziwi mnie to, że zafiksował się na punkcie aplikacji. Królowa była tajemnicza, bardzo ponętna i seksowna. Lubiła szaleństwo w sypialni i tym kusiła potencjalnych kandydatów. Poza tym umiała słuchać i była cierpliwa, doradzała Łukaszowi, kiedy ten zwierzał się jej ze swoich problemów. Dzięki temu mężczyzna poczuł mentalną więź między nimi i za wszelką cenę chciał się z nią spotkać, a jedynym sposobem, aby się to stało było wykonywanie porąbanych zadań.

Książkę czyta się bardzo szybko i naprawdę wciąga. Uważam, że zamysł na nią był bardzo przemyślany i dobrze wykreowany. Jednak czytelnik musi zdać sobie sprawę, że nie jest to zwykła książka, fikcja, którą należy zapomnieć. Poprzez tę książkę autor chciał pokazać jak złowieszczy jest internet i jak wiele niebezpieczeństw w nim na nas czeka. Wszystko sprowadza się do tego, aby umiejętnie z niego korzystać, bo jeden nieprzemyślany ruch może przysporzyć nam wielu problemów, a nawet zniszczyć życie. Dlatego uważam, że powinniście przeczytać tę książkę jako przestrogę, bo naprawdę warto zastanowić się nad tym co robimy w internecie i na co się zgadzamy akceptując wszystko regulaminy bez czytania.

Polecam!
Premiera już jutro, czyli 3 CZERWCA.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania taj książki :)

poniedziałek, maja 04, 2020

#151 "Druga strona" - Kim Holde

#151 "Druga strona" - Kim Holde

Cześć Moliki!
Pewnie część z Was kojarzy Kim Holden i jej bestsellerowe powieści. Mi od bardzo dawna zalegała na półce "Druga strona", ale jakoś nigdy nie miałam na tyle zaparcia w sobie, aby po nią sięgnąć. Zawsze znajdowałam coś lepszego do czytania.
Jednak z pomocą przyszła Ola z @olovereads, która wpadła na świetny pomysł, aby kwiecień świętować jako miesiąc z Kim Holden. Postanowiłam skorzystać z tej okazji, bo lepszej bym nie znalazła. I przeczytałam "Drugą stronę".

Głównym bohaterem tej książki jest Toby. Toby jest samotny, nie ma rodziny ani przyjaciół. Pomieszkuje kontem u znajomego, dorabia jako konserwator i robi drobne naprawy w mieszkaniach osób, które zamieszkują ten sam wiktoriański dom. Dla wszystkich Toby jest miły, uczynny i serdeczny, każdy uważa go za dobrego chłopaka, która radzi sobie w życiu. Jednak każdy z nas ma dwie twarze. Tę, którą pokazuje światu i tę drugą, która pojawia się nocami, kiedy nikt nie patrzy.
Toby cierpi na depresję, bo nie potrafi poradzić sobie z przeszłością. Nosi w sobie ból i żal, uważa się siebie za złego człowieka, który nic nie znaczy i bez którego świat byłby lepszy. Każdego dnia walczy ze swoimi demonami. I każdego dnia chce się poddać.
Pewnego dnia do budynku, którym mieszka Toby, wprowadza się młoda dziewczyna Alice. I staje się ona jego światełkiem w tunelu. Jednak czy to wystarczy, aby Toby odsunął od siebie złe myśli i uświadomił sobie swoją wartość?

Bardzo trudno mi się czyta tego typu książki... Czytając to, co myśli o sobie Toby miałam wrażenie jakbym wpadła do swojej głowy sprzed ponad dziesięciu lat. Nie lubię tam wracać. To dla mnie strefa mroku. Dlatego tak bardo utożsamiałam się z bohaterami cierpiącymi na depresję. Doskonale ich rozumiem. Nie powinno więc nikogo dziwić, że bardzo kibicowałam głównemu bohaterowi.
"Druga strona" to nie jest książka o miłości. Nie znajdziecie tutaj wartkiej fabuły ani dramatycznych zwrotów akcji. Jest kilka zaskoczeń, jednak nie przyćmiewają one głównego wątki tej historii. Bo ta książka jest o bólu, o beznadziejności, o braku nadziei... Kim Holden w pięknych słowach opisała uczucia osoby zmagającej się z depresją. Pokazała jak łatwo jest udawać przed innymi, aby tylko nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Ale przede wszystkim pokazała, że Toby był ludzkim aniołem i nie był on wszystkim obojętny. Bowiem Toby pomimo swojej choroby nie zapominał o innych. Niósł pomoc, niósł otuchę i pociechę, której sam potrzebował. Dawał z siebie więcej nie oczekując nic w zamian. I właśnie dlatego to co sam o sobie myślał nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości. Potrzebował tylko małego impulsu, który sprawi, że zrozumie jak bardzo wartościowym jest człowiekiem.

Ta książka otwiera oczy na wiele spraw, dlatego warto jest po nią sięgnąć. Bo najgorzej jest powiedzieć osobie cierpiącej na depresję "nie smuć się", "będzie dobrze". Przeszłam to. I w moim wypadku było bardzo podobnie. Wszystko zaczyna się od małego impulsu...

środa, kwietnia 15, 2020

#149 "Devlin" by Jennifer L. Armentrout

#149 "Devlin" by Jennifer L. Armentrout

Cześć.
Pamiętacie trylogię o pięknych i bogatych braciach de Vincent?
Do niedawna miałam do nadrobienia ostatnią część, ale było minęło, bo skończyłam czytać trzeci tom i tym samym mogę uznać całą serię za skończoną.

Trzeci tom jest o najstarszym z braci - Devlinie. Devlin już od początku wzbudzał moją ciekawość, bo autorka zawsze przedstawiała go z dystansu. Nie mogłam się doczekać, kiedy przeczytam jego tom, ponieważ byłam bardzo ciekawa co wydarzyło się w jego życiu, że był tak zimnym i surowym mężczyzną. Devlin już w pierwszym tomie został przedstawiony jako diabeł. Zbudzał respekt przed każdą osobą, która znalazła się w jego otoczeniu, zawsze był najważniejszy, jego zdanie liczyło się najbardziej, był srogi i zdystansowany. Wszystko to potwierdziło się w tej książce, ale tym razem poznajemy genezę jego zachowań.
W tej książce poza trzecim bratem poznajemy nową bohaterkę - Rosie. Dziewczyna zajmuje się polowaniem na duchy, interesuje się tym co niematerialne i duchowe. Wierzy w siły nadprzyrodzone, dlatego od początku marzy jej się wejście do posiadłości de Vincentów, która przez wszystkich mieszkańców Nowego Orleanu uważana jest za nawiedzoną. Pomimo tego, że przyjaźni się z Nikkie, która związana jest z środkowym bratam Gabrielem, to obawia się wejścia do tego domu ze względu na Devlina.
Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują...

Ta książka to oczywiście romans z lekką dozą erotyki (jak dla mnie nic gorszącego). Mówiłam to już niejednokrotnie, ale w tych książkach podoba mi się przede wszystkim to, że lekka literatura miłosna połączona jest trochę z kryminałem, trochę z fantasy... Jest to dla mnie zupełnie coś nowego, więc z wielką przyjemnością czytało mi się każdy z tomów.

Na ten tom czytałam od początku, bowiem to właśnie Devlin intrygował mnie najbardziej. To że zawsze stał z boku i był taki zimny sprawiało, że stawał się dla mnie coraz bardziej fascynujący. Jednak jest coś w tym, że kobiety wolą złych chłopców ;)
I powiem Wam, że jak poznałam całą prawdę o najstarszym z braci to polubiłam go jeszcze bardziej. Nie miał łatwego dzieciństwa, bowiem wychowywał go człowieka, który za nic miał sobie moralność. Devlin musiał wiele wycierpieć, także dla braci. Zawsze robił to świadomie, jednak nie na popis. Cierpiał w samotności. Robił wszystko, aby uchronić rodzinę przez konsekwencjami zachowania ojca. To go ukształtowało i przygotowało do brania na siebie wszystkiego co złe i niebezpieczne. I dopiero Rosie uświadomiła mu, że nie musi dźwigać tego ciężaru sam.

Nie jest to łatwa historia. Ma ona w sobie wiele bólu, ale kiedy przeczytacie i utożsamicie się z głównym bohaterem, zrozumiecie, że nie jest to zwykła książka o miłości. Super się to czyta i bardzo żałuje, że bracia są trzej. Z chęcią raczyłabym się tą serią jeszcze przez kilka tomów.
Może Wy mi coś polecicie w podobnym stylu? Czasami nachodzi mnie ochota na romans, ale nie taki słodko-pierdzący". Szukam czegoś w stylu braci de Vincent. Dajcie znać jeśli spotkaliście się już z podobnymi książkami.

środa, lutego 05, 2020

#142 "Iluzjonista" by Remigiusz Mróz

#142 "Iluzjonista" by Remigiusz Mróz

Dzień dobry Moliki!
Przychodzę dzisiaj do Was z świetną książką! Chyba zostanę wielką fanką tej serii książek Remigiusza Mroza, bo póki co obydwa tomy zrobiły na mnie dobre wrażenie. Przyznam, że nie spodziewałam się, że "Behawiorysta" będzie kontynuowany, ale cieszy mnie to. Zawsze miło jest spędzić czas w towarzystwie dobrej książki od której nie można się oderwać.

Książką na dzisiaj jest "Iluzjonista". Jest to kontynuacja losów Gerarda Edlinga.
Gerard zostaje wciągnięty w sprawę, która łudząco przypomina tę, którą prowadził przed laty. W mieście pojawia się morderca "podpisujący" swoje zbrodnie w ten sam sposób co przestępca z przeszłości. Dziwnym trafem wszystkie osoby, które niegdyś zajmował się śledztwem już nie żyją, a ostatnimi osobami, które pamiętają tamte wydarzenia jest Edling i jego ówczesna partnerka. Nikt jednak nie ma świadomości, że para skrywa pewną tajemnicę, która ma znaczący wpływ na sprawę. Gerard musi rozwiązać zagadkę i szybko złapać obecnego sprawcę okrutnych i przerażających zbrodni nim sam zginie.

Powiem Wam, że fabuła bardzo mnie porwała. Powrót do wydarzeń z przeszłości, cofnięcie się do PRL-u, gdzie wszystko było takie inne, gdzie sprawiedliwość nie miała wielkiego znaczenia, ważne żeby statystyki się zgadzały i porównanie tego z dzisiejszą rzeczywistością i obecną biurokracją było bardzo dla mnie interesujące, bo zarówno mnie, jak i większości z Was nie było na świecie w latach osiemdziesiątych. Było to bardzo ciekawe móc zobaczyć pracę ówczesnych policjantów, choć i tak wiem, że to tylko książka i wiele rzeczy zostało naciągniętych i niedomówionych. Mimo wszystko fragmenty z książki opisujące akcje właśnie z tamtych lat były dla mnie równie ciekawe co te opisujące teraźniejszość.
"Iluzjonista" to książka, która ma w sobie dużo brutalnych scen, jednak ja tego oczekuję po thrillerze, więc jak dla mnie jest to na plus. Lubię się trochę przestraszyć i zbulwersować podczas czytania. Wiem, że niektóre osoby byłyby przerażone lub po prostu obrzydzałyby je takie opisy i to też jest w porządku i zrozumiałe, jednak ja podchodzę do tego logicznie i potrafię sobie wytłumaczyć, że to fikcja. Co oczywiście nie oznacza, że w realnym życiu dzieją się podobne albo i gorsze rzeczy.
Sam pomysł na fabułę i sprawę jest genialny. Połączenie przeszłości i teraźniejszości, coś na zasadzie uczeń i mistrz jest jednym z moich ulubionych zabiegów w literaturze kryminalnej. Akcja jest bardzo dynamiczna, bardzo dużo się dzieje, pojawiają się przeróżni bohaterowie i Mróz, jak to ma swoim zwyczaju, każdy rozdział kończy w taki sposób, że czytelnik po prostu musi przeczytać kolejne strony. Nic w tej książce nie dzieje się bez powodu. A co ciekawe (mnie to bardzo zainteresowało) możemy się dowiedzieć jak w rzeczywistości pracują magicy i co potrafi iluzja, aby oszukać ludzki mózg. W książce opisane są magiczne sztuczki "od kulis", czyli teraz już żaden czarodziej Was nie oszuka. Dzięki tej książce będziecie mogli też sprawdzić swoją inteligencję, dzięki krótkim zagadkom, które naprawę wymagają uruchomienia szarych komórek. Ja za każdym razem bawiłam się w tę grę razem z bohaterami i próbowałam odgadnąć zagadkę. Przyznam, że byłam w tym całkiem niezła ;)

Moim zdaniem nie jest to zwykły thriller, między innymi dzięki tym interaktywnym zagadkom. Czy będziecie w stanie się domyślić o co w tym wszystkim chodzi? Trochę tak... Jednak nie zmienia to faktu, że książka wciąga na całego i jest po prostu świetna! Jeśli czytaliście "Behawiorystę", to koniecznie sięgnijcie po "Iluzjonistę', a z pewnością nie będziecie zawiedzeni.

poniedziałek, lipca 15, 2019

#127 "Jesteś moim zawsze" by M. Leighton

#127 "Jesteś moim zawsze" by M. Leighton

Hejka!
W ostatnim czasie odeszłam nieco od moich ulubionych thrillerów. Nagromadziło mi się na półce nieco romantycznej literatury i powoli nadrabiam. W moje ręce wpadła książka "Jesteś moim zawsze". Czytałam wcześniej już jedną książkę autorstwa M. Leighton. Nie zrobiła na mnie spektakularnego wrażenia, ale była bardzo przyjemna, więc chwyciłam za kolejną z nadzieją na podobne emocje.

Opis zawiera spoilery

"Jesteś moim zawsze"to historia amerykańskiego małżeństwa. Poznajemy Nate'a i Lenę w momencie, kiedy kobieta staje przez trudną życiową decyzją. Jest chora, ma raka i z racji tego, że w dzieciństwie widziała jak ta sama choroba zabiera jej siostrę, a potem ukochanego tatę, postanowiła nie poddawać się chemioterapii i naświetlaniom, aby nie stawiać swojego męża w sytuacji, kiedy ten musiałby patrzeć na jej wyniszczone ciało i osłabiony organizm. Lena pogodziła się ze śmiercią i postanowiła wykorzystać ostatnie miesiące życia jak tylko się da. Z racji tego Nate przygotował dla niej niespodziankę - zabrał żonę w romantyczną podróż po Europie.
Niespodziewanie będąc w Rzymie, Lena zaczyna dziwnie się czuć i podejrzewa, że po latach starania się o dziecko, los spłatał jej figla i w momencie, kiedy sama umiera, może wydać na świat nowe życie. Jej celem staje się donoszenie ciąży i zapewnienie dziecku dobrego startu.

Historia ta zapełniona jest sprzecznymi emocjami. Z jednej strony powolne umieranie, a z drugiej walka o nowe życie. Sytuacja w której znaleźli się główni bohaterowie jest tak beznadziejna, ale szczęśliwa zarazem, że naprawdę mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o odbiór tej książki.
Jestem bardzo wrażliwa i zapewne, gdybym obejrzała film o takiej tematyce czy przeczytała książkę, która byłaby inaczej napisana, to na pewno płakałabym jak bóbr. Jednak tutaj po kilku rozdziałach, kiedy to Lena była w ciąży, choroba postępowała, a ona sama traciła świadomość, a jej mąż w każdym kolejnym akapicie wyznawał jak bardzo kocha swoją żonę, jak bardzo nie chce jej stracić, jak bardzo będzie tęsknił i jak bardzo nie wyobraża sobie bez niej życia, to zaczynało mnie mdlić. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam romantyczne historie, ale tutaj dostałam przesyt ckliwych wyznań. Bardzo współczułam Natowi, bo stał się przypadkową ofiarą wyborów swojej żony, jednak jego miłosne wywody mnie przerosły.
Z drugiej strony kompletnie nie rozumiem postawy Leny, bo miała szansę na leczenie. Gdyby nie zdecydowała się na urodzenie dziecka, miałaby szansę na przeżycie i poczęcie drugiego dziecka lub po prostu adopcję. I nie rozumiem jak mogła pozbawić swojego męża, którego tak bardzo przecież kochała, szansy wyboru. Ona nawet nie poznała jego zdania, sama zdecydowała o swoim losie, bo tak bardzo pragnęła dziecka.
Przyznaję - nie jestem matką, ani nawet nie za bardzo lubię dzieci, jednak staram się myśleć racjonalnie. Gdyby moja druga połówka w takiej sytuacji nie porozmawiałaby ze mną i sama zdecydowała, że woli śmierć i dziecko, niż długie życie ze mną... Byłabym wściekła! Byłabym zła, rozgoryczona i rozżalona, bo świadomie zabrałaby mi to co kocham najbardziej na świecie na rzecz ogromnej i bolesnej straty i dziecka, które mogło nie przeżyć w łonie matki.

Ale to tylko takie moje wywody na temat wyborów, których nie rozumiem. I myślę, że własnie dlatego nie polubiłam głównej bohaterki. Niby myślała o innych, bo pragnęła dziecka dla siebie i Nate'a, pragnęła coś po sobie zostawić i zapewnić mężowi "zastępstwo", ale w moim odczuciu postąpiła bardzo egoistycznie.

No cóż... Na takie tematy można dyskutować długo i żarliwie i nikt zapewne nie będzie miał racji. Ile ludzi, tyle poglądów. Jeśli chcecie się zmierzyć z tym trudnym zagadnieniem, to zapraszam do lektury. Ta historia zapewne poruszy niejedno serce i wywoła kilka łez albo zbulwersuje tak jak mnie :)

Jeśli czytaliście tę książkę to dajcie znać co i niej myślicie. Jestem bardzo ciekawa, jak Wy odebraliście wybory Leny.

piątek, maja 17, 2019

#120 "Gabriel" by Jennifer L. Armentrout

#120 "Gabriel" by Jennifer L. Armentrout

Cześć Moliki!
Dawno nie było u mnie na blogu żadnych romansów, ciągle tylko kryminały i thrillery, więc powiedziałam sobie basta! Czas przeczytać coś ku pokrzepieniu serca :)
Mój wybór padł na "Gabriela", bo totalnie przepadałam po przeczytaniu pierwszej części o przystojnym i pewnym siebie Lucianie z rodziny de Vincent. "Gabriela" łyknęłam w dwa dni podczas świąt Wielkanocnych (dopiero teraz widzicie jakie zaległości mam w publikacji postów) ;)

Tytułowy "Gabriel" to Gabe. Środkowy z braci zamożnej, tajemniczej i skandalicznej rodziny de Vincentów. Cały ród jest bajecznie bogaty, mieszka w ogromnej rezydencji, a trójka dziedziców majątku rodziny wzbudza niemałe kontrowersje w plotkarskim świecie przez swoje przygody miłosne i hulanki.
Po pierwszej części wiemy już, że Lucian znalazł miłość swojego życia, ustatkował się i wycofał z medialnego życia. Tym razem mamy możliwość bliższego poznania Gabe'a. Gabe, podobnie jak młodszy brat, ma za sobą wiele trudnych przeżyć i skrywa wiele tajemnic. Dziewczyną, która niespodziewanie zawraca mu w głowie jest Nikkie.
Nicolette to córka służących, którzy pracują w domu de Vicetów od lat. Dziewczyna wychowywała się z braćmi, więc wszyscy traktowali ją jak młodszą kuzynkę. Nikkie po czterech latach wraca do rodzinnego domu i zastępuje w pracy matkę, która zmaga się z chorobą nowotworową. Pech chciał, że ona i Gabe nie rozstali się w zgodzie. Dziewczyna ma wiele żalu do starszego o dekadę chłopaka o to co jej zrobił. Jednak muszą oni zażegnać niesnaski z przeszłości, bowiem ktoś czyha na życie Nikkie...

Powiem Wam, że bardzo podoba mi się połączenie romansu z thrillerem/kryminałem. Nie jest to główny wątek, bo mimo wszystko na pierwszym planie są relacje Nikkie i Gabe'a, ale w poprzedniej części zastosowany był podobny zabieg i również bardzo przypadł mi on do gustu.
Najbardziej oczywiście w książce podobała mi się relacja głównych bohaterów. Polubiłam Gabe'a, ponieważ był odpowiedzialny i czuły, popełnił kilka błędów przez swoją głupotę i brak odwagi, ale kto ich nie popełnia... Fajnie było to, że potrafił się do tego przyznać, wyciągnąć wnioski i naprawić to co zepsuł. Gabe, w przeciwieństwie do Luciana, to idealny kandydat na męża.
Sympatią zapałałam także do Nikkie, bo to silna dziewczyna, która jest zdolna do walki o bliskich i sporych poświęceń. Kiedy kocha to robi to całym sercem i nie ma w tej kwestii kompromisów. Nie pozwoliła się krzywdzić przez Gabe'a, mimo iż ten nie był wobec niej do końca uczciwy. Kiedy została zraniona przez chłopaka do końca zachowała zimną krew i dopiero po długich i szczerych przeprosinach zdecydowała mu się wybaczyć.
Myślę, że L. Armentrout ma talent do kreowania sympatycznych bohaterów!

Jedyna rzecz, która bardzo mi przeszkadzała w książce nie ma nic wspólnego z fabułą. Gabe zdrabniał imię dziewczyny do Nic, co w języku polskim wiemy jak wygląda i co oznacza. Notorycznie łapałam się na tym, że zamiast kojarzyć ten skrót z imieniem, czytałam po prostu słowo nic, co kompletnie zaburzało mi sens zdania.
Ale to tylko taki jeden minus, którego wina leży też po mojej stronie, bo nie mogłam się przyzwyczaić, że Nic to postać z książki.

Nie jestem zawiedziona tą książką. Czytało się przyjemnie i szybko. Ponownie jestem mile zaskoczona tym, że autorka nie uczyniła z tego erotyku, tylko skupiła się na trudnych relacjach międzyludzkich. Jeśli miałabym wybrać między "Lucyferem" a "Gabrielem" i zdecydować, która książka podobała mi się bardziej, to zdecydowałabym się na część pierwszą, bo mimo wszystko była ona dla mnie takim świeżym powiewem czegoś innego, była zaskakująca, głównie właśnie przez wplątanie w fabułę kryminalnych wątków. "Gabriel" był trochę powtórzeniem schematów, mimo iż historia była zupełnie o czymś innym.
Mimo wszystko z niecierpliwością czekam na kolejną część o trzecim bracie Devinie, bo i w jego życiu sporo się nadziało.
Czekam z niecierpliwością!

sobota, kwietnia 27, 2019

#117 "Tysiąc pocałunków" by Tillie Cole

#117 "Tysiąc pocałunków" by Tillie Cole

Cześć Moliki!
Mam nadzieję, że ostatnie dni mijają Wam w przyjemnej atmosferze, tak jak i mnie.
Mam dla Was dzisiaj książkę, która bardzo mi się podobała. Wiem, że nie jest to najnowsza powieść, swoją premierę miała w maju 2017 roku, jednak w moje ręce wpadła dopiero teraz. Po zapoznaniu się z twórczością Tillie Cole nie mogłam odmówić sobie kolejnych jej książek.

"Tysiąc pocałunków" to historia dwojga nastolatków - spontanicznej i bardzo sympatycznej Poppy oraz zdystansowanego Runa.
Młodzi poznali się jako pięcioletnie dzieci i od razu łapią kontakt. Dzieciaki nadawały na tych samych falach, co zaowocowało długoletnią przyjaźnią aż do nastoletnich lat. Poppy i Rune stali się nierozłączni, każdą chwilę spędzali razem i nikt nie potrafił sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.
Pewnego dnia ojciec Runa dostał pracę w rodzimej Norwegii i z racji tego, że dzieciaki miały dopiero po piętnaście lat, postanowił zabrać całą swoją rodzinę do odległego, europejskiego kraju. Zakochani musieli się rozdzielić, co było dla nich traumatycznym przeżyciem. Jednak nie spodziewali się, że kilkuletnia przerwa odciśnie aż tak wielkie piętno na ich miłości.
Po latach rodzina Runa wróciła do Stanów Zjednoczonych, jednak wówczas żadne z nastolatków nie jest już takie samo. Wiele w ich życiach się zmieniło. Pojawia się pytanie... czy mimo wszystko będą potrafili pokonać przeciwności losu i znów być kochającą się parą?

Ja nie przepadam za powieściami, kiedy bohaterami są dzieci bądź nastolatkowie. Wolę jednak romanse o ludziach dojrzałych, którzy maja spory bagaż doświadczeń, którzy nie kierują się nagłym porywem młodzieńczej miłości, myślą racjonalnie i przyszłościowo. Ale "Tysiąc pocałunków" jest inna niż standardowa książka dla młodzieży. Może to być zasługa bohaterów, którzy moim zdaniem byli nazbyt dojrzali jak na swój wiek, ale ta książka ma w sobie coś takiego, że nie można jej odłożyć na bok. Jak tylko ją otworzyłam, to na raz przeczytałam połowę i ciągle było mi mało.
Ta historia jest naprawdę piękna. Pokazuje prawdziwą przyjaźń i miłość między głównymi bohaterami. I pomimo tego, że scenariusz jest nieco powtarzalny i występuje w co drugiej książce z gatunku New Adult , bo oczywiście nie mogło umknąć mi to, że niektóre sytuacje przedstawione w tej książce są łudząco podobne do "Promyczka" Kim Holden, to jednak wszystko było opisane w inny sposób i towarzyszyły mi przy tym zupełnie inne emocje.

Zapałałam ogromna sympatią do tej historii i przede wszystkim jej bohaterów. Poppy podbiła moje serce swoją spontanicznością i umiejętnością cieszenia się z życia. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych, ze wszystkiego potrafiła czerpać przyjemność, a wszelkie przeciwności losu traktowała jako znak, dzięki czemu nie traktowała tego jako czegoś złego, negatywnego.
Rune z kolei jest wcieleniem chłopaka z marzeń każdej nastolatki. Przystojny, nieco zimny z wyglądu, tajemniczy i wiedzący czego chce. Potrafił zadbać o siebie i swoich bliskich, z uwielbieniem oddawał się swojej pasji, był wierny i kochający.
Miłość tej dwójki była - oczywiście nieco przerysowana i zbyt idealna, ale własne o tym są te książki. O takich miłościach chce się czytać, kiedy sięga po gatunek literacki, którego reprezentantem jest "Tysiąc pocałunków". A motyw słoika do którego zbiera się pocałunki ukochanego chłopaka bardzo mnie rozczulił.

"Tysiąc pocałunków" to jedna z nielicznych książek, przy których ryczałam jak bóbr. Bardzo się wzruszałam, a na końcu nie mogłam po prostu zahamować łez. Kompletne rozwaliła mnie na łopatki ta historia i zawsze będę o niej ciepło myślała i z przyjemnością wrócę do niej w przyszłości. Tillie Cole tworzy cudowne powieści, czaruje swoich czytelników, daje im mocną dawkę ciepłych uczuć, które pozostają w sercu na długo.

Jeśli jeszcze tego nie czytaliście, to musicie koniecznie nadrobić. Tylko nie zapomnijcie mieć pod ręką paczki chusteczek!

czwartek, kwietnia 18, 2019

#116 "Morderczyni" by Sarah A. Denzil

#116 "Morderczyni" by Sarah A. Denzil

Cześć Moliki!
Co tam dzisiaj u Was? Co ciekawego aktualnie czytacie? Ja ostatnio czytam tyle, że nie nadążam z pisaniem recenzji :) Może w końcu wróciłam na swoje stałe tory. Oby!

Dzisiaj mam dla Was coś super!
Znacie "Morderczyni" Sarah A. Denzil? Jeśli nie, to koniecznie musicie poznać, bo to jest naprawdę dobry thriller.
Historia opowiada o Isabel, która została skazana za to, że w wieku czternastu lat zabiła swoją koleżankę. Dziewczyna została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym, gdzie próbuje dość do siebie. Pracę w szpitalu podejmuje Leah. Pielęgniarka z każdym dniem coraz bliżej poznaje Isabel i ma coraz większe wątpliwości do co winy nastolatki. Leah podejrzewa, że ktoś inny jest winny śmierci małej Maisie i na własną rękę zaczyna śledztwo, które ma ją doprowadzić do prawdy.

Ta książka ma tyle zwrotów akcji, że można dostać od tego niezłych zawrotów głowy. Każdy rozdział rodzi nowe pytania, a odpowiedzi podawane są bardzo zdawkowo, co tylko podtrzymuje napięcie i trzyma czytelnika w nerwowości do ostatnich stron.
Poznajemy Leah jako odpowiedzialną siostrę i profesjonalną pielęgniarkę. Dziewczyna bardzo poważnie podchodzi do swoich zadań - zawodowych i rodzinnych. Żyje w mrocznym świecie, bowiem jej pacjencji nie są zdrowi psychicznie i mają różne doświadczenia i zbrodnie na koncie, ale stara zachować się równowagę między życiem prywatnym a zawodowym. Początkowo bardzo ją polubiłam, bo wydawała się twardo stąpać po ziemi, nie przejmować się opinią innych i pomimo swojego hardego charakteru była bardzo empatyczna. Nic więc dziwnego, że kiedy nabrała podejrzeń co do winy Isabel, od razu chciała jej pomóc.
Książka ta ma drugie dno, bo spokojne lecz trudne życie Leah wcale nie jest takie dobre jakby się wydawało. Rozwiązania, które zaproponowała nam autorka totalnie zbiły mnie z tropu i byłam mocno zszokowana prawdą, która przewija się przez strony tej książki.
Akcja "Morderczyni" toczy się bardzo szybko. Autorka prowadzi kilka wątków na raz, dzięki czemu czuć dynamikę, czytelnik niemalże pożera strony dążąc do prawdy. Ja do ostatnich stron nie miałam pojęcia, kto zabił małą Maisie i co wydarzyło się nad jeziorem. Miałam swoje podejrzenia co do jednego z bohaterów, który wzbudzał we mnie niepokój, ale nie zdradzę Wam czy miałam rację.
Czytając książkę cały czas czułam niepokój, kiedy czytałam o rzeczach, które przydarzały się głównej bohaterce. Głównym motywem tej historii są ptaki, co od razu skojarzyło mi się z "Ptakami" Alfreda Hitchcocka. I jako że na co dzień kompletnie nie boję się tych stworzeń, to zarówno w filmie, jak i w tej książce, przyprawiały mnie o gęsią skórkę.

Podsumowując, jeśli lubicie się bać, lubicie mroczne historie, pełne dziwnych sytuacji, niewiadomych i bohaterów z zaburzeniami psychicznymi (co samo w sobie jest mocno przerażające), to koniecznie przeczytajcie tę książkę. Jest naprawdę dobra! Dostarczy Wam wielu wrażeń i nie zdziwię się, kiedy dzięki niej zarwiecie noc. Także uważajcie na co się piszecie! :)

Polecam Wam gorąco!

wtorek, marca 12, 2019

#113 "Lucyfer" by Jennifer L. Armentrout

#113 "Lucyfer" by Jennifer L. Armentrout

Cześć Moliki!
Dziś mam prawdziwą gratkę dla fanek przystojnych, niepokornych i obrzydliwie bogatych mężczyzn. Książka o jakże znaczącym tytule "Lucyfer" to romans z prawdziwego zdarzenia połączony nieco z kryminałem i fantastyką. Taki miks chyba nie może być nieudany, prawda?

Cóż... chyba nie muszę mówić, że do przeczytania zachęcił mnie przede wszystkim pan z okładki ;) A na serio, to będąc w walentynkowym nastoju, zatapiając smutki zrobiłam zamówienie na książki, głównie te romantyczne, i między innymi właśnie "Lucyfer" wpadł do mojego koszyka.
Nie powinno oceniać się książek po okładce, ale ja to właśnie zrobiłam. Wywnioskowałam, że trafię na coś podobnego do "Pięćdziesięciu twarzy Greya" i o to właśnie mi chodziło. Pomijając całą erotykę, to chyba jestem trochę próżna, bo lubię historie o bogaczach, przystojniakach i kobietach, których nie udaje im się zdobyć :) Jest to dla mnie naprawdę relaksująca lektura, bo jest tak banalna, że aż śmieszna.

"Lucyfer" jest autorstwa Jennifer L. Armentrout. Czytałam jedną książkę tej autorki - "Co przyniesie wieczność" i szczerze przyznam, że jestem w szoku, że ta autorka ma taki wachlarz możliwości. A jak zaczęłam przeglądać jej dorobek, to zbaraniałam! Super, że jest taka wszechstronna!
Ale wracając do powyżej książki. "Lucyfer" to historia o mężczyznach ze znanego i bogatego rodu de Vincentów. Trzej bracia mieszkają w ogromnej rezydencji, w której przez lata wydarzyły się bardzo złe rzeczy, dlatego istnieją podejrzenia, że dom jest nawiedziony. W wyniku niespodziewanych sytuacji bracia muszą zatrudnić opiekunkę. I tutaj pojawia Julia. Młoda dziewczyna zjawia się w rezydencji i zupełnie nieświadomie rozkochuje w sobie Luciana.

Zanim przejdę do moich odczuć... Nie wiem czy też tak macie, ale... Jak można nazwać Lucianem nieziemsko przystojnego i bogatego faceta? No jak?! Przecież jedno wyklucza drugie. Tak samo miałam z Edwardem ze "Zmierzchu". Być może po angielsku brzmi to lepiej, aczkolwiek wciąż mnie to nie przekonuje. Dramat!

Przyznaję, że książka mi się podobała. Przeczytałam ją bardzo szybko i byłam zaskoczona niektórymi sytuacjami. Nie jest to taki typowy romans, bo mamy tutaj wiele pobocznych wątków - ten kryminalny podobał mi się najbardziej i jest on stale obecny w fabule. Dzięki temu nie mamy tutaj tylko i wyłącznie faceta uganiającego się za laską i dziewczyny wdychającej po kątach za facetem, który jest dla niej nieosiągalny.
Podobało mi się jak autorka wykreowała bohaterów. Zapewne nie będę pierwszą i ostatnią, która powie, że Lucian to niezłe ziółko, ale ziółko, które przyciąga. Jest zabawny, bardzo pewny siebie, momentami aż niemożliwy. Sama uśmiechałam się pod nosem na niektóre jego zagrania. Ma facet gadane! Julia podobała mi się mniej, co zrozumiałe, ale nie irytowała mnie tak jak niektóre bohaterki tego typu powieści.
Jeśli chodzi zaś o sceny erotyczne... Przyznaje, że po okładce spodziewałam się typowego erotyku. Pomyliłam się jednak. Sceny występują, owszem, ale nie są one głównym elementem tej historii i jak mam być szczera, to na całą książkę są może cztery szerzej opisane sceny. Według mnie to taki złoty środek, bo jednak nie seks jest najważniejszy w tej książce.

Ta książka pokazuje, że czasami warto jest wyjść ze swojej strefy komfortu, że warto zaryzykować, bo może wyjść z tego coś dobrego (nie wierzę, że to piszę, bo właśnie sama próbuję siebie przekonać do pewnych kroków przed którymi zawsze się wzbraniałam). Julia zaryzykowała. Porzuciła wszystko i wyjechała do pracy do obcego miasta, obcych ludzi i znalazła Luciana. Czy dobrze im było razem? Czy ten diabelski facet nie złamał jej serca? Czy to poświęcenie było opłacalne?
Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce. Wiem, że niezależnie od tego co zrobicie, to warto zaryzykować. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż nie. Zmiany nie zawsze wychodzą na dobre, ale przynajmniej ma się świadomość, że podjęło się próbę. Nie stało się w miejscu.

Taki morał wyciągnęłam z tej jakby się wydawało banalnej książki.

Polecam!

czwartek, marca 07, 2019

#112 "Jesteś moim teraz" by M. Leighton

#112 "Jesteś moim teraz" by M. Leighton

Cześć!
Lutowe czytanie zakończyłam na książce "Jesteś moim teraz" autorstwa M. Leighton. Była to moja pierwsza styczność z tą autorką, więc nie miałam większych oczekiwań Tym bardziej, że przy zakupie kompletnie nie czytałam, co zamawiam. Byłam po prostu nastawiona na jakieś romantyczne historie, dlatego też zasugerowałam się okładką i trułem.

Opis zawiera spoilery

"Jesteś moim teraz" to oczywiście historia miłosna. Główną bohaterką jest Brinkley, która w wieku trzydziestu trzech lat wraca do swojego rodzinnego miasteczka. Wraca do matki, którą zmuszona była opuścić jako nastolatka. Kobiety po dziś dzień nie miały ze sobą wielkiego kontaktu, nie żyły w dobrych relacjach, ale teraz miało się to zmienić. Między innymi po to Brinkley wróciła do miasta.
Wracając, jej myśli krążyły wokół pewnego chłopaka, którego pokochała jako młoda dziewczyna. Nie spodziewała się, że Dane James wciąż będzie mieszkał na farmie. Gdy go tylko zobaczyła wróciły do niej wszystkie emocje i uczucia, których nigdy nie potrafiła zapomnieć. Pragnęła go, ale wiedziała, że pewna tajemnica może pogrążyć ich uczucie, które zaczynało się odradzać.

Historia sama w sobie jest w porządku. Autorka w bardzo czytelny sposób podkreśliła różnice między głównymi bohaterami, gdyż pochodzili z dwóch różnych światów. Ona była pasierbicą bogatego przedsiębiorcy, on synem miejscowych farmerów. Ona należała do szkolnej elity. On od niej stronił. Dzieliło ich wszystko - status społeczny, bogactwo, plany na przyszłość. Jednak Brinkley próbowała wyrwać się z kanonów, które w głównej mierze narzucała jej matka, dlatego z łatwością zakochała się z młodym chłopaku, który okazał jej życzliwość, kiedy przyjaciółki zawiodły.

Moim zdaniem jest to taka typowa historia miłosna. Na przestrzeni lat utarł się taki scenariusz - ona biedna, słodka i naiwna, on obrzydliwie bogaty, przystojny i władczy. Wielokrotnie miałam styczność z takimi historiami i osobiście nie widzę w tym nic złego. Tutaj mamy odwrócenie ról i bardzo mocno złagodzoną sytuację. Cała historia została wpisana w realistyczny scenariusz - i to mi się również podoba, bo czytając naprawdę ma się odczucie, że to może przydarzyć się każdemu. Umówmy się - nie każdy trafia na księcia z bajki, który może zabrać nas na wycieczkę prywatnym odrzutowcem.
Lubię tę historię właśnie za jej realizm, za uczucia, które są prawdziwe, za moc miłości, która przezwycięża wszystko - banalne, ale prawdziwe. Lubię bohaterów, którzy są bardzo fajnie wykreowani, polubiłam zwłaszcza Dane, bo nie jest wyidealizowanym pajacem, a prawdziwym mężczyzną, który nie boi się swoich uczuć.

I pomimo tego, że mam po tej książce pewien niedosyt, to cieszę się, że ją przeczytałam. I będę o niej dobrze i ciepło myśleć, zwłaszcza dzięki postaci Dane'a.

środa, grudnia 26, 2018

#105 "Nasze życzenie" by Tillie Cole

#105 "Nasze życzenie" by Tillie Cole

Cześć Moliki! 
Za nami święta. Już nie raz mówiłam, że nie przepadam za tym okresem i nie lubię też świątecznych książek, dlatego też nie sięgałam po nie w tym roku. Zamiast tego chciałam po prostu przeczytać miłą i ciepłą historię, która choć trochę przeprowadzi mnie przez ten okres. 
Postawiłam na "Nasze życzenie" Tillie Cole. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, mimo iż wcześniej słyszałam już o "Tysiącu pocałunkach". I jak zaczęłam zagłębiać się w twórczość tej pani, to odkryłam, że ma bardzo ciekawy wachlarz powieści. Być może kiedyś sięgnę po inny gatunek autorstwa Cole. 

Skupmy się jednak na "Naszym życzeniu". Powiedziałabym, że jest to książka z gatunku new adult/romans. Jest bardzo młodzieżowa - o szkole, o młodzieńczym buncie, o stracie, o walce i przede wszystkim o muzyce. Czytając nie da się nie porównać tej książki do "Promyczka" Kim Holden. Tam poruszane były bardzo podobne tematy, a i bohaterowie mieli ze sobą wiele wspólnego. 
Powyższa powieść to historia o dwójce młodych ludzi. Bonnie to młoda uczennica amerykańskiej szkoły muzycznej, zdolna pisarka, jest zakochana w muzyce i uzdolniona wokalnie. Z kolei Cromwell to równie młody Brytyjczyk, który pojawia się w amerykańskiej szkole po to, aby szukać pomocy w odnalezieniu weny do tworzenia muzyki klasycznej. W swojej ojczyźnie, ale i w całej Europie, jest znany jako najpopularniejszy DJ młodego pokolenia. Jest zbuntowany, gburowaty, chamski, odstrasza ludzi swoim zachowaniem, ale także licznymi tatuażami i kolczykami. 
Ta dwójka poznaje się bliżej, kiedy nauczyciel przydziela ich do wspólnego projektu muzycznego. Bonnie pragnie złamać Cromwella i doszukać się przyczyny jego niestosownego zachowania i zamknięcia. Chce mu pomóc, jednak nie zdaje sobie sprawy jakie zmiany może to przynieść w życiach obydwojga. 

Tak jak wspomniałam, czytając nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że historia jest bardzo podobna do "Promyczka", którego uwielbiam. Nie zdziwi Was pewnie to, że i ta książka mi się spodobała. Lubię czasami sięgnąć po literaturę tego typu - rozluźnia mnie ona, jest lekka i przyjemna, nie zobowiązująca. Jest to świetna odskocznia od tych wszystkich trzymających w napięciu thrillerów. 
W tej historii urzekła mnie głównie muzyka. Nie jestem fanką klasycznego gatunku, nie słucham go, nie pasjonuję się nim, ale uważam, że mam w sobie taką pewnego rodzaju wrażliwość, która sprawa, potrafię dostrzec piękno klasyki. Dlatego wczułam się w postać Cromwella i w pewnym sensie się z nim utożsamiłam. 
Na własnej skórze doświadczyłam tego, jak bardzo muzyka może być pomocna, jak bardzo człowiekowi poprawia się samopoczucie, kiedy ma coś, co go uszczęśliwia. Dawno temu też miałam zły okres i to właśnie muzyka była jednym z głównych czynników, które pomogły mi przejść przez ten trudny czas. Myślę, że każdy człowiek ma dobre wspomnienia z muzyką - czy to koncert ukochanego artysty, czy to piosenka miłosna kojarząca się z tą jedną konkretną osobą... Muzyka jest niesamowita, ma wielką moc i siłę i myślę, że świat bez muzyki byłby smutny. 

Historia Bonnie i Cromwella jest niesamowita. Relacja, która się między nimi pojawiła była fascynująca. Powolne otwieranie się chłopaka było fantastycznym zjawiskiem i czytało się o tym z przyjemnością. Mimo iż chłopak miał w swoim życiu wielkie zawirowania, to Bonnie pomogła mu to przeboleć i stać się jego muzą do tworzenia nowych, wielkich rzeczy. Ta książka to coś więcej niż zwykła historia miłosna. Jest wzruszająca, czarująca i magiczna, daje nadzieję, pokazuje, że miłość może wszystko, że nawet w największym i najbardziej gburowatym człowieku kryje się iskierka, która może popchnąć go do stania się kimś lepszym. I wybaczcie mi, że w tej recenzji skupiam się głównie na postaci Cromwella, ale naprawdę go polubiłam i znalazłam w nim cząstkę samej siebie. 

Bardzo Wam polecam tę książkę. Na pewno nie będzie żałować, że po nią sięgnęliście, bo czyta się ją szybko i przyjemnie. Autorka musiała wspiąć się na szczyty swoich pisarskich umiejętności, bo wyobrażacie sobie móc opisać muzykę? To tak jakby niewidomej od urodzenia osobie wytłumaczyć czym są kolory. Trudne, ale czy niewykonalne? 

Koniecznie przeczytajcie. 
I dajcie znać jak się podobało! 


Autor: Tillie Cole 
Tytuł: Nasze życzenie 
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 31 października 2018 
Liczba stron: 460

piątek, lipca 06, 2018

#86 "Siła, która ich przyciąga" by Brittainy C. Cherry

#86 "Siła, która ich przyciąga" by Brittainy C. Cherry

No i skończyła się... 
Mam na myśli serię "Żywioły" autorstwa Brittainy C. Cherry. "Siła, która ich przyciąga" to idealne zwieńczenie tej serii. Było wzruszająco, było romantycznie, było pięknie! 

"Powietrze nade mną, ziemna pode mną, ogień we mnie, woda wokół mnie" 

Powyższa książka to historia o dwójce ludzi. Lucy i Graham to zupełne przeciwieństwa, są jak ogień i woda. Ona to pełna życia, wiecznie uśmiechnięta optymistka, która widzi świat wyłącznie w kolorowych barwach. Nigdy się nie podaje i zawsze widzi światełko w tunelu. Chętnie pomaga ludziom, a potrzeby bliskich stawia ponad swoje. On, z kolei, jest zamknięty w sobie, egoistyczny i niedostępny. Praca jest jego całym życiem, nie szuka przyjaciół, a szczęścia daje mu pisanie książek. Ciężko mu jest zaufać i się otworzyć, w głębi serca boi się zranienia i porzucenia. 
Zastanawiacie się pewnie jak dwa tak odmienne charaktery są w stanie w ogóle się tolerować (nie wspominając o miłości). Ano mogą. Nie jest łatwo, bo po drodze mają wiele wzlotów i upadków. 
Graham ma zdecydowanie gorsze położenie. Częściowo utrudnia mu to jego charakter, ale facet znajduje się w naprawdę paskudnej sytuacji. Jednak musi stanąć na wysokości zadania, ponieważ bliscy na niego liczą. A Lucy z całych sił stara się, aby Graham nie poddał. 

"Jeśli musisz upaść, upadnij na mnie" 

Przy okazji poprzednich recenzji wspominałam już jak bardzo jestem zauroczona twórczością Brittainy C. Cherry. Pomimo tego, że jest książki nie są najwyższych lotów i z pewnością nie są arcydziełami, to czyta się je naprawdę przyjemnie. Autorka ma talent do kreowania interesujących i wzbudzających emocje bohaterów. Wielokrotnie powtarzałam, że męskie charaktery w jej wykonaniu są moim ulubionymi, ponieważ lubię takich pokrzywdzonych i cierpiących mężczyzn. Podoba mi się to, ponieważ w większości romansów to właśnie kobiety są kruche i delikatne, a tutaj jest odwrotnie. Myślę, że właśnie to czyni jej książki wyjątkowymi. 

Do każdej historii miałam jakieś "ale", głównie do dialogów, które były nierealne i przesadzone. Nie wiem, wydaje mi się, że ludzie się tak do siebie nie odzywają - nawet jeśli są bezgranicznie w sobie zakochani. Ale możemy przyjąć, że się po prostu nie znam :) W "Sile..." również mogłabym się do tego przyczepić, ale zauważyłam, że jest lepiej. Oczywiście - są romantyczne wyznania, czułe szepty itd., ale są już w moim mniemaniu bardziej realne. Także bardzo się cieszę, że Cherry poprawiła ten aspekt swoich historii. 

- Taka właśnie jestem. Jestem dziewczyną, która wszystko czuje. 
- Więc świat zrobi ci krzywdę. Im więcej z siebie dasz, tym więcej zostanie Ci odebrane. 

I aby podsumować całą serię, to powiem, że są to świetnie książki, jeśli chodzi o gatunek New Adult. Cherry porusza ciekawe tematy i interesujące wątki, jej bohaterowie łamią serca i wzbudzają sympatię od pierwszych stron. Seria "Żywioły" jest idealna dla osób, które kochają złote myśli i inspirujące sekwencje, ponieważ cytatami jej książek można zapisać kilka zeszytów. 

Ja jestem bardzo na tak! Będę polecała każdemu, kto będzie miał ochotę na niezobowiązującą i lekką lekturę. Bardzo lubię tę serię i już zacieram ręce na kolejną. Pierwszy tom serii "The music street" - "Poza rytmem" od 6. czerwca jest w sprzedaży. Niebawem się w nią zaopatrzę!


Tytuł: Siła, która ich przyciąga 
Autor: Brittainy C. Cherry 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 380

sobota, listopada 18, 2017

#70 "Nocny stalker" by Robert Bryndza

#70 "Nocny stalker" by Robert Bryndza

Tytuł: Nocny stalker 
Autor: Robert Bryndza
Wydawnictwo: Filia Czwarta Strona
Data wydania: 11 kwietnia 2017
Liczba stron: 400

"Czekającemu czas zawsze się dłuży"

"Nocy stalker" to moje drugie spotkanie z Robertem Bryndzą. Czytałam już pierwszy tom o Erice Foster "Dziewczynę w lodzie" (KLIK) i byłam zadowolona z lektury. Tutaj było podobnie, choć początkowo nie mogłam się wkręcić. 

Pod koniec parnego lata Erika Foster zostaje wezwana na miejsce zbrodni. Mężczyznę znaleziono zamordowanego w jego mieszkaniu. Został związany i uduszony plastikową torbą. Kilka dni później policja znajduje kolejne zwłoki. Okoliczności są dokładnie takie same. Erika i jej zespół próbują dotrzeć do prawdy i trafiają na trop doskonale przemyślanych działań seryjnego mordercy, który cierpliwie śledzi swoje ofiary i wybiera idealny moment, by uderzyć. 
Wszystkie ofiary to samotni mężczyźni, którzy bardzo cienią sobie prywatność. Dlaczego przeszłość tych wszystkich osób jest owiana tajemnicą? I co ich łączy z mordercą? 

Fale gorąca atakują Londyn, a Erika Foster zrobi wszystko, co w jej mocy, by powstrzymać zabójcę, zanim zginie kolejny człowiek. Nawet jeśli będzie musiała zaryzykować własną pracą. Erika nawet nie podejrzewa, że jej życie również może być zagrożone. 

Akcja w książce kręci się powoli. Zwłaszcza jej pierwsza część. Czasami lubię jak w książce nic nie jest podane na tacy, bo czytelnik z napięciem oczekuje dalszych losów. Tutaj jednak było inaczej. Przy pierwszym morderstwie zabójca nie zostawia żadnych śladów, żadnych poszlak, przez co policjanci stoją w miejscu. Bardzo długo krążą po omacku i właśnie dlatego akcja nieco się przeciąga. W związku z tym ciężko mi było wczuć się w tę historię. Męczyłam się przez kilka pierwszych rozdziałów (może pół książki ;) ). Ale w końcu zaskoczyło i potem poszło już jak z płatka. Każde kolejne zabójstwo dostarczało nowych wiadomości o mordercy, co w rezultacie naprowadziło Foster na właściwie tory.

 Kryminały Bryndzy mają coś w sobie, bo ten autor nie jest "jednym z wielu", którzy wymarzyli sobie napisanie książki. Odnoszę wrażenie, że tutaj wszystko jest zaplanowane, każdy szczegół zamknięty jest na ostatni guzik, a autor ma jasno określony plan na całą historię. Nawet bohaterowie - z którymi często mam problem - w jego książkach są wyjątkowi i każdy z nich zupełnie inny. To powoduje, że historia jest ciekawsza i bardziej zachęca do czytania.
Po raz kolejny muszę podkreślić, że jestem fanką Eriki Foster. Ta kobieta ma coś w sobie, jest silna i niezależna, doskonale wie czego chce i dąży do celu własną ścieżką, a nie tą wydeptaną przez innych. Wierzy w swoją intuicję i policyjny instynkt, dzięki czemu jest tak skuteczna i odnosi sukcesy w pracy. Nie zawsze wszystko idzie po jej myśli i nie każdy docenia jej umiejętności, ale nie poddaje się i wierzę, że w kolejnych częściach zobaczymy jeszcze lepszą Foster.

Jest jeszcze jedna fajna rzecz, którą polubiłam w tym kryminale. Zabójca! Nie wiem czemu, ale intrygują mnie schorzenia psychiczne u ludzi. Tutaj mamy do czynienia z takim człowiekiem i rewelacją jest, że autor zadbał o to, aby nieco przybliżyć nam tę postać. W książce jest kilka rozdziałów pisanych z perspektywy mordercy, dzięki czemu możemy poznać jego życie, plany i przeszłość, która niewątpliwie miała wpływ na przestępstwa przez niego popełniane. Wielki plus dla Bryndzy właśnie za to! Często w tego rodzaju książkach jest tak, że potencjalny zabójca ukrywa się gdzieś wśród światków czy rodziny ofiary. Tutaj jest nieco inaczej, co nie oznacza, że morderca nie miał styczności ze swoimi ofiarami.

Podsumowując, "Nocny stalker" to dobry kryminał, który można polubić, ale mógłby mieć nieco większą dynamikę (zwłaszcza na początku). Ogólnie jestem zadowolona z lektury i z pewnością sięgnę po kolejne części tej serii - zwłaszcza przez wzgląd na główną bohaterkę, która mnie fascynuje, bo lubię takie kobiety. Jestem ciekawa co następnym razem "zaserwuje" nam Robert Bryndza. Mam nadzieję, że coś dobrego, bo czekam na kryminał, który przeczytam z zapartym tchem. 
Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger