Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, marca 05, 2020

#145 "Ukryte ciała" - Caroline Kepnes

#145 "Ukryte ciała" - Caroline Kepnes

Hejka Moliki!
W czasach, kiedy wszyscy oglądają seriale na Netflixie (poza mną), możliwość porozmawia ze znajomymi o czymś, co obecnie jest na topie w owym serwisie jest bezcenna. Dlatego tak bardzo się cieszę, że miałam przyjemność przeczytać książkę, na podstawie której powstał serial "You" (więcej info o tej książce znajdziecie TUTAJ). A teraz cieszę się podwójnie, bo powstał drugi sezon tego serialu, a ja przeczytałam drugi tom serii o tytule "Ukryte ciała".

"Ukryte ciała" to kontynuacja losów Joego Goldberga, młodego nowojorczyka, miłośnika literatury i sprzedawcy księgarni. Jak wiemy z poprzedniej części Joe ma obsesję na punkcie każdej dziewczyny, w której się zakocha. Czuje nieodpartą potrzebę kontrolowania i  uszczęśliwiania jej, co często równa się z likwidacją ludzi, którzy stoją im na przeszkodzie do pełni szczęścia. Dziewczyny są oczywiście niczego nieświadome do czasu, aż dzieje się jakaś tragedia.
Drugi tom zaczyna się tym, że Joe spotyka się z Amy. Chłopak jest naprawdę szczęśliwy i zakochany, więc jego świat wali się po tym, jak dziewczyna go oszukuje, porzuca i wyjeżdża do Los Angeles, kradnąc przy okazji najbardziej wartościowe egzemplarze książek Joego. Goldbergu czując niemożliwą chęć zemsty na Amy postanawia rzucić wszystko i ruszyć w pościg za dziewczyną, by dać jej nauczkę.
Będąc w Los Angeles Joe poznaje nowych ludzi, nowych współlokatorów oraz pewną dziewczynę o imieniu Love, która szybko staje się jego nową fascynacją. Joe zakochuje się naprawdę. Chce stać się lepszym człowiekiem, chce zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć z czystą kartką. Jednak z każdym kolejnym dniem jest to coraz bardziej niemożliwe, bowiem na jego drodze stają osoby powiązane ze wcześniejszymi morderstwami, a jakby tego było mało Joe wciąż jest bardzo mścimy i pamiętliwy, więc próbuje ukarać osoby, które aktualnie stają mu na drodze do szczęścia.

Oba tomy są do siebie bardzo podobne. Jest to niby kontynuacja, ale można odnieść wrażenie, że jest to ta sama historia, tylko z innymi bohaterami. Trochę mi to przeszkadzało podczas czytania, bo miałam wrażenie, że drugi raz czytam to samo. Co prawda akcja dzieje się w zupełnie innym miejscu, a wątki poboczne są kompletnie inne niż w "Ty", to jednak schemat został zachowany. Dlatego w książce nic mnie specjalnie nie zaskoczyło, bo wiedziałam czego mogę się spodziewać.

Natomiast to czego się kompletnie nie spodziewałam to to, że polubię seryjnego mordercę. Było mi go żal, bo po przemyśleniu kilku spraw i uzmysłowieniu sobie swoich prawdziwych uczuć naprawdę starał się być przykładnym, kochającym chłopakiem, jednak robił to na swój, niewłaściwy sposób. Po tej książce dotarło do mnie jak nieszczęśliwym jest człowiekiem i jak niewiele brakuje, aby odmienić czyiś świat. Miłość (Love) zmienia wszystko. Dlatego polubiłam Joego i kibicowałam mu, aby jego wewnętrzna przemiana się dokonała i skrycie liczyłam, że uda mu się uniknąć konsekwencji czynów, których się dopuścił.

Zakończenie książko mocno mnie zaskoczyło, bo liczyłam na coś spektakularnego, a tymczasem było zupełnie inaczej. Ale to dobrze, bo dzięki temu choć jedna rzecz nie była przewidywalna. Pomimo tego, co napisałam wcześniej o powielaniu schematów, to uważam, że warto przeczytać obydwie książki. Czyta się je bardzo szybko, są napisane w sposób przyjazny dla czytelnika. W książce cały czas siedzimy w głowie głównego bohatera, dlatego dokładnie wiemy co myśli i co czuje seryjny morderca kiedy dokonuje zbrodni lub kiedy spędza czas z ukochaną.
Nie powiem Wam oczywiście jak koczy się historia Joego. Musicie przeczytać książkę lub obejrzeć serial. Myślę, że obydwie opcje będą równie dobre.

A Wy co wolicie? Książkę czy serial?

środa, października 02, 2019

#135 "Kasztanowy ludzik" by Soren Sveistrup

#135 "Kasztanowy ludzik" by Soren Sveistrup

Cześć Moliki!
Dzisiaj mamy premierę książki, która w ostatnim czasie podbija wszystkie polskie social media. I szczerze przyznam, że w ogóle mnie to nie dziwi, bo sama jestem wielką fanką "Kasztanowego ludzika".

"Kasztanowy ludzik" to bardzo dobry thriller. Akcja dzieje się w Kopenhadze, co moim zdaniem od początku oddaje klimat tej książki. W duńskiej stolicy dochodzi do serii makabrycznych morderstw. Seryjny zabójca ma jakiś plan, nikomu nieznany system wybierania kolejnych ofiar. Wszystkie zabójstwa łączy jedna rzecz - na miejscu zbrodni śledczy zawsze znajdują kasztanowego ludzika. A co jeszcze ciekawsze, odnajdują na nim odciski palców zaginionej przed rokiem kilkuletniej córki pani minister. Do sprawy przydzieleni zostają detektyw Naia Thulin oraz jej nowy partner Mark Hess. Policjanci walczą z czasem, bowiem morderca działa szybko i każdy kolejny dzień to ryzyko. Wkraczają do akcji, aby dowiedzieć się kto jest Kasztanowym Ludzikiem i co naprawdę stało się z dzieckiem pani minister.

Od początku byłam mocno zaangażowana w tę historię. Nie od dziś wiadomo, że lubię dobre thrillery. Ten pochłonął mnie całkowicie i dostarczył mnóstwo emocji powodując dreszcze i niekiedy odrazę. Autor bardzo dokładnie przedstawił swoim czytelnikom opisy morderstw, więc bardzo łatwo było sobie wszystko wyobrazić. A jak ktoś ma tak bujną wyobraźnię jak ja, to dreszcze są jak najbardziej uzasadnione. I takie thrillery właśnie lubię, bo czuję jakbym była częścią całego śledztwa, a nie tylko przypadkowym gapiem.
Autor dawał bardzo mało wskazówek czytelnikom co do samego sprawcy, ja bardzo długo nie miałam pojęcia, kto może stać za falą morderstw. Potem, kiedy sytuacja zaczynała się klarować miałam swoje podejrzenia, jednak w żadnym wypadku nie domyśliłabym się zakończenia. I to moim zdaniem określa czy książka tego gatunku jest dobra czy nie. Bo co to a frajda czytać thriller, kiedy już od połowy historii wiemy, kto stoi za wszystkimi zbrodniami. W "Kasztanowym ludziku" akcja toczy się różnie. Czasami pędzi jak szalona i kolejne strony się po prostu pochłania, a czasami zwalnia. Autor bardzo skupia się na opisach otoczenia, charakterystykach itd., jednak tutaj jest to na plus, ponieważ wszystko jest bardzo realistyczne i dobrze się to czyta.
I pomimo tego, że główni bohaterowie przedstawieni są nieco stereotypowo tzn. obydwoje z problemami osobistymi, nie pałający do siebie sympatią, to ja ich bardzo polubiłam. Zwłaszcza Hessa, który jest bezkompromisowy, ma odwagę podejmować trudne i ryzykowne decyzje, wierzy w swoje przeczucia i wnikliwie dąży do wyjaśnienia sprawy, nie bacząc na przeciwności i brak poparcia szefostwa.

Wątek poboczny, który mimo wszystko zajmuje sporą część rozważań autora, to szeroko pojęta opieka socjalna. Sveinstrup obrazuje jak wiele trzeba zmienić, aby pomagać tym najsłabszym i bezbronnym. Wytyka błędy i zaniedbania, które mają bardzo duży wpływ na życie ludzi, którzy z takiej opieki korzystają. Moim zdaniem ignorancja służb jest głównym czynnikiem, który zmusił mordercę do wymierzenia "sprawiedliwości" własnymi rękoma.

"Kasztanowy ludzik" to książka, która Was zahipnotyzuje. Obiecuję, że nie będzie mogli się od niej oderwać. Wszystko tutaj ze sobą współgra - miejsce akcji, sam pomysł na fabułę, bohaterowie... Dla mnie było to coś innego niż książki, które wcześniej czytałam. I od naprawdę dawien dawna nie czytałam nic, co tak mocno by mnie wciągnęło. Nie przejmuje się formatem książki i jej objętością, jest to niemała cegiełka, ale naprawdę warto poświęcić dla niej czas i zarwać noce, bo na pewno dostarczy Wam takich emocji, że i tak nie będziecie mogli spać.
Myślę, że właśnie znalazłam kolejną książkę TOP3 do mojego rocznego podsumowania.

Także zapraszam Was do księgarni. Bo premiera już dziś!! A tej książki nie może zabraknąć na Waszych półkach.

sobota, lipca 06, 2019

#126 "Opiekunka" by Sheryl Browne

#126 "Opiekunka" by Sheryl Browne

Hej, hi, hello!
Co tam u Was, Moliki? Przyznaje, że zabrałam się do nadrabiania zaległości na blogu. Zawzięłam się w sobie i właśnie piszę pierwszy z pięciu postów, które sobie zaplanowałam. Mam nadzieję, że uda mi się je dzisiaj napisać, mimo iż jest już trochę późno i strasznie mi się nie chce :(

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki "Opiekunka" autorstwa Sheryl Browne. Już sam tytuł wskazuje z jaką lekturą możemy mieć do czynienia. I jeśli wyobrażacie sobie kobietę, która chce podstępnie wkraść się do szczęśliwej rodziny, to Wasza wyobraźnia działa bardzo sprawnie.
Jade pojawia się w domu Melissy i Marka Cainów tuż po tym jak jej własny dom spłonął. Małżeństwo ofiaruje sąsiadce dach nad głową i szybko okazuje się, że dziewczyna ma smykałkę do dzieci. Jej obecność w domu Cainów jest prawdziwym błogosławieństwem, bowiem kobieta przejmuje większość obowiązków Melissy, która wreszcie ma czas na rozwinięcie własnego biznesu. Mark z kolei poświęca się pracy w policji i nie zauważa, że jego żona z dnia na dzień popada w coraz większą depresję. Kiedy dociera do niego, że coś jest nie tak, odkrywa wstrząsającą prawdę o Jade.

Powiem Wam, że ta książka jest odzwierciedleniem tych wszystkich filmów o podstępnych opiekunkach, które każde z Was na pewno oglądało. Dlatego też bardzo ciężko jest znaleźć w tej historii coś odkrywczego i zaskakującego. Wokół Jade od początku zbudowana jest aura nieszczerości, więc każdy czytelnik domyśla się, że kobieta nie ma dobrych intencji. Jest postać jest tak oczywista i przewidywalna, że ja już na samym początku domyśliłam się kim tak naprawdę jest Jade, co zrobiła i co zamierza zrobić po zaprzyjaźnieniu się z rodziną Cainów.

Moje ogólne wyobrażenie o tej książce było dość inne. Właśnie dlatego, że spodziewałam się znanego scenariusza, to miałam nadzieję, że autorka jednak zaskoczy swoich czytelników i zaproponuje coś zupełnie innego. Tak jak np. było to w książce "Surpgatka" Louise Jensen. Tytuł również sugerował znaną historię, pierwsza część książki nie rozwiewała podejrzeń, a koniec okazał się zupełnie inny, sprawiając, że książka okazała się genialna. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o "Opiekunce". A szkoda!

Jako thriller książka wypadła słabo, jako obyczajówka, po której czytelnik nie oczekuje wielkich wrażeń i emocji sięgających zenitu , uszłaby w tłumie. Mi się średnio podobało. Czytanie się dłużyło i zapewne gdyby nie to, że zaczęłam ją przed urlopem i zabrałam ją ze sobą w podróż, to skończenie jej zajęłoby mi znacznie więcej czasu. A tak to przeczytałam ją z nudów siedząc na lotnisku :)

Także ciężko mi jest polecić tę książkę. Być może osoby, które nie znają podobnych scenariuszy filmowych będą zadowolone z lektury, ale mnie nic nie zaskoczyło i nie porwało. Bardzo średnia książka.

czwartek, maja 09, 2019

#119 "Ty" by Caroline Kepnes

#119 "Ty" by Caroline Kepnes

Cześć Moliki!
Dzisiaj chciałabym poruszyć z Wami temat, który jest mi niebywale daleki. A wszystko dzięki książce "Ty" autorstwa Caroline Kepnes. Gdybyście jeszcze nie wiedzieli, to na podstawie tego thrillera nakręcono serial o tym samym tytule, który dostępny jest na platformie Netflix.
I tutaj właśnie pojawia się temat - filmów i seriali nakręconych na podstawie książek.
Ja bez bicia się przyznaję - nie oglądam seriali, filmy sporadycznie, głównie w kinie lub takie, które wyjątkowo lubię lub które wyjątkowo bardzo chcę obejrzeć. Nie oglądam nic dla samego oglądania. Zdecydowanie wolę książki! Dlatego tak bardzo cieszę się, że dzięki Wydawnictwu W.A.B. miałam możliwość przeczytania thrillera ze zdjęcia. Bardzo chwalicie sobie ten serial i przyznaję, że po lekturze nabrałam ochoty na seans. Dziwne, ale prawdziwe!

"Ty" to tak jak wspomniałam thriller psychologiczny. Głównym bohaterem jest Joe, który pewnego dnia spotyka w swojej księgarni Beck. Chłopak od razu czuje się nią zauroczony, robi wszystko, żeby ją lepiej poznać i dąży do tego, aby rozkochać w sobie tę dziewczynę. Beck jest oczywiście niczego nieświadoma. Nie ma pojęcia, że Joe kontroluje niemalże wszystkie aspekty jej życia, a zwłaszcza tego, że za pośrednictwem mediów społecznościowych wszystko układa tak, aby wpadła w zastawione przez niego sidła. Facet jest zdrowo rąbnięty, że tak powiem i momentami jest to naprawdę przerażające.
Cała książka pisana jest z jego perspektywy, dzięki czemu cały czas siedziby w głowie Joego. Jego zachowania i myśli są przedstawione bardzo klarownie i własnie dlatego tak bardzo to wszystko mnie szokuje. Dopiero po przeczytaniu takich książek uzmysławiam sobie jak straszne są choroby psychiczne i do czego są zdolni posunąć się chorzy ludzie.

Właśnie przez wzgląd na sposób narracji jestem ciekawa, jak postać Joego została przedstawiona w serialu. Bo nie ukrywam, że mimo wszystko jest on bardzo ciekawym bohaterem i głównie z jego powodu książka ta tak bardzo mi się podobała. Właśnie dzięki temu, że siedziałam mu w głowie wiedziałam czego można się po nim spodziewać. Ciekawi mnie jak twórcy serialu tłumaczyli jego zachowania i plany. Jeśli wszyscy tak chwalą tę ekranizację, to musi to być przedstawione w bardzo dobry sposób, mimo iż trudno mi to sobie wyobrazić.
To co jako pierwsze nasuwa mi się po przeczytaniu tej książki, i to z czym kilkoro z Was również się zgodziło, to to że trzeba być bardzo uważnym jeśli chodzi o Internet i portale społecznościowe. Zwracajmy większą uwagę na rzeczy, które tam umieszczamy, na lokalizacje, które tagujemy, o zdjęcia, które nie zawsze są dla nas korzystne. Dokładnie sprawdźmy swoje profile i zweryfikujmy grono znajomych, a przede wszystkim to, do jakich informacji o nas mają obcy ludzie. Jeśli możecie to zablokujcie profile dla nieznajomych lub po prostu ograniczcie widoczność najbardziej prywatnych informacji. Nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie, Internet ma dwie twarze, a po lekturze tej książki wiem, jak bardzo łatwo jest namierzyć kogoś w realnym życiu. Wystarczy sprawdzić gdzie się uczy, gdzie jada najczęściej, kto jest najbliższym znajomym, jak spędza się wolny czas. Dla chcącego nic trudnego, dlatego zadbajcie o bezpieczeństwo swoje i swoich najbliższych.

"Ty" zafundowało mi mocną dawkę adrenaliny. Książka wciąga i uzależnia, główny bohater hipnotyzuje do tego stopnia, że ciężko jest odłożyć tę książkę na bok. Znajdziecie niej wszytko - strach, przerażenie, a nawet obrzydzenie.
Pomimo tego, że Joe naprawdę był chory psychicznie, to wierzę, że kochał Beck. Jednak nie miało to nic wspólnego z romantyczną, słodką miłością. Była to relacja burzliwa i namiętna, która doprowadziła do wielu tragedii. Czytając kompletnie nie miałam podejrzeń co do tego, jak ta historia może się skończyć. Końcówka była dla mnie zaskakująca, myślę, że dla niektórych z Was też taka będzie.
Bardzo podobała mi się ta książka! Koniecznie przeczytajcie! I myślę, że warto jest to zrobić przed obejrzeniem serialu, bo jak wszyscy doskonale wiemy, jeszcze się taka ekranizacja nie trafiła, która dorównałaby oryginalnej książce.

Czytaliście już "You"? Macie taki zamiar? A może oglądaliście serial?
Podzielcie się swoimi opiniami!

Premiera: 15 maja

sobota, kwietnia 06, 2019

#115 "Skradzione dziecko" by Sanjida Key

#115 "Skradzione dziecko" by Sanjida Key

Cześć i czołem!
Mam dzisiaj dla Was recenzję książki, którą zakończyłam czytelniczy marzec.
Za możliwość przeczytania tej historii dziękuję Wydawnictwu W.A.B

"Skradzione dziecko" to thriller, ale bardzo "lajtowy".
Młode małżeństwo stara się o dziecko, ale nic nie wychodzi z ich prób. Po jakimś czasie Zoe i Olly decydują się na adopcję córeczki narkomanki. Mała Evie dołącza do ich rodziny jako uzależniony noworodek. Szkody wyrządzone przez uzależnioną matkę mają swoje skutki w rozwoju dziecka.
Po kilku latach wydarza się cud - rodzina powiększa się o jeszcze jedno dziecko. Kiedy brat Evie kończy dwa latka, spokój rodziny zostaje zakłócony przez ojca Evie, który niespodziewanie powraca i chcę odzyskać swoje dziecko. Nikt go nigdy nie widział, nikt nie wie kim on jest, ale każdy ma świadomość, że owy mężczyzna istnieje, bo zostawia swojej córeczce listy i prezenty.
Pewnego dnia Evie zostaje porwana i wszystkie podejrzenia spadają na jej biologicznego ojca. Tylko kim on jest? Kogo szukać?

Książka sama w sobie jest całkiem przyjemna. Bardzo szybko się ją czyta i przez to, że jest tak wiele niewiadomych, a każdy z bohaterów owiany jest pewnego rodzaju tajemnicą, to nawet trzyma w napięciu. Dopiero na samym końcu autorka zdradza kto stoi za porwaniem Evie. Cała historia jest fajnie skomponowana i dobrze napisana, ciekawi i sprawia, że chce się czytać.
Jednak mi czegoś brakuje w tej książce. Mam takie poczucie, że bohaterowie przez cała książkę "chodzą". Dosłownie! Chodzą po polach, chodzą po wrzosowiskach, chodzą po ulicach... Mało jest takiej dynamicznej akcji. Dopiero na końcu ma się wrażenie, że coś się dzieje, że bohaterowie czują presję, że się śpieszą. I takiej akcji spodziewałabym się po książce, która opiera się na porwaniu dziecka.

I tak naprawdę jest to jedyny minus, do którego mogę się przyczepić. Tak jak wspomniałam, książkę czyta się szybko, pomimo tego, że jest taka rozciągnięta w czasie. Ja przeczytałam ją w trzy dni, bo mnie po prostu ciekawiła. Myślę, że największą robotę zrobili tutaj przede wszystkim bohaterowie - i to ci drugoplanowi. Są naprawdę ciekawie wykreowani, czytając odniosłam wrażenie, że każdy może być potencjalnym porywaczem, dlatego tak szybko dążyłam do finału tej historii, aby przekonać się kto porwał Evie i kto jest jej ojcem - bo miałam przeczucie, że jest to ktoś z jej otoczenia.

Nie ma tutaj wielkich wrażeń i wielkich emocji, ale jest to naprawdę przyjemna i ciekawa lektura. Jeśli jesteście typem czytelnika, który lubi thrillery, ale się ich boi (bo niektóre są naprawdę przerażające), to 'Skradzione dziecko" będzie dla Was idealne.
Polecam!

Premiera: 24 kwietnia 2019

czwartek, marca 28, 2019

#114 "Prosty układ" by K.A. Figaro

#114 "Prosty układ" by K.A. Figaro

Cześć Moliki!
Dawno mnie tutaj nie było, ale nie będę przynudzać i się tłumaczyć i od razu przejdę do rzeczy. Mam dla Was dzisiaj przedpremierową recenzję książki "Prosty układ" polskiej autorki ukrywającej się pod pseudonimem K.A. Figaro. Powyższa książka to erotyk i było to dla mnie ciekawe doświadczenie, bo nigdy nie czytałam tego gatunku w polskim wydaniu. Mam już ten pierwszy raz za sobą, więc przechodzimy do recenzji.

"Prosty układ" to historia o młodej dziewczynie, Łucji Zarzyckiej, która spotkała na swojej drodze bardzo przystojnego i bogatego mężczyznę. Dymitr Andrzejewski jest bardzo pewny siebie, wie czego chce i to dostaje, lubi kobiety i nie odmawia sobie igraszek z nimi. Ta dwójka jest kompletnie od siebie różna, ale z jakiegoś powodu ciągnie ich do siebie. Wydawać by się mogło, że mogliby stworzyć trudny i wymagający związek, ale wówczas Dymitr składa Łucji propozycję układu, który jest daleki od romantyzmu.

Powiem Wam, że naprawdę się starałam i, jak nigdy, byłam otwarta na to, co proponuje autorka. Gdybym nie obrała takiego podejścia, to odłożyłabym tę książkę na półkę po pięćdziesięciu stronach. Dlaczego? Wyobraźcie sobie - scena gwałtu, facet napada na główną bohaterkę (swoją drogą kompletnie nie rozumiem, dlaczego pozwoliła odprowadzić się obcemu facetowi, z którym nie czuła się bezpiecznie i komfortowo). Nieważne, przyjmijmy, że była odważna. Ale jak można przy tak dramatycznej i przerażającej scenie, użyć słów "Schodź ze mnie, ty bawole" (!!!). Jak???
Mam tej książce tak wiele do zarzucenia, że trochę boję się o tym pisać, bo wiem, że nie będzie to przyjemne dla przyszłych fanów tej historii. Ale muszę to powiedzieć! Po prostu muszę, bo to było złe!
Zacznę od tego, że główna bohaterka bardzo mnie irytowała. Mówiła jedno, robiła drugie. Zarzekała się, że nie da się wykorzystać, po czym  wystarczyła słodka obietnica Dymitra i lądowała z nim w łóżku. I tak w kółko! A kiedy się już zawzięła w sobie i postawiła mężczyźnie, to wpadała w histerię i żałowała tego co zrobiła - trochę jak rozdwojenie jaźni. Kolejna sprawa - Łucja przyjaźniła się z dwiema dziewczynami, ale co to była za przyjaźń skoro one o sobie nic nie wiedziały. Nie wiedziały nic o swoich rodzinach, ich statusach, o rodzeństwie, o byłych związkach, o upodobaniach... Może mam inne pojęcie przyjaźni, ale moim zdaniem takie rzeczy się wie jak nazywa się kogoś swoim przyjacielem.
Jeśli zaś chodzi o układ, który Dymitr zaproponował głównej bohaterce, to już zupełnie inna historia, bo ja po prostu jako człowiek nie rozumiem takich rzeczy. I tutaj nic nie zarzucam autorce, bo taki po prostu miała pomysł, taki był zamysł na książkę, ale trochę skojarzyło mi się to z "Ugly love" Colleen Hoover. Ogólnie mam bardzo dużo skojarzeń do takich erotyków, jak ten o Greyu czy Crossie.

Muszę się jeszcze przyczepić niestety do samego warsztatu autorki, chociaż nie chcę tutaj za bardzo krytykować, bo sama nie jestem pisarzem i tak naprawdę tylko mogę sobie wyobrazić jak trudne jest napisanie książki. Jednak moim zdaniem, jeśli już ktoś decyduje się na napisanie erotyku, co z góry możemy przyjąć nie będzie książką dla dzieci, nie można używać takich słów jak "moja mała" czy "mój przyjaciel" na opisywanie narządów płciowych. To jest takie infantylne i tak bardzo nie pasujące do sceny gorącego seksu...

Nie chcę już się pastwić na tą książką, ale naprawdę jest to słaba pozycja. Nic mi się w niej nie podobało, historia naciągana i bardzo przewidywalna, bohaterowie nijacy, czytając miałam nadzieję, że coś mnie zaskoczy, że znajdę w tej książce coś wyjątkowego, ale niestety nic takiego nie miało miejsca. A szkoda, bo naprawdę liczyłam na fajną serię erotyczną w polskim wydaniu.

Mimo wszystko bardzo dziękuję wydawnictwu W.A.B. za możliwość przeczytania tej książki. I muszę bardzo pochwalić pomysł stworzenia serii książek Lipstick Books, które będą przeznaczone tylko dla kobiet. Oby więcej takich fajnych inicjatyw!

Premiera: 3 kwietnia 2019

piątek, stycznia 25, 2019

#108 "Okrutne pragnienie" by Araminta Hall

#108 "Okrutne pragnienie" by Araminta Hall

Witajcie Moliki!
Ja Wam minął styczeń? U mnie pod względem czytelniczym dość marnie, bo przeczytałam zaledwie trzy książki, ale początki zawsze są dość trudne.
Wśród przeczytanych książek była m.in. powyższa - "Okrutne pragnienie" Araminty Hall. Jest to thriller psychologiczny o parze kochanków, którzy prowadzą namiętną grę, która z czasem przeradza się w obsesję.

UWAGA OPIS MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY.

Głównymi bohaterami są Verity oraz Mike. W młodym wieku zostają parą i aby podtrzymać w sobie uczucie pragnienia wymyślają grę, w której prowokują innych mężczyzn, aby zainteresowali się dziewczyną. I kiedy sytuacja robi się coraz gorętsza do akcji wkracza Mike, odpycha adoratora, a następnie para oddaje namiętnemu seksowi.
Co do sensu gry... - nie moja sprawa :) Jestem w stanie znieść różnego rodzaju dziwactwa, o ile nie krzywdzą osób trzecich. Czy ta gra jest taka niewinna? Moim zdaniem nie, ale to temat na inną chwilę.
Mike i Verity rozstają się. Ona układa sobie życie na nowo z innym mężczyzną, Mike nie może się pogodzić z faktem, że został porzucony i cały czas żyje w przeświadczeniu, że zachowanie Verity jest elementem ich gry. Mężczyzna ma obsesję i nie może zrozumieć, że to definitywny koniec ich związku. Nie przemawia do niego również fakt, że jego była dziewczyna planuje wyjść za mąż za swojego nowego narzeczonego. Mike doszukuje się prowokacji ze strony Verity i wyczekuje na właściwy moment, aby wkroczyć do akcji i uratować ukochaną z opresji.

Jestem wielką fanką thrillerów psychologicznych. Ten od razu zainteresował mnie swoim opisem, ale muszę przyznać, że jestem nieco zawiedziona. Książka obiecywała emocje, wielkie napięcie między bohaterami, myślałam, że ich wzajemne pragnienie będzie wyczuwalne na każdej stronie, że będzie to coś "wow", że ich relacja będzie namiętna, a tymczasem ja nic takiego nie poczułam. Byli sobie oni zwykłą zakochaną parą, jakich wiele i grali sobie w dziwną grę, która kompletnie nie wywołała u mnie żadnego pożądania ani żadnej innej tego typu emocji.
Moim zdaniem fragmenty, w których opisywana jest przeszłość głównych bohaterów i ich związek mogłyby być bardziej obszerne i szczegółowe. Być może gdyby autorka bardziej skupiła się na opisaniu ich wzajemnej relacji, dodała więcej wątków, więcej namiętności między nimi, to moje odczucia byłyby inne. Aczkolwiek nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Mike i Verity po prostu do siebie nie pasowali.

To co mnie naprawdę kusiło w tej książce to charakter Mike'a. Bardzo lubię takich chorych psychicznie bohaterów. Największym plusem jest to, że książka w całości pisana jest z jego perspektywy, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, że siedzi w jego głowie, czuje to co on i patrzy na świat jego oczami. Mamy kontakt z jego wspomnieniami i z jego myślami, możemy łatwiej go zrozumieć i wiedzieć, dlaczego patrzy na zachowanie Verity waśnie w ten, a nie inny sposób. Razem z nim odczytujemy jej "znaki" i czekamy na finał całej historii.

Swoją drogą spodziewałam się, że kulminacyjnym momentem będzie ślub Verity z nowym chłopakiem, ale nic bardziej mylnego. Ta książka kończy się w zupełnie inny - zaskakujący - sposób. Nie spodziewałam się do czego zdolny jest Mike i do czego posunie się, aby tylko odzyskać dawną dziewczynę. Finałowe sceny momentami są dla mnie niezrozumiałe, ale książka ma kilka niedociągnięć i z perspektywy czasu już mnie to tak nie dziwi.

Mam problem, czy zaliczyć "Okrutne pragnienie" do dobrych czy kiepskich książek. Sam pomysł na fabułę jest całkiem niezły, może zaciekawić i zaintrygować, ale wykonanie jest średnie. Brakowało mi tego czynnika "wow" zwłaszcza przy opisywaniu relacji między głównymi bohaterami. Mimo wszystko przeczytałam książkę do końca, nie zanudziła mnie, była dość ciekawa, wciągała, więc chyba nie było najgorzej. Myślę, że fani gatunku mogą być zawiedzeni, ale wiadomo... ilu ludzi, tyle opinii. A Waszych jestem bardzo ciekawa, więc jeśli przeczytaliście "Okrutne pragnienie" to koniecznie dajcie znać co myślicie.

piątek, stycznia 18, 2019

#107 "Saudyjka za kierownicą" by Manal Asz-Szarif

#107 "Saudyjka za kierownicą" by Manal Asz-Szarif

Dzień dobry w Nowym Roku!
To moja pierwsza recenzja, pierwszej przeczytanej w 2019 roku książki - "Saudyjka za kierownicą" autorstwa Manal Asz-Szarif. Na wstępie chciałabym podziękować wydawnictwu W.A.B. za możliwość przeczytania tej książki. Przyznam, że rok zaczęłam z przytupem, bo powyższa pozycja jest naprawdę dobra.

"Saudyjka za kierownicą" to autobiografia kobiety, która urodziła się i wychowywała w Arabii Saudyjskiej - najbardziej rygorystycznym pod względem szariatu państwie muzułmańskim. Wszyscy doskonale wiemy jak w tym kraju traktowane są kobiety - jak zero! Nie mogą samodzielnie wyjść z domu, nie mają prawa do posiadania dowodu osobistego, muszą całkowicie być podporządkowane mężczyznom - czy to w sferze zawodowej czy prywatnej. Zresztą, kobiety rzadko kiedy mają możliwość pracowania, więc wszystko zależy od zgody opiekuna. Także chyba nikogo nie powinno dziwić, że kobiety kompletnie nie mają do niczego prawa - do kierowania pojazdami również.
Nawet jeśli kobieta potrafi kierować autem i w sytuacji zagrożenia życia np. gdyby dziecko oparzyło się wrzątkiem, a męskiego opiekuna nie byłoby w domu, to nie ma ona prawa wsiąść za kierownicę i jechać do szpitala. Mogłaby zostać za to ukarana, bo po pierwsze wyszła z domu bez swojego mahrama, a po drugie - "prowadziła samochód w sytuacji bycia kobietą". Tak, tak, dokładnie pod takim zarzutem kobiety są zatrzymywane, bowiem w kodeksie drogowym obowiązującym w Arabii nie ma nawet pół słówka o tym, kto może a kto nie może prowadzić samochód.

Także wyobraźcie sobie jak trudne dla kobiet jest życie w tym kraju. Jedną z dziewczyn, które próbowały i próbują się temu przeciwstawić jest autorka powyżej książki. Manal w swoim życiu przeszła przez wiele okresów, był w tym także czas, kiedy była totalnie pod wpływem pierwotnego, fundamentalistycznego islamu, jednak zaczęła dostrzegać jego złe strony i od tamtej pory, oczywiście pozostawała muzułmanką, ale zaczęła żyć cywilizowanie i zaczęła dopuszczać do siebie rzeczy "grzeszne", które jednak nikomu nie czynią krzywdy.
Manal już w młodości postanowiła walczyć o prawa kobiet. Jako jedna z nielicznych ukończyła informatykę na uniwersytecie, znalazła bardzo dobrą pracę, z dala od rodziny i swojego męskiego opiekuna, wyjeżdżała na staże za granicę, gdzie swobodnie poruszała się po ulicach bez abai... Postanowiła być mentalnym wsparciem dla saudyjskich kobiet, chciała je wspierać i dążyć do ich wolności. Zorganizowała akcję, podczas której zjednoczone kobiety miały wyjechać na ulicę samochodami i udowodnić światu, że nie ma w tym nic złego. Oczywiście nie było to takie proste, Manal miała na swojej drodze wiele przeciwności, ale po dziś dzień nie przestała walczyć o prawa kobiet. Nadal podróżuje po świecie, udziela prelekcji i konferencji, opowiada o życiu Saudyjek i o swoich doświadczeniach.

Autorka nie miała łatwego życia, nie pławiła się w luksusach, nic nie dostawała za darmo, a mimo to osiągnęła swój cel, stała się Kimś, jest przykładem dla milionów arabskich kobiet, nie pozwoliła się zepchnąć na margines, walczyła o siebie, swoje wykształcenie i swoją karierę. Jej manifest nie przyczynił się bezpośrednio do polepszenia życia Saudyjek, ale od kilku lat sukcesywnie Arabia Saudyjska otwiera się na swoich żeńskich obywateli, daje kobietom coraz więcej możliwości i przywilejów. Saudyjki już teraz mogą posiadać dokument tożsamości, mogą prowadzić własne działalności gospodarcze, mogą podejmować pracować w tzw. niebezpiecznych zawodach, w 2018 roku na olimpiadzie w Rio po raz pierwszy pojawiły się kobiety, a od czerwca tego samego roku mogą prowadzić samochód.

Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo jak większość z nas jestem przeciwko dyskryminacji kobiet. Jesteśmy super babki i bez nas ten świat by nie istniał. Także Kobitki - szanujcie się i wspierajcie, bo mamy moc jakiej nie ma nikt!

wtorek, stycznia 08, 2019

#106 "Ten jeden dzień" by Kaira Rouda

#106 "Ten jeden dzień" by Kaira Rouda

Cześć Moliki! 
Gotowi na Nowy Rok? Macie jakieś postanowienia czytelnicze na najbliższe dwanaście miesięcy? Ja przyznaje, że nie robię żadnych planów, bo nigdy mi nie wychodzą. Chciałabym może po prostu trafiać na fajne książki w tym roku i chciałabym zniwelować mój karton hańby. Ale zobaczymy jak będzie - znając życie stos będzie tylko rósł.

Mam dla Was dzisiaj recenzję nowego thrillera, który swoją premierę będzie miał 30 stycznia. "Ten jeden dzień" autorstwa Kairy Rouda, bo o tej książce mowa, to ciekawa i zaskakująca pozycja. 
Na początku muszę zaznaczyć, że książka pisana jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, co zdarza się bardzo rzadko, a według mnie jest bardzo ciekawym zabiegiem. Zwłaszcza, kiedy czytamy wszystko z punktu widzenia człowieka nierównoważonego psychicznie. 
Tak było w tym przypadku. Głównym bohaterem jest Paul Strom. Paul przedstawia swoje życie jako spełnienie amerykańskiego snu - ma dom na przedmieściach dużego miasta, piękną i młodą małżonkę, dwójkę idealnych dzieci, pracę, w której się spełnia. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że pozornie idealne życie może okazać się zwykłą iluzją. 

Paula poznajemy w momencie, kiedy zaprasza on swoją żonę Mię na wspólny weekend do domu nad jeziorem. Od początku czytelnikowi towarzyszy uczucie niepokoju, bo mimo iż Paul przedstawia swoje idealne życie, to gdzieś tam w międzyczasie rzuca komentarze o ostatnim wspólnym weekendzie, o końcu, mówi i robi rzeczy, które wzbudzają do niego niechęć i każą mieć się na baczności. Później jest już tylko gorzej, a z każdym kolejnym rozdziałem dowiadujemy się prawdy na temat życia i przeszłości Paula. 

Ja mam trochę mieszane uczucia względem tej książki. Tak jak wspominałam bardzo spodobał mi się sposób prowadzenia narracji. Ciekawie jest być "w głowie" człowieka takiego jak Paul, próbować rozumieć jego postępowanie, wiedzieć co kieruje nim w taki, a nie inny sposób. Paul był niezrównoważony, miał swój własny sposób rozumowania świata, nie widział prawdy, żył jakąś wykreowaną przez siebie iluzją i było to bardzo interesujące doświadczenie. Sama historia, budowanie napięcia też było bardzo fajne. Czytając cały czas miałam takie przeczucie, że coś się wydarzy, że główny bohater coś kombinuje i niebawem dojdzie do wielkiej kulminacji. Zastanawiałam się jak to się skończy, czy ktoś zginie, czy Mia odkryje jak porąbany jest jej mąż? Czekałam na wielkie bum! I tak trochę się nie doczekałam, mimo iż koniec był naprawdę zaskakujący. Zdziwiłam się, że autorka zaproponowała własnie takie zakończenie tej historii. Być może było to celowe zagranie, bo przez całą książkę budowała napięcie i szykowała czytelników na wielki, emocjonujący finał, na walkę o śmierć i życie itd., a tymczasem zaproponowała zupełnie inne rozwiązanie. Nie mówię, że złe - bo taka końcówka jest równie ciekawa. I co by nie powiedzieć - zaskoczyła. A między innymi o to chodzi w takich książkach. 

Ja już trochę tych thrillerów przeczytałam, Wy pewnie również, i czasami łapię się na tym, że myślę stereotypowo. Ale pewnie gdyby "Ten jeden dzień" zakończył się tak jak oczekiwałam, to stwierdziłabym, że to nic odkrywczego, powtarzanie schematów itd. Mimo wszystko mam pewien niedosyt, aczkolwiek koniec końców uważam, że to całkiem niezła książka. Wciągnęła mnie, przeczytałam ją bardzo szybko, byłam ciekawa co przyniesie każdy kolejny rozdział, dlatego ciężko mi było się od niej oderwać. 

Nie powiem, że jest to genialna książka, nie powiem, że jest zła. Jest bardzo dobra, ale sami musicie przeczytać, aby wyrobić sobie o niej oponie. Ile ludzi, tyle oczekiwań. Moje spełnione są tak na osiemdziesiąt procent, ale Rouda zaciekawiła mnie i myślę, że kiedyś sięgnęłabym po jakąś inną książkę tej autorki. 


Tytuł: Ten jeden dzień
Autor: Kaira Rouda 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 30 stycznia 2019 
Liczba stron: 352

środa, listopada 07, 2018

#99 "Dziewczyna znad Złotego Rogu" by Kurban Said

#99 "Dziewczyna znad Złotego Rogu" by Kurban Said

Dzień dobry Moliki!
Co ciekawego czytacie w tym tygodniu? Ja w niedzielę skończyłam czytać "Dziewczynę znad Złotego Rogu" autorstwa Kurbana Saida. Za książkę dziękuję wydawnictwo W.A.B.

Powyższa książka to historia bliska mojemu sercu, ponieważ ja uwielbiam historie z Bliskim Wschodem w tle! Co prawda akcja książki w dużej bierze dzieje się w Berlinie i Wiedniu, ale cały jej klimat, bohaterowie i kultura są jak najbardziej Orientalne. Młoda Turczynka, Asiadeh, córka wysokiej rangi urzędnika imperium osmańskiego, została przeznaczona na żonę dla pewnego młodego księcia, który układa sobie życie w Nowym Jorku. Para nigdy się nie spotkała, ale Asiadeh czuje się związana z księciem i pragnie wypełnić wolę swojego ojca.
Niestety, książę się nie pojawia, aby wziąć za żonę piękną dziewczynę, więc ta postanawia ułożyć sobie życie w inny sposób. Poznaje przystojnego i skrzywdzonego przez los doktora Hassę, w którym się zakochuje. Para bierze ślub i wspólnie wyjeżdżają do Wiednia, aby korzystać z życia i założyć rodzinę.
I pech chciał, że książę przypomina sobie o obietnicy i postanawia skontaktować się z Asiadeh, aby ją poślubić. I tutaj dziewczyna ma ogromny problem, bowiem kocha doktora Hassę, a jednocześnie pragnie wywiązać się z woli ojca.

Muszę przyznać, że książka ta jest bardzo specyficzna i wydaje mi się, że nie spodoba się każdemu. Jednak mimo wszystko warto jest po nią sięgnąć, bo to piękna historia. Młoda dziewczyna, wychowana w kulturze muzułmańskiej i przyzwyczajona do skromności, posłuszeństwa mężowi i arabskich tradycji i obyczajów, musi odnaleźć się we współczesnym, europejskim świecie. Wyszła za światowego i nowoczesnego mężczyznę, który pomimo tego, że jest muzułmaninem, to korzysta z wszelkich uciech życia i nie przejmuje się kulturą, która narzuca na niego pewne normy zachowania.

Jest to historia o miłości, trudnych wyborach i szukaniu własnej tożsamości. Bohaterowie muszą odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: co jest dla nich najważniejsze? Jak powinno wyglądać ich życie?

Według mnie jest to jedna z ciekawszych pozycji, które czytałam w ostatnim czasie. Dlatego polecam Wam bardzo serdecznie!


Autor: Kurban Said 
Tytuł: Dziewczyna znad Złotego Rogu 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 3 października 2018
Liczba stron: 352

sobota, września 29, 2018

#94 "Znajdź mnie" by J.S. Monroe

#94 "Znajdź mnie" by J.S. Monroe

Cześć! 
Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją książki "Znajdź mnie" autorstwa J.S. Monroe. 
Monroe, a właściwie Jon Stock to brytyjski pisarz, który zadebiutował w 1997 roku thrillerem szpiegowskim. Pracował w różnych gazetach oraz jako korespondent zagraniczny. 

"Znajdź mnie" to thriller, ale z rodzaju tych "lżejszych". Czytając nie czułam dreszczyku emocji, fabuła nie porwała mnie jakoś drastycznie, aczkolwiek sam pomysł na książkę był dość ciekawy. 
Jest to historia Rosy i Jara. Młodzi poznali się, kiedy dziewczyna studiowała na prestiżowym uniwersytecie. Ich znajomość była krótka, ale bardzo intensywna, szybko złapali kontakt i zakochali się w sobie. Jednak nie wszystko układało się pomyślnie, bowiem dziewczyna nie mogła poradzić sobie ze śmiercią ojca, który był jej najlepszym przyjacielem i jedynym rodzicem i popadła w depresję. Pewnego razu zdarzyła się tragedia i Rosa targnęła się na swoje życie. Jar nie mógł uwierzyć w samobójstwo ukochanej, przez pięć lat żył w przekonaniu, że jej śmierć nie była prawdziwa, ponieważ wiele razy zdawało mu się, że widział Rosę na ulicy. Przez te wszystkie lata bezskutecznie próbował dowieść, że dziewczyna żyje. Ale do czasu... 
Po pięciu latach od jej tragicznej śmierci zaczynają wokół Jara dziać się dziwne rzeczy, a w jego ręce wpada dziennik dziewczyny, który tylko utwierdza go w przekonaniu, że śmierć Rosy została sfingowana, a jego ukochana żyje. Tylko gdzie? Dlaczego upozorowała śmierć? Gdzie przebywała przez te wszystkie lata? Tego próbuje się dowiedzieć Jar. 

Nigdy nie czytałam czegoś podobnego i moim zdaniem książka ta byłaby dobrym scenariuszem na film. Pierwsza część tego thrillera mi się dłużyła, wprowadzenie do fabuły było nieco za długie, ale druga część to już zupełnie inna bajka. Akcja przyśpieszyła, każdy kolejny rozdział przynosił nowe zaskoczenia, a w pewnym momencie zgubiłam się i już sama nie wiedziałam co jest prawdą, a co fikcją. Gdyby cała książka była utrzymana w takim tempie jak jej druga część to z pewnością byłabym zachwycona lekturą. A tak, biorąc pod uwagę całokształt, to "Znajdź mnie" wypada jako typowy średniak tego gatunku. 

Mimo wszystko książkę czytało się dość szybko i gdybym tylko miała więcej czasu i weny do czytania, to uporałabym się z nią w kilka dni. Czy mogę Wam ją polecić? Mogę, pewnie, że tak! Nie jest to wielkie dzieło sztuki, nie powala na kolana, ale nie była to najgorsza książka, którą przeczytałam. Są dużo lepsze thrillery, ale są też o wiele gorsze. Nie żałuję, że ją przeczytałam. 



Autor: J.S. Monroe 
Tytuł: Znajdź mnie 
Wydawnictwo: W.A.B.  
Data wydania: 4 kwietnia 2018 
Liczba stron: 448

niedziela, września 09, 2018

#93 "Dietoland" by Sarai Walker

#93 "Dietoland" by Sarai Walker

Dzień dobry! 
Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją książki "Dietoland" Sarai Walker od wydawnictwa W.A.B. (bardzo dziękuję za przesyłkę!). Walker jest amerykańską dziennikarką publikującą w popularnych magazynach. Jej debiutancką książką jest ta powyżej i co ciekawe, na podstawie "Dietolandu" powstał serial telewizyjny o tym samym tytule.  

Sięgając po tę książkę nie sądziłam, że w pewnym sensie będę bohaterką tej historii. Nie będę ukrywała, zmagam się z takimi samymi problemami jak główna bohaterka - Plum. 
Plum jest młodą kobietą, dobiegającą trzydziestki, która walczy z nadwagą. Jej życie jest podporządkowane wyglądowi, którego nienawidzi i który chce zmienić poprzez operację zmniejszenia żołądka. Plum czuje się ograniczona przez swoją nadwagę, bo przez to czuje się niepewnie, nie potrafi się otworzyć na ludzi ani na świat. Nie ma znajomych, bo uważa, że nikt nie chciałby się przyjaźnić z kimś tak brzydkim i grubym (miałam tak samo), ubiera się na czarno, bo w tym kolorze czuje się bezpiecznie i nie jada w miejscach publicznych, bo wydaje jej się, że wszyscy na nią patrzą i komentują (również przez to przeszłam). Dziewczyna porusza się tylko po znanych sobie i bezpiecznych rewirach, nie wychodzi przed szereg. Nie szuka miłości i nie chce jej dopóki nie zmieni swojego ciała. Nadwaga jest dla niej dobrą wymówką, aby nawet nie próbować kogoś poznać, bo z góry zakłada, że nikt nie będzie nią zainteresowany, a jeśli już ktoś zwróci na nią uwagę, to tylko po to, aby zrobić sobie żarty (doskonale rozumiem jej punkt widzenia). 

Pewnego dnia Plum poznaje Verenę, która proponuje dziewczynie wzięcie udziału w eksperymencie, polegającym na wykonaniu kilku zadań w zamian za pieniądze. Eksperyment ten ma na celu pokazanie Plum, że jest piękna taka jak jest, że nie musi się zmieniać ani dla siebie, ani dla innych, że życie jest ciekawe i fascynujące i niepotrzebne jest zgrabne ciało, aby odkrywać jego uroki. 

Jeśli jesteście ciekawi jak poradziła sobie Plum i czy wyzwanie rzucone przez Verenę pomoże jej odnaleźć siebie i zwiększyć poczucie własnej wartości, to koniecznie sięgnijcie po "Dietoland". Jest to bardzo ciekawa pozycja. Obala standardy wyznaczone przez showbiznes, pokazuje co tak naprawdę w życiu się liczy, że wszyscy jesteśmy pięknymi ludźmi, bo każdy z nas jest inny i to jest właśnie najlepsze i najbardziej pociągające. Wszyscy jesteśmy tacy sami bez względu na kolor skóry czy kilogramy, wszyscy możemy osiągnąć to samo, zależy to tylko i wyłącznie od naszej siły, determinacji i woli walki. Trzeba sobie poprzestawiać w głowie kilka kabelków, odsunąć stereotypy, podnieść głowę i przeć do przodu. "Dietoland" to pewnego rodzaju zachęta do walki, mocny kopniak, który ma nas zmobilizować do zmian - nie tylko tych fizycznych, namacalnych, ale przede wszystkim do tych mentalnych. 

Muszę przyznać, że w przeciągu ostatnich lat sama przeszłam taką przemianę. W dalszym ciągu nie jest idealnie, bo zdarzają mi się momenty zwątpienia i wielu kwestiach przypominam Plum, jednak na pewno nie przypominam tej zamkniętej w sobie i zakompleksionej dziewczyny sprzed lat. Właśnie dlatego czytanie tej historii momentami przypominało mi moje życie i było dla mnie trudne, bo nie lubię wracać myślami do tamtych czasów. Mam nadzieję, że kiedyś uporam się ze wszystkimi swoimi demonami i zamknę ten smutny rozdział raz na zawsze. 

Jeśli macie podobne problemy z samoakceptacją, bo myślę, że ta książka może Wam pomóc równie dobrze, jak każdy inny poradnik. "Dietoland" jest tak trochę o każdej z nas, także sięgnijcie koniecznie. Poza tym, że podniesie Was na duchu i zachęci do zmian, to w dodatku rozbawi i miło spędzicie czas z Plum i pozostałymi bohaterami. 

Polecam! 


Autor: Sarai Walker 
Tytuł: Dietoland 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 22 sierpnia 2018 
Liczba stron: 412

piątek, lipca 13, 2018

#87 "Wczoraj" by Felicia Yap

#87 "Wczoraj" by Felicia Yap

"Wczoraj" to ciekawy thriller z dość interesującym i niecodziennym pomysłem. 
Bohaterowie tej książki dzielą się na monosów i duosów. Co to oznacza? Wszyscy mają krótkotrwałą pamięć, z tym że monosi pamiętają tylko ostatni dzień (wczoraj), a duosi dwa dni. Wszyscy zobowiązani są do pisania dzienników, aby pamiętać to co wydarzyło się w przeszłości. Moim zdaniem ten pomysł jest super, a jeszcze lepsze jest wykorzystanie go w thrillerze/kryminale. Wówczas książka nabiera większej tajemniczości, a czytelnik odczuwa presje czasu, aby policjantowi udało się rozwiązać zagadkę zanim pójdzie spać i o wszystkim zapomni. 
Jedynym minusem tego pomysłu jest to, że nie jest dopracowany. Bo np. bohaterowie nie będą pamiętali gdzie byli na wakacjach zeszłego lata, ale pamiętają kim są z zawodu. Albo mi coś umknęło albo autorka nieco przekombinowała i zapomniała o tym, że jej bohaterowie zapominają ;) 

Oczywiście książka zaczyna się od morderstwa. W rzece zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Policjant z wieloletnim stażem zaczyna śledztwo, aby zdążyć przed zmierzchem z rozwiązaniem zagadki. Głównymi podejrzanymi zostają Mark Evans - znany pisarz oraz potencjalny polityk oraz jego małżonka Claire. Historia i przebieg śledztwa są tak skomplikowane i zagmatwane, że nawet nie będę próbowała ich Wam tłumaczyć - musicie sami przeczytać, bo połapanie się w tym, co bohaterowie pamiętają a czego nie, jest bardzo trudne. Jednak moim zdaniem to plus, bo akcja książki jest bardzo dynamiczna. 

Najlepszą częścią są fragmenty z dziennika zamordowanej kobiety. Jest to główny dowód w śledztwie, dzięki któremu nadkomisarz Hans próbuje rozwiązać zagadkę i znaleźć mordercę. Liczy się czas, więc presja jest duża. Myślicie, że mu się udało? 
Dodam także, że zakończenie jest bardzo zaskakujące! Przez myśl mi nie przeszło, że tak to wszystko może się skończyć. Jak dla mnie wielki plus! 

Także poza tym lekkim niedopracowaniem odnośnie pamięci bohaterów, którzy jedne rzeczy pamiętają, a innych nie, to nie ma się do czego przyczepić. Książka ma fajny klimat, bohaterowie są dość ciekawi - zwłaszcza postać zamordowanej kobiety jest interesująca. Zakończenie zaskakuje. Czego więcej potrzeba do dobrego thrillera? 

Ja Wam polecam tę książkę, bo jest inna niż wszystkie. Chociażby z czystej ciekawości polecam Wam po nią sięgnąć. Mi się dobrze ją czytało i jestem zadowolona z lektury. 

Jeśli chcielibyście się skusić na tę pozycję, to pamiętajcie, że premiera już 1 sierpnia
Ja za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB. 


Tytuł: Wczoraj
Autor: Felicia Yap
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 1 sierpnia 2018
Liczba stron: 4100

niedziela, maja 20, 2018

#82 "Mediatorka" by Ewa Zdunek

#82 "Mediatorka" by Ewa Zdunek

 Dawno mnie tutaj nie było... Aż mi wstyd z tego powodu, aczkolwiek ostatnimi czasy mam ogromny zastój z czytaniem, z weną do robienia zdjęć, z pisaniem... Jakoś straciłam do tego zapał i nie wiem skąd czerpać motywację. Nie podoba mi się to co robię, nie podobają mi się zdjęcia, jakoś recenzji... Czasami myślę, że potrwałam się z motyką na słońce, bo jest tyle pięknych blogów i profili poświęconych książkom. Odnoszę wrażenie, że mój profil @na.regale niczym się nie wyróżnia i gnie gdzieś w gąszczu tych wszystkich kont. 
Jeśli dodam do tego statystyki i liczbę uciekających obserwatorów, których z dnia na dzień jest coraz mniej, to naprawdę ciężko znaleźć motywację do jakiegoś działania. Każdy z nas przechodził kiedyś jakiś kryzys, gorsze dni - to wszystko prędzej czy później mija, ale potrzeba czasu i ważne w tych momentach jest zrozumienie, jednak odnoszę wrażenie, że z tym jest właśnie najgorzej. 

Ale nie poddaję się. Skreśliłam już ten rok pod względem wszystkich wyzwań i rekordów, które sobie założyłam w styczniu. Stawiam na jakość, a nie ilość, nie walczę z czasem, nie zmuszam się do niczego i mam nadzieję, że to zrozumiecie. Zapewne zdarzy się, że przez długie tygodnie nic nie pojawi się na blogu, że zdjęcia na instagramie będą pojawiały się rzadziej, ale widocznie tak ma być. Mam nadzieję, że kiedyś wrócę do swojej formy sprzed kryzysu i na nowo prowadzenie wszystkich kont będzie sprawiało mi taką frajdę jak na początku. 

Ale nie o tym miał być dzisiejszy post. Przychodzę do Was z recenzją, a właściwie "półrecenzją" książki "Mediatorka" Ewy Zdunek. Dlaczego "półrecenzja"? Ponieważ nie udało mi się jej przeczytać do końca. Z książką męczyłam się 1,5 miesiąca i stwierdziłam, że to koniec i nie zdołam przeczytać kolejnych rozdziałów. Bardzo mi przykro, ale niestety tak czasami się zdarza. 

Tytułowa "Mediatorka" to Marta Kołodziej, kobieta w średnim wieku, matka dwóch dziewczynek i mediatorka. Razem ze swoją przyjaciółką prowadzi biuro mediatorskie, gdzie stara się pomóc zwaśnionym małżonkom, rodzinom i dzieciom. Poza stresującą pracą, Marta musi stawić czoła byłemu mężowi, który próbuje porwać ich dzieci oraz rodzicom, którzy nie rozumieją życiowych wyborów głównej bohaterki i którzy próbują uprzykrzyć jej życie na każdym możliwym kroku. 
Dla mnie najbardziej denerwujące w tej książce były wykreowane postaci. Od początku nie polubiłam Marty, która jest niezdecydowana, nieco naiwna, infantylna i w ogóle nie pasuje mi do mojego wyobrażenia mediatora. Kobieta nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem i relacjami rodzinnymi, a radzi innym jak to robić. Trochę mi się to nie kleiło. Również nie polubiłam przyjaciółki Marty - Betki. Kreowana jest na żywiołową i energiczną kobietę, która wie czego chce od życia, a tymczasem wiąże się z facetem, który jest totalnie od niej różny. Wiem, że przeciwieństwa się przyciągają, ale tym razem coś nie "pykło". 

Akcja tej książki jest dość dynamiczna. Zaczyna się od wypadku Marty, potem były mąż wywozi córki za granicę, w międzyczasie tytułowa mediatorka boryka się z problemami swoich klientów, a do tego wszystkiego dochodzą kłopoty znajomych. Teoretycznie książka nie powinna się nudzić, bo jak widzicie dzieje się, ale nie odpowiadał mi sposób pisania pani Zdunek, wydawał mi się nieco chaotyczny, a poza tym największą przeszkodą dla mnie byli bohaterowie. 

Także niestety nie mogę polecić tej książki, ale wydaje mi się, że miłośniczki literatury kobiecej mogą być zadowolone z lektury. Ja wciąż czekam na polskiego autora tego gatunku, który mnie powali na kolana, bo w tym roku była to moja trzecia książka polskiej autorki i niestety po raz kolejny bardzo się zawiodłam. 

Czytaliście "Mediatorkę"? Podobała się? 


Tytuł: Mediatorka
Autor: Ewa Zdunek 
Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 4 kwietnia 2018 
Liczba stron: 315

poniedziałek, stycznia 22, 2018

#74 "Ogród Zuzanny" by Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska

#74 "Ogród Zuzanny" by Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska

Tytuł: Ogród Zuzanny
Autor: Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 31 stycznia 2018 
Liczba stron: 413

Miłość zostaje na zawsze 

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA 

Ufff... Nawet nie wiecie z jaką ulgą "odhaczam" tę książkę i odkładam ją w najciemniejsze i najgłębsze zakamarki mojego regału. Męczyłam się z "Ogrodem Zuzanny" przez bite trzy tygodnie, więc zapewne zrozumiecie radość, która mnie teraz przepełnia. Niestety, nie zaczęłam najlepiej tego nowego roku. 

"Ogród Zuzanny" to książkowy debiut duetu Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej. Pani Jagna jest dziennikarką "Twojego stylu" i hobbistycznie zajmuje się ogrodnictwem. Z kolei pani Justyna jest autorką licznych książek dla dzieci. I moim zdaniem widać to w powyższej powieści. Ogólnie książka jest ciepła i momentami nawet zabawna, ale napisana jest w tak infantylny sposób, że - pomimo tego, że pisana jest bardzo łatwym językiem, dzięki czemu szybko się czyta - to przebrnięcie przez kolejne rozdziały jest trudne. Przynajmniej dla mnie. Przeszkadzały mi banalne opisy, ciągłe zdrobnienia, bohaterowie, których przemyślenia były na poziomie dzieci. Z każdego słowa emanowała dobroć przez co całość była dla mnie mdła i bez wyrazu. Żaden z bohaterów - mimo iż kreowany na indywidualny charakter - niczym się nie wyróżniał. Każdy miał wewnętrzne rozterki spowodowane przeszłością, każdy z nich miał za sobą nieszczęśliwą miłość. Nic oryginalnego. 
Również wątki w tej książce były bardzo schematyczne i kończyły się nadzwyczaj szybko. Na przykład historia z wypadkiem małego chłopca. Kreowany na bardzo poważny - liczne złamania, transfuzja krwi, w tle rodzinny dramat, a wszystko zamknęło się na dwóch stronicach książki. (Nie żartuję!). Zostało zrobione z tego wielkie "halo", po czym odniosłam wrażenie, że autorki chciały szybko zamknąć temat, nie poświęcając mu wiele uwagi. To tak jakby napisać rozprawkę z tezą i wnioskami, bez rozwinięcia. I podobnych sytuacji w książce jest naprawdę wiele. 

No dobrze, ale o czym właściwie jest ta książka. 
"Ogród Zuzanny" to historia o kobiecie, która nieszczęśliwie się zakochała, mieszka z matką i babką, samotnie wychowuje dwunastoletniego syna i zarabia marne grosze, projektując ogrody. Wszystko się zmienia, kiedy na jej drodze staje miłość z przeszłości - przystojny i bogaty Adam. Historia tego związku nie jest łatwa, początkowo Zuzanna nie chce się bratać z byłym ukochanym, ale w końcu ulega. Para na nowo próbuje zbudować swoje szczęście. 
Jednak ta książka to nie tylko Zuzanna i Adam. W tej powieści pojawia się wiele bohaterów drugoplanowych - sąsiad Jacek Wtorek, zatwardziały ekolog i miłośnik zwierząt, który toczy nieustającą kłótnię z proboszczem Fąfarą. Robert Kozak, właściciel firmy, chcący odzyskać względy u żony, kupuje jej wymarzonego prosiaka, który z czasem zajmuje jego miejsce w domu, czy też Kazimiera i Ludwik, rodzice nastoletniej dziewczyny, która ku ich niechęci zakochuje się w młodym Ukraińcu. 
Bohaterów jest naprawdę wiele, można się pogubić kto jest kim, zwłaszcza, że wszyscy się znają, mieszkają blisko siebie i każdy ma podobny charakter. Jedynie wspomniany przeze mnie Robert Kozak zapada w pamięć, ponieważ od początku kreowany jest na niemiłego i gburowatego faceta, który widzi jedynie czubek własnego nosa. 

Tak naprawdę ciężko jest określić główny wątek tej książki. Tytuł sugeruje, że to właśnie o Zuzannie i Adamie powinna być ta historia. Jeśli rzeczywiście było to głównym zamiarem autorek, to muszę powiedzieć, że zabieg ten się nie udał. A szkoda, bo książka początkowo zapowiadała się dobrze. Zanim po nią sięgnęłam, zafascynował mnie ten tajemniczy język kwiatów, którym reklamowana jest powieść. W dodatku książka jest pięknie wydana, oprawa jest cudna i już wyobrażam sobie kolejne okładki tej serii. Na pewno będą prześliczne, jednak ja nie zamierzam już po nie sięgać. "Ogród Zuzanny" mi się nie podobał, a okładka to stanowczo za mało, aby dawać tej historii drugą szansę. 

Przykro mi, że "Ogród Zuzanny" nie przypadł mi do gustu, ale być może książka ta znajdzie grono swoich fanów. Koniecznie podzielcie się ze mną swoją opinią. Premiera już 31 stycznia! 

wtorek, stycznia 02, 2018

#73 "Kobieta w oknie" by A.J. Finn

#73 "Kobieta w oknie" by A.J. Finn

Tytuł: Kobieta w oknie
Autor: A.J. Finn 
Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 2 lutego 2018
Liczba stron: 416

Ale dawno mnie tutaj nie było! Wszystko przez święta, pracę, sylwestra... Grudzień zawsze jest taki zabiegany! Przez to wszystko w zeszłym miesiącu przeczytałam zaledwie dwie książki (w tym powyższą), ale o tym napiszę później w poście podsumowującym miesiąc. Najważniejsze jest to, i bardzo się z tego cieszę, że pobiłam swój roczny rekord i rok 2017 zamykam z dorobkiem 51 przeczytanych książek - o tym również szerzej napiszę w poście z podsumowaniem całego zeszłego roku. 

A tymczasem przejdźmy do najważniejszego. Recenzja! Dzisiaj przedpremierowo! 

Czy zawsze można wierzyć własnym oczom? Anna Fox straciła wszystko: szczęśliwą rodzinę, pracę oraz zdrowie. Od miesięcy nie postawiła stopy za progiem domu. Całe dnie spędza w Internecie, przed telewizorem lub szpiegując sąsiadów za pomocą aparatu fotograficznego. Pozbawiona własnego życia coraz bardziej zaczyna przeżywać cudze… Najwięcej uwagi poświęca Russellom, rodzinie nowej w tej okolicy i tak podobnej do tej, którą jeszcze niedawno sama miała. Jednak pewnej nocy widzi coś, czego nie powinna oglądać. Jej świat się rozpada, a na jaw wychodzą szokujące sekrety. 
Co jest prawdą, a co zmyśleniem? Kto jest w niebezpieczeństwie, a kto panuje nad sytuacją?

Powyższy opis jest bardzo zachęcający. Między innymi dlatego sięgnęłam po tę książkę. Początkowo nie mogłam się wkręcić w tę historię, bo wydawało mi się, że akcja stoi w miejscu. Opisy sąsiadów, przybliżenie głównej bohaterki oraz jej przypadłości, rozmowy z mężem... Nic szczególnego się nie działo. Oczywiście do czasu. Mniej więcej od połowy książki akcja zaczęła nabierać tempa i wszystko zaczęło mi się podobać. 

Książka utrzymana jest w dość mrocznej stylistyce, bo główna bohaterka - Anna, mieszka w dużym, zaciemnionym domu. Dreszczyku emocji dodaje snujący się wszędzie kot. Anna bierze wiele leków, popija je nałogowo alkoholem, ogląda stare czarno-białe thrillery i z czasem zaczyna się jej mieszać co jest prawdą, a co tylko senną marą. Przyznam, że parę razy mocno się zaskoczyłam podczas czytania i to bardzo mi się podobało! I choć miałam przeczucia co do tego, kto miesza w całej tej historii i kto winien jest morderstwa (zgadłam!), to kompletnie mi to nie przeszkadzało, bo A.J. Finn świetnie pokierował akcją. 
W książce znajdziemy wielu pobocznych bohaterów, którzy są wykreowani w naprawdę dobry sposób. Każdy z nich jest charakterystyczny i równie tajemniczy, co cała aura książki. Wprowadza to dodatkowe emocje. Rozwiązanie i wyjaśnienie wszystkich wątków zaskakuje i właśnie to tworzy tę książkę ciekawą i wciągającą.

Moim zdaniem ta książka to świetny thriller! Każdy fan tego gatunku będzie zadowolony z lektury. Ja nigdy wcześniej nie czytałam niczego podobnego, dlatego mi się spodobało. Było to coś nowego, orzeźwiającego! I coraz bardziej przekonuję się w przekonaniu, że thrillery to mój nowy ulubiony gatunek. 

Jeśli jesteście zainteresowani "Kobietą w oknie" to polecam serdecznie. Premiera już 2 lutego! 

A za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwo WAB oraz grupie wydawniczej Foksal. 

sobota, października 29, 2016

#30 "Małe życie" by Hanya Yanagihara

#30 "Małe życie" by Hanya Yanagihara

Tytuł: Małe życie
Autor: Hanya Yanagihara
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 27 kwietnia 2016
Liczba stron: 816

Jak głosi hasło na okładce "Małe życie" to najgłośniejsza amerykańska powieść roku 2015. Trudno się z tym nie zgodzić. Ja bym do tego jeszcze dodała kilka przymiotników: najlepsza, wzruszająca, poruszająca i naprawdę godna przeczytania.

Powyższa książka to historia o czwórce przyjaciół, którzy wkraczają w dorosłość, mieszkając w Nowym Jorku. Każdy z nich jest inny, każdy ma własne zainteresowania i pasje, każdy na swój własny sposób podchodzi do życia, każdy wyznaje inne wartości i każdy ma swoją własną historię. Trudno jest pisać o tej książce nie zdradzając fabuły, jednak postaram się. Głównym bohaterem jest Jude, niepełnosprawny prawnik, który jako dziecko zaznał wiele bólu i cierpienia. Próbuje dźwigać swój ciężki krzyż, wkraczając w dorosłość. Jednak moim zdaniem bardzo średnio mu to wychodzi. Jest bardzo zamknięty w sobie, nie dopuszcza do siebie ludzi, nawet najbliższych przyjaciół, nie pozwala sobie pomóc na żadnej płaszczyźnie. Jego historia jest bardzo smutna.

A najsmutniejsze dla mnie w tym wszystkim jest to, że Jude jest bardo podobny do mnie. Też jestem typem cierpiącym w samotności, też wszystko duszę w sobie i czasami własne emocje mnie rozsadzają od środka, ale mimo to nie proszę o pomoc i wysłuchanie, bo nie umiem mówić o własnych uczuciach. Nie lubię się narzucać ludziom, zawsze mi się wydaje, że inni mają większe problemy i kogo obchodzi moje złe samopoczucie. Wiem, że to nieprawda, bo mam naprawdę wspaniałych przyjaciół i niejednokrotnie się o tym przekonałam, ale mimo wszystko proszenie o pomoc jest dla mnie trudne. Znacznie łatwiej jest założyć maskę i uśmiechać się w towarzystwie, a potem w nocy wylać łzy do poduszki niż przyjść i powiedzieć "tylko mnie wysłuchaj, proszę". Dlatego w pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć Juda. Mimo iż nie mam tak dramatycznych doświadczeń z dzieciństwa, jak on, to każdy z nas ma przeszłość - lepszą lub gorszą, i to co dla jednych wydaje się być błahostką dla innych to powód do samookaleczenia lub samobójstwa. Naprawdę, przeraża mnie to, jak wiele mam wspólnego z głównym bohaterem.

"Małe życie" to powieść, która na bardzo długo zapada w pamięć. Z pewnością będzie to mój faworyt roku. Ogrom cierpienia, które przedstawia nam autorka, walka z chorobami i przeciwnościami losu, dążenie do sukcesu i miłości, to wszystko znajdziemy w tej pozycji. Jest w niej wszystko! I od razu zaznaczam, że to bardzo trudna książka. Nie każdy doceni jej kunszt, nie dla każdego będzie objawieniem i majstersztykiem, bo to nie tylko opis losów czwórki ludzi. Dla mnie to pewnego rodzaju przewodnik jak żyć, kiedy przeszłość drepcze nam po piętach, i jak kochać, kiedy twój partner ma problem z własną seksualnością. Ta książka jest po prostu cudowna! Z pewnością przeczytam ją jeszcze kilka razy, bo nie chcę zapomnieć tej historii. Dodała mi trochę motywacji, aby samej się zmienić i bardziej otworzyć - przede wszystkim na ludzi. Jednak praca nad samym sobą, co pokazuje również ta książka, jest najtrudniejsza. Jednak warto, bo każda historia może się zakończyć happy endem.
Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger