Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 27, 2019

#117 "Tysiąc pocałunków" by Tillie Cole

#117 "Tysiąc pocałunków" by Tillie Cole

Cześć Moliki!
Mam nadzieję, że ostatnie dni mijają Wam w przyjemnej atmosferze, tak jak i mnie.
Mam dla Was dzisiaj książkę, która bardzo mi się podobała. Wiem, że nie jest to najnowsza powieść, swoją premierę miała w maju 2017 roku, jednak w moje ręce wpadła dopiero teraz. Po zapoznaniu się z twórczością Tillie Cole nie mogłam odmówić sobie kolejnych jej książek.

"Tysiąc pocałunków" to historia dwojga nastolatków - spontanicznej i bardzo sympatycznej Poppy oraz zdystansowanego Runa.
Młodzi poznali się jako pięcioletnie dzieci i od razu łapią kontakt. Dzieciaki nadawały na tych samych falach, co zaowocowało długoletnią przyjaźnią aż do nastoletnich lat. Poppy i Rune stali się nierozłączni, każdą chwilę spędzali razem i nikt nie potrafił sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej.
Pewnego dnia ojciec Runa dostał pracę w rodzimej Norwegii i z racji tego, że dzieciaki miały dopiero po piętnaście lat, postanowił zabrać całą swoją rodzinę do odległego, europejskiego kraju. Zakochani musieli się rozdzielić, co było dla nich traumatycznym przeżyciem. Jednak nie spodziewali się, że kilkuletnia przerwa odciśnie aż tak wielkie piętno na ich miłości.
Po latach rodzina Runa wróciła do Stanów Zjednoczonych, jednak wówczas żadne z nastolatków nie jest już takie samo. Wiele w ich życiach się zmieniło. Pojawia się pytanie... czy mimo wszystko będą potrafili pokonać przeciwności losu i znów być kochającą się parą?

Ja nie przepadam za powieściami, kiedy bohaterami są dzieci bądź nastolatkowie. Wolę jednak romanse o ludziach dojrzałych, którzy maja spory bagaż doświadczeń, którzy nie kierują się nagłym porywem młodzieńczej miłości, myślą racjonalnie i przyszłościowo. Ale "Tysiąc pocałunków" jest inna niż standardowa książka dla młodzieży. Może to być zasługa bohaterów, którzy moim zdaniem byli nazbyt dojrzali jak na swój wiek, ale ta książka ma w sobie coś takiego, że nie można jej odłożyć na bok. Jak tylko ją otworzyłam, to na raz przeczytałam połowę i ciągle było mi mało.
Ta historia jest naprawdę piękna. Pokazuje prawdziwą przyjaźń i miłość między głównymi bohaterami. I pomimo tego, że scenariusz jest nieco powtarzalny i występuje w co drugiej książce z gatunku New Adult , bo oczywiście nie mogło umknąć mi to, że niektóre sytuacje przedstawione w tej książce są łudząco podobne do "Promyczka" Kim Holden, to jednak wszystko było opisane w inny sposób i towarzyszyły mi przy tym zupełnie inne emocje.

Zapałałam ogromna sympatią do tej historii i przede wszystkim jej bohaterów. Poppy podbiła moje serce swoją spontanicznością i umiejętnością cieszenia się z życia. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych, ze wszystkiego potrafiła czerpać przyjemność, a wszelkie przeciwności losu traktowała jako znak, dzięki czemu nie traktowała tego jako czegoś złego, negatywnego.
Rune z kolei jest wcieleniem chłopaka z marzeń każdej nastolatki. Przystojny, nieco zimny z wyglądu, tajemniczy i wiedzący czego chce. Potrafił zadbać o siebie i swoich bliskich, z uwielbieniem oddawał się swojej pasji, był wierny i kochający.
Miłość tej dwójki była - oczywiście nieco przerysowana i zbyt idealna, ale własne o tym są te książki. O takich miłościach chce się czytać, kiedy sięga po gatunek literacki, którego reprezentantem jest "Tysiąc pocałunków". A motyw słoika do którego zbiera się pocałunki ukochanego chłopaka bardzo mnie rozczulił.

"Tysiąc pocałunków" to jedna z nielicznych książek, przy których ryczałam jak bóbr. Bardzo się wzruszałam, a na końcu nie mogłam po prostu zahamować łez. Kompletne rozwaliła mnie na łopatki ta historia i zawsze będę o niej ciepło myślała i z przyjemnością wrócę do niej w przyszłości. Tillie Cole tworzy cudowne powieści, czaruje swoich czytelników, daje im mocną dawkę ciepłych uczuć, które pozostają w sercu na długo.

Jeśli jeszcze tego nie czytaliście, to musicie koniecznie nadrobić. Tylko nie zapomnijcie mieć pod ręką paczki chusteczek!

środa, grudnia 26, 2018

#105 "Nasze życzenie" by Tillie Cole

#105 "Nasze życzenie" by Tillie Cole

Cześć Moliki! 
Za nami święta. Już nie raz mówiłam, że nie przepadam za tym okresem i nie lubię też świątecznych książek, dlatego też nie sięgałam po nie w tym roku. Zamiast tego chciałam po prostu przeczytać miłą i ciepłą historię, która choć trochę przeprowadzi mnie przez ten okres. 
Postawiłam na "Nasze życzenie" Tillie Cole. Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, mimo iż wcześniej słyszałam już o "Tysiącu pocałunkach". I jak zaczęłam zagłębiać się w twórczość tej pani, to odkryłam, że ma bardzo ciekawy wachlarz powieści. Być może kiedyś sięgnę po inny gatunek autorstwa Cole. 

Skupmy się jednak na "Naszym życzeniu". Powiedziałabym, że jest to książka z gatunku new adult/romans. Jest bardzo młodzieżowa - o szkole, o młodzieńczym buncie, o stracie, o walce i przede wszystkim o muzyce. Czytając nie da się nie porównać tej książki do "Promyczka" Kim Holden. Tam poruszane były bardzo podobne tematy, a i bohaterowie mieli ze sobą wiele wspólnego. 
Powyższa powieść to historia o dwójce młodych ludzi. Bonnie to młoda uczennica amerykańskiej szkoły muzycznej, zdolna pisarka, jest zakochana w muzyce i uzdolniona wokalnie. Z kolei Cromwell to równie młody Brytyjczyk, który pojawia się w amerykańskiej szkole po to, aby szukać pomocy w odnalezieniu weny do tworzenia muzyki klasycznej. W swojej ojczyźnie, ale i w całej Europie, jest znany jako najpopularniejszy DJ młodego pokolenia. Jest zbuntowany, gburowaty, chamski, odstrasza ludzi swoim zachowaniem, ale także licznymi tatuażami i kolczykami. 
Ta dwójka poznaje się bliżej, kiedy nauczyciel przydziela ich do wspólnego projektu muzycznego. Bonnie pragnie złamać Cromwella i doszukać się przyczyny jego niestosownego zachowania i zamknięcia. Chce mu pomóc, jednak nie zdaje sobie sprawy jakie zmiany może to przynieść w życiach obydwojga. 

Tak jak wspomniałam, czytając nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że historia jest bardzo podobna do "Promyczka", którego uwielbiam. Nie zdziwi Was pewnie to, że i ta książka mi się spodobała. Lubię czasami sięgnąć po literaturę tego typu - rozluźnia mnie ona, jest lekka i przyjemna, nie zobowiązująca. Jest to świetna odskocznia od tych wszystkich trzymających w napięciu thrillerów. 
W tej historii urzekła mnie głównie muzyka. Nie jestem fanką klasycznego gatunku, nie słucham go, nie pasjonuję się nim, ale uważam, że mam w sobie taką pewnego rodzaju wrażliwość, która sprawa, potrafię dostrzec piękno klasyki. Dlatego wczułam się w postać Cromwella i w pewnym sensie się z nim utożsamiłam. 
Na własnej skórze doświadczyłam tego, jak bardzo muzyka może być pomocna, jak bardzo człowiekowi poprawia się samopoczucie, kiedy ma coś, co go uszczęśliwia. Dawno temu też miałam zły okres i to właśnie muzyka była jednym z głównych czynników, które pomogły mi przejść przez ten trudny czas. Myślę, że każdy człowiek ma dobre wspomnienia z muzyką - czy to koncert ukochanego artysty, czy to piosenka miłosna kojarząca się z tą jedną konkretną osobą... Muzyka jest niesamowita, ma wielką moc i siłę i myślę, że świat bez muzyki byłby smutny. 

Historia Bonnie i Cromwella jest niesamowita. Relacja, która się między nimi pojawiła była fascynująca. Powolne otwieranie się chłopaka było fantastycznym zjawiskiem i czytało się o tym z przyjemnością. Mimo iż chłopak miał w swoim życiu wielkie zawirowania, to Bonnie pomogła mu to przeboleć i stać się jego muzą do tworzenia nowych, wielkich rzeczy. Ta książka to coś więcej niż zwykła historia miłosna. Jest wzruszająca, czarująca i magiczna, daje nadzieję, pokazuje, że miłość może wszystko, że nawet w największym i najbardziej gburowatym człowieku kryje się iskierka, która może popchnąć go do stania się kimś lepszym. I wybaczcie mi, że w tej recenzji skupiam się głównie na postaci Cromwella, ale naprawdę go polubiłam i znalazłam w nim cząstkę samej siebie. 

Bardzo Wam polecam tę książkę. Na pewno nie będzie żałować, że po nią sięgnęliście, bo czyta się ją szybko i przyjemnie. Autorka musiała wspiąć się na szczyty swoich pisarskich umiejętności, bo wyobrażacie sobie móc opisać muzykę? To tak jakby niewidomej od urodzenia osobie wytłumaczyć czym są kolory. Trudne, ale czy niewykonalne? 

Koniecznie przeczytajcie. 
I dajcie znać jak się podobało! 


Autor: Tillie Cole 
Tytuł: Nasze życzenie 
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 31 października 2018 
Liczba stron: 460

piątek, lipca 06, 2018

#86 "Siła, która ich przyciąga" by Brittainy C. Cherry

#86 "Siła, która ich przyciąga" by Brittainy C. Cherry

No i skończyła się... 
Mam na myśli serię "Żywioły" autorstwa Brittainy C. Cherry. "Siła, która ich przyciąga" to idealne zwieńczenie tej serii. Było wzruszająco, było romantycznie, było pięknie! 

"Powietrze nade mną, ziemna pode mną, ogień we mnie, woda wokół mnie" 

Powyższa książka to historia o dwójce ludzi. Lucy i Graham to zupełne przeciwieństwa, są jak ogień i woda. Ona to pełna życia, wiecznie uśmiechnięta optymistka, która widzi świat wyłącznie w kolorowych barwach. Nigdy się nie podaje i zawsze widzi światełko w tunelu. Chętnie pomaga ludziom, a potrzeby bliskich stawia ponad swoje. On, z kolei, jest zamknięty w sobie, egoistyczny i niedostępny. Praca jest jego całym życiem, nie szuka przyjaciół, a szczęścia daje mu pisanie książek. Ciężko mu jest zaufać i się otworzyć, w głębi serca boi się zranienia i porzucenia. 
Zastanawiacie się pewnie jak dwa tak odmienne charaktery są w stanie w ogóle się tolerować (nie wspominając o miłości). Ano mogą. Nie jest łatwo, bo po drodze mają wiele wzlotów i upadków. 
Graham ma zdecydowanie gorsze położenie. Częściowo utrudnia mu to jego charakter, ale facet znajduje się w naprawdę paskudnej sytuacji. Jednak musi stanąć na wysokości zadania, ponieważ bliscy na niego liczą. A Lucy z całych sił stara się, aby Graham nie poddał. 

"Jeśli musisz upaść, upadnij na mnie" 

Przy okazji poprzednich recenzji wspominałam już jak bardzo jestem zauroczona twórczością Brittainy C. Cherry. Pomimo tego, że jest książki nie są najwyższych lotów i z pewnością nie są arcydziełami, to czyta się je naprawdę przyjemnie. Autorka ma talent do kreowania interesujących i wzbudzających emocje bohaterów. Wielokrotnie powtarzałam, że męskie charaktery w jej wykonaniu są moim ulubionymi, ponieważ lubię takich pokrzywdzonych i cierpiących mężczyzn. Podoba mi się to, ponieważ w większości romansów to właśnie kobiety są kruche i delikatne, a tutaj jest odwrotnie. Myślę, że właśnie to czyni jej książki wyjątkowymi. 

Do każdej historii miałam jakieś "ale", głównie do dialogów, które były nierealne i przesadzone. Nie wiem, wydaje mi się, że ludzie się tak do siebie nie odzywają - nawet jeśli są bezgranicznie w sobie zakochani. Ale możemy przyjąć, że się po prostu nie znam :) W "Sile..." również mogłabym się do tego przyczepić, ale zauważyłam, że jest lepiej. Oczywiście - są romantyczne wyznania, czułe szepty itd., ale są już w moim mniemaniu bardziej realne. Także bardzo się cieszę, że Cherry poprawiła ten aspekt swoich historii. 

- Taka właśnie jestem. Jestem dziewczyną, która wszystko czuje. 
- Więc świat zrobi ci krzywdę. Im więcej z siebie dasz, tym więcej zostanie Ci odebrane. 

I aby podsumować całą serię, to powiem, że są to świetnie książki, jeśli chodzi o gatunek New Adult. Cherry porusza ciekawe tematy i interesujące wątki, jej bohaterowie łamią serca i wzbudzają sympatię od pierwszych stron. Seria "Żywioły" jest idealna dla osób, które kochają złote myśli i inspirujące sekwencje, ponieważ cytatami jej książek można zapisać kilka zeszytów. 

Ja jestem bardzo na tak! Będę polecała każdemu, kto będzie miał ochotę na niezobowiązującą i lekką lekturę. Bardzo lubię tę serię i już zacieram ręce na kolejną. Pierwszy tom serii "The music street" - "Poza rytmem" od 6. czerwca jest w sprzedaży. Niebawem się w nią zaopatrzę!


Tytuł: Siła, która ich przyciąga 
Autor: Brittainy C. Cherry 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 380

czwartek, listopada 09, 2017

#69 "It ends with us" by Colleen Hoover

#69 "It ends with us" by Colleen Hoover

Tytuł: It ends with us 
Autor: Colleen Hoover 
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2 października 2017
Liczba stron: 352 

"Nie ma czegoś takiego jak źli ludzie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, którzy czasami robią złe rzeczy"

"It ends with us" to moje drugie spotkanie z Colleen Hoover. Pierwsze nie było zbyt udane. "Ugly Love" nie powaliło mnie na kolana, sama historia była dość banalna, aczkolwiek ze względu na styl pisania Hoover, całkiem przyjemnie się ją czytało. Dlatego też sceptycznie podchodziłam do pozycji, z którą dzisiaj do Was przychodzę. Jak się okazało - niepotrzebnie, bo "It ends with us" to bardzo fajna książka. 

Lily Bloom zawsze płynie pod prąd. Nic dziwnego, że otworzyła kwiaciarnię dla osób, które... nie lubią kwiatów, i prowadzi ją z pasją i sukcesami. Gdy poznaje przystojnego lekarza Ryle'a Kincaida i rodzi się między nimi fascynacja, Lily jest przekonana, że jej życie nie może być już lepsze. 
Tak mogłaby skończyć się ta historia. Jednak niektóre rzeczy są zbyt piękne, by mogły trwać wiecznie. 
To, co kryje się za idealnym związkiem Lily i Ryle'a, jest w stanie dostrzec jedynie Atlas Corrigan, dawny przyjaciel Lily. Kiedyś ona była dla niego bezpieczną przystanią, teraz sama potrzebuje pomocy. Nie zawsze jesteśmy bowiem dość odważni, by stanąć twarzą w twarz z prawdą... Szczególnie gdy przynosi ona tylko cierpienie. 

Lily wychowywała się w domu, w którym była przemoc domowa. Ojciec nie potrafił panować nad swoimi emocjami i wyżywał się na bezbronnej żonie. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa ukształtowały Lily na silną kobietę, która w dorosłym życiu całkiem nieźle radziła sobie z przeciwnościami losu. Nie mniejszą zasługę miał w tym jej przyjaciel - Atlas. Nauczył ją pewności siebie i pokazał wszystkie wartości, które sobą reprezentuje. 
Kilka lat później Lily przenosi się do Bostonu, poznaje przystojnego lekarza Ryle'a i rozkręca swój pierwszy biznes. Otwiera się nowy rozdział jej życia, dziewczyna jest szczęśliwa, bo wszystko układa się po jej myśli. Do czasu. W szczęśliwym związku pojawia się rysa, która jest nie do przeskoczenia. Lily musi podjąć decyzję o swojej przyszłości, która będzie rzutowała nie tylko na jej życie, ale także na wszystkich jej bliskich. 

Czy związek Lily i Ryle'a przetrwa tę próbę? Czy dziewczyna zdoła zapomnieć o bólu i strachu, którego doświadczyła jako dziecko? I co z tym wszystkim wspólnego będzie miał Atlas, najbliższy przyjaciel Lily? Pozostawiam te pytania bez odpowiedzi, bo te znajdziecie w książce (o ile po nią sięgnięcie). 

Chciałabym się skupić na ogólnym przekazie tej książki. Nie jest lekko i kolorowo - zwłaszcza we fragmentach, gdzie Lily opisuje swoje dzieciństwo. Dziewczyna była świadkiem potwornych rzeczy, których dopuszczał się jej własny ojciec. Ja jestem pełna podziwu, że zdołała się podnieść po tych traumatycznych przeżyciach. Dzieci nie powinny widzieć takich rzeczy i wielka szkoda, że rodzice o tym nie myślą. Nie zdają sobie wówczas sprawy jak bardzo niszczą dzieciństwo własnego potomka, ani jak bardzo ich zachowanie wpływa na psychikę małego dziecka. To naprawdę straszne!
Czytając tę książkę czułam ból. Prawdziwy ból, który odczuwała Lily. Ból nie fizyczny, ale emocjonalny - a ten boli równie mocno. Byłam tak bardzo skupiona i zaangażowana w tę historię, że momentami musiałam odłożyć książkę, bo byłam naprawdę zmęczona. Zmęczona psychicznie. Cierpiałam razem z Lily i przyznam, że jej historia wywarła na mnie wielki wpływ. Byłam smutna, zła i wzruszona jednocześnie. Nadmiar emocji i wrażeń sprawiał, że bolała mnie głowa i serce. Z jednej strony chciałam, aby wszystko skończyło się dobrze i aby Lily przebaczyła swoim bliskim, z drugiej nie marzyłam o niczym innym, jak o przeczytaniu, że Lily daje im wielkiego kopa w tyłek!
Myślę, że właśnie na takich reakcjach zależało autorce.

Finał historii jest słodko-gorzki. I dobrze! Takie zakończenie odpowiada mi znacznie bardziej niż wielki happy end. Dzięki temu wszystko nabiera wiarygodności, bo tak naprawdę historia przedstawiona w "It ends with us" może zdarzyć się każdej z nas. Myślę, że w postaci Lily możemy szukać siły, mądrości i inteligencji życiowej. Nie poddała się. Do końca walczyła o siebie i swoją rodzinę.

Warto było sięgnąć po tę książkę. Colleen Hoover nieco mnie do siebie przekonała i myślę, że sięgnę po jeszcze jakąś jej książkę - tak aby potwierdzić swoje zdanie. Chcę sprawdzić, czy "It ends with us" to tylko "wypadek przy pracy", czy raczej to "Ugly Love" było średniakiem jej twórczości.
Polecacie coś szczególnego Hoover? Po co sięgnąć, aby się zachwycić twórczością tej autorki? Czy jakaś inna powieść jest lepsza niż powyższa? Dajcie koniecznie znać! 

niedziela, października 15, 2017

#65 "Woda, która niesie ciszę" by Brittainy C. Cherry

#65 "Woda, która niesie ciszę" by Brittainy C. Cherry

Tytuł: Woda, która niesie ciszę
Autor: Brittainy C. Cherry 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 21 czerwca 2017
Liczba stron: 400 

"Człowiek powinien się trzymać tych, którzy w niego wierzą. kiedy sam tego nie robi"

Kolejny tom serii "Żywioły" od Brittainy C. Cherry - "Woda, która niesie ciszę". Nowa historia, nowi bohaterowie, równie dramatyczne i wzruszające doświadczenia postaci mogą wciągnąć czytelnika do świata Cherry. A świat ten, tak jak zawsze, jest pięknie wykreowany, więc czytanie to sama przyjemność. Ja potrzebowałam takiej lektury i cieszę się, że zabrałam się za nią właśnie teraz. 

Ulotne chwile. Nasze życie jest ich sumą. Niektóre są bolesne, pełnie cierpienia. Inne piękne, pełne nadziei i obietnic. 
Przeżyłam wiele ważnych, zmieniających, stawiających przede mną wyzwania chwil. Momentów, które przerażały i pochłaniały. Jedna największe z nich - najbardziej wzruszające i chwytające za serce - dotyczyły jego. Miałam dziesięć lat, kiedy straciłam głos. Skradziono dużą część mnie, a jedyna osobą, która naprawdę mnie słyszała, był Brooks Griffin. Stanowił światło moich mrocznych dni, był obietnicą jutra, dopóki jego samego nie spotkała tragedia. Dramat, który zatopił go w morzu wspomnień. 
Oto historia chłopaka i dziewczyny, którzy kochali siebie nawzajem, ale nie kochali samych siebie. Opowieść o życiu i śmierci. O miłości i niedotrzymanych obietnicach. 
O chwilach. 

W związku z tym, że w ostatnim czasie mam gorsze dni (jesień), to nic mi się nie chce. Nawet czytanie idzie mi mozolnie i żadna lektura nie wciąga mnie na tyle, bym przeczytała ją z zapartym tchem. Postanowiłam więc sięgnąć po Brittainy C. Cherry, która kojarzy mi się ze wzruszającymi historiami, które dają nadzieję na lepsze jutro. I kolejna część serii "Żywioły" nie zawiodła mnie, bo była naprawdę wciągająca. 

Mała Maggie, w wyniku tragicznych okoliczności, traci głos. Ze światem komunikuje się dzięki kartkom. Jednak jest jedna osoba, która rozumie ją bez słów i jest to jej najlepszy przyjaciel Brooks, lider zespołu muzycznego. Jak to zawsze w takich historiach się dzieje, para z czasem zakochuje się w sobie, jednak na drodze ich miłości staje wiele przeciwności. Młodzi muszą sobie z nimi poradzić, aby walczyć o swoje uczucie. 

Bardzo podobała mi się ta historia, mimo iż momentami irytowała mnie główna bohaterka. Rozumiem jej dramat, bo zapewne wiele osób w jej sytuacji miałoby traumę do końca życia, ale jej milczenie momentami mnie męczyło. Radziła sobie ze swoimi lękami, tak jak potrafiła, aczkolwiek dla mnie trwało to za długo. Jednak jest to tylko jeden minus, który znalazłam w tej historii. Całość była bardzo spójna, akcja toczyła się szybko i nie było nudy. Relacje między głównymi bohaterami były budowane stopniowo, małymi kroczkami, los rzucał im kłody pod nogi, a oni nie poddawali się i do końca o siebie walczyli. To było bardzo budujące. 
Przekonana jestem, że wiele czytelniczek od razu pokochało Brooksa. Cherry ma tendencję do kreowania mężczyzn silnych i z trudnym charakterem, ale zarazem wrażliwych i ciepłych. Każdy jej bohater taki był, także Brooks. Lubię jej kreacje, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma takich facetów. Nie ma opcji, by na świecie chodził sobie taki Brooks - przystojny, lubiany, twardy facet, który nie daje sobie w kasze dmuchać, a jednocześnie wrażliwy, dobroduszny, skory do poświęceń. To niemalże ideał, a w te ja nie wierzę, dlatego jest to trochę nierealne. Jednak rozumiem, że romanse kierują się swoimi prawami i tacy bohaterowie po prostu muszą być, aby rozkochać w sobie czytelnika. Taki był Edward ze "Zmierzchu", taki był Christian z "Pięćdziesięciu twarzy Greya" i taki jest Brooks. 

Na koniec po raz kolejny muszę pochwalić autorkę za styl pisania. Nie wiem jak ona to robi, ale jest to tak przyjemne, że mogłabym czytać wyłącznie jej książki. Też tak macie? Taż lubicie czytać jej powieści? Ja już się nie mogę doczekać kolejnego, ostatniego tomu serii "Żywioły", i z tego co się orientuję ma wyjść  ona w listopadzie. "Siła, która ich przyciąga" zamknie serię, ale mam nadzieję, że nie będzie to ostatnia książka Brittainy C, Cherry. 

niedziela, sierpnia 20, 2017

#59 "Franco" by Kim Holden

#59 "Franco" by Kim Holden

Tytuł: Franco 
Autor: Kim Holden 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 400

"Życie jest tak skomplikowane, jak sam je sobie utrudnisz" 

Czy ta seria mogłaby się nigdy nie kończyć? Tak bardzo kocham tę historię, tych bohaterów, przekaz tych książek... Są idealne dla młodych i starych, a każdy kolejny tom tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Kim Holden wyrasta na jedną z moich ulubionych pisarek tego rodzaju literatury. 

Franco Genovese jest perkusistą w znanym zespole. Chłopak ma wszystko. Zabójczy uśmiech, tatuaże, talent, ostry dowcip. A przy tym wszystkim serce ze złota. Wiedzie dobre, stabilne, nieskomplikowane życie. Jednak wieczór spędzony w niepozornym barze w Los Angeles wszystko to zmienia. 
Do jego świata wkracza Gemma Hendricks. Pochodząca z północnej Anglii, odnosząca sukcesy młoda pani architekt. Posiadaczka uroczego uśmiechu, ciętego języka i nad wyraz ufnego serca. Coś ich do siebie przyciąga. Gemma i Franco z miejsca się zaprzyjaźniają. Ich znajomość nie trwa długo, ponieważ kiedy za kilka dni wrócą do domów, rozdzielą ich tysiące kilometrów. 
A może coś się zmieni? 
Gemma ma pewne bliskie sercu marzenie. Gdy Franco postanowi pomóc dziewczynie w spełnieniu go, wszystko może wywrócić się do góry nogami. 
Czy ich przyjaźń będzie miała szansę przerodzić się w miłość? 
A może wszystko pójdzie w zapomnienie? 

Ten kto czytał wszystkie książki, Franco poznał już w "Promyczku". Wówczas był on postacią drugoplanową, ale z miejsca zyskał sympatię czytelników. W końcu i on doczekał się głównej roli i z tego faktu jestem bardzo zadowolona. 
Wbrew moim oczekiwaniom, nie jest to książka o tym jak kolejny członek zespołu podnosi się po utracie ukochanej przyjaciółki. Co prawda nie był on tak blisko z Kate jak Gus, ale mimo wszystko mieli ze sobą bardzo dobry kontakt i jej utrata była dla niego wielkim szokiem. W powyższej książce została przedstawiona całkiem odrębna historia, ale równie poruszająca i nieco bulwersująca. 

Z opisu książki dowiadujemy się, że w życiu perkusisty pojawia się pewna dziewczyna. Nie powiem, jest ona dość specyficzna, ale szybko zyskała sobie moją sympatię. Gemma ma marzenie - proste, ale jednocześnie trudne do zrealizowania, a w dodatku musi spełnić się dość szybko, aby jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Franco postanawia pomóc jej w spełnieniu tego marzenia, co dla mnie było aktem niezwykle szlachetnym, ale z drugiej strony wzbudziło to we mnie mieszane uczucia przede wszystkim na wzgląd długości ich związku, a także konsekwencje, które musieliby ponieść gdyby ich miłość nie przetrwała próby czasu i kilometrów. 
Trochę mnie zszokowała decyzja Franco. Chciał pomóc - ok, czuł coś do Gemmy - w porządku. Tylko, że zastanawia mnie jedna rzecz, która wydaje mi się być sprzeczna z jego charakterem. Franco jest szlachetnym, młodym człowiekiem z zasadami, bierze odpowiedzialność za swoje czyny, dlatego ciężko mi zrozumieć dlaczego przystał na reguły Gemmy, które w razie ewentualnego rozstania kompletnie wykluczały go z roli, na którą się zgodził. Brzmi to trochę nieskładnie, ale nie chcę ujawniać zbyt wiele, bo być może niektórzy z Was mają tę lekturę jeszcze przed sobą. Ale po przeczytaniu książki będziecie wiedzieć o co mi chodziło :) 

Jako dodatkowy plus zaliczam także epilog, dzięki któremu dowiadujemy się co dzieje się u bohaterów kilka lat później. Cieszy mnie to, ale jednocześnie martwi, bo wydaje mi się, że "Franco" będzie ostatnią książką tej serii - nad czym bardzo ubolewam, bo jak wspomniałam na początku kocham wszystko co ma związek z tymi ludźmi. 

A żeby nie było za kolorowo, to mam dwie małe uwagi. Przede wszystkim trochę denerwuje mnie to, że w historiach Kim Holden nie ma złych bohaterów. O ile w "Promyczku" pojawiły się gościnnie czarne charaktery, tak w "Gusie" i "Franco" już ich nie było. Bohaterowie byli po przejściach, mieli swoje za uszami, ale czarnego charakteru z prawdziwego zdarzenia nie uraczysz. Dla samego wykreowania takiej postaci warto by było napisać kolejną część :) 
Drugi minus jest taki, że "Franco" trochę stracił na przekazie. W poprzednich książkach urzekło mnie to jak Holden pokazuje wartości, które warto szerzyć - miłość, przyjaźń. Pokazała, że warto być dobrym, bo karma wraca, że po każdej burzy wychodzi słońce i nie ma rzeczy nie do pokonania. Tutaj zabrakło mi takiego jasnego przekazu, ale mimo wszystko "Franco" jest spójny z poprzednimi częściami. Dla pełnego zadowolenia brakuje mi tylko czwartego tomu pisanego z perspektywy Kellera. Wówczas byłaby to wisienka na torcie i całą serię uznałabym na kompletną i zamkniętą. 

Oczywiście polecam! Fani twórczości Holden i samego "Promyczka" powinni być zadowoleni z lektury, a jeśli ktoś jeszcze nie spotkał się z żadną z powyższych książek, czy też z autorką, to zachęcam do przeczytania, bo historia Kate i jej przyjaciół jest niesamowita! 

poniedziałek, lipca 31, 2017

#57 "Nie zapomnij mnie" by Anna Bellon

#57 "Nie zapomnij mnie" by Anna Bellon

Tytuł: Nie zapomnij mnie
Autor: Anna Bellon 
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: 19 lipca 2017 
Liczba stron: 365 

"A przeszłość miała to do siebie, że lubiła się o człowieka upominać właśnie wtedy, kiedy ten chciał ją puścić wolno" 

"Nie zapomnij mnie" to drugi tom serii The Last Regret, jednak dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą autorką, bohaterami i serią. Cała koncepcja jest oparta na członkach zespołu rockowego i w każdym tomie opisywane są wydarzenia z życia każdego z nich, dlatego pomimo tego, że seria jest spójna, to każda książka opowiada inną historię dzięki czemu mogłam się połapać o co chodzi. 

The Last Regret są na szczycie: wyprzedana trasa koncertowa, nominacje do Grammy, uwielbienie fanów, świetna zabawa z paczką najlepszych przyjaciół. 
Ale Ollie nie jest tak naprawdę szczęśliwy: ma apartament, którego nie może nazwać domem, i dziewczynę, która nie jest jego wielką miłością. Bo Ollie nie zapomniał o Ninie, pierwszej i jedynej, którą naprawdę kochał. Którą chciał mieć w sercu na zawsze. I która zniknęła z jego życia. 
Aż do dziś... 
Dlaczego Nina odeszła bez słowa? Czy kiedykolwiek kochała Oliviera? I dlaczego skrywana przez nią tajemnica nieodwracalnie zmieni życie Olliego? 

Spodziewałam się lekkiej lektury, która pomoże mi przełamać czytelniczy kryzys, jednak "Nie zapomnij mnie" okazało się dla mnie za lekkie. Szczerze powiem, że dawno nie czytałam czegoś tak złego i w ogóle nie spodziewałam się, że czytanie tego będzie dla mnie taką udręką. 
Ogólnie bardzo lubię tematy około muzyczne - również w książkach, dlatego sądziłam, że ta książka dostarczy mi miłe wrażenia, ale bardzo się pomyliłam. Przede wszystkim bohaterowie są bardzo irytujący. Odniosłam wrażenie, że pomimo tego iż autorka opisuje ich jako zupełnie różne charaktery, to każdy swoim zachowaniem i przemyśleniami jest dokładnie taki sam. Zero oryginalności. W dodatku postaci jest tak wiele, że jakby ktoś kazał mi wymienić kto jest kim, w którym gra zespole, kogo jest siostrą/kuzynką/matką, to nie dałabym rady wymienić choćby trzech imion, bo wszystko zlało mi się w jedno. Totalna masakra! 
Jeśli chodzi o fabułę, to akcja toczy się bardzo szybko, co akurat uważam tutaj za plus, bo tylko dlatego udało mi się przeczytać książkę w całości. Aczkolwiek kilka wątków mogłoby być bardziej rozbudowanych, dzięki temu książka zyskałaby na jakości. Cała historia jest tak oklepana, że aż nie mogłam uwierzyć w to co czytam. Już po przeczytaniu opisu, który zaprezentowałam powyżej wiedziałam, co jest ową tajemnicą. Wszystko jest tak przewidywalne i mało zaskakujące, sceny przedstawione w książce powtarzają się w co drugiej historii dla młodzieży. 

Jak dla mnie w "Nie zapomnij mnie" nie ma niczego odkrywczego i porywającego i absolutnie nie rozumiem fenomenu tej serii. Być może młode dziewczęta będą zachwycone tą opowieścią, bo przedstawia wielki świat sławnych i bogatych, a do tego pokazuje młodzieńczą miłość, która jest w stanie wszystko przetrwać, ale jak dla mnie, to jedna z gorszych przeczytanych przeze mnie książek. Być może jestem za stara, aby zachwycać się tą historią. Niestety, jak dla mnie to niewypał i z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie zamierzam sięgać po kolejne tomy. 

Mimo wszystko za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak :) 

niedziela, czerwca 11, 2017

#54 "Co przyniesie wieczność" by Jennifer L. Armentrout

#54 "Co przyniesie wieczność" by Jennifer L. Armentrout

Tytuł: Co przyniesie wieczność
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 11 kwietnia 2017
Liczba stron: 500

"Kształtuje nas ciąg wydarzeń, na które składają się zachowania różnych ludzi. Nauczyłam się, że nawet potwory mogą mieć na nas pozytywny wpływ"


Nie miałam żadnych oczekiwań względem tej książki przed czytaniem. Spotkałam się z wieloma pozytywnymi ocenami, wiele osób zachwalało tę historię i w sumie właśnie dlatego postanowiłam sięgnąć po tę pozycję. Nie zawiodłam się, aczkolwiek początek szedł mi mozolnie - podejrzewam, że to przez czytelniczy zastój, który mnie złapał. Końcowa opinia jest pozytywna, poza małym wyjątkiem, ale o tym za chwilę. 

Dla niektórych cisza jest bronią, ale Mallory "Myszce" Dodge służy ona jako pancerz obronny. W dzieciństwie nauczyła się, że lepiej jest zachować milczenie. I choć minęły już cztery lata od kiedy jej koszmar się skończył, dziewczyna zaczyna się martwić, że strach będzie ją paraliżował do końca życia. 
Teraz, po latach indywidualnego nauczania pod troskliwym okiem przebranych rodziców, Mallory musi się zmierzyć z nowym wyzwaniem - ostatnią klasą w publicznej szkole średniej. Żaden ze scenariuszy, które sobie stworzyła, nie zakładał, że pierwszego dnia nauki wpadnie na Ridera Starka, niewidzianego od lat przyjaciela i opiekuna. Dziewczyna uświadamia sobie, że ich więź przetrwała.
Okazuje się jednak, że nie tylko Mallory zmaga się z demonami przeszłości. Widząc, że życie wymyka się Riderowi spod kontroli, staje ona w obliczu wyboru pomiędzy dalszym milczeniem, a walką o kogoś, kogo kocha, o życia, jakiego pragnie, i prawdę, która musi zostać ujawniona. 

Historia jest o wspominanej wyżej dwójce - Mallory i Riderze, którzy wspólnie wychowywali się w rodzinie zastępczej. W wyniku nieszczęśliwych zbiegów okoliczności zostają rozdzieleni. Dziewczyna zostaje adoptowana przez bardzo dobrą rodzinę, chłopak zaś trafia do domu dziecka, a później do domu starszej kobiety, która wspólnie ze swoimi dwoma wnukami daje mu dach nad głową jako prawny opiekun. Przez przypadek przyjaciele spotykają się w szkole, do której poszła Mallory, aby ukończyć ostatni rok szkoły średniej. Dawne uczucia odżyły, Rider ze wszystkich sił próbuje odkupić swoje winy, bo czuje się odpowiedzialny za ich rozdzielenie. Dziewczyna z kolei walczy sama ze sobą, bo w wyniku traumy, którą wyniosła z dawnego domu jest bardzo nieśmiała i boi się mówić, nawiązywać nowe znajomości oraz występować publicznie. Cała historia jest o przyjaźni, miłości i o pokonywaniu własnych słabości oraz barier. 

"Co przyniesie wieczność" to powieść dla młodzieży, ale napisana w bardzo fajny i realistyczny sposób. Sama fabuła jest bardzo interesująca i najbardziej podobało mi się to, jak stopniowo i małymi kroczkami bohaterowie odkrywają się przed sobą i czytelnikiem. Spodobał mi się wątek Mallory, bo sama w przeszłości byłam trochę do niej podobna. Również miałam problem z nawiązywaniem kontaktu z rówieśnikami, byłam małomówna i nieśmiała, bałam się dużych skupisk ludzi, bo czułam się przytłoczona i osaczona. Nie powinno więc dziwić, że jej walka z własnymi demonami mi się spodobała. Co prawda u mnie wyglądało to trochę inaczej, ale na mnie również wpływ mieli ludzie, których poznałam i którzy pomogli mi - świadomie lub nie - wyjść z własnego zamknięcia. Co prawda muszę tutaj również zauważyć jeden minus o którym wspominałam w pierwszy akapicie - Mallory w niektórych fragmentach bardzo mnie irytowała, bo robiła z siebie straszną sierotę i nawet wspólne doświadczenia nie pomogły mi jej zrozumieć, ale na szczęście były to nieliczne sytuacje, które w żaden sposób nie wpływają na moją ostateczną pozytywną ocenę. 

W przeciwieństwie do Mallory, nic nie mogę zarzucić Riderowi, bo od początku zapałałam do niego sympatią. Wzruszał mnie sposób w jaki traktował i kochał swoją przyjaciółkę i bolało mnie to, co sam o sobie myśli i jakie ma podejście do własnej osoby. Widać było, że ma od duże problemy z samooceną. Ogólne książka ma pełno pozytywnych i sympatycznych postaci, bo również dwaj bracia Hector i Jayden (a szczególnie ten drugi) to bardzo zabawne i urocze elementy tej powieści. 

Tak jak wspomniałam, po chwilowych problemach z czytaniem na początku książki, potem poszło mi to bardzo szybko. Nie dziwię się, że powieść ta wielu osobom przypadła do gustu, bo i ja dołączam do tego grona, więc z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić. Osoby, które lubią młodzieżówki będą zachwycone, ale myślę, że i nieco starsze osoby (jak ja) również nie pogardzą taką lekturą. 

czwartek, czerwca 01, 2017

#52 "Ogień, który ich spala" by Brittainy C. Cherry

#52 "Ogień, który ich spala" by Brittainy C. Cherry

Tytuł: Ogień, który ich spala
Autor: Brittainy C. Cherry 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 25 stycznia 2017
Liczba stron: 450

"Kiedy znajdziesz kogoś, kto rozśmieszy Cię w chwili, w której Twoje serce chce płakać - trzymaj się go. Będzie tym, który zmieni Twoje życie na lepsze" 

"Ogień, który ich spala" to drugi tom z serii "Żywioły". Książka utrzymana jest w podobnej stylistyce, co pierwszy tom "Powietrze, którym oddycha". Opowiada o miłości, relacjach międzyludzkich i trudnych wyborach. Moim zdaniem jest gorsza od poprzedniczki, ale o tym za chwilę. 

Logan Francis Silverstone był moim zupełnym przeciwieństwem. Kiedy tańczyłam jak urzeczona, on podpierał ścianę. Przeważnie milczał, podczas gdy mnie trudno było uciszyć. Uśmiech przychodził mu z wysiłkiem, natomiast ja unikałam smutku. 
Pewnej nocy dostrzegłam ciemność, która czaiła się głęboko w nim. Każdemu z nas czegoś brakowało, jednak razem mieliśmy wszystko. Z obojgiem było coś nie tak, ale obok siebie zawsze czuliśmy, że wszystko jest jak należy. Byliśmy jak spadające gwiazdy przecinające nocne niebo w poszukiwaniu życzenia, modlące się o lepsze jutro. 
Aż do dnia, w którym go straciłam. Jedną pochopną decyzją zaprzepaścił nasz związek. 

Był sobie chłopiec, którego pokochałam. I przez kilka krótkich chwil - trwających tyle co oddech, co szept - pomyślałam, że może i on mnie kocha. 

Powyższy opis zapowiada fantastyczną lekturę, jednak ja się trochę zawiodłam na tej książce. 

Historia jest o Loganie i Alyssie, dwójce młodych ludzi, którzy jak to zwykle w takich historiach bywa, poznają się przypadkowo i z czasem zaczyna łączyć ich przyjaźń. Po kilku latach i kilku nieudanych związkach, w końcu decydują się na to, aby wyznać sobie uczucia i stać kochającą się parą. Żadne z nich nie ma łatwego życia. Logan jest synem narkomanki i faceta, który znęca się nad rodziną, Alyssa ma bardzo wymagającą matkę, która praktycznie nie zauważa swojej córki. Wspólne doświadczenia napędzają ich, dają im siłę i wolę walki o lepsze jutro. Jednak Logan ciągnie za sobą ogromny bagaż doświadczeń, które czasami go przytłaczają i wpływają na obecne uczucia. Popełnia błąd, który przekreśla całe jego dotychczasowe życie i po walce z samym sobą i o samego siebie wraca, aby naprawić wszystkie dwoje błędy i na nowo stać się chłopakiem, którym zawsze pragnął być. 

Jak dla mnie to taka lekka historia dla młodzieży. Fajne jest to, co autorka próbowała przekazać - walkę o siebie, dążenie do celu, to że po każdej burzy wychodzi słońce i to że każdemu należy się druga szansa, ale nie znalazłam w tej powieści nic odkrywczego. Nic mnie nie zaskoczyło, nic mnie nie wzruszyło do tego stopnia, abym miała łzy w oczach. Według mnie to taka pospolita historia jakich wiele.

Po przeczytaniu tego drugiego tomu, wiem już jaki charakter będzie miała cała seria "Żywioły". Będą to historie o miłości, z bohaterami "po przejściach", wzbudzające w czytelnikach - większe lub mniejsze wzruszenie. Mimo iż "Ogień, który ich spala" nie przypadł mi do gustu, to najprawdopodobniej przeczytam wszystkie tomy, bo to co muszę powiedzieć, to że styl pisania i kreowania świata, bohaterów, a przede wszystkim uczuć i emocji przez Brittainy C. Cherry bardzo mi się podoba! Co prawda nie przebije uwielbianej przeze mnie Kim Holden, ale jej książki mają coś w sobie. 

Podsumowując - lektura lekka i przyjemna, nie dla wymagających czytelników, bo ci moim zdaniem się zawiodą. Ja nie jestem wymagającą osobą i po książkach oczekuje przede wszystkim dobrej zabawy. "Ogień, który ich spala" dostarczył mi kilku przyjemnych chwil, ale zawsze może być lepiej. Mam nadzieję, że kolejne tomy nie będą powielały tego samego schematu i autorka zaskoczy nas czymś utrzymanym w tym klimacie, ale zupełnie nowym. Czekam na książkę, która złamie mi serce tak jak np. "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes. 

niedziela, maja 28, 2017

#51 "Powietrze, którym oddycha" by Brittainy C. Cherry

#51 "Powietrze, którym oddycha" by Brittainy C. Cherry

Tytuł: Powietrze, którym oddycha 
Autor: Brittainy C. Cherry 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 20 lipca 2016
Liczba stron: 400

"Warto mieć złamane serce, bo oznacza to, że doświadczyło się miłości"


"Powietrze, którym oddycha" to moje drugie spotkanie z twórczością Brittainy C. Cherry. Po przeczytaniu "Kochając pana Danielsa", który nie porwał, ale podobał mi się, chciałam sprawdzić, czy w tej autorce jest "coś więcej". 


Ostrzegano mnie przed Tristanem Colem. 
"Trzymaj się od niego z daleka", mówili. 
"Jak okrutny".
"Jest zimny".
"Życie go nie oszczędzało". 
Łatwo skreślić człowieka na podstawie jego przeszłości. Właśnie dlatego łatwo dostrzec w Tristanie potwora. Ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Zaakceptowałam spustoszenie, które w nim panowało. Sama czułam się bardzo podobnie. 

Oboje wypełnieni pustką. Oboje szukający czegoś innego. Czegoś więcej. Oboje pragnęliśmy poskładać roztrzaskane fragmenty naszej przeszłości. 
Może wtedy moglibyśmy nareszcie przypomnieć sobie, jak się oddycha. 

Powyższa książka to historia dwojga ludzi z bolesną przeszłością. Każde z nich prowadzi teraz życie dalekie od idealnego, dalekie od ich wszelkich wyobrażeń. Poznają się w momencie, kiedy Elizabeth postanawia stanąć na nogi i zmierzyć się z demonami i bólem. Po śmieci męża musi wrócić do ich wspólnego domu i na nowo zacząć budować życie sobie i swojej córce. Z Tristanem łączy ją podobna przeszłość i podobne problemy. Obydwoje muszą sobie poradzić ze stratą bliskich i kochanych osób. Wzajemnie pomagają sobie zapomnieć i ruszyć dalej. Identyczne przeżycia zbliżają ich do siebie i z czasem para zakochuje się w sobie. 

"Powietrze, którym oddycha" to przede wszystkim książka o miłości. I nie jest to łatwa miłość, bowiem zarówno Elizabeth, jak i Tristan, muszą pogodzić z odejściem ukochanych osób. I radzili sobie z tym na różny sposób, jednak wzajemnie wspierali się w swoich próbach. 

Muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyła ta książka. Podejrzewałam, że będzie to opowieść o nastolatkach - nie wiem dlaczego, ale Brittainy C. Cherry kojarzy mi się z literaturą młodzieżową. Fakt, że historia ta nie jest zbyt "wymagająca" i ambitna, jednak na odmóżdżenie jak najbardziej się nadaje. I podobnie jak w "Kochając pana Danielsa" minusem są niektóre dialogi i to jak bohaterowie się do siebie zwracają i wyznają sobie uczucia. Jak dla mnie jest to bardzo nienaturalne i nierealne. 

Sama historia bardzo mi się podobała. Również do bohaterów zapałałam sympatią - zwłaszcza do Tristana. Przy okazji innych recenzji wspominałam już, że bardzo lubię takie charaktery - osoby złamane przez życie, zagubione i takie, które się poddały, ale walczą. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie rozczulają tacy bohaterowie. Mam ochotę wtedy z nimi być, pocieszać, pomagać. 

"Powietrze, którym oddycha" to przede wszystkim historia o uczuciach i emocjach. Bardzo mi się podoba jak autorka nimi manewruje, wprowadzając czytelnika do świata, który stworzyła. Dodam również, że nie jest to łatwa historia, bowiem bohaterowie stają przed naprawdę trudnymi wyborami i C. Cherry nie oszczędzała im problemów. Czytając niejednokrotnie miałam w sobie takie odczucie, że "to się nie może udać", "to za wiele". Koniec końców muszę przyznać, że książka wyszła nieźle. 

Polecam! 

czwartek, kwietnia 20, 2017

#43 "Margo" by Tarryn Fisher

#43 "Margo" by Tarryn Fisher

Tytuł: Margo 
Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 11 stycznia 2017
Liczba stron: 345

"Żeby być naprawdę szczęśliwą, musisz tego chcieć. Choćby życie ci się skomplikowało, musisz zaakceptować to, co ci się stało, porzucić ideały i nakreślić nową mapę prowadzącą do szczęścia"

Moja biedronkowa zdobycz!

"Margo" widziałam na wielu Waszych profilach, jednak jakoś nigdy specjalnie się nie zainteresowałam tą książką. Myślałam, że to kolejna historia dla młodzieży - a za tymi średnio przepadam, dlatego też nie zwracałam większej uwagi na recenzje. Aż pewnego dnia, podczas zakupów w Biedronce, zawędrowałam na książkowe stoisko i tam zobaczyłam "Margo" w promocji. W związku z tym zdecydowałam się na zakup i tak oto książka Tarryn Fisher znalazła się na mojej półce. Opis na książce brzmi zachęcająco, Wasze recenzję, którym się przyjrzałam później również obiecywały mile spędzony czas z tą lekturą.

Margo nie jest jak inne nastolatki. Żyje w ponurym miasteczku Bone, które przejezdni omijają szerokim łukiem. Swój dom nazywa "pożeraczem". Jej cierpiąca na depresję matka nie odzywa się do niej i traktuje ją niczym służącą. 
Dziewczyna trzyma się na uboczu, dni spędza w samotności. Wszystko nieoczekiwanie się zmienia, kiedy poznaje Judaha - starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sparaliżowany, na wózku inwalidzkim, odkrywa przed Margo świat, jakiego dotąd nie znała. 
Kiedy w okolicy ginie siedmioletnia dziewczynka, dwójka osobliwych przyjaciół rozpoczyna prywatne śledztwo. W głowie Margo pojawia się desperackie pragnienie, aby wytropić morderców. I przykładnie ukarać... "Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból". Rozpoczynając bezlitosne polowanie na zło, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić. 

Ja nie będę wychwalała tej książki pod niebiosa. Czytało się całkiem dobrze, historia sama w sobie jest bardzo ciekawa i interesująca. Tutaj chodzi raczej o coś bardziej osobistego. Po prostu unikam takich rzeczy - ciemności, brudu, depresji, smutku, destrukcyjnych zachowań. Przechodziłam przez to i i nie chcę do tego wracać. Dlatego też miejscami ciężko mi się czytało "Margo", bo w jej życiu, przemyśleniach i sposobie działania widziałam dawną siebie. Podświadomie liczyłam na to, że na końcu spotka ją - tak jak mnie - happy end, ale nic  tych rzeczy. 

To, co najbardziej spodobało mi się w tej książce to opisy. Opis miasteczka Bone, opis przemyśleń Margo. Cała kreacja świata była tak realistyczna i naturalna, że aż korci mnie, aby wygooglać to miejsce i sprawdzić, czy naprawdę na ziemi są tak ponure i pesymistyczne miasta. Naprawdę warto na to zwrócić uwagę czytając. 

Podsumowując - polecam! To zdecydowanie będzie jedna z ciekawszych pozycji na mojej półce. 

sobota, kwietnia 08, 2017

#40 "Kochając pana Danielsa" by Brittainy C. Cherry

#40 "Kochając pana Danielsa" by Brittainy C. Cherry

"Zostaw za sobą przeszłość, by przyszłość mogła nadejść"

Tytuł: Kochając pana Danielsa
Autor: Brittainy C. Cherry 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 17 czerwca 2015 
Liczba stron: 432

Zanim sięgnęłam po "Kochając pana Danielsa" nie miałam pojęcia o czym jest ta książka, jednak po recenzjach i dobrych opiniach domyśliłam się, że to książka romantyczna z bardzo płaczliwą historią. Po tytułowym panu Danielsie spodziewałam się pięćdziesięciolatka, który rozkochał w sobie młodą dziewczynę, tylko po to, aby na końcu zostawić ją dla "jej dobra". Jednak nic z tych rzeczy! Nie ma tu starych ludzi, ale historia jest równie dramatyczna. 

Rzeczony pan Daniel Daniels (jak można nazwać tak dziecko?) to dwudziestodwuletni młodzieniec, który zapoznaje dziewiętnastoletnią Ashlyn. Jak łatwo się domyślić tą dwójkę zaczyna łączyć wielkie uczucie, które niestety nie ma łatwo, bo na swojej drodze spotyka wiele przeciwności. Nie zdradzam jakich, bo nie będzie frajdy z czytania, ale jak mam być obiektywna, to jak dla mnie autorka poleciała schematami, które możemy napotkać w niejednej książce. Także nie ma tutaj nic odkrywczego, aczkolwiek spodobał mi się sposób pisania i przedstawienia emocji, dlatego też ta powtarzalność wątków nie przeszkadzała mi aż tak bardzo. Było to moje pierwsze spotkanie z panią Brittainy C. Cherry i chyba nie ostatnie, bo chciałabym przeczytać inne jej książki, aby utwierdzić się w przekonaniu, czy "Kochając pana Danielsa" to jednorazowy "strzał", który porywa za serce, czy też autorka ma coś w zanadrzu i rzeczywiście potrafi pięknie operować emocjami i uczuciami czytelnika. 

Jedyną rzeczą, która naprawdę mnie irytowała w powyższej książce to niektóre dialogi. Litości! Ludzie się do siebie tak nie odzywają! Ja wiem, że to powieść głównie dla młodzieży, która być można ma inne wyobrażenie o miłości i być może naprawdę wierzy w motyle w brzuchu, ale kurczę! Strasznie mnie to irytuje, jak w książkach są opisy "ona jest taka wspaniała i piękna, że swoją urodą przebija wszystko, co kiedykolwiek widziałem w życiu" - widocznie za mało widziałeś, chłopie :) 
Uważam siebie za osobę bardzo romantyczną, ale po niektórych tekstach naprawdę myślałam, że wyląduje w toalecie. Za słodko, pani Brittainy, stanowczo za słodko! 

Ale z racji tego, że dawno nie czytałam niczego aż tak romantycznego, to pochwalę tę lekturę, bo czyta się lekko i przyjemnie. Poza drobnymi minusikami nie znalazłam niczego do czego można by było się przyczepić i naprawdę polecam tę książkę. 

Czytaliście? 

piątek, stycznia 27, 2017

#35 "Prawo Mojżesza" by Amy Harmon

#35 "Prawo Mojżesza" by Amy Harmon

Tytuł: Prawo Mojżesza 
Autor: Amy Harmon
Wydawnictwo: Editio 
Data wydania: 31 sierpnia 2016 
Liczba stron: 360

"Nigdy nie dostrzegamy tego, co oczywiste, dopóki nie uderzy nas prosto w twarz"

Dużo słyszałam na temat tej książki i z reguły były to dobre opinie. Długo zastanawiałam się nad zakupem. Kilkakrotnie dodawałam tę pozycję do koszyka w internetowej księgarni, potem ją kasowałam, bo coś innego wpadało mi w oczy. Jednak ostatnio będąc na zakupach w centrum handlowym zaszłam do Empiku i zauważyłam promocję. Postanowiłam zakupić "Prawo Mojżesza" i przekonać się, czy ta książka rzeczywiście jest taka dobra, jak ludzie piszą.

Już na "dzień dobry" bije po oczach komunikat z okładki "Ta historia nie kończy się happy endem". Trochę dziwne, ale okay. Idąc dalej natrafiamy na prolog, w którym autorka również nas informuje, że to smutna historia bez szczęśliwego zakończenia. Po części mogę się z tym zgodzić, szczególnie z tym, że nie jest to typowe romansidło o dwójce zakochanych w sobie po uszy nastolatkach, które sprzeciwiają się wszystkiemu i wszystkim, aby tylko być razem. Patrząc pod tym kątem rzeczywiście muszę przyznać, że w historii tej jest coś więcej. Jednak czy ta książka naprawdę nie kończy się happy endem? Polemizowałabym.

"Prawo Mojżesza" to historia tytułowego bohatera, który zostaje porzucony przez swoją matkę narkomankę. Chłopiec przez całe swoje dzieciństwo jest rzucany z rodziny do rodziny, aż w końcu prababcia postanawia się nim zająć. Mojżesz przeprowadza się do małego i malowniczego miasteczka, w którym poznaje dziewczynę imieniem Georgia. Nie chcę zdradzać fabuły, bo być może ktoś z Was jeszcze sięgnie po tę książkę, jednak zdradzę Wam, że losy tej dwójki są mocno pokręcone i rzeczywiście niewiele w nich szczęśliwych chwil. W dodatku Mojżesz ma tendencję do pakowania się w kłopoty przez dwój niezwykły i niespotykany dar. Trzeba jednak przyznać, że ta umiejętność pomoże mu zrozumieć wiele rzeczy, nie tylko dotyczących własnego życia, ale także niewyjaśnionych zaginięć młodych dziewcząt, które miały miejsce w miasteczku.

Jeśli chodzi o moje odczucia, to muszę przyznać, że sama nie wiem co sądzić o tej książce. Z jednej strony mi się podobało, bo przede wszystkim polubiłam bohaterów, a sama historia jest niebanalna i bardzo dobrze napisana. Z drugiej zaś strony nie rozumiem wszystkich zachwytów, bo dla mnie ta książka była po prostu okay. Nie skłoniła mnie do żadnych refleksji, nie wywołała we mnie wzruszeń ani żadnych innych dobrych bądź złych emocji. No i kompletnie nie rozumiem, co autorka miała na myśli mówiąc, że książka nie ma happy endu. Jak dla mnie ten happy end był, ale może ktoś z Was odbiera to inaczej.

Było to moje pierwsze spotkanie z Amy Harmon i coś mi mówi, że chyba ostatnie. Słyszałam o kolejnych książkach, w tym "Pieśni Dawida", która jest chyba kontynuacją powyższego tytułu, ale nie ciągnie mnie, aby po nią sięgnąć, więc chyba sobie daruję. No chyba, że znów natrafię na jakąś promocję :) Muszę za to pochwalić panią Amy Harmon, bo jej styl pisania niezwykle przypadł mi do gustu. Ma niezwykle lekkie pióro, pięknie kreuje świat i tworzy bohaterów. To jeden z największych plusów tej książki. Naprawdę bardzo mi się podoba jej styl i aż mnie zazdrość bierze, że ja tak nie umiem :)

Podsumowując. "Prawo Mojżesza" jest w porządku, nadaje się na nudne zimowe wieczory, ale mnie osobiście nie zachwyciła. Jeśli odkryliście w tej książce coś więcej, to koniecznie dajcie znać. Podzielcie się ze mną swoją opinią, bo być może mój wrodzony sceptycyzm nie pozwolił mi na odkrycie prawdziwego przesłania tej książki, a jestem bardzo ciekawa, czy takowy w ogóle istnieje. Piszcie w komentarzach!

niedziela, września 25, 2016

#26 "Moje serce i inne czarne dziury" by Jasmine Warga

#26 "Moje serce i inne czarne dziury" by Jasmine Warga

Autor: Jasmine Warga 
Tytuł: Moje serce i inne czarne dziury
Wydawnictwo: Burda Książki 
Data wydania: 17 sierpnia 2016
Liczba stron: 312

Książkę "Moje serce i inne czarne dziury" zamówiłam spontanicznie, nie wiedząc nawet dokładnie o czym ona jest. Tytuł wydał mi się intrygujący, więc pomyślałam, że zaryzykuję i wrzuciłam książkę do mojego internetowego koszyka. Powyższą lekturę przeczytałam w trzy dni. Czy mi się podobało? Tak naprawdę, to mam mieszane uczucia.

Po pierwsze, zrobiłam błąd, że nie przeczytałam opisu przed zakupem. Nie wiem dlaczego, ale mam jakiś wewnętrzny uraz, a może nawet wstręt do powieści, w których bohaterami są irytujące i zagubione nastolatki. O ile jeszcze o młodzieńczej miłości jestem w stanie poczytać, tak o problemach "egzystencjonalnych" już nie bardzo. I w "Moim sercu i innych czarnych dziurach" spotykamy się z tym drugim tematem. Aczkolwiek nie zabrakło również wątku miłosnego.

Powyższa lektura to historia o szesnastoletniej Aysel, która na forum dotyczącym samobójstw poznaje Romana. Młodzi spotykają się i umawiają, że wzajemnie targną się na swoje życie. Każde z nich ma swoje powody, każde z nich boryka się z problemami z przeszłości. Czy wspólne samobójstwo to dobry pomysł? I jakie powody ku temu mają Aysel i Roman? Dowiecie się czytając "Moje serce i inne czarne dziury".

Muszę powiedzieć, że sam pomysł na książkę jest dość interesujący. Wszak w obecnych czasach coraz więcej młodych ludzi zmaga się z depresją. Nie jest to łatwa i przyjemna choroba, a powodów do zachorowania może być wiele. Nie każdy jest silny psychicznie i nie każdy potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami. Coś o tym wiem, bo jako nastolatka sama przez to przechodziłam, więc temat książki jest mi bardzo bliski. Szczerze powiem, że ja o swojej chorobie już zapomniałam, mimo iż do dzisiejszego dnia widzę jakie pięto odcisnęła na moim charakterze i muszę przyznać, że czytając tę książkę niechętnie powróciłam wspomnieniami do tego złego okresu mojego życia. Jednak wszystko można przezwyciężyć i cieszę się, że w książce jest to pokazane.

Jeśli ktoś jest w wieku nastoletnim i lubi takie powieści, to z pewnością nie zawiedzie się na tej książce. Ja raczej do niej nie wrócę i nie sądzę, abym ją komukolwiek poleciła.

Na koniec chciałabym dodać, że do plusów zaliczam okładkę. Jest świetna!

środa, września 21, 2016

#25 "Gus" by Kim Holden

#25 "Gus" by Kim Holden

Autor: Kim Holden 
Tytuł: Gus
Wydawnictwo: Filia 
Rok wydania: 7 września 2016
Liczba stron: 500

Tak wiele chciałoby się powiedzieć o tej książce, tej serii i tej autorce, a tak mało słów mi teraz przychodzi na myśl. "Promyczek" i "Gus" to dwie najpiękniejsze książki jakie ostatnio czytałam i zawsze będę wracała do nich z wielką przyjemnością. Kim Holden to prawdziwa mistrzyni, stworzyła wspaniałą historię, która zapada w pamięć, skłania do refleksji i pobudza w czytelniku chęć czynienia dobra i zmiany na lepsze. Bohaterów się kocha - szczerze i bezwarunkowo, bo absolutnie każdy z nich jest jedyną i niepowtarzalną postacią, która czyni wykreowany przez Holden świat lepszym. Coś wspaniałego!

O "Promyczku" pisałam już wcześniej, więc nie będę się powtarzała, ale jeśli jeszcze się zastanawiacie czy sięgnąć po tę książkę, to natychmiast porzućcie wszelkie wątpliwości, bo "Promyczek", a co za tym idzie "Gus", to wyjątkowe historie i wyjątkowych ludziach.

"Gus" to druga część opowieści o Kate i Gusie. Po tragicznym zakończeniu pierwszego tomu, przyjaciele oraz rodzina Promyczka muszą się uporać z wielką stratą, która ich spotkała. Jak łatwo się domyślić, nie jest to łatwe zadania, zwłaszcza dla Gusa, który był prawdziwym przyjacielem głównej bohaterki. Jedno nie funkcjonowało bez drugiego, byli jak dwie połówki pomarańczy, wzajemnie się uzupełniali i mieli na siebie ogromny wpływ, więc stracić taką osobę, to niewyobrażalna strata dla serca. Gus początkowo nie radzi sobie z odejściem Kate. Popada w coraz większego doła, nie cieszy go nawet muzyka, która jest sensem jego życia. Życie bez ukochanej osoby jest naprawdę ciężkie, jednak trzeba spróbować stawić czoła życiu, oczekiwaniom, trzeba na nowo odnaleźć sens życia, bo wokół jest wiele osób, które zmagają się z podobnymi sytuacjami, a czasem nawet gorszymi. Czy Gus sobie poradził? Jak wyszedł z dołka? I czy ktoś mu w tym pomógł? Jak potoczyły się losy przyjaciół Kate i jej chłopaka Kellera? Tego wszystkiego dowiecie się czytając "Gusa". I znów muszę powiedzieć - nie wahajcie się, bo nie pożałujcie!

"Promyczek" na pewno wszystkim nam złamał serca. "Gus" z kolei, mam wrażenie, że powstał po to, aby posklejać nasze je do kupy. W powieści tej mogliśmy przeczytać o upadku człowieka, który powoli, bardzo małymi kroczkami, godzi się z rzeczywistością i wstaje na nogi, bo ma dla kogo żyć. Najbardziej rzucało mi się w oczy to jakim mężczyzną jest Gus. Z opisu postaci wynika, że to wysoki, dobrze zbudowany młody mężczyzna, z długimi włosami i wizerunkiem gwiazdy rocka. Jego charakter totalnie przeczy temu wszystkiemu, bo Gus to bardzo ciepły i wrażliwy młody chłopak, który ceni sobie takie wartości jak rodzina i przyjaciele, kocha dzieci i spędzanie czasu w domu z mamą. Ciężko mi było połączyć jedno z drugim, ale w końcu się udało. Przyzwyczaiłam się, że Gus nie jest zwykłą postacią, jest kimś więcej. I na jego przykładzie utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie.

Uważam, że każdy powinien przeczytać te dwie książki i wynieść z nich własną naukę. Dla jednych najważniejszą nauką będzie szerzenie dobra, dla innych nieocenianie ludzi i sytuacji po pozorach, a jeszcze inni znajdą porady jak poradzić sobie ze stratą bliskich i jak odzyskać wolę życia. Bo nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być gorzej.

Także polecam! Polecam! Polecam!

Z całego serca!

wtorek, września 13, 2016

#23 "Coś mojego" by Marci Lyn Curtis

#23 "Coś mojego" by Marci Lyn Curtis

Autor: Marci Lyn Curtis 
Tytuł: Coś mojego
Wydawnictwo: Amber 
Data wydania: 20 października 2015
Liczba stron: 304

Książkę "Coś mojego" zabrałam na tegoroczne wakacje z nadzieją, że przyniesie mi ona dużo frajdy podczas opalania na albańskiej plaży. Czy się zawiodłam? Trochę, ale sama idea powieści jest naprawdę fajna.

"Coś mojego" to historia siedemnastoletniej Maggie, która w wyniku powikłań choroby straciła wzrok. Dziewczyna powoli, choć bardzo mozolnie i z niewielkim entuzjazmem, uczy się żyć na nowo - co raczej nikogo nie powinno dziwić, bo ciężko jest stawić czoła nowej rzeczywistości, kiedy nie widzi się kompletnie nic. Jednak w życiu Maggie coś się zmienia. W wyniku upadku bohaterka częściowo odzyskuje wzrok, a jedyną osobą, którą widzi jest dziesięcioletni niepełnosprawny Ben. Czy to fantazja? Czy poprawa stanu zdrowia Maggie? Ja wiem, ale nie powiem! Musicie przeczytać, aby dowiedzieć się co takiego niezwykłego jest w Benie. Mnie postać tego chłopca urzekła najbardziej. Można powiedzieć, że to najjaśniejszy punkt tej powieści. Jestem pewna, że ma bardzo wielu fanów wśród czytelników.

Mi osobiście podoba się koncepcja tej książki. Temat jest super, aczkolwiek wydaje mi się, że autorka go nie udźwignęła albo nie przemyślała do końca. Można było to jakoś lepiej rozbudować i rozwinąć, wówczas historia na pewno byłaby wiele ciekawsza, a akcja atrakcyjniejsza dla czytelnika. To co podoba mi się najmniej to tytuł. Głównym przesłaniem miała być idea, że każdy człowiek powinien znaleźć coś swojego w czym jest najlepszy, co mu sprawia radość i przyjemność. To może być uprawianie sportu, tworzenie muzyki, kolekcjonowanie znaczków lub obserwowanie gwiazd. Coś co wyróżnia daną osobę, czyni ją nietuzinkową i wyjątkową. Mi zabrakło rozbudowania tego wątku, bo w ogóle nie czuje tego przesłania. Bohaterowie mieli swoje zainteresowania, ale żaden z nich nie potrafił przekazać mi swojej pasji, a to moim zdaniem powinno być głównym zadaniem postaci tejże powieści. Być może za dużo wymagałam od tej książki, ale po tytule naprawdę wydawało mi się, że to może być coś "wow". Szukałam motywujących fragmentów, aforyzmów, cytatów, kiedy mnie pokrzepią i zachęcą do działa i znalezienia "czegoś mojego". Niestety, nie udało się. Nie znalazłam nic ciekawego i nie sądzę, abym jeszcze kiedyś sięgnęła po tę pozycję.

sobota, września 10, 2016

#22 "Promyczek" by Kim Holden

#22 "Promyczek" by Kim Holden

Autor: Kim Holden 
Tytuł: Promyczek 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 6 maja 2016 
Liczba stron: 592

Miałam wielkie oczekiwania po "Promyczku", bo zanim zaczęłam czytać dotarło do mnie bardzo dużo pozytywnych opinii na temat tej książki. Spodziewałam się więc fantastycznej opowieści, która - jak się domyśliłam po komentarzach - nie kończy się szczęśliwie. Jestem fanką happy endów, więc trochę zmartwił mnie ten fakt, aczkolwiek nie na tyle, bym odmówiła sobie przyjemności przeczytania "Promyczka".

"Promyczek" to historia o Kate i Gusie, przyjaciołach, którzy muszą przetrwać rozłąkę, aby ich odwieczna przyjaźń na tym nie ucierpiała. Dziewczyna przeprowadza się do innego miasta i rozpoczyna studia, Gus natomiast jest liderem grupy rockowej i wyrusza w trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Mimo odległości i natłoku zajęć udaje się tej dwójce zachować przyjaźń, a nawet ją pogłębić. Oczywiście jest to tylko jeden z wątków tej wspaniałej historii. Nie będę zdradzać kolejnych, bo być może ktoś zdecyduje się na przeczytanie tej książki, dlatego nie będę psuła zabawy i nic nie zdradzę. Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy sięgnąć po "Promyczka", to nie wahajcie się!

Mnie powieść ta urzekła. I jest to dobre słowo, aby opisać moje uczucia do tejże książki. W kartek płynie wszędobylska miłość i dobroć, współczucie, tolerancja i ciepło. Chyba nie czytałam do tej pory tak optymistycznej i napawającej nadzieją książki. Sama postać Kate jest po prostu wcieleniem dobra, prawdziwy Anioł stąpający po ziemi, który niesie pomoc każdemu i w każdej sytuacji - nawet jeśli jest to sprzeczne z jej własnymi przekonaniami. Tej postaci po prostu nie da się nie lubić. To samo można powiedzieć o Gusie. Taki przyjaciel jak on to prawdziwy skarb! Sama przyjaźń między tą dwójką jest czymś wspaniałym. Ta relacja jest tak czysta, tak bezwarunkowa, że aż ciężko uwierzyć, że dwoje ludzi może darzyć siebie takimi uczuciami.

Dla mnie Kim Holden była anonimowa, bo nie słyszałam o niej wcześniej. Jednak nie przeszkadzało mi to. Ogólnie jestem otwarta na nowości. Muszę przyznać, że styl pisarki bardzo przypadł mi do gustu. Pani Holden używa przyziemnego, łatwego języka, dzięki czemu tak szybko trafia do serc swoich czytelników. Czytanie to prawdziwa przyjemność, bo czyta się szybko i przyjemnie. Sam format "Promyczka" z podziałem na dni jest genialny i muszę przyznać, że idealnie pasuje do tej książki. A ponadto playlista na końcu to wspaniały pomysł! W powieści jest bardzo dużo muzyki, czytając niejednokrotnie wyobrażałam sobie melodie, których słuchają bohaterowie. W pamięci zapadła mi szczególnie scena, kiedy Kate i Gus wchodzą wspólnie do studia, aby nagrać piosenkę. Opis tego fragmentu jest fenomenalny! Był to pierwszy i ostatni raz, kiedy pożałowałam, że "Promyczek" to książka, a nie film, bo wiele bym dała, aby usłyszeć to na własne uszy.

Mogłabym opowiadać o tej książce godzinami. Powieść jest przecudowna. Można wyciągnąć z tej historii wiele wniosków. Ja sama jestem bardzo zamknięta w sobie i raczej wolę odpuścić niż zaryzykować czy zadziałać spontanicznie. Bardzo się kontroluje, co często przysparza mi smutków i pretensji do samej siebie, bo nie korzystam z życia tak jakbym tego chciała. Brak odwagi, kompleksy, brak poczucia własnej wartości i pewności siebie to najgorsza mieszanka jaką może pomieścić w sobie jeden człowiek. "Promyczek" uczy tego, że trzeba się otworzyć na nowości, na nowe znajomości i przede wszystkim na życie. Brać z niego ile się da, żyć aktywnie, iść z uśmiechem, obcować z ludźmi, bo to oni tak naprawdę kształtują nasz charakter i dodają kolorów do naszego życia.

Czytajcie "Promyczka"! Czytajcie i wyciągajcie wnioski! A czas spędzony z tą książką na pewno nie będzie stracony.

Polecam z całego serca!

środa, lipca 06, 2016

#17 "Ugly love" by Colleen Hoover

#17 "Ugly love" by Colleen Hoover

Autor: Collen Hoover 
Tytuł: Ugly love
Wydawnictwo: Otwarte 
Data wydania: 13 kwietnia 2016 
Liczba stron: 344

Wiele dobrego słyszałam o tej książce, zanim się za nią zabrałam. Ogólnie spotkałam się z ogólnym uwielbieniem do samej Colleen Hoover, więc na pewno jest coś wyjątkowego w twórczości tej pani.

Na razie przeczytałam tylko powyższą książkę. Muszę przyznać, że styl pisania autorki jest bardzo fajny. Czyta się szybko i przyjemnie, Hoover umie wykreować ciekawe postaci i zainteresować czytelnika. Dla mnie cała historia przedstawiona w "Ugly love" to trochę lekka historia miłosna o zabawieniu erotycznym, coś co fajnie jest przeczytać na odmóżdżenie, ale osobiście nie sądzę, aby książka na dłużej zapadła mi w pamięć. Podejrzewam, że nie sięgnę po kolejną powieść tejże pani, pomimo tego, że styl jej pisania naprawdę przypadł mi go gustu. Po prostu chyba jestem już za stara i czytanie o nastolatkach bądź bardzo młodych osobach, które szaleńczo się w sobie zakochują już do mnie nie przemawia.

A o czym to właściwie jest?
"Ugly love" to opowieść o dziewczynie, która przeprowadza się do brata. Poznaje Milesa - młodego, przystojnego sąsiada, kumpla swojego brata, który jest pilotem. Jak oczywiście łatwo jest się domyśleć dziewczyna, Tate, jest zauroczona i zafascynowana nowym znajomym. Para postanawia zawrzeć bardzo dziwny układ. Początkowo wszystko idzie gładko, ale sprawy szybko zaczynają się komplikować, bo chłopak skrywa tajemnicę z przeszłości, o której ciężko mu jest zapomnieć.

Czy Tate udało się złamać serce Milesa? Czy Miles pokonał demony przeszłości i zaangażował się w nowy związek? Czy żyli długo i szczęśliwie? Nic nie zdradzę, musicie przeczytać. Niektórych książka ta poruszyła do łez, mnie nie, ale mimo wszystko miło mi się czytało tę historię. Przydała mi się taka lekka i przyjemna lekturka na długie, letnie wieczory.
Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger