Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

wtorek, listopada 09, 2021

#231 "Odejdziesz ze mną" by Diana Brzezińska

#231 "Odejdziesz ze mną" by Diana Brzezińska


Hej, hej!

Dzięki wydawnictwu Otwartemu miałam okazję przeczytać czwarty tom serii o komisarzu Krystianie Wilku i psycholożce Adzie Czarneckiej. Jest to ostatnia część tej serii, na którą bardzo długo czekałam. Na szczęście czekanie się opłaciło, ponieważ ta książka to świetnie napisany kryminał.

Krystian jeszcze na dobre nie poradził sobie z kłopotami, w które wpadł w poprzednich tomach, a już na jego barki spada kolejny problem. W Szczecinie dochodzi do brutalnego zabójstwa, a ofiara ma na ciele charakterystyczny znak, który na swoich ofiarach zostawiał seryjny morderca grasujący siedem lat temu. Problem polegał na tym, że mężczyzna, który przyznał się do popełnionych przestępstw siedział w więzieniu. Czy policja ma do czynienia z naśladowcą czy komisarz Wilk i jego brat przed laty skazali niewinnego człowieka?

Od pierwszego tomu bardzo lubię tę serię Diany Brzezińkiej. Moim zdaniem najmocniejszym punktem tych książek są bohaterowie. Od samego początku bardzo polubiłam Krystiana Wilka. Mimo iż początkowo był on kobieciarzem i przemądrzałym gliną, tak pod wpływem Ady bardzo się zmienił i dojrzał. Jest on najbarwniejszą postacią tej serii i najbardziej charakterystyczną, jego przemiana sprawia, że lubi się go coraz bardziej. Także Ada nie miała łatwego życia. To co ją spotkało w pierwszym tomie nie uczyniło z niej słabej i zagubionej dziewczyny. Trudne przeżycia ją wzmocniły i sprawiły, że stała się nieustraszoną i waleczną kobietą, która potrafi walczyć o swoje i o ludzi, których kocha. Moim zdaniem tego duetu nie da się nie lubić.

„Odejdziesz ze mną?” to tak jak w przypadku poprzednich tomów kryminał z dobrą dawką romansu. Wątek miłosny nie przyćmiewa całej fabuły, jest raczej słodkim dodatkiem do dość trudnych i makabrycznych spraw, z którymi musi zmierzyć się szczecińska policja. W tej książce Krystian i jego koledzy po fachu muszą naprawić błędny przeszłości i stanąć twarzą w twarz w brutalnym mordercą, którego motywów i sposobu polowania na ofiary nie zna nikt. Zbrodniach nie zostawia po sobie odcisków palców ani żadnych innych śladów, które mogłoby pomóc w jego identyfikacji. Jedynym znakiem, którzy sprawca zostawia, to jego swoisty podpis, czyli tajemnicze pióro wycinane na skórze ofiar.

Myślę, że mogłabym zaryzykować stwierdzeniem, że ta część jest moją ulubioną. Przeczytałam ją w ekspresowym tempie, bo akcja ani na moment nie zwalniała tempa. Cała fabuła została perfekcyjnie przemyślana i przedstawiona przez autorkę, dzięki czemu „Odejdziesz ze mną?” jest książką kompletną. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii to gorącą Wam ją polecam i zalecam czytanie od pierwszego tomu, bo w przeciwnym razie będziecie mieli problem ze zrozumieniem spraw z życia prywatnego bohaterów.

Jak dla mnie książka na wielki plus. Jestem zachwycona lekturą i naprawdę żałuję, że to już koniec przygód Krystiana i Ady. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo autorka w posłowiu zapowiedziała już, że powróci do nas z nową książką, w której spotkamy się z dobrze nam już znanymi bohaterami powyższej serii. Trzymam kciuki, aby wydarzyło się to jak najszybciej, bo nie mogę się doczekać!

Dajcie znać, czy znacie i lubicie tę serię. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

wtorek, października 12, 2021

#226 "Matnia" by Paulina Jurga

#226 "Matnia" by Paulina Jurga

Hej, hej!

Witam się z Wami po dłuższej przerwie. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w Hiszpanii. Byłam w odwiedzinach u mojej siostry i wspólnie zrobiłyśmy sobie kilkudniową wycieczkę do Barcelony. Spędzając pięć godzin w pociągu jadąc do stolicy Katalonii, udało mi się przeczytać najnowszą książkę Pauliny Jurgi pt. „Matnia”. Jak wiecie jestem wielką fanką serii o Marcie i rosyjskiej mafii, więc nie mogłam sobie odmówić poznania zakończenia tej trylogii.

Drugi tom zakończył się tak, że czekanie na trzeci było prawdziwą katorgą. Na szczęście nie musieliśmy na niego czekać zbyt długo. „Matnia” podzielona jest na dwie części. W pierwszej towarzyszymy Marcie, która została zraniona i uprowadzona przez członka swojej rodziny – bezwzględnego, okrutnego i zakochanego w niej Izjasława.  Przyznam, że niektóre fragmenty przyprawiały o gęsią skórkę. Sposób myślenia oprawcy, jego zachowanie, słowa… wywoływały we mnie poczucie strachu i niedowierzenie. Ten chory psychicznie człowiek, w którego żyłach płynie czyste zło żyje w innej rzeczywistości, w której jest on penem i władcą każdego ludzkiego życia. To czego Marta doświadczyła pod jego „opieką” było prawdziwym piekłem. Bardzo współczułam tej dziewczynie. Nie wyobrażam sobie przez co musiała przejść, ale jestem pełna podziwu, bo nie poddała się i do końca walczyła o wolność.

W drugiej części towarzyszymy Nikolajowi. Widzimy te same wydarzenia z jego perspektywy, widzimy jego walkę o to, by jak najszybciej odnaleźć ukochaną Martę i odbić ją z rąk okrutnego porywacza. Nikolaj jest zdolny do poświęceń, sprzeciwia się własnej rodzinie, łamie wszelkie zasady, wyrzeka się korzeni. Nie ma dla niego żadnych świętości, bo najważniejsza jest Marta i ich uczucie.

Przyznam, że czytając tę książkę ma się mieszane uczucia. Chodzi głównie to zachowanie Nikolaja, bo z jednej strony rozumiem to, że został w życiu bardzo zraniony, rodzice zgotowali mu prawdziwe piekło przez co jest teraz bezwzględnym zabijaką. Z drugiej strony posuwał się do takich rzeczy, których do końca nie rozumiem i kiedy o nich myślę, to jestem prawdziwie przerażona. Wiem, że nigdy nie skrzywdził swojej ukochanej, ale nie wiem czy będąc na miejscu Marty potrafiłabym mu zaufać. Bardzo bym chciała, ale świadomość do czego Nikolaj jest zdolny chyba nie pozwoliłaby mi spokojnie spać.

Ale to przecież miłość. Miłość wiele wybacza – nawet najstraszniejsze zbrodnie. Miłość jest głucha i ślepa. A to co połączyło Martę i Nikolaja jest prawdziwym, głębokim uczuciem, które, jak mogliśmy zobaczyć we wszystkich trzech książkach, jest w stanie znieść i przetrwać wszystko.

Ja już Wam kiedyś mówiłam, że uważam książki Pauliny Jurgi za najlepsze mafijno-romantyczne historie naszego rodzimego podwórka. Jestem nawet w stanie powiedzieć, że ta trylogia jest na światowym poziomie, więc jeśli jeszcze jakimś cudem nie znajdzie Matrioszki, to musicie ją poznać! Te książki zawsze będą miały miejsce na moim regale i kiedyś z przyjemnością do nich wrócę. A póki co czekam na inne powieści pani Pauliny. Mam nadzieję, że będą równie fascynujące jak Matrioszka.

środa, września 15, 2021

#223 "Materiał na chłopaka" by Alexis Hall

#223 "Materiał na chłopaka" by Alexis Hall


 Hej, hej! 

Ale świetną mam dla Was książkę! Jedna z lepszych, jakie czytałam w tym roku. Jak tylko zobaczyłam zapowiedź od Wydawnictwa Otwartego wiedziałam, że muszę ją mieć i przeczytać. I powiem Wam, że w ogóle się nie zawiodłam. Wszystko w tej książce jest genialne. 

Głównym bohaterem jest Luc. Luc to młody mężczyzna, pracownik fundacji zajmującej się ochroną żuków, jest synem upadających gwiazd z lat osiemdziesiątych i wzbudza ogólne zainteresowanie prasy brukowej. Luc zwraca na siebie uwagę paparazzi, bo często imprezuje, dużo pije i zmienia partnerów jak rękawiczki. Dopiero, kiedy wisi nad nim widmo utraty pracy, dostaje ultimatum - albo znajdzie sobie porządnego faceta i się ustatkuje albo zostanie zwolniony. Zaczynają się poszukiwania kandydata na "chłopaka na niby". I wówczas na jego drodze staje Oliver - wysportowany, poukładany, nieco pedantyczny adwokat, który ma swoje zasady. Na pierwszy rzut oka widać, że to połączenie nie może się udać, że to mieszanka, która prędzej czy później wybuchnie, ale zarówno Luc, jak i Oliver, nie przypuszczali, że mogą być aż tak nieidealnie do siebie dopasowani. 

"Materiał na chłopaka" to przezabawna książka, pełna żartów i brytyjskiego humoru. Niejednokrotnie się przy niej uśmiechnęłam. Jednak jedno z najczęstszych uczuć, które mi towarzyszyły podczas lektury to rozczulenie. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale zazwyczaj kiedy czytam historie o parze homoseksualnej, to moje serce się rozpływa i za żadne skarby nie mogę przestać trzymać za nich kciuków. Nie wiem czy to dlatego, że w moim realnym życiu mam homoseksualnych znajomych czy też czytam to przez pryzmat Polski, w której osoby o odmiennej orientacji mają trudniej. 

Lubię tę książkę głównie ze względu na bohaterów. Nie są idealni, mają wady i cechy, które denerwują i irytują, ale nieustannie nad sobą pracują. Walczą ze swoimi słabościami. Luc i Oliver noszą w sobie traumy, próbują wzajemnie podbić w sobie pewność siebie i pokazać temu drugiemu, że jest pięknym i wartościowym człowiekiem. Pomagają sobie odbudować poczucie własnej wartości i nakierować życie na właściwe tory. Obydwaj popełniają błędy, ranią się i krzywdzą, ale najważniejsze jest to, że próbują naprawić wszystkie krzywdy, dzięki czemu stają się sobie bliżsi. Pięknie patrzy się na to, jak z dwójki totalnie różnych i obcych sobie ludzi stają się przyjaciółmi od serca. 

Rzadko kiedy mam poczucie dobrej książki, takiej, którą zapamiętam na długo i którą z czystym sumieniem mogę polecić każdej osobie. Jestem przekonana, że zarówno fan thrillerów, jak i fan romansów, przeczytawszy tę książkę będzie zadowolony i nie pożałuje ani jednej minuty, którą spędził w towarzystwie głównych bohaterów "Materiału na chłopaka". Ja jestem oczarowana i zachwycona i wiem na pewno, że kiedy najdą mnie gorsze czasy, to właśnie ta książka będzie jedną z tych do których wrócę w poszukiwaniu pocieszenia. 

poniedziałek, maja 24, 2021

#203 "Marionetka" by Paulina Jurga

#203 "Marionetka" by Paulina Jurga



Hej, hej! 

Pewnie każdy z Was zna to uczucie, kiedy z niecierpliwością czekacie na kolejne tomy waszej ulubionej serii. Mi takie uczucie towarzyszyło właśnie przy książce "Marionetka" Pauliny Jurgi. Czekałam, czekałam i się doczekałam i powiem szczerze, że było na co czekać. 

W "Matrioszce", pierwszej części" poznajemy Martę, która zostaje porwana przez swojego biologicznego ojca - szefa rosyjskiej mafii, i uwięziona w jego okazałej posiadłości. Marta musi zmierzyć się z brutalnością mafijnego światka. Nie jest to dla niej łatwe, dlatego buntuje się, jednak nie ma żadnych szans w starciu z barbarzyńskim ojcem i jego świtą. W Rosji dziewczynie zostaje przydzielona ochrona, w tym przystojny Nikolaj, który szybko znajduje szczególne miejsce w sercu Marty. Pierwszy tom tej serii kończy się tak, że zakończenia nie powstydziłby się nawet Remigiusz Mróz :) Dlatego nie mogłam się doczekać drugiej części. 

"Marionetka" jest nieco inna, ale równie dużo się w niej dzieje. Po tragicznych wydarzeniach z tomu pierwszego, Maks, brat bliźniak Marty, musi stawić czoła najwyżej postawionym członkom rosyjskiej mafii i wkupić się w ich łaski. Ma wokół siebie ludzi, którzy mu w tym pomagają, jednak czy aby na pewno każdy jest mu przychylny? Czytając tę książkę miałam nieodparte wrażenie, że w szeregach rodziny i pracowników rodziny Kosłow jest krew i nawet mam swoje podejrzenia, kto to może być. Właśnie przez niego i przez decyzje podjęte przez Maksa, Marta jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Grozi jej czeczeńska mafia, a w dodatku nie czuje się pewnie w domu, bo odkryła pewien sekret, który na stałe odmieni życie jej oraz Nikolaja. 

To co mi się najbardziej podobało w tej książce to to, że mogliśmy lepiej poznać pozostałych bohaterów. Cieszę się, że autorka postanowiła przybliżyć czytelnikom historię Nikolaja, która była trudna, bolesna i niesamowicie bulwersująca. Odbiegając od tematu, wiem, że to tylko literacka fikcja, ale czytając fragmenty z życia małego Niko podświadomie myślałam o "szkoleniach" dla dzieci porwanych przez dżihadystów. Te wydarzenia nabierają jeszcze większego znaczenia i napawają większym strachem, kiedy człowiek sobie uświadomi, że to nie do końca jest tylko wymysł autorki. Ale to tylko taka mała dygresja...

Mocnym punktem całej tej historii jest uczucie rodzące się miedzy głównymi bohaterami. Bardzo podoba mi się to, że Marta i Nikolaj nie rzucili się na siebie przy pierwszej możliwej okazji. Ich uczucie budowane jest stopniowo, małymi kroczkami. Od początku jest wiadome, że dwa dwójka za sobą szaleje, ale autorka pokazała delikatną i wrażliwą stronę bezwzględnego mężczyzny, który dla ukochanej jest w stanie zrobić wszystko. Choć należy pamiętać, że Niko to wciąż wyszkolony zabójca, któremu nawet oko nie drgnie, wykonując egzekucję. Moim zdaniem postaci są świetnie wykreowane, są wielowymiarowe i mają dwie twarze, które stopniowo są odkrywane w kolejnych tomach powieści. 

Powiem Wam, że czekanie na trzecią część będzie katorgą! Zakończenie wbiło mnie w fotel i naprawdę nie mogę się już doczekać, kiedy w moje ręce trafi bodajże ostatnia część tej trylogii. Jeśli lubicie historie mafijne to koniecznie sięgnijcie po tę serię. Jest na naprawdę światowym poziomie i gwarantuję Wam, że nie będziecie się nudzić!

poniedziałek, lutego 22, 2021

#185 "Layla" by Colleen Hoover

#185 "Layla" by Colleen Hoover


Hej, hej!

Każdy kto obserwuje mój profil na Instagramie wie, bo głoszę to wszem i wobec, że moja relacja z Colleen Hoover jest na zasadzie love-hate. Są książki, które kocham np. "Wszystkie nasze obietnice" i są takie, których nie znoszę jak "Ugly love". Dlatego z pewną dozą nieśmiałości, ale również wielkimi pokładamy ciekawości sięgnęłam po nową powieść tej autorki. Liczyłam na coś zupełnie innego i to właśnie dostałam. 

Tytułowa Layla to młoda, pełna życia dziewczyna, która na weselu swojej siostry poznaje chłopaka z zespołu Leedsa. Młodych ciągnie do siebie od pierwszego wejrzenia, więc nikogo nie dziwi, że w bardzo krótkim czasie para zakochuje się w sobie i zamieszkuje razem w mieszkaniu Leedsa. Jednak sielanka nie trwała długo, ponieważ któregoś razu Layla zostaje zaatakowana. W wyniku tego ataku musi przejść bardzo skomplikowaną operację oraz rehabilitację. Jednak starania lekarzy nie wystarczyły, bowiem po wypadku Layla ma zaniki pamięci, jest rozkojarzona i ma trudności z przypomnieniem sobie wydarzeń z przeszłości. Aby pomóc ukochanej Leeds zabiera dziewczynę do pensjonatu w którym się poznali. Jednak dziwne zachowanie Layli tylko się nasila i nie to jest głównym powodem do zmartwień. 

Kompletnie nie spodziewałam się tego, co zafundowała nam Hoover. I szczerze powiem, że ciężko mi jest napisać cokolwiek o tej książce, aby Wam nie zaspoilerować, bo wystarczy, że powiem jedno słowo, a już będziecie mogli się domyślić o co w tym wszystkim chodzi. Odniosę się zatem do odczuć, które towarzyszyły mi podczas czytania. "Laylę" czyta się bardzo szybko. Akcja pędzi! I jest tak wciągająca, że przeczytałam tę książkę w dwa dni, bo nie byłam w stanie się od niej oderwać. Końcówka daje czytelnikowi takie emocje, wręcz podekscytowanie, że na bank zarwiecie noc, aby tylko doczytać do końca i sprawdzić jak to wszystko skończy się dla bohaterów. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem, choć przyznaję, że byłam sceptycznie nastawiona. Być może fani "starej" Hoover nie będą do końca zadowoleni, jednak uważam, że warto jest sięgnąć po tę książkę. Styl pisania autorki jest tak przystępny i przyjemny w odbiorze, że czytanie to frajda, a spędzone nad książką godziny dostarczą Wam długiej rozrywki.

Dla mnie ta książka jest nowością i czuję, że na nowo odrywam autorkę. Nie czytałam jej wcześniejszych mroczniejszych powieści i szczerze przyznam, że nie byłam zachwycona taką zmianą frontu, bo doświadczyłam już kilku sytuacji, kiedy autor książek obyczajowych i romantycznych mierzy się w kryminałem. Fajnie, że próbuje, ale to jednak nie to. Dlatego miałam wątpliwości co do Hoover. Ale przyznaję, że taki gatunek a'la romans paranormalny przemówił do mnie. Ja nie czytam książek fantasy, ani nic o postaciach nadprzyrodzonych, więc pewnie dlatego ta książka zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie i tak bardzo mi się spodobała, bo była dla mnie po prostu czymś nowym, odkrywczym, świeżym. Życzyłabym sobie więcej takich zaskoczeń.

piątek, lutego 05, 2021

#181 "W błogiej nieświadomości" by L.P. Delaney

#181 "W błogiej nieświadomości" by L.P. Delaney


 Hej, hej! 

Dzisiaj mam post dla fanów autora genialnej "Lokatorki", czyli L.P. Delaneya. Autor wydał właśnie swoją najnowszą książkę o tytule "W błogiej nieświadomości". Ma to być thriller psychologiczny, tak jak pozostałe utwory tego pana, ale czy na pewno? 

W powyżej książce poznajemy dwa małżeństwa. Pewnego dnia do domu Pete'a i Maddie Rileyów przychodzi Miles Lambert i oznajmia, że dziecko pary, dwuletni Theo, nie jest ich synem tylko jego i jego małżonki Lucy. A chłopiec, którego wychowują Lambertowie, to w rzeczywistości syn Rileyów. Nikt nie rozumie jak mogło dojść do takiej pomyłki. Oba małżeństwa postanawiają jednak współpracować, pozwać szpital i dla dobra dzieci starają się lepiej poznać i zaznajomić z dziećmi. I do pewnego czasu ten plan zdaje egzamin, jednak kiedy Miles za bardzo ingeruje w życie nowych znajomych i wychowywanie małego Theo, zaczynają się schody, a Miles z miłego i elokwentnego człowieka zmienia się w zaborczego i bezwzględnego faceta. 

Niestety muszę to powiedzieć i robię to z bólem serca, bo bardzo lubię twórczość Delaney'a, ale to nie jest thriller. Nawet psychologiczny. Oczywiście dla mnie. I mówię tak, ponieważ w tej książce nie ma emocji, które powinny towarzyszyć i być nieodzowną częścią tego gatunku. Autor już na samym początku spuszcza na czytelnika bombę, która jest bardzo zaskakująca i wstrząsająca. W kolejnych częściach książki opisuje i wyjaśnia jak doszło do zamiany dzieci i jak obie rodziny radziły sobie z emocjami temu towarzyszącymi. Przyznam, że temat tej książki jest dość dramatyczny. Myślę, że zaistniała sytuacja byłaby ciężka dla każdego z nas i większość ludzi miałaby ogromny problem ze zrozumieniem i rozwiązaniem tej sytuacji. Wymienić się dziećmi czy mimo wszystko wychowywać nieswoje dziecko, które się zna i kocha od maleńkości? Dylemat moralny, który moim zdaniem jest nierozwiązywalny. 

To że nie nazwałabym tej książki thrillerem nie oznacza, że książka mi się nie podobała. Uważam, że to jest to całkiem przyzwoita historia, którą czyta się z zaciekawieniem, bo temat jest bardzo skomplikowany i złożony. Autor skupia się głównie na emocjach i uczuciach głównych bohaterów, dlatego też nie ma może tutaj wartkiej i dynamicznej akcji, ale książka nie jest nuda. Wręcz przeciwnie! Jest bardzo ciekawa i myślę, że jej kunszt docenią zwłaszcza rodzice, którzy mają w sobie ogromne pokłady miłości do swoich pociech i zapewne łatwiej byłoby im się wczuć w bohaterów. 

I pomimo tego, że po tej książce spodziewałam się zupełnie czegoś innego, to jestem zadowolona, że ją przeczytałam. Była to książka wyjątkowa, wzbudzająca skrajne emocje, bardzo zagadkowa i nieoczywista. A szereg niespotykanych wydarzeń i zachowań doprowadził do naprawę ciekawego zakończenia, choć uważam, że autor nie poświęcił mu zbyt dużej ilości czasu. Można by było tam jeszcze zbudować większe napięcie, ale nie ma tragedii. Polecam Wam tę książkę, gdyż jest szansa, że nie czytaliście niczego podobnego, a czasami warto jest sięgać po historie, które znacznie odbiegają od naszych upodobań literackich. 

niedziela, grudnia 20, 2020

#175 "Matrioszka" by Paulina Jurga

#175 "Matrioszka" by Paulina Jurga

Hej, hej . 

Przychodzę do Was z jedną z ostatnich recenzji w tym roku (w planach mam jeszcze napisanie notki o "Małych sekretach" Jennifer Hillier, ale dopiero kończę ją czytać). Ostatnio przeczytałam debiutancką książkę polskiej autorki Pauliny Jurgi pt. "Matrioszka". Jest to książka, w której znajdziecie same najlepsze wątki - miłosny i mafijny. A do czynienia mamy z rosyjską mafią, także nie będzie kolorowo. 

Główną bohaterką tej trylogii jest Marta. Marta jest normalną nastolatką uczącą się w warszawskim liceum. Pewnego dnia wraca do domu i we własnej kuchni widzi pobitego ojca z kilkoma podejrzanymi typami w drogich garniturach. Jeden z nich okazuje się być biologicznym ojcem dziewczyny. Marta zostaje odurzona środkami i wywieziona do Rosji, gdzie pod baczną obserwacją prywatnej ochrony musi nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości, w wielkim pałacu, z nową rodziną i prywatnym ochroniarzem Nikołajem, który z czasem staje się kim więcej niż tylko bodyguardem. 

Powiem Wam szczerze, że zawsze mam wątpliwości co do polskiej literatury. Zwłaszcza tyczy się to nowych autorów, których nie znam i autorów powieści obyczajowych, bo głównie zawodzę się na takich książkach. Jednak przyznaje, że w tym wypadku byłam pozytywnie zaskoczona i zadowolona z lektury, bo ta książka jest naprawdę dobra. Zacznę do tego, że bardzo podobają mi się bohaterowie. Do Nikołaja zapałałam sympatią od pierwszych stron (ale to pewnie dlatego, że mam słabość do 'złych chłopców'). Niko jest twardym gościem, bezwzględnym zabijaką, facetem bez sentymentów i wydawałoby się, że bez uczuć, jednak po spotkaniu Marty, którą pieszczotliwie nazywa Jaskółką, poznajemy jego drugie oblicze - faceta, który kocha za zabój. Natomiast Marta, czyli rosyjska Matriona, to dziewczyna bardzo odważna i silna psychicznie. Z godnością znosi to co ją spotkało i mimo iż zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, w którym się znajduje, nie przestaje myśleć o tym, aby wydostać się z tej złotej klatki. Pragnie wolności i dąży do niej za wszelką cenę. Dziewczyna popełnia kilka błędów, natomiast będąc w jej sytuacji wszyscy by je popełnili. Koniec końców udowadnia, że to ludzie, których kocha są dla niej najważniejsi i stara się im to udowodnić. 

Również postaci drugoplanowe są bardzo ciekawie wykreowane. Moje zainteresowanie od samego początku wzbudził brat bliźniak Marty, Maks. Przyznaje, że jest to dla mnie postać zagadkowa i czułam, że będzie on miał większe znaczenie w całej tej historii, ale o tym dowiemy się pewnie w kolejnym tomie, bo autorka zafundowała czytelnikom takie zakończenie, że... Eh, szkoda, że tak długo trzeba czekać na kontynuację. 

Jak sami widzicie, bohaterowie są dość ciekawi, jednak to co jest najlepsze w tej książce to akcja, która nie zwalnia ani na chwilę. Każda strona, każdy rozdział to kolejna ciekawa sytuacja, która ma znaczący wpływ na życie bohaterów - porwania, zabójstwa, przekupstwo, pojedynki, wszechobecna agresja i przemoc, a do tego uczucie, które rodzi się między głównymi bohaterami. Jeśli chodzi o wątek miłosny, oczywiście, że był przewidywalny, jednak to co najbardziej mi się w nim podobało, to że nie był taki gwałtowny. To uczucie rozwijało się powoli, swoim tempem. W końcu Marta jest porwaną nastolatką, a Nikołaj to ochroniarz, który musi spełniać rozkazy ojca dziewczyny. Ta miłość nie powinna się zdarzyć, jest zakazana, niewłaściwa, ale właśnie takie historie czytelnicy lubią najbardziej. A przynajmniej ja. Nie może być za prosto. 

Nie będziecie nudzić się przy tej książce. Ciekawi bohaterowie, wartka akcja, momenty zwrotne, kulminacje, do tego rosyjska mafia i zakazana miłość. Każdy czytelnik znajdzie tutaj coś dla siebie. A jak dodamy do tego przyjemny styl pisania autorki to dostajemy naprawdę niezłą książkę, która umili nam długie zimowe wieczory. Ja jestem bardzo zadowolona z lektury i z pewnością sięgnę po kolejne tomy tej trylogii. Wszystkie ukażą się w przyszłym roku, więc już teraz jest na co czekać. 

czwartek, września 17, 2020

#165 "Była/żona" by Tess Stimson

#165 "Była/żona" by Tess Stimson


Hej, hej! 
Wpadła w moje ręce książka Tess Stimson pt. "Była/żona". Opis książki gwarantował niezapomnienie emocje. Mi czytało się ją bardzo dobrze, jednak mam małe "ale", o którym dowiecie się za chwilę. 

"Była/żona" to historia o trójce ludzi. Andrew był przystojnym prezenterem telewizyjnym, który rozwiódł się z Louise, matką dwójki swoich dzieci, bo poznał i pokochał Caz. Andrew i Caz wypowiedzieli sakramentalne "tak" i również doczekali się potomka. Na pozór relacje między tą trójką były poprawne, jednak po pewnym czasie Louise mocno zaangażowała się w znajomość z byłym mężem. Mężczyzna nie zauważał jakich podstępów dopuszczała się była żona, aby tylko zmącić spokój Caz, co doprowadzało do licznych konfliktów między kobietami, a ostatecznie doprowadza do tragedii, bowiem na uroczystej rodzinnej imprezie Andrew traci życie. Na miejscu zbrodni znajdują się Caz i Louise, obie zdenerwowane, obie pobrudzone krwią. Która zabiła? I dlaczego? 

Jest to ten typ thrillera, w którym na samym początku mamy finał całej historii, a czytając kolejne rozdziały czytelnik ma możliwość dowiedzenia się jak do tego doszło. Przyznam szczerze, że mi się to spodobało. 
Fabuła książki skupia się głównie na ukazaniu relacji między kobietami. Nie jest łatwo zaakceptować drugą małżonkę byłego męża, zwłaszcza kiedy jest dużo młodsza. Louise nie ukrywa swojej niechęci do Caz, często płata kobiecie figle mające na celu wyprowadzenie jej z równowagi, a także wzbudzenie zazdrości o Andrew. Bowiem Andrew wciąż ma bardzo dobry kontakt ze swoimi teściami i często pomaga Louise przy dzieciach, a także w wypadku różnych nieprzewidzianych sytuacji, normalne jest, że spędza z nią sporo czasu. To bardzo denerwuje Caz, więc kobieta za wszelką cenę próbuje skompromitować Louise w oczach małżonka. 
Powiem Wam, że bardzo ciekawa jest ta książka. Relacje obu kobiet, wzajemne oskarżenia, ich niechęć sprzyjała temu, aby snuć domysły, która z nich dokonała makabrycznej zbrodni na mężczyźnie, którego kochała. Ciekawe jest również to, że obie kobiety skrywają tajemnice, które po wyjściu na światło dzienne, rzucają cień podejrzeń. I choć uważam, że autorka świetnie poprowadziła fabułę, stopniowo budowała napięcie i niejednokrotnie wprowadziła czytelnika w osłupienie, to ja trochę domyślałam się, kto zabił głównego bohatera. Końcówka książki zaskoczyła mnie bardzo, jednak moje domysły okazały się słuszne. 
Jestem ciekawa czy i Wy domyśliliście się, która kobieta popełniła zbrodnię. 

Podsumowując, nie jest to najlepszy thriller, jaki czytałam, ale na pewno jest bardzo dobry. Tak jak wspomniałam, emocje budowane są stopniowo, jednak autorka skutecznie zainteresowała mnie przebiegiem sytuacji do tego stopnia, że nie mogłam oderwać się od czytania. Gdyby nie to, że jestem domyślna, to z pewnością dałabym tej książce więcej punktów. Mimo wszystko to bardzo dobry thriller, który z pewnością będę polecała znajomym. 

niedziela, lipca 19, 2020

#158 "Żony gejów" by Maria Mamczur

#158 "Żony gejów" by Maria Mamczur

Cześć Moliki!
Przychodzę dzisiaj do Was z bardzo wyjątkową książką. Książką, która dogłębnie mnie poruszyła, zszokowała i zasmuciła. Uważam, że jest to ten typ książki, którą powinien przeczytać każdy, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie spojrzeć na sprawę z dwóch perspektyw. I ja, jako kobieta, powinnam trzymać stronę bohaterek tego reportażu, jednak z drugiej strony jestem całym sercem za tymi mężczyznami. Podczas lektury miotały mną sprzeczne ze sobą emocje, naprawdę bardzo przeżyłam przedstawione tu historie. To był prawdziwy rollercoaster. Ale warto było.

Jak łatwo się domyślić po tytule książki, jest to reportaż o kobietach, które świadomie lub nie, poślubiły homoseksualnych mężczyzn. Niekiedy sprawa orientacji seksualnej partnera wychodziła na jaw po wielu latach małżeństwa, niekiedy lampka ostrzegawcza migała już na początku. Co jednak skłoniło bohaterki tej książki do ślubu? Poznajemy kilku bohaterów, każdy jest inny, każdy wywodzi się z innego środowiska, mieszka w różnych częściach Polski, a nawet i świata. Jedni są młodzi, inni starsi, mają dzieci, własne firmy, domy, spokojne i poukładane życie.
Jednak natury nie oszukasz...
Nie chcę się tutaj rozpisywać o czym dokładnie jest ta książka, każdy z Was na pewno już to wie lub się domyśla. Dla mnie ten temat jest na tyle ciekawy, że skłonił mnie do własnych refleksji.

Przez to, że w moim gronie znajomych jest sporo osób homoseksualnych, wytworzyła się we mnie wyjątkowa empatia. Nie potrafię opisać tego uczucia, kiedy widzę w otoczeniu nawet najmniejsze oznaki tolerancji i akceptacji dla osób z mniejszości seksualnych. Kiedy widzę, że ktoś może być po prostu sobą. Może być szczęśliwy. Wolny. Dlatego czytając tę książkę współczułam obu stronom.
Bohaterki tego reportażu to niewątpliwie bardzo silne kobiety. Nie potrafię sobie wyobrazić co czują, kiedy orientują się, że najbliższa dla nich osoba przez całe życie je oszukiwała. Oszukiwała, zdradzała, okłamywała. To normalne, że po poznaniu prawdy czuły się poniżone, bezwartościowe i skrzywdzone. Sama kiedy stawiam się w takiej sytuacji moją pierwszą myślą jest "zabiję gnoja". Jednak potem szybko się reflektuję i stawiam siebie po drugiej stronie. Ten mężczyzna niewątpliwie jest winny. Winny rozpadowi rodziny. Winny zniszczeniu życia swojej małżonki, która w późniejszych latach będzie musiała chodzić na terapię, aby uporać się z uczuciem poniżenia, wykorzystania i straty. Ale... Ten mężczyzna przez całe życie żył w ukryciu, nie mógł być sobą, bo gdyby wyjawił swoją orientację, byłby poniżany i szykanowany, nie spełniłby oczekiwań społeczeństwa. Wyobrażacie sobie żyć w niezgodzie z własnym "ja"? Dla mnie jest to coś strasznego! Nawet nie mogę sobie tego wyobrazić. I wiem, że niektórzy z Was zapewne uważają, że to był ich wybór. Jednak nie do końca zawsze to tak wygląda. I dowiecie się tego z tej książki, bo każda historia w niej przedstawiona jest inna.

Jednak pomijając już te historie, najbardziej przeraziło mnie to co dzieje się w Internecie. Autorka przytoczyła wpisy z portali internetowych, różnych for, na których ludzie jawnie ogłaszają, że szukają żony dla przykrywki lub że szukają partnerki/partnera do tzw. "białego związku", w którym nie chodziłoby o seks, tylko o to, aby pokazać się razem na imprezach rodzinnych i wśród znajomych po to, aby uciszyć plotki o prawdopodobnym homoseksualizmie. Czy to jest chore? Tak! A dlaczego? Bo żyjemy w chorym kraju, w którym ludzie nie mogą być sobą, nie mogą być wolni. Żyjemy w kraju, w którym lepiej być pijanym pedofilem niż homoseksualistą. Niestety, tak uważam. I jest to bardzo smutne. Dlatego bardzo współczuję bohaterkom tego reportażu, naprawdę bardzo. I nie chcę porównywać która krzywda jest większa. Jednak jeśli miałabym opowiedzieć się po któreś ze stron, to zdecydowanie bardziej żal mi jest tych mężczyzn.

Sami widzicie, że nie jest to łatwa lektura, bo wzbudza wiele sprzecznych emocji. Jednak warto jest ją przeczytać. Być może otworzy Wam oczy na niektóre sprawy, a może nie? Wszystko zależy od tego jak bardzo otwarci na świat jesteście.

środa, maja 20, 2020

#153 "Obiecasz mi" by Diana Brzezińska

#153 "Obiecasz mi" by Diana Brzezińska

Cześć Moliki!
Przybywam z recenzją trzeciego domu jednej z mojej ulubionej polskiej serii kryminalnej. Seria kryminalna nie jest typowym przedstawicielem gatunku, bo mamy tutaj do czynienia z dozą romansu, jednak jak dla mnie jest to połączenie przyjemnego z pożytecznym i z przyjemnością zawsze wracam do losów psycholożki Ady Czarneckiej i policjanta Krystiana Wilka.

Drugi tom zakończył się w momencie, kiedy Krystian zadzwonił do Ady i oznajmił jej, że zabił swoją kochankę. Mężczyzna był bardzo roztrzęsiony, dlatego rudowłosa pani psycholog od razu ruszyła mu na pomoc. Pomogła mu w ucieczce, bo uważała, że Krystian nie byłby zdolny do tak masakrycznej zbrodni, a zaistniała sytuacja jest wynikiem jakiegoś spisku.
Para współpracowników od razu bierze się do pracy, aby wyjaśnić co tak naprawdę wydarzyło się na miejscu zbrodni i stara się podważyć wszystkie dowody tam znalezione. Z czasem ich relacja zacieśnia się coraz bardziej i wspólna praca sprawia, że Adrianna i Krystian zakochują się w sobie i postanawiają prowadzić wspólnie, nie tylko prawy policyjne, ale także życie.

Trzeci tom mocno mnie zaskoczył. Mimo iż od początku nie wierzyłam w winę Krystiana, to to czego dowiedziałam się w trakcie książki, a zwłaszcza na jej końcu, mocno zachwiało moją wiarę w jego postać. Jednak mam przecie, że czwarty tom to naprawi, bo autorka już zasygnalizowała, że Krystian pójdzie w dobrą stronę i przejdzie na jasną stronę mocy.
Cała intryga przedstawiona w "Obiecasz mi" moim zdaniem była nieźle skonstruowana. Bardzo dużo się dzieło, akcja była bardzo dynamiczna, czytelnik nie ma możliwości znudzić się podczas lektury.
Pojawili się także nowi bohaterowie. Moją uwagę przykuła przede wszystkim pani prokurator Gabriela Sawicka. Moim zdaniem jest to bardzo charakterystyczna postać i z przyjemnością zobaczyłabym ją w kolejnych częściach. Przypominała mi trochę policjantkę z trzeciego i czwartego sezonu "Domu z papieru". Była nieco łagodniejsza, ale nie wiedzieć czemu kiedy się tylko pojawiła to przed oczami miałam właśnie tę postać z serialu.

Nie jestem najlepsza w opisywaniu kryminałów i thrillerów, bo boję się, że Wam coś zaspoileruję. A tego nie chcę, bo nie będziecie mieć żadnej frajdy z czytania. Powiem Wam tak na zakończenie, że te książki mają w sobie coś ciekawego, coś co sprawia, że czyta się je z przyjemnością. Wątek miłosny nie jest dominujący, jest poboczny, serwowany czytelnikowi po trochu. I to jest fajne, bo mimo wszystko jest to książka kryminalna.
Ja od pierwszego tomu polecam Wam tę autorkę i tę serię. Uważam, że jest naprawdę dobra, dlatego i tym razem gorąco Wam polecam.

poniedziałek, grudnia 30, 2019

#140 "Zaufasz mi" by Diana Brzezińska

#140 "Zaufasz mi" by Diana Brzezińska

Cześć Moliki!
Pamiętacie jak całkiem niedawno pisałam Wam o książce Diany Brzezińskiej "Będziesz moja"? Jeśli nie wiecie o czym mówię koniecznie to nadróbcie, a najlepiej zapoznajcie się z tą książką, bo jest świetna. I dzisiaj mam zamiar kontynuować swoje ochy i achy, bo właśnie jestem po lekturze drugiego tomu serii kryminalnej.

"Zaufasz mi" to kontynuacja losów policyjnej pani psycholog Ady Czarneckiej oraz podkomisarza Krystiana Wilka. Po trudnej i dramatycznej w skutkach sprawie z pierwszego tomu Ada ucieka do rodzinnego domu, aby trochę odpocząć od pracy i zapomnieć o tym co się wydarzyło. Kobieta nawet po długiej, kilkumiesięcznej przerwie dalej ma koszmary i napady lękowe, które nie pozwalają jej normalnie funkcjonować. Nie wyobraża sobie powrotu na komendę i pracy.
Bodźcem, który zmobilizował ją do powrotu była informacja o zatrudnieniu na zastępstwo innego psychologa, który swoim doświadczeniem i sposobem pracy znacznie przewyższał Adriannę. Zarówno ona, jak i Krystian Wilk, nie mogli pozwolić na to, aby ostatecznie Ada została zwolniona, dlatego podkomisarz ściąga ją do pracy.
Ada od razu została przydzielona do toczącej się sprawy. W Szczecinie odnotowano znaczny wzrost samobójstw. Krystian i Ada od razu zaczęli przypuszczać, że nie jest to przypadek i próbują znaleźć coś co łączy wszystkie ofiary.

Po raz kolejny autorka zafundowała nam bardzo ciekawą sprawę, która nie jest taka oczywista jakby mogło się wydawać. Za samobójstwami stoi skomplikowana historia, bardzo trudna do rozszyfrowania. Adrianna za punkt honoru stawia sobie rozwiązanie tej zagadki, pomimo tego, że sama boryka się z wahaniami emocjonalnymi spowodowanymi zbliżającym się rozwodem oraz rozprawą, która ma zakończyć sprawę z pierwszego tomu.
We wszystkim stara się pomóc jej Krystian. Podkomisarz pomimo uczuć, które żywi do Adrianny pozostaje jej przyjacielem. Stara się ją uspokajać w trudnych napadach lękowych. Ich relacja się zacieśnia i naprawdę nie mogę się już doczekać, kiedy zostaną pełnoprawną parą. Ale na to muszę poczekać (mam nadzieję) do kolejnego tomu.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, jest naprawdę wciągająca, bo akcja toczy się naprawdę dynamicznie. Porównując dwa tomy przyznam, że pierwszy podobał m się odrobinę bardziej, ale nie zmienia to faktu, że jestem fanką tej serii Polubiłam bohaterów - zwłaszcza Krystiana Wilka, który już w pierwszej części skradł moje serce (pomimo tego, że jego zachowanie i sposób bycia woła o pomstę do nieba).

"Zaufasz mi" to taki romantyczny kryminał - bardzo fajna pozycja na zimowe wieczory. Dostarczy Wam wielu wrażeń, interesującą intrygę, romantyczne uniesienia i zakończenie, które wyprowadzi Was z równowagi. Ja już zacieram ręce na kolejny tom. Mam ogromną nadzieję, że ukarze się szybko, bo życie w takiej niewiedzy i nieświadomości aż boli! :)
Gorąco Wam polecam tę serię. Są to jedne z fajniejszych książek polskiego pochodzenia, które czytałam w ostatnim czasie.

piątek, grudnia 20, 2019

#139 "I żyli długo i szczęśliwie" by C.C. MacDonald

#139 "I żyli długo i szczęśliwie" by C.C. MacDonald

Cześć Moliki!
Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz przeczytałam książkę od pierwszej do ostatniej strony. To straszne, wiem. Ale stało się! I właśnie z tą książką do Was dzisiaj przychodzę.

A na myśli mam thriller psychologiczny pt. "I żyli długo i szczęśliwie" autorstwa C.C. MacDonald.
Głównymi bohaterami jest angielska rodzina. Poznajemy Naomi i Charliego w momencie, kiedy starają się o rodzeństwo dla swojej dwuletniej córeczki Prue. Jednak para ma problemy z poczęciem drugiego potomka, a dodatkowo Naomi czuje się coraz bardziej zawiedziona mężem i ich relacją.
Zniechęcona i rozczarowana kobieta coraz częściej się irytuje i szuka rzeczy, które odwróciłyby jej uwagę od męża. I tutaj pojawia się przystojny Sean, ojciec jednego z chłopców nieuczęszczających do tego samego żłobka co Prue. Naomi od razu zapałała fascynacją do mężczyzny i zapragnęła do poznać bliżej. Poznali się na tyle blisko, że wylądowali razem w gorącym uścisku pod prysznicem, a zaraz potem okazało się, że Naomi zaszła w ciąże.
I w tym momencie zaczyna się największy problem kobiety, bowiem w jej domu zaczynają się dziać dziwne i niewyjaśnione rzeczy, do tego nie wie czyje dziecko nosi pod sercem, a jakby tego było mało Sean okazuje się być kumplem jej męża.
Minęło sporo czasu nim Naomi zorientowała się, że Sean ma taką samą obsesję na jej punkcie, jak ona na niego z początku ich znajomości.

Ja mam mieszane uczucia po tej lekturze. Moim zdaniem książka jest mocno przegadana, a akurat tego nie lubię. Autor w głównej mierze skupił się na tym, aby pokazać co dzieje się w głowie głównej bohaterki. Naomi doznała wielu emocji przez całą długość książki i jest osobą, która lubi wszystko analizować. Czytelnik ani na moment nie miał okazji wyjść z jej głowy. Czytając tę książkę momentami aż byłam zmęczona jej ciągłym myśleniem i po prosu chciałam, aby akcja wreszcie ruszyła do przodu.
Jeśli mowa o akcji, to uprzedzam, że nie jest ona szybka i wartka. Ba! Początkowe rozdziały wloką się jak ślimak. Miałam wrażenie, że bohaterowie kręcą się kółko - odwożą dziecko do żłóbka, wracając, zajmują się córką, rozmawiają o ciąży, dziecku i remoncie domu. Żadnych konkretów, żadnych zwrotów akcji. Kompletnie nic, tylko ciągłe rozważania głównej bohaterki. I właśnie dlatego ciężko się czyta tę książką (przynajmniej mi).
Dopiero przekraczając połowę zaczyna akcja zaczyna się powoli rozkręcać. Jednak nie spodziewajcie się fajerwerków. Zakończenie też jest takie bez wow. Jakby autor nie miał pomysłu jak to zakończyć, więc wybrał najprostszy i najbanalniejszy sposób, a potem na kilku stronach zaprezentował zeznania bohaterów i tyle. Myślę, że można było to jakoś lepiej zorganizować, bo sama intryga była całkiem niezła.

To co fajne jest w tej książce to pokazanie jak jeden nieprzemyślany czyn może wpłynąć na całe nasze późniejsze życie. Człowiek musi się wtedy zmierzyć z ogromnymi konsekwencjami, ale także z poczuciem winy, które czasami jest gorsze od niejednej kary. I trzeba z tym żyć, bo czasu nie da się cofnąć, a tak jak wspomniałam, niektórych rzeczy nie da się naprawić i będą się one za nami ciągnęły i przypominały przez całe życie o błędach popełnionych w przeszłości. Niestety tak to już jest...

Moim zdaniem Naomi i Charlie mieli wielkie szczęście jak na to co zrobili. Zarówno on jak i ona uniknęli konsekwencji, co nie oznacza, że mogą spać spokojnie, bo obydwie doskonale wiedzą, że wyrządzili krzywdę innym osobom. Ja na ich miejscu nie potrafiłabym się z tym pogodzić.

Czy warto sięgnąć po tę książkę? Myślę, że tak, jednak nie jest to lektura dla wszystkich. Z pewnością część czytelników będzie zadowolona psychologicznym aspektem tego thrillera, jednak część, która szuka akcji, dreszczyku emocji i nagłych zwrotów akcji będzie mocno zawiedziona. Także zależnie od tego czego szukacie, sami odpowiedzcie sobie na pytanie, czy chcecie przeczytać "I żyli długo i szczęśliwie".

sobota, września 21, 2019

#134 "Będziesz moja" by Diana Brzezińska

#134 "Będziesz moja" by Diana Brzezińska

Cześć i czołem!
Ostatnio w moje ręce trafia coraz więcej książek polskich autorów i tym razem także trafiłam na całkiem przyjemną pozycję. Na myśli mam książkę "Będziesz moja" Diany Brzezińskiej.
Na wstępie chciałam podziękować wydawnictwu Otwartemu za możliwość przeczytania tego kryminału. Naprawdę dobrze się przy nim bawiłam.

"Będziesz moja" to tak jak wspomniałam powyżej kryminał z małą dozą romansu. Jest to pierwsza część serii kryminalnej, więc domyślam się, że w kolejnych tomach wątek miłosny będzie się rozwijał, jednak miała nadzieję, że już teraz autorka dostarczy nam wielu romantycznych uniesień. Jako nieuleczalna romantyczka bardzo na to liczyłam, ale pani Diana stopniowo buduje uczucie między głównymi bohaterami.
A są nimi rudowłosa pani psycholog Adrianna Czarnecka oraz podkomisarz Krystian Wilk. Obydwoje pracują w szczecińskiej komendzie i wspólnie zostają przydzieleni do pracy przy sprawie sprzed dziesięciu lat. Jednak po kilku tygodniach ich wszystkie myśli i siły skierowane zostają na bieżącą, bardzo pilną i trudną sprawę. W Szczecina zaczyna grasować seryjny morderca, który na swoje ofiary wybiera młode, rudowłose dziewczyny. Cały zespół policyjny, w którego skład wchodzą Adrianna oraz Krystian, musi jak najszybciej znaleźć mordercę, aby ocalić życie rudowłosych kobiet, do których zalicza się także policyjna pani psycholog.

To co bardzo podobało mi się w tej książce to dynamiczna akcja toczących się śledztw. Były prowadzone dwa niemalże w tym samym czasie, więc czytelnik na bieżąco otrzymywał informacje o postępach w akcji. Obydwie sprawy były bardzo fajnie wymyślone, zaskakiwały i naprawdę trzymały w napięciu. Dla mnie zakończenie było totalnym zaskoczeniem i w ogóle nie spodziewałam się, że tak to właśnie może się skończyć.
Na wielki plus zaliczam także głównych bohaterów. Krystian Wilk od początku wzbudził moją sympatię, mimo iż jest bezczelnym kobieciarzem i bardzo pewnym siebie, nie znoszącym sprzeciwu facetem. Na ogól takie typy nie wzbudzają mojego zaufania, jednak coś kazało mi myśleć, że podkomisarz Wilk to w głębi duszy dobry człowiek, mężczyzna, przy którym kobieta czuje się bezpiecznie. Pomimo tego, że na wiele wad, to da się go lubić.
Podobała mi się także Adrianna. Jej postać jest bardzo realistyczna. To twarda babka, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, potrafi postawić na swoim, mimo iż często wątpi w siebie i swoje możliwości. Trzeba ją zachęcać do działania, podbudowywać jej morale. Trudno jest jej podejmować ważne życiowe decyzje, ma dużo wątpliwości i za wszelką cenę stara się sprostać wymaganiom społeczeństwa. Jednak kiedy już coś postanowi - realizuje swoje założenia i na ogół dobrze na tym wychodzi.

"Będziesz moja" to, jak to nazywam, romantyczny kryminał. Takie połączenie zadowoli fanów obydwóch gatunków literackich, choć tak jak wspomniałam na początku, romansu póki co było niewiele. Jednak główni bohaterowie mają się ku sobie i jestem pewna, że w kolejnych częściach ich relacja ewoluuje.
Książkę czyta się szybo, jest napisana bardzo fajnym i prostym językiem, wiec każdemu powinna przypaść do gustu. Sprawy prowadzone w tej książce są kompletnie różne, zaskakujące i wzbudzają w czytelniku niemałą ciekawość.
Ja jestem bardzo zadowolona z tej lektury i z przyjemnością sięgnę po część drugą.
I jak na debiutantkę, to pani Diana wykonała super robotę! Oby więcej takich debiutów!

czwartek, września 12, 2019

#133 "Farma" by Joanne Ramos

#133 "Farma" by Joanne Ramos

Dzień dobry Moliki!
Powoli aklimatyzuję się w Polsce po powrocie z wakacji i przyznam Wam szczerze, że nie jest tak źle jak mogłoby być. Spodziewałam się totalnego dramatu, depresji i płaczu, a okazuje się, że poza deszczowym weekendem nie jest najgorzej. Pracy co prawa dużo, ale do ogarnięcia. Nawet wczesne wstawanie nie sprawia mi problemu.
Mam nadzieję, że ten stan rzeczy się długo utrzyma, bo jesień to dla mnie zawsze najgorszy okres w roku. Jestem z tych osób, których zawsze dopada jesienna chandra, a że jestem nadwrażliwa i wszystko przeżywam sto razy bardziej, to nawet najdrobniejsze potknięcie, złe słowo czy niezrozumienie doprowadza mnie do stanów depresyjnych. Także... Chwilo trwaj!

Recenzja może zawierać spoilery 

A zebraliśmy się dzisiaj tutaj, aby porozmawiać o książce "Farma" Joanne Ramos. Temat, który został poruszony w tej powieści nie jest mi obcy, powiem kiedyś czytałam bardzo podobną historię. Z tym że "Źródła miłości", o których teraz myślę, opowiadały o hinduskich kobietach.
Tytułowa Farma to pewnego rodzaju ośrodek, zamieszkały przez kobiety, które zdecydowały się zostać surogatkami dla bogatych rodzin, które nie mogły mieć dzieci, które ponad wszystko ceniły sobie swoją karierę, czy też dla kobiet, które nie chciały tracić figury.
W Złocistych Dębach zdecydowała się zamieszkać Filipinka Jane. Jane pochodziła z biednej rodziny, po nieudanym związku została sama z córeczką, której chciała zapewnić jak najlepsze życie. Dlatego postanowiła skorzystać z okazji i zamknąć się w luksusowym ośrodku. Dziewczyny, które w nim zamieszkały mogły liczyć na wszystko - zdrowe posiłki, codzienne masaże, kompleksowe badania i stały dostęp do lekarza oraz hojne wynagrodzenie po wydaniu na świat zdrowego dziecka.
Był jeden haczyk - pensjonariuszki były stale kontrolowane, nie mogły utrzymywać kontaktów z bliskimi i całym światem zewnętrznym, a także nie mogły odejść z Farmy przed porodem.
Warunki, które zostały zapewnione surogatkom były godne, jednak ścisła kontrola złamałaby niejednego. Kiedy Jane zdaje sobie sprawę z tego, że jest traktowana jak przedmiot, a jej ciało jest wykorzystywane, zaczyna zadawać sobie pytanie, czy to wszystko ma jakiś sens i czy naprawdę warto jest się tak poświęcać.

Zgadzam się z opiniami osób, które twierdzą, że nie jest to must have. Nie jest to książka, która wywoła u Was reakcję "muszę to przeczytać jak najszybciej!", "to jest takie niesamowite!" itp. Dobrze się czyta tę książkę, jednak nie jest ona dynamiczna, nie jest pełna akcji i nie trzyma w napięciu. Moim zdaniem warto jest przede wszystkim przeczytać tę książkę ze względu na kobiecą solidarność. Mimo tego, że w naszym kraju surogacja jest nielegalna, to na świecie jest to bardzo popularne i czasami warto jest się zastanowić nad tym, co czują takie kobiety i co je skłoniło do urodzenia i oddania dziecka. Ta książka po raz kolejny potwierdziła moje odczucia co do kobiecej siły - jak wiele jesteśmy w stanie znieść i jak wielkiego poświęcenia się dopuścić, aby zadbać o rodzinę i jej przyszłość.
Mnie bardzo poruszył los Jane. Ta dziewczyna zdecydowała się zostawić swoją kilkumiesięczną córeczkę pod opieką kuzynki, tylko po to, aby zapewnić jej lepszy start. I jakby rozłąka nie była wystarczającym poświęceniem, to dodatkowo nie mogła się z nią spotkać podczas trwania ciąży. Psychologiczne zagrywki właścicielki ośrodka tylko potęgowały w Jane poczucie winy i bezsilność. Smutno było to czytać, jednak Jane udowodniła, co jest dla niej najważniejsze.

Także jeśli jesteście fanami książek o kobietach dla kobiet, to uważam, że powinniście sięgnąć po "Farmę". Jestem przekonana, że niejednokrotnie Was zbulwersuje, a może i wzruszy. Warto jest uzmysławiać sobie co dzieje się na świecie, dlatego ja Wam tę powieść polecam.

środa, sierpnia 28, 2019

#132 "One płoną jaśniej" by Shobha Rao

#132 "One płoną jaśniej" by Shobha Rao

Hej, hej!
Piszę to kilka godzin przed moim wyjazdem na wakacje, więc wybaczcie mi, jeśli ta recenzja nie będzie wybitna, jednak mam bardzo mało czasu, a przede mną prasowanie, pakowanie itd. Także z góry przepraszam za jakość, ale postaram się, aby jednak w miarę treściwie przedstawić Wam moje odczucia względem książki Shobha Rao "One płoną jaśniej".

Powyższa książka to historia o dwóch młodych dziewczynach pochodzących z hinduskiej wioski. Obydwie są biedne, obydwie mają duże rodziny, obydwie myślą o wspólnej przyszłości. Wyobrażają sobie, że będą przyjaciółkami do końca życia i że nic ani nikt nie stanie im na drodze. Jednak wszystko zmienia się, kiedy jedna z nich, Purnima, zostaje wydana za mąż i przeprowadza się do innej wnioski, a Sawitha ucieka z domu rodzinnego po gwałcie, którego padła ofiarą.
Pomimo odległości i tego, że nie mają ze sobą żadnego kontaktu, nie wiedzą co robią i gdzie są, dziewczyny ciągle o sobie myślą i bardzo chcą się odnaleźć. Jednak nie jest to takie proste, bo jako kobiety są całkowicie uzależnione od mężczyzn, a jakby tego było mało, to środki finansowe nie pozwalają im na dalekie i skomplikowane podróże.

Jako miłośniczka książek o tematyce arabskiej, azjatyckiej, muzułmańskiej, nie mogłam sobie odmówić tej książki. Byłam jej bardzo ciekawa, bo przeczytałam w swoim życiu już kilka podobnych fabularnych historii, więc za każdym razem szukam czegoś nowego. I od samego początku ta opowieść skojarzyła mi się z jedną z moich ukochanych książek "Tysiąc wspaniałych słońc", która też opowiada o kobiecej przyjaźni.
Tutaj mamy bardzo podobną sytuację, bowiem dziewczyny darzą się szczególnym uczuciem. Są sobie życzliwe, wspierają się, pomagają, mimo iż często same nie mają siły czy pieniędzy, aby siebie stuprocentowo wspomóc. Za wszelką cenę próbują siebie odnaleźć, dążą do tego niemalże po trupach, pokonują liczne przeszkody, które wcale nie są łatwe i które dla nas, Europejczyków, są totalnie abstrakcyjne. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić do jakich poświęceń musiały się posunąć Purnima i Sawitha, jak wielkie upokorzenia znosić, jak wiele bólu im zadano... Naprawdę w głowie się nie mieści jak niewiele znaczy kobieta w krajach muzułmańskich.

"One płoną jaśniej" to historia o potędze przyjacielskiej miłości, o wyrzeczeniach i poświęceniu, o walce o siebie i swoją godność. Jest to piękna opowieść, która obrazuje jak powinna wyglądać przyjaźń między ludźmi oraz o tym, że w świecie, kiedy człowiek człowiekowi wilkiem, najważniejsze to być po prostu ludzkim. Niejednokrotnie przy czytaniu w oku zakręciła mi się łza, kilka razy musiałam książkę odłożyć i wziąć kilka głębokich wdechów, bo to co znajduje się na stronicach tej powieści jest przerażające i tak bardzo niesprawiedliwe! Powtarzam to przy każdej recenzji książki o podobnej tematyce - niewiarygodne jest to, co dzieje się w XXI wieku i jak małe mamy o tym pojęcie. A co gorsza - nic nie możemy z tym zrobić, bo wszyscy przymykają oczy na handel ludźmi, gwałty kobiet czy śluby młodych dziewcząt z dużo starszymi mężczyznami.

Moje zbulwersowanie jest najlepszym przykładem na to, jak wielkie emocje wywołuje ta książka. I uważam, że niezależnie od tego, czy się lubi takie historie czy nie, to każdy powinien ją przeczytać, bo mimo iż jest to literacka fikcja, to naprawdę obrazuje życie muzułmańskich kobiet. I może jak będziemy się edukować w tym temacie i głośno mówić o tych barbarzyńskich metodach na życie, świat zmieni się na lepszy.
Czego sobie oraz Wam życzę.

sobota, sierpnia 17, 2019

#130 "Perfekcyjna żona" by JP Delaney

#130 "Perfekcyjna żona" by JP Delaney

Cześć Moliki!
Ale mam dla Was dzisiaj fajną książkę! Coś dla fanów "Lokatorki" JP Delaney. W moim odczuciu "Lokatorka" była genialna i naprawdę bardzo dobrze wspominam tę książkę. Do tego stopnia, że zaliczyłam ją do mojego top 3 roku 2017. "Perfekcyjna żona", bo o tej książce będę dzisiaj pisała, chyba nie dorówna debiutanckiej powieści JP Delaney, ale również będzie znajdowała się bardzo wysoko w moim rankingu.

Wspomniana książka to ten rodzaj thrillera, w którym czytelnik czuje ciekawość, podenerwowanie i dreszczyk emocji zamiast strachu.
Głównymi bohaterami są Abbie i jej mąż Tim. Abbie poznajemy pięć lat po tym jak ulega strasznemu wypadkowi i tylko dzięki mężowi - miliarderowi i guru technologicznemu, udaje się jej wrócić do żywych. Fabuła zaskoczyła mnie już od pierwszych stron, bowiem nie sądziłam, że główna bohaterka będzie tym kim jest. Abbie powoli stara sobie przypomnieć życie sprzed wypadku, zbiera wspomnienia, próbuje rozpoznać twarze i miejsca. Nic nie jest proste, bowiem Tim nie chce jej tego ułatwić. Odnalezienie starego telefonu i wiadomości do "przyjaciela" sprawiają, że Abbie nabiera podejrzeń co do prawdomówności własnego męża i chce dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się przed pięciu laty.

Tak jak wspomniałam, byłam zaskoczona już od pierwszych stron. Spodziewałam się zupełnie innych bohaterów i innej fabuły, bardziej podobnych do tego, co już kiedyś widziałam. Jednak autor się postarał i wymyślił całkiem innowacyjną fabułę, czym zyskał sobie moją przychylność. Ta książka dostarczy Wam wielu wrażeń. Każdy kolejny rozdział sprawia, że w głowie czytelnika pojawia się zamęt, bo ewidentnie "coś tam śmierdzi", ale nie wiadomo dokładnie co. Moja ciekawość była naprawdę wystawiona na próbę, bowiem akcja nie szła do przodu szaleńczym tempem, tylko była stopniowana i zrównoważona, dzięki czemu pochłonęłam tę książką błyskawicznie.

Pomimo tego, że było to zupełnie inna historia niż ta której się spodziewałam i zawierała elementy, które mnie nie interesują (komputery, technologia itp.), to bardzo mi się ta książka podobała. Przy końcu akcja zaczęła nabierać szybszego tempa, emocje sięgały zenitu i również spotkałam się z dużym zaskoczeniem. Autor zadbał o to, aby dostarczyć nam wielkich wrażeń do ostatnich stron.

Także ja jestem bardzo zadowolona z lektury. Styl i pomysły JP Delaney bardzo mi odpowiadają, bo w moim odczuciu są bardzo świeże, nowoczesne i innowacyjne. Łączenie emocji z nowoczesną technologią w tym przypadku się sprawdza. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który sprawia, że mam ochotę na więcej książek tego autora.

Jeśli nie czytaliście nic co wyszło spod piórka JP Delaney, to musicie to nadrobić, bo jego książki są naprawdę wyjątkowe. "Perfekcyjną żonę" Wam polecam. Myślę, że nie będzie żałować zakupu ani czasu spędzonego z tymi bohaterami. Będzie to dla Was dobrze spożytkowany czas.

czwartek, lutego 28, 2019

#111 "Bezbronne" by Taylor Adams

#111 "Bezbronne" by Taylor Adams

Cześć Moliki!
Przychodzę do Was dzisiaj z książką, która ostatnimi czasy wywołała sporo zamieszania na bookstagramie. "Bezbronne" Taylor Adams, bo o tej książce mowa, to thriller, który naprawdę trzyma w napięciu. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych historii tego typu, która została wydana w ostatnim czasie.

Darby jest młodą dziewczyną. Jechała do domu rodzinnego, kiedy rozpętała się śnieżyca. Darby została zmuszona zatrzymać się przy drogowym zajeździe, gdzie oprócz niej utknęły jeszcze cztery inne osoby. Towarzystwo było dziwne, ale nic wówczas nie zapowiadało tak tragicznej nocy. I wtem, przechodząc przez parking w poszukiwaniu zasięgu, Darby zauważyła w furgonetce dziecięcą dłoń zaciskającą się na prętach klatki. Początkowo myślała, że to tylko wyobraźnia płata jej figle, jednak dziewczyna szybko zorientowała się, że w samochodzie uwięzione jest dziecko, a jego porywaczem jest jedna z czterech osób znajdujących się w środku zajazdu.
Od tamtej pory Darby zaczyna walkę z czasem o życie uwięzionego dziecka, a także swoje.

Ta książka łączy w sobie wiele naprawę przerażających elementów - noc, śnieżycę i tajemniczych bohaterów. Ci ostatni są wyjątkowo udani. Każdy inny, każdy skrywa jakiś sekret, a wśród nich jest porywacz, który chciał skrzywdzić bezbronne dziecko. W tej książce wszystko jest mroczne, czytając odczuwa się niepokój, gdyż w głowie ma się świadomość, że ktoś z czwórki nieznajomych dopuścił się przestępstwa. Pierwsze podejrzenia padają na Larsa, młodego chłopaka, który sprawia wrażenie lekko niedorozwiniętego. Ale czy to właśnie on jest porywaczem?
"Bezbronne" ma bardzo dynamiczną akcję. Cała historia dzieje się w przeciągu jednej nocy, więc stąd ten szybki rozwój wypadków. W każdej sekundzie dzieje się coś, co sprawia, że naprawdę bardzo ciężko jest odłożyć tę książkę. Ja przeczytałam ją bardzo szybko, a każdy kolejny rozdział sprawiał, że dostawałam gęsiej skórki. Momentami naprawdę byłam przerażona, bo Darby groziło śmiertelne niebezpieczeństwo.

Zanim sięgnęłam po tę książkę, w którejś z recenzji wyczytałam, że Darby zachowuje się jak bohaterka horroru. Nie zachowuje się racjonalnie i zawsze idzie tam skąd dochodzą przerażające dźwięki. Początkowo trochę mnie to irytowało, bo osobiście nie lubię takich sytuacji i oglądając filmy zawsze jestem tą pierwszą która mówi "po co tam idziesz idiotko!".
I muszę potwierdzić tę opinię, aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Darby zachowywała się tak, a nie inaczej. To co jej się przytrafiło było naprawdę przerażające, więc przestają mnie dziwić jej irracjonalne zachowania. Będąc w takim szoki u stresie nie sposób postępować w przemyślany sposób.

Także jeśli szukacie bardzo dobrego thrillera, który naprawdę trzyma w napięciu do ostatnich stron, który fabułą przypomina prawdziwy film akcji i jest dynamiczny i wciągający, to koniecznie sięgnijcie po "Bezbronne".
To jest takie dobre!

środa, grudnia 05, 2018

#101 "Wszystkie nasze obietnice" by Colleen Hoover

#101 "Wszystkie nasze obietnice" by Colleen Hoover

Cześć Moliki! 
Przyszłam dzisiaj do Was z najnowszą książką Colleen Hoover "Wszystkie nasze obietnice". Powiem Wam szczerze, że nie jestem wielką fanką tej autorki, bo zraziła mnie do siebie książką "Ugly love". Wówczas było to moje pierwsze spotkanie z Hoover, no i zawiodła mnie. 
Jakimś cudem złapałam w ręce inną książkę tej pisarki - "It ends with us" i przepadłam, bo ta historia była fantastyczna! Urzekła mnie i wzbudziła we mnie emocje, które pamiętam do dzisiaj. 
Coś mnie podkusiło (a raczej zrobiły to Wasze pozytywne recenzje) i kupiłam najnowszą książkę. 

"Wszystkie nasze obietnice" to historia o dwójce ludzi, którzy poznają się w dość bolesnych i niesprzyjających romansom okolicznościach. Quinn i Graham właśnie rozstają się ze swoimi partnerami i jakimś sposobem pomagają sobie przejść przez ten najtrudniejszy okres. Ponownie spotykają się po kilku miesiącach i wówczas są już przekonani, że są sobie pisani. 
Jednak życie nigdy nie jest proste i nie układa się tak jakbyśmy tego chcieli. Marzenia o idealnym życiu i powiększonej rodzinie są trudne do zrealizowania, a rutyna, która wkrada się w życie małżonków w niczym nie pomaga. 
I kiedy zdaje się, że nie ma już ratunku, do akcji wkracza drewniana szkatułka, którą Graham podarował Quinn w dniu ślubu. Szkatułka skrywa w sobie tajemnicę, która jest ostatnią deską ratunku dla młodego małżeństwa. 

Nie wiem, czy mogę to powiedzieć oficjalnie, ale kocham Hoover za takie historie! Nie za szaleńczo zakochanych nastolatków, którzy gonią za idealnymi partnerami, tylko za historie o prawdziwych ludziach dla prawdziwych ludzi. Kocham ją za emocje, które we mnie wzbudza, za łzy, które wywołuje, za ból, który odczuwam razem z bohaterami. Kocham ją za to jak piękne tworzy historie, za to w jak trudnych sytuacjach stawia swoich bohaterów i za to jak pięknie ich z nich ratuje. "Wszystkie nasze obietnice" to cudowna historia! Jest pełna emocji, zarówno dobrych, jak i gorzkich, pokazuje siłę miłości, pokazuje walkę o siebie i z samym sobą, pokazuje, że każde zło da się przezwyciężyć, jeśli tylko odpowiednio podejdziemy do sytuacji i zrozumiemy co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze. Jestem zauroczona tą historią! I będę ją polecała równie często co "It ends with us". 

Muszę dodać coś na temat głównych bohaterów. Po pierwsze - kocham Grahama! Po drugie - kocham Grahama. Po trzecie - kocham Grahama. Już nie raz Wam wspominałam, że bohaterowie, mężczyźni, złamani przez życie to mój ulubiony typ bohatera. Dziwnie to zabrzmi, ale uwielbiam czytać o tym jak cierpią, bo pokazuje to tylko i wyłącznie ich niesamowitą wrażliwość. A ja bardzo sobie cenię tę cechę u płci przeciwnej. Uwielbiam patrzeć jak taki bohater się podnosi, jak walczy, jak odnajduje w sobie wewnętrzną siłę, aby walczyć o siebie lub swoich bliskich. Lubię czytać jak postępuje wbrew sobie, jak przełamuje swoje słabości, swoje zasady, tylko po to, aby osiągnąć pełnię szczęścia. To jest takie cudowne! I to właśnie obrazuje w książce Graham. 
Jeśli zaś chodzi o Quinn, to muszę przyznać, że bardzo jej współczuję. Znalazła się w strasznym położeniu i ciężko mi jest wyobrazić sobie, co czuła i przez co przechodziła nie mogąc spełnić swojego największego pragnienia. Jestem w stanie zrozumieć jej uczucia do męża w tym najtrudniejszym dla niej czasie, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta dwója popełniła jeden z największych błędów - a mianowicie przestała ze sobą rozmawiać. Myślę, że szczera rozmowa oszczędziłaby im wielu cierpień i happy end nastąpiłby znacznie szybciej. 

Trochę się rozpisałam, ale myślę, że mnie zrozumiecie. Na koniec muszę jeszcze dodać, że pomysł ze szkatułką był bezbłędny! To co znajdowało się w środku powaliło mnie na łopatki, wzruszyło do łez i tylko potwierdziło moją tezę, że Graham to wyjątkowy facet, którego pewnie każda z nas chciałaby mieć. 

Jeśli jeszcze nie czytaliście "Wszystkich naszych obietnic", to koniecznie musicie to nadrobić. Historia jest rewelacyjna i jeśli kolejna książka Hoover będzie na takim samym poziomie, to chyba jednak zostanę jej fanką :) 


Autor: Colleen Hoover 
Tytuł: Wszystkie nasze obietnice 
Wydawnictwo: Otwarte 
Data wydania: 14 listopada 2018
Liczba stron: 320

czwartek, listopada 09, 2017

#69 "It ends with us" by Colleen Hoover

#69 "It ends with us" by Colleen Hoover

Tytuł: It ends with us 
Autor: Colleen Hoover 
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2 października 2017
Liczba stron: 352 

"Nie ma czegoś takiego jak źli ludzie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, którzy czasami robią złe rzeczy"

"It ends with us" to moje drugie spotkanie z Colleen Hoover. Pierwsze nie było zbyt udane. "Ugly Love" nie powaliło mnie na kolana, sama historia była dość banalna, aczkolwiek ze względu na styl pisania Hoover, całkiem przyjemnie się ją czytało. Dlatego też sceptycznie podchodziłam do pozycji, z którą dzisiaj do Was przychodzę. Jak się okazało - niepotrzebnie, bo "It ends with us" to bardzo fajna książka. 

Lily Bloom zawsze płynie pod prąd. Nic dziwnego, że otworzyła kwiaciarnię dla osób, które... nie lubią kwiatów, i prowadzi ją z pasją i sukcesami. Gdy poznaje przystojnego lekarza Ryle'a Kincaida i rodzi się między nimi fascynacja, Lily jest przekonana, że jej życie nie może być już lepsze. 
Tak mogłaby skończyć się ta historia. Jednak niektóre rzeczy są zbyt piękne, by mogły trwać wiecznie. 
To, co kryje się za idealnym związkiem Lily i Ryle'a, jest w stanie dostrzec jedynie Atlas Corrigan, dawny przyjaciel Lily. Kiedyś ona była dla niego bezpieczną przystanią, teraz sama potrzebuje pomocy. Nie zawsze jesteśmy bowiem dość odważni, by stanąć twarzą w twarz z prawdą... Szczególnie gdy przynosi ona tylko cierpienie. 

Lily wychowywała się w domu, w którym była przemoc domowa. Ojciec nie potrafił panować nad swoimi emocjami i wyżywał się na bezbronnej żonie. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa ukształtowały Lily na silną kobietę, która w dorosłym życiu całkiem nieźle radziła sobie z przeciwnościami losu. Nie mniejszą zasługę miał w tym jej przyjaciel - Atlas. Nauczył ją pewności siebie i pokazał wszystkie wartości, które sobą reprezentuje. 
Kilka lat później Lily przenosi się do Bostonu, poznaje przystojnego lekarza Ryle'a i rozkręca swój pierwszy biznes. Otwiera się nowy rozdział jej życia, dziewczyna jest szczęśliwa, bo wszystko układa się po jej myśli. Do czasu. W szczęśliwym związku pojawia się rysa, która jest nie do przeskoczenia. Lily musi podjąć decyzję o swojej przyszłości, która będzie rzutowała nie tylko na jej życie, ale także na wszystkich jej bliskich. 

Czy związek Lily i Ryle'a przetrwa tę próbę? Czy dziewczyna zdoła zapomnieć o bólu i strachu, którego doświadczyła jako dziecko? I co z tym wszystkim wspólnego będzie miał Atlas, najbliższy przyjaciel Lily? Pozostawiam te pytania bez odpowiedzi, bo te znajdziecie w książce (o ile po nią sięgnięcie). 

Chciałabym się skupić na ogólnym przekazie tej książki. Nie jest lekko i kolorowo - zwłaszcza we fragmentach, gdzie Lily opisuje swoje dzieciństwo. Dziewczyna była świadkiem potwornych rzeczy, których dopuszczał się jej własny ojciec. Ja jestem pełna podziwu, że zdołała się podnieść po tych traumatycznych przeżyciach. Dzieci nie powinny widzieć takich rzeczy i wielka szkoda, że rodzice o tym nie myślą. Nie zdają sobie wówczas sprawy jak bardzo niszczą dzieciństwo własnego potomka, ani jak bardzo ich zachowanie wpływa na psychikę małego dziecka. To naprawdę straszne!
Czytając tę książkę czułam ból. Prawdziwy ból, który odczuwała Lily. Ból nie fizyczny, ale emocjonalny - a ten boli równie mocno. Byłam tak bardzo skupiona i zaangażowana w tę historię, że momentami musiałam odłożyć książkę, bo byłam naprawdę zmęczona. Zmęczona psychicznie. Cierpiałam razem z Lily i przyznam, że jej historia wywarła na mnie wielki wpływ. Byłam smutna, zła i wzruszona jednocześnie. Nadmiar emocji i wrażeń sprawiał, że bolała mnie głowa i serce. Z jednej strony chciałam, aby wszystko skończyło się dobrze i aby Lily przebaczyła swoim bliskim, z drugiej nie marzyłam o niczym innym, jak o przeczytaniu, że Lily daje im wielkiego kopa w tyłek!
Myślę, że właśnie na takich reakcjach zależało autorce.

Finał historii jest słodko-gorzki. I dobrze! Takie zakończenie odpowiada mi znacznie bardziej niż wielki happy end. Dzięki temu wszystko nabiera wiarygodności, bo tak naprawdę historia przedstawiona w "It ends with us" może zdarzyć się każdej z nas. Myślę, że w postaci Lily możemy szukać siły, mądrości i inteligencji życiowej. Nie poddała się. Do końca walczyła o siebie i swoją rodzinę.

Warto było sięgnąć po tę książkę. Colleen Hoover nieco mnie do siebie przekonała i myślę, że sięgnę po jeszcze jakąś jej książkę - tak aby potwierdzić swoje zdanie. Chcę sprawdzić, czy "It ends with us" to tylko "wypadek przy pracy", czy raczej to "Ugly Love" było średniakiem jej twórczości.
Polecacie coś szczególnego Hoover? Po co sięgnąć, aby się zachwycić twórczością tej autorki? Czy jakaś inna powieść jest lepsza niż powyższa? Dajcie koniecznie znać! 

środa, września 13, 2017

#62 "Lokatorka" by JP Delaney

#62 "Lokatorka" by JP Delaney

Tytuł: Lokatorka
Autor: JP Delaney 
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 14 czerwca 2017 
Liczba stron: 416

"Nie można opowiedzieć drugi raz tej samej historii i spodziewać się innego zakończenia"

"Lokatorka" pojawiła się na mojej półce, ponieważ czytałam wiele zachwycających komentarzy na temat tej książki. Większość z Was była zadowolona z lektury i bardzo ją wychwalała, dlatego też sama postanowiłam po nią sięgnąć, gdyż niespodziewanie odkrywam w sobie, że podobają mi się psychologiczne thrillery. 

Emma już nie mieszka przy Folgate Street 1, na jej miejsce wprowadza się Jane. Obie lokatorki, obecna i była, są do siebie bardzo podobne: kolor włosów, rysy twarzy, pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Kobiety łączy coś jeszcze - enigmatyczna więź z właścicielem apartamentu. Jednak po pewnym czasie obok pożądania pojawia się niepewność i niepokój. 

Co różni Emmę i Jane? Emma już nie żyje, Jane jeszcze tak. 

Historia "Lokatorki" to opowieść o dwóch kobietach, które wprowadzają się do jednego, bardzo specyficznego mieszkania. Apartament jest bardzo minimalistyczny i surowy, do tego obowiązują w nim reguły i zasady, które byłyby ciężkie do zaakceptowania dla przeciętnego śmiertelnika. Lokatorów musi zaakceptować sam architekt, który przygotował dla potencjalnych mieszkańców bardzo długi i skomplikowany test, który ma na celu określić ich osobowość.

Książka jest opisana z dwóch perspektyw - Emmy i Jane. Emma jest pierwszą mieszkanką, która zrywa ze swoim chłopakiem i wdaje się w romans z Edwardem, architektem apartamentu. Ginie w tragicznych okolicznościach, których nie była w stanie wyjaśnić nawet policja.
Po trzech latach od jej śmierci do tego samego domu wprowadza się Jane, która również wdaje się w romans z tym samym mężczyzną. Kobieta nie potrafi zapomnieć o przeszłości miejsca, w którym mieszka i drąży temat, próbuje odszukać świadków, poszlak i dowodów na to, kto zabił Emmę i dlaczego. Jane nie zdaje sobie sprawy, że przez to jej własne życie może być zagrożone.

"Lokatorka" to bardzo trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Ja nie mogłam się oderwać od lektury i przeczytałam ją w dwa dni. Akcja toczy się bardzo szybko i dynamicznie, niemalże w każdej scenie się coś dzieje. Nie ma nudnawych wątków przejściowych. Również bohaterowie są wykreowani w bardzo ciekawy sposób. Mnie się spodobała postać Edwarda - jest intrygujący i nie dziwi mnie to, że kobiety lgną do niego jak muchy do miodu. Rzadko spotykam w książkach takie postacie. Całokształt tej książki jest naprawdę powalający.

Zakończenie? Zaskakuje! I trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Jestem naprawdę zachwycona tą książką i jeżeli jeszcze ktoś nie czytał, to polecam gorąco! Na pewno nie będziecie się nudzić podczas czytania. "Lokatorka" zapewni Wam niezapomniane wrażenia i zaostrzy apetyt na podobne thrillery.

Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger