Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Akurat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Akurat. Pokaż wszystkie posty

czwartek, grudnia 02, 2021

#234 "Zniewalający opiekun" by Kristen Ashley

#234 "Zniewalający opiekun" by Kristen Ashley



Hej, hej!

Grudzień dobrze się zaczął, bo już zdążyłam przeczytać pierwszą książkę w tym miesiącu. Na myśli mam „Zniewalającego opiekuna” od Kristen Ashley. Jest to kolejny tom serii Rock Chick, a jej głównymi bohaterami jest Sadie – córka narkotykowego bossa, który właśnie wylądował w więzieniu oraz Hector, jeden z pracowników agencji detektywistycznej, który pomógł w ujęciu ojca  Sadie.

Historia głównych bohaterów jest dość skomplikowana. Po tym jak ojciec Sadie został skazany i umieszczony w więzieniu, dziewczyna przejęła cały rodzinny majątek, ale ktoś musi zająć miejsce bossa i czwórka przebiegłych i szalonych braci Balduccich za wszelką cenę próbują przejąć tron, jednocześnie zdobywając Sadie. Jednak dziewczyna nie ma to najmniejszej ochoty, chce odciąć się od przestępczego światka, ale wie, że nie będzie to łatwe. Czuje zagrożenie ze strony Balduccich, dlatego zjawia się w agencji detektywistycznej i prosi o pomoc. Niestety początkowo spotyka się z odmową, co doprowadza do bardzo smutnych i bolesnych przeżyć. Do akcji wkracza Hector, człowiek, który zna Sadie, który odgrywał rolę prawej ręki jej ojca tylko po to, aby zdobyć obciążające go dowody. Chłopak nie może znieść krzywdy, która została wyrządzona bezbronnej dziewczynie, postanawia, że wraz z kolegami z agencji będą ją chronić, aby sytuacja się już nie powtórzyła. W międzyczasie między Sadie i Hectorem odradza się uczucie, które niegdyś już ich połączyło.

Jest to trzeci tom tej serii, który przeczytałam i ten podobał mi się najbardziej. Nie do końca zapałałam sympatią do Sadie. Ta dziewczyna jest bardzo pogubiona. Wychowywana pod kloszem, pośród silnych i niebezpiecznych mężczyzn, od maleńkości była uczona, co wypada a czego nie, a po odejściu matki jej jedynym wzorem do naśladowania stał się bezwzględny przestępca, którym był jej ojciec. Sadie się buntowała, nie chciała tak żyć, jednak nie była w stanie uwolnić się od ojca. W związku z tym, kiedy dorosła uważała siebie za kogoś gorszego, bo uważała, że jest definiowana przez ojca. Myślała, że nie zdobędzie przyjaciół, nikt jej nie pokocha, bo nikt nie chciałby mieć wśród znajomych córki narkotykowego bossa. Dlatego też Sadie stworzyła sobie alterego, przybierała twarz zimnej i nieczułej Książniczki za każdym razem, kiedy ktoś okazywał jej sympatię czy wsparcie. Uważała, że to uchroni są przed utratą kolejnej osoby, którą pokocha. Dopiero Hector małymi krokami sprawiał, że mur Sadie pękał. Dziewczyna z marszu zdobyła jego serce, została przygarnięta do szalonej paczki dziewczyn z Rock Chick, poznała co to prawdziwe, szczere wsparcie, co to znaczy bezinteresowna pomoc, zobaczyła, że przyjaciele to rodzina z wyboru, która nie zadaje niepotrzebnych pytań.

Natomiast bardzo polubiłam postać Hectora. Spodobało mi się to, że się nie poddaje i uparcie dąży do celu, czyli do zdobycia serca Sadie. Jednocześnie dbał o jej bezpieczeństwo, na własną rękę szukając i eliminując jej wrogów. Hector wykazał się ogromnymi pokładami cierpliwości, która w niektórych momentach się kończyła, jednak mając do czynienia z taką dziewczyną, nie trudno o utratę kontroli. Podobało mi się, że Hector uczył Sadie, że istnieje coś takiego jak bezinteresowna pomoc. Pokazał jej jak może wyglądać szczęśliwe życie, że nie nosi na sobie żadnego piętna, że rodzina nie wpływa na jej postrzeganie przez innych, a jedynie jej własne czyny świadczą o tym jakim jest człowiekiem.

Książki tej serii nie są historiami nad którymi będziecie płakać, do których będzie z miłością wracać, które z utęsknieniem będziecie wspominać. Te historie nie są ckliwe, wzruszające, nie są słodko romantyczne. Jednak mają coś w sobie, bo są o prawdziwych ludziach. Bohaterowie tych książek ponad wszystko stawiają siebie, udowadniają, że prawdziwa przyjaźń istnieje i jaka jest jej moc. Zawsze warto jest o tym czytać, bo w dzisiejszych czasach bardzo często się o tym zapomina. Żyjemy w pewnym rodzaju marazmie, dbamy tylko o własne interesy, widzimy tylko czubek własnego nosa. Ogarniamy własne życie, pracujemy na własny rachunek, jesteśmy zmęczeni i modlimy się o to, aby nikt niczego od nas nie chciał. A to bardzo ważne, aby dbać o przyjaźnie, aby wiedzieć, że mamy kogoś kto nam pomoże o każdej porze dnia i nocy, że drobne uprzejmości nic nie kosztują, a mogą komuś naprawdę pomóc, zrobić dzień, wywołać uśmiech. Nie zapominajmy o tym, bo przyjaźnie w życiu są naprawdę bardzo ważne. Wiem to z własnego doświadczenia :)

niedziela, września 26, 2021

#225 "LoveInk You" by K.N. Haner

#225 "LoveInk You" by K.N. Haner


Hej, hej! 

Zapewne cześć z Was zna bardzo dobrze polską autorkę K.N. Haner. Dla mnie książka "LoveInk You" to było pierwsze spotkanie z panią Katarzyną i niestety nie mogę zaliczyć go do udanych. 

Powyższa książka to historia miłości, która narodziła się między Issackiem i Niną. Issac to wzięty tatuażysta, uwielbia kobiety, których nie traktuje poważnie i z chęcią wykorzystuje je, kiedy chcą się zabawić nocą, nie przejmuje się konsekwencjami, nie słucha dobrych rad. Idzie przez życie bez żadnych hamulców i zawsze spada na cztery łapy. Issac nie myśli o prawdziwej miłości i w ogóle mu na niej nie zależy, jednak kiedy w jego salonie pojawia się Nina, trafia w niego strzała amora. Nina jest kompletnym przeciwieństwem tatuażysty - jest delikatna, rozsądna i spokojna. Na pierwszy rzut oka ta dwója w ogóle do siebie nie pasuje, ale z nie da się walczyć z przeznaczeniem. Kiedy Issac zdaje sobie z tego sprawę, postanawia dać tej dziewczynie wszystko o czym marzy, rozpieszcza ją i po raz pierwszy w życiu na kimś mu zależy. Ale kiedy wydaje się, że ta historia zmierza do happy endu, Nina niespodziewanie znika, zostawiając chłopaka bez żadnych wyjaśnień. Issac jednak nie daje za wygrają i postanawia odnaleźć miłość swojego życia. 

Mam duże zastrzeżenia co do samych bohaterów. Już po pierwszych stronach miałam ochotę książkę odłożyć, bo zraził mnie do siebie Issac. To jakie tam teksty lecą, jakie odzywki, to głowa mała! Ciarki żenady przechodziły mnie po każdej stronie i naprawdę nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Od początku wiedziałam, że nie polubię Issaca i nie zmieniła tego nawet jego przemiana. Z kolei postać Niny wydaje mi się być nijaka. Nie ma w niej żadnych charakterystycznych cech, jest zwykłą dziewczyną - i oczywiście nie ma w tym nic złego, ale kompletnie mnie nie porwała swoją osobowością. Nie rozumiem zachwytów Issaca, ale nie jestem facetem, więc może dlatego :) Nawet relacja głównych bohaterów była dla mnie bez wyrazu. Nie czułam między nimi żadnej chemii, z obojętnością przechodziłam obok ich romantycznych scen i w ogóle nie wierzyłam w ich zapewnienia o wielkiej miłości. Wiadomo było, że Nina skrywa jakiś sekret, bo nie do końca potrafiła się odtworzyć przed ukochanym i to co na końcu zafundowała nam autorka było mocno przewidywalne. 

Jeśli chodzi o fabułę, to autorka zabiera nad do wielkiego świata, w których Issac i jego przyjaciele biorą udział w reality show o ich salonie tatuażu. Cała trójka małymi krokami staje się rozpoznawalna, pojawiają się na różnych branżowych imprezach i coraz częściej pojawiają się na plotkarskich stronach internetowych. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, bo nigdy nie czytałam czegoś podobnego, ale uważam, że wykonanie nie jest najlepsze. Wszystko w tej książce - problemy pobocznych postaci, rozwijanie kariery, relacja między Issackiem i Niną jest napisane bardzo ogólnie. Autorka nie zagłębia się w szczegóły, nie rozwija wątków - a niektóre się o to proszą. Bardzo żałuję, bo wydaje mi się, że ten pomysł miał spory potencjał. Po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy czytałam co drugie zdanie w książce, tylko po to, aby ją skończyć. I tylko dlatego, że chciałam sprawdzić czy moje podejrzenia, co do zakończenia tej historii się sprawdzą, skończyłam ją. W przeciwnym razie nie dotarłabym nawet do połowy. Naprawdę szkoda... 

Dajcie mi znać, czy czytaliście inne książki tej autorki. Jestem tego bardzo ciekawa, bo z tego, co widziałam, to K.N. Haner ma duże grono fanów i wiele osób chwali jej powieści. Zastanawiam się, czy "LoveInk You" to po prostu słabsza książka czy tylko mi się nie spodobała :) 

sobota, sierpnia 07, 2021

#216 "Niedoskonały" by Ewelina Nawara i Małgorzata Falkowska

#216 "Niedoskonały" by Ewelina Nawara i Małgorzata Falkowska



Hej, hej!

Na początku tego roku miałam przyjemność przeczytać książkę polskiego duetu pisarek Eweliny Nawary oraz Małgorzaty Falkowskiej pt. „Nieosiągalny”. Wtedy tę książkę przeczytałam w jeden dzień i byłam zachwycona tą współczesną wersją bajki o Kopciuszku. Marzyłam o tym, aby autorki znów połączyły swoje siły i ponownie stworzyły coś razem. Z zachwytem przyjęłam do wiadomości, że tak się właśnie stało i spod ich piór wyszła kolejna powieść pt. „Nieosiągalny”, która z kolei miała być współczesną wersją „Pięknej i Bestii”.

Głównym bohaterem był Simon, ochroniarz rodziny królewskiej, który swoim bohaterskim czynem uchronił przyszłą królową przed atakiem. Przyjął na siebie kwas, który na stale oszpecił mu część ciała. Chłopak podupadł na psychice, atak mocno zachwiał jego pewność siebie i poczucie własnej wartości, sprawił, że Simon przestał o siebie dbać, zapominał o posiłkach i zupełnie odciął się od przyjaciół. Z pomocą przyszła Majka, przyjaciółka Olimpii, którą poznaliśmy w poprzedniej części. Majka swoim żywym charakterem i nieznoszącą sprzeciwu stanowczością szturmem zbiła się do życia Simona i sprytem zmobilizowała go do wzięcia się za siebie. Jak łatwo się domyślić ta dwójka szybko przypadła sobie do gustu, jednak  na ich drodze stanie wiele przeciwności, które skutecznie mogą zachwiać fundamentami zbudowanej przez nich relacji.

Muszę Wam powiedzieć wprost – nie podobała mi się ta książka. Dlaczego? Czuję się trochę oszukana. Historia promowana była, tak jak wspominałam, na współczesną historię o „Pięknej i Bestii”, a tymczasem po dobrym początku, który mógł nawiązywać do tej bajki i poza żółtą, balową sukienką finałowej sceny powieści, nie znalazłam żadnych powiązań. Oczekiwałam historii o chłopaku, który jest oszpecony/nieatrakcyjny, który zmaga się z problemami psychicznymi, bo nie może zaakceptować siebie i swojego wyglądu, oczekiwałam „czarnego charakteru”, który za pomocą dziewczyny dojrzy swoje mocne strony, swoje zalety, zrozumie, że nie wygląd jest najważniejszy, że mimo wszystko jest wartościowy i że wiele ma do zaoferowania. Być może byłoby to zbyt podobne do bajki, jednak właśnie tego oczekiwałam, bo uwielbiam bohaterów „złamanych”, tracących nadzieję, bo kocham patrzeć na to jak tę nadzieję odzyskują. A tymczasem dostałam powieść, w której załamanie Simona podkreślane było zaledwie przez kilka rozdziałów i co ciekawe wcale nie odniosłam wrażenia jakoby czuł się źle ze swoim wyglądem. Chłopak miał poparzone bodajże rękę i ramię, jego twarz wciąż była nieskazitelna i przystojna, Simon cały czas zdawał sobie sprawę ze swojej atrakcyjności, kokietował i podrywał Majkę, „karał” ją brakiem zbliżeń, aby ta dojrzała jego wnętrze, a nie tylko piękną otoczkę. I kurczę, albo jak czegoś nie zrozumiałam, albo ta książka sama przeczy swojemu opisowi.

Mam wrażenie, że w tej historii dostaliśmy wszystko, tylko nie to, o czym pierwotnie miała być. Jednak pomijając to, główni bohaterowie to najbardziej irytująca para o jakiej miałam okazję czytać. Niby dorośli ludzi, niby odpowiedzialni, a zachowujący się jak nastolatkowie. Bardzo jestem wyczulona na takie zachowania. I wiem, że miłość miesza ludziom w głowach, ale mam nadzieję, że w realnym życiu nie dzieje się to do aż takiego stopnia. Irytowały mnie sytuacje w których działo się coś złego, a główna bohaterka wybiegała zostawiając oniemiałego Simona samego. Denerwowało mnie to, że wciąż za nią latał, mimo iż Majka źle go traktowała. A już najbardziej wkurzało mnie to, że główni bohaterowie ze sobą nie rozmawiali. Wiele ich problemów dało się rozwiązać krótką i szczerą rozmową, na które żadne nie chciało się zdecydować z jakiś błahych i wyimaginowanych powodów.

Powiem Wam, że takie książki są nie na moje nerwy. Żałuję bardzo, bo podoba mi się pisanie współczesnych wersji znanych bajek, uważam, że jest to genialny pomysł, ale w parze z pomysłem musi iść wykonanie. Zdecydowanie wolałabym wersję książki, którą przedstawiłam. Być może motyw byłby powtarzalny i stereotypowy, ale wolałabym dobrze napisaną odwzorowaną historię niż to co autorki zaproponowały nam w „Nieosiągalnym”. Bardzo żałuję, bo cieszyłam się na tę książkę. Niestety się zawiodłam.

poniedziałek, maja 10, 2021

#199 "Niewolnica mafiosa" by I.M. Darkss

#199 "Niewolnica mafiosa" by I.M. Darkss



Hej, hej!

Jak widzicie na powyższym zdjęciu, przychodzę do Was dzisiaj z książką I.M. Darkss pt. "Niewolnica mafiosa". Jest to moja pierwsza styczność z tą autorką i przyznam, że było to dość ciekawe doświadczenie. 

Tytułowa niewolnica to młoda dziewczyna bez imienia, która sprzedana przez własną matkę w ręce mafiosów żyje zaszczuta pod dyktando swojego oprawcy. Altar jest bezwzględny. Bez skrupułów wykorzystuje i poniża dziewczynę. Ich relacja doprowadza do tego, że dziewczyna trafi chęci do życia, marzy tylko o ucieczce i zabiciu brutalnego tyrana. Pewnego dnia dochodzi do obławy, dziewczyna zostaje odbita z rąk gangstera. Trevor, jej ochoniarz, daje jej dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa. Stara się przywrócić dziewczynę do normalnego życia, chce pokazać jej jak wyglądają normalne kontakty międzyludzkie i prawdziwa miłość. 

Na wstępie powiem, że ta książka jest straszna pod względem opisów. Jeśli ktoś z Was, tak jak ja, jest wyczulony na przemoc seksualną, to musi mieć na uwadze to, że tutaj nie brakuje brutalnych scen erotycznych. Aż krew się w człowieku gotuje! Jednak jest to dość ważna część fabuły, która ma zobrazować jak smutne i bolesne było życie głównej bohaterki i bez tego czytelnik nie miałby pełnego wyobrażenia o Altarze. Dziewczyna musiała bardzo wiele wycierpieć i znieść wiele upokorzeń, nic więc dziwnego, że miała mylne wyobrażenia o prawdziwej miłości. Od młodości była zmuszana do robienia rzeczy, których nie chciała, do zachowywania się w określony sposób, do mówienia tego, co jej oprawca chciał usłyszeć. I kiedy została uwolniona i zaznała wolności, prawa wyboru, to miała problem z przystosowaniem do normalnego życia. 

Dla mnie ta książka była ciężka głównie ze względu na aspekt psychologiczny. Każda z trzech głównych postaci idealnie nadawałaby się na terapię, bo każdy z nich mierzy się z innymi dysfunkcjami. Najbardziej zaburzona była oczywiście główna bohaterka, która moim zdaniem, wyłącznie za pomocą seksu potrafiła utwierdzić się, że robi coś dobrze, tylko podczas zbliżenia czuła się wartościowa i piękna, nawet w sytuacji zagrożenia życia myślała tylko o seksie i dążyła do niego, mimo iż sytuacja była niestosowna. Dawało jej to ogromne poczucie bezpieczeństwa. Nie do końca rozumiem jej zachowania, momentami była irytująca. I choć przeszła przemianę, to uważam, że nigdy nie będzie potrafiła odnaleźć się w normalnym świecie. 

Ogólnie uważam, że jest to ciekawa książka. Moim zdaniem różni się od innych książek romantyczno-erotycznych głównie właśnie przez aspekt psychologiczny. Jest to interesujące i wnosi do książki coś więcej, coś co sprawia, że nie mamy tutaj do czynienia z płytką historią miłosną z mafijnym wątkiem w tle. I choć nie będzie to moja ulubiona książka, to uważam, że zasługuje na uwagę. Jestem na tak! 

poniedziałek, kwietnia 19, 2021

#195 "Naomi" by Kinga Litkowiec

#195 "Naomi" by Kinga Litkowiec


Hej, hej! 

Ale dawno mnie tutaj nie było! Złożyło się na to kilka czynników z życia prywatnego o których nie będę mówić, ale powoli widzę światełko w tunelu i zbieram chęci na to, aby powrócić do czytania. Ostatnio udało mi się przeczytać książkę pt. "Naomi" Kingi Litkowiec. Była to moja pierwsza styczność z tą autorką, choć widziałam, że pani Kinga ma w swoim dorobku już kilka książek. Ale do rzeczy... 

Tytułowa Naomi to młoda dziewczyna, która miała zginąć z rąk płatnego zabójcy - Mateo Terrona. Ten jednak darował jej życie, czym naraził się swojemu szefowi klanu. Od tej pory życie Mateo oraz Naomi wisi na włosku, dlatego mężczyzna postanawia zbratać się z wrogiem - bossem rosyjskiej mafii Zacharem Morozowem. Rozpoczyna się gra, która ma przynieść wszystkim bohaterom wymarzony happy end. 

Jeśli myślicie, że powyższy opis to spoiler, to jesteście w błędzie, bowiem tak głosi okładka książki. Początkowo też byłam zaskoczona, że zdradza aż tak wiele, jednak w trakcie czytania przekonałam się, że jest tutaj niewiele z bieżącej fabuły. Na wstępie muszę powiedzieć, że już od pierwszych stron miałam problem z czytaniem tej książki, gdyż odniosłam wrażenie, że rozpoczyna się ona "od środka". Porwanie Naomi, pierwsze spotkanie z Mateo oraz to jak doszło do tego, że płatny zabójca jednak nie wykonał zlecenia wydarzyło się zanim rozpoczęła się fabuła książki. Dlatego już na początku miałam wrażenie, że coś mnie ominęło, że książka, którą trzymam w rękach to kontynuacja serii o której nie wiem. Przeszukałam jednak Internet i nie znalazłam żadnej informacji jakoby "Naomi" była częścią serii. Powyższe wydarzenia były wspomniane na łamach stron, jednak moim zdaniem były opisane pobieżnie, nie zdradzały uczuć ani emocji bohaterów, czyli nie dało odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Dlatego też mój odbiór tej książki jest bardzo średni, ponieważ poza tym, że czułam się wyrwana z kontekstu, to w książce pojawiały się różne postaci i autorka przedstawiła je tak, jakby czytelnik już wiedział kim one są i jaką odkrywają role w porwaniu i ucieczce Naomi. 

Doskonale wiecie, że połączenie romansu i mafii to moje ulubione zestawienie, jednak ta książka kompletnie nie przypadła mi do gustu. Nie polubiłam głównej bohaterki, choć podobała mi się jej przemiana. Naomi to dziewczyna z silnym charakterem, która została poddana wielkiemu stresowi i niebezpieczeństwom. Nic dziwnego, że momentami była zagubiona i zdezorientowana. Moim zdaniem niekiedy działała zbyt pochopnie, co doprowadziło ją do niekorzystnych sytuacji. Nie podobało mi się też jej podejście do spraw łóżkowych. Jest młoda, ale też bardzo głupiutka. Bardziej jestem w stanie zrozumieć Mateo, bo jako bezwzględnemu zabójcy ciężko mu zrozumieć uczucia, które nim targają, choć wewnętrzne rozterki nie przeszkodziły mu w zachowywaniu się jak łajdak i wykorzystywaniu nadarzających się okazji na zbliżenie z ładną dziewczyną. 

Znajdziecie tutaj kilka twistów, jednak moim zdaniem książka jest przewidywalna. Bardzo żałuję, że zaczęła się tak jak się zaczęła, bo może gdyby autorka pokazała historię od początku, to ja jako czytelnik, mogłabym się bardziej zżyć z bohaterami i zrozumieć ich postępowanie. A niestety cały czas miałam wrażenie, że czegoś nie wiem, że coś mnie ominęło. To tak jakby obejrzeć ostatni odcinek sezonu serialu. Także "Naomi" bardzo mnie zawiodła, choć przyznam, że sama autorka mocno mnie zaintrygowała swoim piórem i chciałabym w przyszłości sięgnąć po inne książki Kingi Litkowiec. 

wtorek, marca 30, 2021

#193 "W moim śnie" by Joanna Gajewczyk

#193 "W moim śnie" by Joanna Gajewczyk

Hej, hej! 

Dzięki wydawnictwu Muza i Grzesznym Książkom miałam możliwość przeczytani książki Joanny Gajewczyk "W moim śnie". Jest to romans paranormalny, czyli coś podobnego do tego co wydała ostatnio Colleen Hoover (o "Layli" przeczytacie TUTAJ). I jak widzicie mam tę książkę w dwóch egzemplarzach. A to oznacza, że jeden będzie dla Was. Rozdanie trwa na moim Instagramie - TUTAJ pod zdjęciem z tą książką. 

Główną bohaterką "W moim śnie" jest Pola. Pola mieszka w niewielkim miasteczku i prowadzi swoją własną kawiarnio-księgarnię. Jednak względne szczęście zaczynają psuć przerażające koszmary, które nie dają jej spać. Pola przenosi się w nich w przerażające miejsce, w którym czuć okropny odór, a wokół tajemniczego budynku i na placu zabaw leżą ciała dzieci. Te sny są dla Poli tak traumatyczne, że dziewczyna nie potrafi normalnie funkcjonować za dnia. Pewnego razu we śnie spotyka mężczyznę - Wadima. I jak się okazuje, istnieje on naprawdę. Wadim mieszka w Poznaniu i prowadzi salon samochodowy. Para odkrywa, że podczas snu przenoszą się do innej, równoległej rzeczywistości i aby rozwikłać tajemnicę tego miejsca muszą działać razem. Postanawiają spotkać się w prawdziwym świecie i wspólnie wyruszyć na poszukiwania miejsca i ludzi ze snów. 

Przeczytałam tę historię względnie szybko. Czytając opis wydawało mi się, że będzie to książka romantyczna z wątkiem paranormalnym - na to liczyłam, jednak okazało się, że jest inaczej. "W moim śnie" to książka z bardzo mocno rozbudowanym wątkiem fantasy i na nim autorka głównie się skupiła. Byłam tym zawiedziona, ale to dlatego, że ja po prostu nie lubię tego gatunku literackiego. Dlatego nie jestem do końca usatysfakcjonowana, ponieważ zabrakło mi romansu (co nie oznacza, że tego nie było, ale chciałam więcej!). Mimo wszystko książkę przeczytałam i przyznam, że sam pomysł na tę historię podoba mi się. Rozdziały pisane są naprzemiennie - życie realne przeplata się ze snami. Sny opisane są w bardzo realistyczny sposób, choć nie brakuje w nich nadprzyrodzonych rzeczy - rozmów z duchami, nadprzyrodzonych mocy. Natomiast cała sceneria opisana w koszmarach naprawdę przyprawia o gęsią skórkę. Jedynym minusem, który zauważyłam i który mi przeszkadzał to to, że niekiedy autorka lała wodę. Łapałam się na tym, że omijałam pojedyncze zdania, bo opisywały mało istotne rzeczy i miałam wrażenie, że autorka powtarza to samo, ale innymi słowami - tyczy się to głównie opisów uczuć i emocji głównej bohaterki. 

I tak jak wspomniałam wyżej zabrało mi romansu. Okładka książki obiecuje piękną i namiętną miłość... Mocno się z tym nie zgadzam. Piękna miłość może jest - bo każda miłość jest piękna, ale namiętna? Romans głównych bohaterów zaczął się dość nieoczywiście. Nie każdy z nas poznaje swojego wybranka we śnie. Ich relacja budowana była stopniowo i małymi kroczkami, aczkolwiek już od początku było wiadomo do czego to wszystko zmierza. Jednak zabrakło mi w tej książce uczuciowych rozmów, powłóczystych spojrzeń, przypadkowych dotknięć. Jak dla mnie mało to było namiętne. 

Ja nie jestem do końca zadowolona z lektury, ale wierzę, że książka znajdzie swoje grono odbiorców. Jest dobrze napisana, ma bardzo ciekawy pomysł na fabułę, bohaterowie są ciekawie wykreowani - nie irytują, a to ważne. Jeżeli ktoś lubi książki, w których pomieszane są różne gatunki, to na pewno będą zachwyceni. Moje niezadowolenie bierze się głównie z tego, że dla mnie za dużo było fantasy, a za mało ciekawych wydarzeń w realnym życiu głównych postaci. Jednak najlepiej zrobicie jak sami przeczytacie i sprawdzicie, czy książka Wam się podoba. 

niedziela, marca 21, 2021

#191 "Idealny detektyw" by Kristen Ashley

#191 "Idealny detektyw" by Kristen Ashley


Hej, hej, 

Każdy fan amerykańskich książek romantycznych zna Kristen Ashley. Pomimo tego, że autorka ma swoim koncie kilkadziesiąt książek, to ja poznałam ją dopiero w zeszłym roku za sprawą serii Rock Chick. I pomimo tego, że nie czytałam pierwszych tomów (zaczęłam od czwartego - jego recenzję znajdziecie TUTAJ), to i tak nie było to dla mnie problemem, aby zorientować się o co chodzi w tej serii. Każdy tom opisuje historie i romans jednego z członków firmy detektywistycznej oraz jego wybranki, która automatycznie zostaje zaciągnięta do wspomnianych Rock Chick, czyli paczki dziewczyn, które wzajemnie się wspierają i podzielają los bycia ukochaną szalenie przystojnych mężczyzn, wykonujących bardzo niebezpiecznych zawód. 

W "Idealnym detektywnie" poznajemy bliżej Luka - chłopaka, który nie znosi jak ktoś mu się przeciwstawia i z nim pogrywa, który jest odważny i nie przebiera w środkach, zawsze dostaje to co chce, jest bardzo pewny siebie i wszelkimi możliwymi sposobami dochodzi do obranych sobie celów. Na jego drodze staje Ava. Ava i Luke znają się od dzieciństwa, łączyła ich przyjaźń, która jednak została brutalnie zerwana przez chłopaka. Po tym incydencie Ava miała złamane serce i przysięgła zmienić swój wygląd, diametralnie zrzucić wagę, a po kilku nieudanych związkach obiecała sobie zaprzestać randkowania. Nie chciała, aby jakikolwiek facet złamał jej serce. I kiedy na jej drodze ponownie pojawił się Luke, chłopak w którym od zawsze się kochała i który nie znosił jak ktoś mówił mu "nie", to musiało dojść do prawdziwego wybuchu emocji i namiętności. Jednak jak zawsze nie było to takie proste, bo Ava nie wcale była chętna na kolejny związek, a poza tym wplątała się w niebezpieczną sytuację i wydawało się, że tylko Luke może pomóc jej rozwiązać ten problem.

Powiem Wam, że zazwyczaj nie przywiązuje się do bohaterów Ashley i jakoś nie specjalnie angażuję się w fabułę. Z kilku względów. Po pierwsze czytam jej książki po to, aby się zrelaksować i nie myśleć o codzienności. Po drugie jej książki pisane są bardzo schematycznie, więc z góry mogę założyć, że droga do happy endu będzie kręta, ale jednak wszystko skończy się dobrze. Dlatego zazwyczaj czytam te książki bez większych emocji. Jednak tutaj - pomimo tego, że dobrze się bawiłam czytając, "Idealny detektyw" jest ciekawie napisany i dużo się w nim dzieje - to nie mogłam przejść obojętnie obok kilku rzeczy, które naprawdę mocno mnie uderzyły i zdenerwowały. 

Po pierwsze - postać Avy w dzieciństwie była pulchną dziewczynką, która nie cieszyła się zainteresowaniem u rówieśników. Postanowiła schudnąć, zrzucić 35 kilogramów, bo był to jedyny sposób, aby jakiś chłopak się nią zainteresował. Serio??? Jestem przeciwna takiemu podejściu, do oceniania ludzi po wyglądzie, to umniejszania czegokolwiek osobom, które nie są w kanonie. Jako osoba otyła wiem, z czym muszą mierzyć się osoby grube (ale tyczy się to też osób chudych, z trądzikiem czy innymi problemami) i jestem stanowczo na NIE potęgowaniu takim stereotypom. A czytając tę książkę było to po prostu przykro, że śliczna, przebojowa dziewczyna musiała zmienić wygląd, aby udowodnić swoją wartość i zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej. Za to Ashley ma u mnie wielkiego minusa. 

A drugą sprawą, która mocno zwróciła moją uwagę, zdenerwowała mnie i wytrąciła z równowagi, to sceny miłosne, które miały doprowadzić do seksu. Luke to prawdziwy macho, łowca, który jest bardzo pewny siebie i wierzy, że jest w stanie zdobyć każdą kobietę. Spoko, niech sobie taki będzie. Za cel obrał Avę, która jak wiemy od dzieciństwa się w nim podkochiwała i która skrycie nadal coś do niego czuła, choć zapierała się przed tym uczuciem rękami i nogami. Jednak, kiedy już dochodziło do zbliżenia tej dwójki, Luke był bardzo napastliwy, momentami natrętny. I pomimo tego, że ciało Avy krzyczało "bierz mnie tu i teraz", to z jej ust padało coś zupełnie innego. Prosiła, by nie dotykał, by ją puścił, a ten kompletnie na to nie reagował. Momentami naprawdę miałam wrażenie, że dochodzi do gwałtu. Oczywiście główna bohaterka nie cierpiała z powodu zbliżeń, podświadomie tego pragnęła, po seksie była szczęśliwa i spełniona, to jednak bardzo zwróciłam uwagę na to, że Luke za nic miał sobie jej słowa sprzeciwu. 

Ale tak jak wspomniałam wyżej "Idealny detektyw" to typowa powieść Kristen Ashley. Dwójka bohaterów, którzy początkowo się nie znoszą i są dla siebie niemili, a podświadomie siebie pragną. Mamy tutaj do czynienia z akcją, złymi ludźmi, pościgami, strzelaninami - czyli wszystko to z czego słynie seria Rock Chick. Czyta się to przyjemnie, o ile nie wkurzają Was takie rzeczy o jakich wspomniałam wyżej. Myślę, że to książka z serii, które przeczytacie i o niej zapomnicie, bo poza chwilową dobrą zabawą, nie dostarczy Wam wielkich wrażeń. Ja mam takie podejście do jej książek, że lubię je czytać, bo się przy nich relaksuję, jednak zawsze znajdę w nich coś do czego się przyczepię. Dajcie znać, jakie Wy macie podejście do książek Ashley. 

wtorek, marca 02, 2021

#187 "Underground" by Agata Suchocka

#187 "Underground" by Agata Suchocka



Hej, hej!

Na wstępnie chciałabym podziękować Wydawnictwu Akurat za możliwość przeczytania książki "Underground" Agaty Suchockiej. Pomimo tego, że zaliczana jest ona do gatunku obyczajówka/romans, to nie znajdziecie tutaj tkliwych wyznań i romantycznych scen. Jest to dużo mocniejsza lektura, w której alkohol, narkotyki,, mocna muzyka i seks są na porządku dziennym. 

Główną bohaterką jest Marla, trzydziestoletnia kobieta lubiąca mroczny klimat. Na co dzień jest przykładną pracownicą biura tłumaczeń, wieczorami przyodziewa mocny makijaż, ciężkie buty, ćwieki oraz obcisłe, czarne ciuchy i rusza w miasto w poszukiwaniu wrażeń w najmroczniejszych klubach. Obraca się w towarzystwie tajemniczych ludzi, głównie mężczyzn, którzy nie stronią od seksu i wszelkiego rodzaju używek. Nie pomaga jej to w odnalezieniu samej siebie. Marla bowiem walczy z własnymi demonami, z chorobami o podłożu psychicznym, ma depresję i wydaje mi się, że według niej najlepszym sposobem, aby z tego wszystkiego wyjść jest autodestrukcja. 

Uważam, że nie jest to łatwa książka. Na pewno nie dla ludzi wrażliwych. Trzeba mieć mocne nerwy, aby przebrnąć przez klimat tej historii. Z każdej strony uderza w czytelnika brud, mroczność, beznadzieja. Jest tutaj tego tak dużo, że sama momentami byłam zmęczona tą historią. Miałam ochotę potrząsnąć główną bohaterką, aby się ogarnęła, bo jest inteligentną kobietą, a sięgnęła dna przez nieodpowiednie znajomości i przez to, że pod przykrywką dobrej samarytanki dała się wykorzystywać gówniarzom, którzy próbowali zaciągnąć ją do łóżka lub potrzebowali dachu nad głową do ćpania. Także jak widzicie mamy tutaj do czynienia z naprawdę mrocznym klimatem. Myślę, że autorka świetnie oddała środowisko tych ludzi, miejsca w których się gromadzą, ich sposób bycia, myślenia. Jest to bardzo realna historia. 

Jednak to co jest najlepsze w tej książce to bohaterowie. Autodestrukcyjna Marla, niby odważna, a tak naprawdę zlękniona, niby pewna siebie, a jednak mogąca zrobić wszystko, aby zasłużyć na choć odrobinę zainteresowania. Zagubiona we własnych myślach, pogrążona w nałogu, nie myśląca o konsekwencjach, nie dbająca o przyjaźnie, choć to one były jednym mocnym punktem w jej życiu. Zniszczyła wszystko co dobre, a jedyną osobą, którą stała przy jej boku to Lizard - zakochany po uszy, znoszący wszystkie upokorzenia. Poświęcił wiele, aby tylko uratować Marlę przed samą sobą. Czy było warto? 

Powiem Wam, że pomimo tego co napisałam i tego, że ta książka naprawdę mi się podobała, to myślałam, że będzie ona mocniejsza. Dlatego z lekką obawą podchodziłam do lektury. Oczywiście nie oznacza to, że było lekko - myślę, że jasno Wam nakreśliłam klimat tej książki powyżej. Czytałam kiedyś podobną książkę, ale nie pamiętam ani autora, ani tytułu, i pamiętam, że też było brudno i mrocznie, był alkohol, seks i narkotyki, wówczas ta książka zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. "Underground" jest nieco łagodniejszy, ale i tak mocno oddziałowuje na czytelnika. Jeśli lubicie takie mroczne historie, a dodatkowo szukacie ciekawych bohaterów, których charakter nadaje się do głębokiej analizy, to polecam serdecznie. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni. 

czwartek, lutego 25, 2021

#186 "Wystarczy chcieć" by J.B. Grajda

#186 "Wystarczy chcieć" by J.B. Grajda



Hej, hej! 

Ostatnimi czasy mam wielką ciągotę do książek romantycznych. I co chwilę sięgam właśnie po książkę o takiej tematyce. Dzięki wydawnictwu Muza i Akurat miałam możliwość przeczytania "Wystarczy chcieć" J.B. Grajdy za co bardzo dziękuję. 

RECENZJA ZAWIERA SPOILERY 

Po opisie książki czytelnik może mieć wrażenie, że będzie miał do czynienia z nowszą wersją kultowej Pretty Woman. Główna bohaterka, Patrycja, jest call girl. Spędza czas z nieznajomymi mężczyznami na miłosnych uniesieniach. Jej znakiem rozpoznawczym jest wenecka maska, która ma dać jej anonimowość. Pewnego razu do drzwi jej mieszkania puka policja. Przekazują Patrycji smutną wiadomość o śmierci jej siostry oraz że ostatnią wolą krewniaczki jest to, aby ta zaopiekowała się jej siedmioletnią córką Natalią. Tak więc Patrycja niespodziewanie staje się opiekunką dziecka, którego w ogóle nie zna, a poza tym całkiem nieświadomie zostaje wkręcona w niebezpieczną sytuację na szali której leży życie jej i niewinnej Natalii. 

Zacznę może od tego co mi się w książce nie podobało, aby skończyć na plusach. Już po pierwszych zdaniach tej historii wiedziałam, że nie polubię się z główną bohaterką. Jest ona bardzo pewna siebie, butna i przekonana o swojej nieomylności i atrakcyjności. Wiem, że taką właśnie bohaterką miała być Patrycja, jednak z biegiem fabuły kompletnie przestałam ją rozumieć. Dziewczyna jest mocno pogubiona, robi jedno, a myśli drugie i moim zdaniem jest niewdzięczna. Pokazała to w książce wielokrotnie. A to co mnie rozwaliło totalnie - i tutaj uwaga będzie spoiler, więc czytacie na własną odpowiedzialność - że po tym jak dowiedziała się o śmierci jedno z bohaterów, lekarza Artura, który jej pomagał i miała z nim zażyłą relację, także cielesną, od razu poszła do łóżka z drugim facetem. Ja tego nie rozumiem, mężczyzna stracił życie, kiedy Patrycja odmówiła mu pomocy. I wiem, że później fabuła potoczyła się tak jak się potoczyła i na jaw wyszły różne fakty, jednak dziewczyna nie miała w sobie współczucia, w ogóle nie przejęła się śmiercią znajomego, mam wrażenie, że zapomniała o całej sprawie, bo poddała się cielesnym pragnieniom. Bardzo nie lubię takich bohaterów, takich charakterów, więc mój ogólny odbiór książki bardzo ucierpiał ze względu na postać Patrycji. 

I tak naprawdę jest to mój główny i w sumie jedyny zarzut do tej książki. Czyta się ją w ekspresowym tempie. Jest bardzo dobrze napisana, akcja jest płynna i dynamiczna. Sytuacje z życia codziennego przeplatają się z odważnymi scenami seksu, a do tego mamy bardzo dobrze i ciekawie skonstruowany wątek sensacyjno-kryminalny. I to właśnie to w tej książce mnie najbardziej zaskoczyło, bo nie spodziewałam się takiej akcji. Bohaterowie uwikłani są w tajemniczą sprawę wartą masę pieniędzy, a na szali leży życie siedmioletniego dziecka. Co ciekawe wraz z postępem fabuły czytelnik jest wodzony za nos, bo w pewnym momencie już nie wiadomo kto mówi prawdę, kto jest dobry, a kto zły. Także wątek kryminalny jest mistrzowski i uważam, że jest to najmocniejsza strona tej historii. 

Myślę, że można wyciągnąć z taj książki jeden morał. A mianowicie taki, aby nie ufać wszystkim ludziom. Trzeba najpierw dobrze poznać człowieka zanim wpuści się go do swojego życia, zwierzy z tajemnic i pragnień. Patrycja podeszła do tego zbyt lekkomyślnie. Myślę, że pomimo tego, że jej praca dostarczała jej wielu atrakcji i zaspokajała potrzeby seksualne, to bardzo pragnęła czułości i wsparcia. Pragnęła po prostu normalnej miłości, dlatego lgnęła do każdego mężczyzny, który okazał jej choć odrobinę zainteresowania. W gruncie rzeczy nie była tak twarda, stwarzała tylko takie pozory, bo bała się zranienia i odtrącenia. Zbudowała wokół siebie skorupę za którą chowała swoje prawdziwe "ja". Z jednej strony mi jej żal, a z drugiej rozumiem, że był to mechanizm obronny. 

Pomimo tego, że nie będzie to moja ulubiona książka, to cieszę się, że ją przeczytałam. Głównie ze względu na wątek kryminalny - i będę to powtarzać do znudzenia :) Myślę, że ta historia znajdzie swoich odbiorców, bo przecież każdy z nas lubi wewnętrzne przemiany bohaterów i szczęśliwe zakończenia, ale przede wszystkim dlatego, że jest to po prostu bardzo dobrze napisana książka. Także jeszcze raz dziękuję wydawnictwu Muza i Akurat za egzemplarz "Wystarczy chcieć" <3

wtorek, lutego 09, 2021

#182 "Żądanie miłości" by Kristen Ashley

#182 "Żądanie miłości" by Kristen Ashley



Hej, hej! 

Właśnie udało mi się skończyć czytać kolejną książkę autorstwa Kristen Ashley. Ta autorka coraz bardziej mnie do siebie przekonuje, mimo iż przeczytałam dopiero dwie jej książki, z czego powyższa nie do końca spełniła moje oczekiwania. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo podoba mi się styl pisania Ashley i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda mi się sięgnąć po więcej jej książek. 

"Żądanie miłości" to romans z lekką domieszką erotyki. Opowiada o losach dwójki dorosłych ludzi, dobiegających do 50-tki, stąd też moje przypuszczenie, że będziemy mieli do czynienia z trudną, aczkolwiek dojrzałą miłością. Co za rozczarowanie! Josie to światowa kobieta, asystentka bardzo sławnego fotografa, zna świat, zna języki i obraca się wśród śmietanki towarzyskiej i celebrytów z całego świata. Musi jednak wrócić do małego miasteczka Magdalene na wybrzeżu, ponieważ zmarła jej ukochana babcia. Kobieta musi ogarnąć wszystkie formalności związane z pogrzebem, domem i testamentem. Podczas uroczystego odczytywania ostatniej woli babci okazuje się, że starsza kobieta przepisała swoją wnuczkę niejakiemu Jake'owi - trzykrotnemu rozwodnikowi, właścicielowi klubu nocnego i ojcu trójki dzieci. I co zaskakujące, mężczyzna decyduje się przyjąć spadek. 

Ta historia wydaje się być niemożliwa, bo przecież nie można zapisać człowieka w testamencie. Jednak ostatnią wolą babci było, aby Josie poznała Jake'a i zaprzyjaźniła się z nim, co w efekcie doprowadziło do piękniej historii miłosnej. Oczywiście para nie miała łatwo, bowiem Josie miała trudne dzieciństwo, doświadczyła bardzo wiele złego przez co zamknęła się na miłość, a przez życie szła ze starannie nałożoną maską, która miała ją chronić przed tym co złe i nieprzyjemne. 

Cała historia bardzo mi się podobała. Fabuła była rozbudowana, autorka wprowadziła do tej historii bardzo dużo bohaterów, bardzo różnych bohaterów, którzy urozmaicają książkę. Podobało mi się też to, że wątki poboczne są bogato rozbudowane, dzięki czemu czytelnik miał okazję lepiej poznać np. dzieci głównego bohatera. Poza tym, że przepisywanie ludzi w spadku jest nierealne i zakrawa o szaleństwo, to pomysł na książkę i jej wykonanie podoba mi się. Akcja dzieje się w bardzo malowniczej miejscowości, nad brzegiem morza, dzięki temu, że Josie jest światową kobietą, to nie zabrakło elementów sławy, popularności i mody. Jednak jest coś do mocno zaburzyło mi odbiór tej książki. 

Tak jak wspomniałam we wstępie, liczyłam na historię o dojrzałej miłości. W końcu bohaterami są ludzie w średnim wieku. Jednak mam wrażenie, że autorka trochę za bardzo odmłodziła ich charaktery i osobowości. Bo wyobrażacie sobie pięćdziesięcioletniego postawnego faceta, który woła do swojej partnerki "Hej, Mała!"? Pół biedy, kiedy robi to w zaciszu domu. Albo kobietę w wieku Jose, która wybiera się na imprezę/wydarzenie kulturalne w sukience, która ledwo zakrywa tyłek, dodatkowo ma dekolt na plecach sięgający pośladów i niebotyczne szpilki? Wiem, że wszystko jest dla ludzi, jednak moim zdaniem w pewnym wieku już nie wypada robić niektórych rzeczy. I przykładów, które zmylą Was i odmłodzą bohaterów jest w tej książce wiele. I naprawdę, czytając ani razu nie miałam poczucia, że bohaterami są dorośli ludzie. Dlatego cały czas czytałam z przeświadczeniem, że mają oni po dwadzieścia kilka lat i nie zmieniał tego nawet fakt, że Jake miał osiemnastoletniego syna.

Mimo to pozytywnie oceniam tę książkę. Dobrze się przy niej bawiłam, bo ostatnio jestem mocno zakręcona na punkcie romantycznych historii. Myślę, że Ashley trzyma swój poziom! A co najlepsze, "Żądanie miłości" to pierwszy tom serii i z tego co wiem będziemy mogli wrócić do tej malowniczej miejscowości, ale z nowymi bohaterami. Czekam na to niecierpliwie. 

niedziela, stycznia 31, 2021

#180 "Nieosiągalny" by Ewelina Nawara i Małgorzata Falkowska

#180 "Nieosiągalny" by Ewelina Nawara i Małgorzata Falkowska

 

Hej, hej! 

Dzisiaj mam książkę dla prawdziwych fanek romantycznych i słodkich opowieści o książętach i księżniczkach. Dzięki wydawnictwu Muza i Grzesznym Książkom miałam możliwość przeczytania "Nieosiągalnego", czyli współczesnej historii o Kopciuszku. I jak mi się podobało? Zaraz Wam powiem. 

Powyższa książka jest o młodej dziewczynie o imieniu Olimpia, która stara się sprostać oczekiwaniom surowego, a wręcz dyktatorskiego ojca. Pewnego dnia dziewczyna poznaje Williama. Idą razem na spacer ulicami Torunia, rozmawiają, poznają się... I po chwili dziewczyna ucieka, zostawiając skołowanego Willa. Chłopak wraca do swojego kraju, do swojego codziennego życia, jednak Olimpia przez tę krótką chwilę skradła jego serce i Will nie potrafi zapomnieć o Polce. Postanawia ją odnaleźć i pokazać jej swój świat. Jednak Wiliam skrywa tajemnicę, która może na zawsze odmienić życie młodej dziewczyny i Will boi się, że Olimpia przestraszy się i znów ucieknie.

Powiem Wam, że jak usiadłam do tej książki to całą przeczytałam w jeden dzień. Ciężko mi wytłumaczyć, dlaczego aż tak bardzo wkręciłam się w tę historię, ale spodobała mi się. Czytając wiedziałam, że główny bohater skrywa tajemnicę, jednak kompletnie nie spodziewałam się, że jaką i przyznam, że byłam nieco zaskoczona. O ludziach takich on czyta się teraz bardziej w książkach fantasy, a nie romansach. Może to właśnie dlatego ta książka mnie urzekła. Podobało mi się to, że autorki zaoszczędziły czytelnikowi zbędnych opisów i lania wody, dzięki czemu "Nieosiągalny" jest bardzo spójnie napisany. Akcja jest dość dynamiczna, jak na romans, więc czyta się szybko i przyjemnie. Mnie osobiście w niektórych momentach irytowała główna bohaterka, jednak nie na tyle, aby jej nie polubić. Zresztą, w moim przypadku to częste, że nie pałam sympatią do głównych bohaterek romansów. Zawsze mam do nich jakieś "ale" :) 

I jakbym miała się jeszcze do czegoś przyczepić, to opis książki obiecywał: "mnóstwo scen, które wywołują wypieki na twarzy". Sceny są, to prawda, ale czy aż tak dużo? Niekoniecznie. Czy wywołują wypieki? Może lekkie rumieńce. Ale rozumiem, że autorki nie miały w planach zrobić z tego książki erotycznej, więc wybaczam. Aczkolwiek opis nie pasuje do fabuły :) 

Całość jest bardzo magiczna i wręcz bajkowa. Naprawdę dawno żadna historia romantyczna mnie tak nie urzekła. I co ciekawe, pomimo tego, że głównym wątkiem jest miłość między głównymi bohaterami, to w książce nie zabraknie też dreszczyku emocji i prawdziwych dramatów. Myślę, że jest to bardzo ciekawa propozycja dla czytelników, którzy szukają czegoś lekkiego, na odstresowanie, bo książka ta z pewnością jest w stanie umilić długie zimowe wieczory. Tak jak wspomniałam, mi się bardzo podobało i nie miałabym nic przeciwko, gdyby autorki zdecydowały się na jeszcze jeden duet i kontynuowały losy Williama i Olimpii. 

wtorek, grudnia 08, 2020

#174 "Zabójczy kusiciel" by Kristen Ashley

#174 "Zabójczy kusiciel" by Kristen Ashley



Hej, hej! 

Minął ponad miesiąc odkąd pojawił się tutaj ostatni post. Prawda jest taka, że nie mam weny do czytania. Taki zastój zawsze bierze mnie w okolicach listopada (eh ta jesienna aura) i póki co nadal mnie trzyma, ale mam nadzieję, że powoli będę wychodzić z tego marazmu. W listopadzie podczytywałam sobie różne książki, jednak żadnej nie udało mi się skończyć. Dopiero na początku grudnia się lekko przełamałam za sprawą książki ze zdjęcia. Znam siebie już na tyle, że w sytuacjach kryzysowych najlepiej wchodzą mi książki romantyczno-erotyczne. 

"Zabójczy kusiciel" to książka z serii Rock Chick Kristen Ashley, ale prawda jest taka, że nie musicie znać poprzednich części. Można je czytać niezależnie od siebie, bo mimo że bohaterowie każdej książki należą do jednej paczki, to ich historie są oddzielne i nie wypływają na fabułę. 

W powyższej książce poznajemy dziewczynę o imieniu Jules, która jest pracownikiem socjalnym i pomaga dzieciakom, które zbłądziły. Dba o ich bezpieczeństwo i próbuje nawrócić na dobrą ścieżkę. Wieczorami zamienia się zaś w pogromczynię dilerów narkotyków i w dość prowizoryczny sposób próbuje uprzykrzyć im życie. Podczas jednej z akcji spotyka Vince'a Crowe'a, członka detektywistycznej grupy, która również pilnuje porządku w mieście. Wspólna praca i nić pożądania przeradza się w prawdziwy wulkan namiętności, a uczucie, które rodzi się między głównymi bohaterami jest tak silne, że są gotowi oddać za siebie życie. 

Czytając opis tej książki spodziewałam się nieco innej lektury, ale nie było to jakoś wybitnie złe. Polubiłam głównego bohatera, bo pomimo tego, że w książce kreowany był na zimnego drania, to ja dostrzegłam w nim ludzie odruchy. Pomimo zawodu, który wykonuje i tego jak traktuje swoich wrogów, Vince to oaza spokoju i podziwiam go za to jak ze stoickim spokojem znosił napady histerii Jules (uwierzcie, że to nie lada wyczyn). Główna bohaterka nie należy do moich ulubionych, ale nie irytowała mnie jakoś bardzo. Denerwowały mnie te jej napady histerii po których za każdym razem zrywała z Vincem, bo "był dla niej za dobry i że mu zależało". Wiem, że ludzie noszą w sobie różnego rodzaju traumy, ale strasznie mnie to denerwuje, kiedy w książkach kobiety przedstawiane są w tej sposób, bo wychodzą na niezrównoważone wariatki. Ponadto autorka ma tendencję do rozdmuchiwania najmniejszych spraw do kolosalnych rozmiarów. Najbardziej rozbawiła i w sumie zażenowała mnie sytuacja (uwaga będzie mały spoiler) kiedy Vince zasugerował Jules, aby ta zostawiła w jego domu swoje kosmetyki, aby nie musiała za każdym razem ich przenosić. Z tego dziewczyna zrobiła wielką sprawę, obdzwoniła wszystkie przyjaciółki z pytaniami: co to może znaczyć? Czy chce, żebym się do niego wprowadziła? Czy to znaczy, że traktuje naszą relację poważnie? Czy to znaczy, że Vince mnie kocha? Paranoja! 

Poza kilkoma komicznymi sytuacjami i dialogami (niekonieczne w dobrym tego słowa znaczeniu) książka jest całkiem w porządku. Czyta się szybko, bohaterowie dają się lubić, choć czasem można się w nich pogubić, bo jest ich naprawdę dużo. Akcja nie wlecze się ślimaczym tempem, choć żałuję, że dopiero na końcu książki znacząco przyśpiesza. Nie jestem pewna czy mam ochotę sięgać po inne książki z tej serii, nie mówię nie, jak wpadnie w moje ręce to przeczytam, ale póki co zakupu nie planuję. Książka nie przełamała w stu procentach mojego kryzysu, ale to dobry pierwszy krok. 

Czytaliście już może "Zabójczego kusiciela"? 

Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger