Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jodi Picoult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jodi Picoult. Pokaż wszystkie posty

sobota, grudnia 22, 2018

#104 "Dziewiętnaście minut" by Jodi Picoult

#104 "Dziewiętnaście minut" by Jodi Picoult

Cześć Moliki!
Na rzecz "Dziewiętnastu minut" wróciłam do jednej z moich ulubionych autorek - Jodi Picoult. Dawno nie miałam z nią żadnego "spotkania". Zeszły rok obfitował w książki tej autorki, w tym jakoś w ogóle nawet o niej nie pomyślałam. Aż do teraz! Poczułam przypływ chęci i sięgnęłam po "Dziewiętnaście minut".

Powyższa powieść to historia Petera, nastolatka, który już od najmłodszych lat zmagał się z szyderstwami i poniżeniem ze strony rówieśników. Na każdym etapie swojej edukacji, w każdej szkole, był popychadłem i głównym celem żartów szkolnej elity.
Pewnego dnia czara goryczy przelała się i Peter wparował do szkoły uzbrojony "po pachy", zastrzelił i ranił swoich szkolnych kolegów, doprowadzając do wielkiej tragedii.
Rozpoczyna się proces, który ma na celu wyjaśnić co tak naprawdę skłoniło Petera do tak drastycznych kroków, co właściwie wydarzyło się na szkolnych korytarzach, czy Peter działał w pojedynkę i czy był poczytalny w momencie popełniania tak okrutnej zbrodni.

Lubię książki Picoult za jedną rzecz - zawsze stawia swoich bohaterów w trudnych sytuacjach. Stawia im dylematy, które niekiedy naprawdę doprowadzają ich do ostateczności. Pomimo tego, że jej książki to wyłącznie fiksacja literacka, to większość z nich mogłaby wydarzyć się naprawdę. I myślę, że to jest właśnie powód dla którego jej książki są tak chętnie czytane - są po prostu prawdziwe.
Jeśli zaś chodzi o "Dziewiętnaście minut" to książka mi się podobała. Picoult wykreowała ciekawych bohaterów i nie ukrywam, że najbardziej interesującym okazał się Peter. Uważam, że jego portret psychologiczny jest skomplikowany i bardzo, ale to bardzo chciałam wiedzieć, co skłoniło go do takiego czynu. Ja doskonale rozumiem, co Peter czuł w szkole, kiedy rówieśnicy rzucali pod jego kątem głupie żarty albo kiedy robili mu złośliwe psikusy. Nie doświadczyłam tego tak brutalnie, ale mimo wszystko wiem, co to znaczy być nielubianym i nietolerowanym w szkole.
Książka ta porusza naprawdę ciekawy wątek i bardzo na czasie, bo temat szkolnego szykanowania wciąż jest bardzo aktualny. Nie tolerujemy tego co inne, co nie codzienne, nie lubimy jak ktoś się wyróżnia, śmiejemy się, kiedy ktoś jest zbyt niski lub ma za wysoki głos, gardzimy, kiedy ktoś jest innej orientacji seksualnej lub wyznaje inną religię. Nie rozumiemy siebie nawzajem, nie umiemy współczuć, nie tolerujemy się, nie akceptujemy. Oceniamy siebie względem wyglądu, nie próbujemy nawet poznać siebie wzajemnie, od razu zakładamy, że jak ktoś jest cichy i skromny, to jest nudny i nieciekawy, jak chłopak ma cienki głos i jest szczupły, to od razu mianujemy go gejem.

Ja osobiście nie zgadzam się na takie traktowanie drugiego człowieka. Staram się nie oceniać - zwłaszcza po wyglądzie. Nie wiem czy mi to wychodzi, ale staram się traktować ludzi tak jak sama chciałabym być taktowana - z szacunkiem i życzliwością.

Jak widzicie "Dziewiętnaście minut" wzbudza emocje w czytelnikach. I w książkach Picoult zawsze tak jest. Zawsze porusza jakiś temat obok którego nie można przejść obojętnie.
Jeśli lubicie takie książki to koniecznie sięgnijcie po literaturę tej autorki.
Ja polecam!

czwartek, sierpnia 24, 2017

#60 "Przemiana" by Jodi Picoult

#60 "Przemiana" by Jodi Picoult

Tytuł: Przemiana
Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 12 stycznia 2010
Liczba stron: 544

"Żeby wybaczyć, trzeba odtworzyć w pamięci, jak boleśnie zostało się zranionym. A żeby zapomnieć, trzeba najpierw zaakceptować rolę, jaką odegrało się w tragicznych wydarzeniach"

Po raz kolejny Jodi Picoult mnie nie zawiodła. Zbieram jej kolekcję, która co dwa tygodnie pojawia się w kioskach i czytam każdy kolejny tom i czekałam na historię, która poruszy mnie równie mocno, co ulubione przeze mnie "To, co zostało". Bo choć każda z książek tej autorki jest wyjątkowa, to nie powaliła mnie na kolana. Ale do czasu! Doczekałam się i "Przemiana" wskakuje na podium moich ulubionych książek Jodi Picoult. 

June Nealon była szczęśliwą żoną i matką, przed którą rozciągała się perspektywa wielu lat radosnego rodzinnego życia. W jednej chwili jej świat się zawalił, zmieniając życie w nieustające oczekiwanie - na zabliźnienie ran, na dopełnienie sprawiedliwości, na cud. 
Skazany na karę śmierci Shay Bourne staje przed szansą odkupienia swoich win i błędów. Aby tak się stało, czekająca na przeszczep serca Claire Nealson- córka June, a jednocześnie siostra dziewczynki, którą Bourne zamordował - musi przyjąć od niego bardzo szczególny dar. Czy June zdusi w sobie pragnienie zemsty, by ratować córkę? Czy Shay zdoła umrzeć na własnych warunkach, aby przekazać Claire serce do przeszczepu, i czy Claire zechce to serce przyjąć?

Już sam opis brzmi ciekawie. 
Zapewne osoby, które nie lubią tego typu książek będą psioczyć nosem, albo pozytywnie się zaskoczą. Tak jak wspomniałam czytałam wiele książek Picoult i czekałam na coś "wow". Czytałam i czytałam, aż w końcu natrafiłam na "Przemianę" i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jest to! Na to właśnie czekałam! 

Książka ta ma wszystko to, co posiadają wszystkie książki tej amerykańskiej pisarki - bohaterów, którzy stoją na zakrętach; którzy muszą podjąć trudne życiowe decyzje; wątki, w których trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto kierować się sercem, rozumiem, a może to etyka powinna wziąć górę nad wyborami bohaterów. Nie ma lekko. A temat podjęty w "Przemianie" wyjątkowo szokuje. 
Z opisu już wiecie o czym jest ta historia. Temat jest bardzo trudny. Ja sama nie wiem co bym zrobiła będąc na miejscu June Nealson. Nie wiem czy przyjęłabym serce od człowieka, który zamordował moją rodzinę, aby uratować córkę, która bez przeszczepu nie przeżyje. Z jednej strony decyzja ta powinna być prosta, bo przecież chodzi o życie dziecka. Z drugiej zaś przyjęcie takiego daru oznaczałoby pewnego rodzaju odkupienie win, bo przecież złoczyńca zrobiłby coś dobrego i nadałby swojemu życiu jakiś sens i być może "zafundowałby" sobie przebaczenie u Boga. Ale czy osoba, która morduje z zimną krwią na to zasługuje? Przecież powinien się spalić w piekle. 

Autorka porusza się wśród tematów około religijnych. I choć sama nie jestem zbytnio zafascynowana tym tematem, to patrzenie na sprawę Bourna z różnych perspektyw, pod różnymi kątami, zagłębiając się w przeróżne doktryny religijne, przyznaję, że książka ta mnie wciągnęła i zaciekawiła. Nie tylko z czysto religijnego puntu widzenia, ale przede wszystkim tego etycznego. Bourne chce zrobić coś dobrego, ale aby oddać serce do przeszczepu, nie może poddać się tradycyjnej egzekucji - tzn. nie może zginąć poprzez podanie śmiercionośnego zastrzyku po którym po prostu zaśnie. Lekarze nie mogą dopuścić do zatrzymania akcji serca, dlatego jedynym wyjściem jest szubienica. I o to właśnie zaczynie walczyć młoda prawniczka. Maggie chce, aby jej klient zmarł na swoich zasadach, dzięki czemu - według religijnego punktu widzenia - będzie mógł odkupić swoje winy i zaznać zbawienia. 

W tle tych więziennych i sądowych wydarzeń, rozgrywa się dramat rodziny Nealson. June staje przed naprawdę trudnym wyborem. Musi podjąć decyzję, która będzie rzutowała na całe przyszłe życie jej oraz swojej córki, która nie przeżyje bez rychłego przeszczepu serca. 

"Przemiana" to naprawdę poruszająca książka. Dla mnie była momentami szokująca, momentami nie dowierzałam temu co czytam. Historia ta poruszała mnie niemalże z każdym kolejnym rozdziałem. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych książek Jodi Picoult, więc będą ją polecała wszystkim. Ma w sobie nieco z "Zielonej mili" Stephena Kinga, więc być może dlatego też tak bardzo mi się spodobała, bo film ten należy do czołówki moich ulubionych. 
Jeśli szukacie książki, która postawi Was przed trudnymi etycznymi dylematami, to zachęcam do przeczytania, bo warto! Czasami trzeba oderwać się od trzymających w napięciu thrillerów czy wzruszających romansów i przyjrzeć się na czemuś, co może przydarzyć się w realnym życiu. I "Przemiana" z pewnością należy do tego typu rzeczy. 

Polecam! 

środa, maja 24, 2017

#50 "Jak z obrazka" by Jodi Picoult

#50 "Jak z obrazka" by Jodi Picoult

Tytuł: Jak z obrazka 
Autor: Jodi Picoult 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2 października 2008
Liczba stron: 360 

"Ktoś, kto potrafi kochać tak mocno i głęboko, potrafi z równą mocą nienawidzić i ranić"

Kolejna książka z serii Jodi Picoult. Tym razem sięgnęłam po "Jak z obrazka". Przed czytaniem dotarło do mnie kilka negatywnych opinii o tej pozycji, aczkolwiek nie podzielam tego zdania, bo mi ta historia bardzo się spodobała. 

Wciągająca i błyskotliwa powieść psychologiczna o pułapce, jaką może stać się z pozoru idealne małżeństwo. Młoda kobieta, którą policja znajduje błąkającą się po cmentarzu w Los Angeles, nie pamięta, jak się nazywa. Kiedy zgłasza się po nią mąż, Cassie Barrett dowiaduje się ze zdumieniem, że jest nie tylko uznanym i wybitnym antropologiem, ale też żoną Alexa Riversa, słynnego aktora, jednego z najpopularniejszych hollywoodzkich gwiazdorów. 
Stopniowo wraca jej pamięć: szalony romans w Tanzanii, ważne odkrycie naukowe, którego tam dokonała, kariera Alexa, za którą zapłacił rozchwianiem emocjonalnym. Ale Cassie nie może się odnaleźć w swoim luksusowym życiu i na pozór doskonałym małżeństwie. Kiedy znajduje w łazience test ciążowy z pozytywnym wynikiem, nagle wracają do niej ponure wspomnienia. Cassie czuje, że musi natychmiast uciec przed swoją przeszłością i przed Alexem. 

Zacznę od tego, że nie jest to najlepsza i najambitniejsza powieść Jodi Picoult. Zgodzę się, że ma ona wiele innych i dużo lepszych książek, których historie porywają czytelnika na całego, ale nie powiem, że powyższa pozycja jest jedną z gorszych. Być może "Jak z obrazka" nie jest najbardziej porywającą i wstrząsającą historią, ale mi się podobała. Czytałam gorsze propozycje od Picoult. I muszę dodać, że dawno nie czytałam żadnej książki tej autorki, w której nie ma śledztwa, zbrodni i efektu końcowego, czyli rozprawy sądowej - to całkiem miła odmiana. 

To zdecydowanie jest coś innego niż pozostałe powieści tej autorki, ponieważ nie ma dylematu przed którym stawiany jest czytelnik, nie ma etycznych rozmyślań i wybierania między "złym, a gorszym". To zwykła historia o kobiecie, która doświadcza czegoś strasznego w swoim małżeństwie i musi sobie z tym jakoś poradzić. Takie rzeczy spotykają wiele kobiet na całym świecie, więc fajnie, że w ogóle ktoś wpadł na pomysł, aby o tym napisać. Ja lubię takie historie, nie wiem dlaczego, ale trochę mnie fascynują. Przede wszystkim spodobał mi się Alex. Kto czytał ten zapewne się zdziwi, ale taka jest prawda. Intrygują mnie takie charaktery - człowieka upadłego, zaszczutego, zagubionego. Podoba mi się to zwłaszcza wtedy, kiedy tym charakterem jest mężczyzna. Nie wiem dlaczego, ale miotają mną wtedy dziwne uczucia, bo z jednej strony mam poczucie, że facet powinien być ostoją rodziny, chronić jej i być filarem, na którym buduje się rodzinne bezpieczeństwo, a drugiej widząc takiego załamanego i zawiedzionego sobą człowieka mam ochotę chronić go przed całym złem - mimo iż wyrządza mi swoim zachowaniem krzywdę. Czasami mi się wydaje, że nadawałabym się na ofiarę przemocy domowej :) 
Oczywiście to być żart (mało śmieszny), ale Alex miał w sobie coś urzekającego, coś co sprawiało, że go lubiłam i skrycie trzymałam za niego kciuki, aby się zmienił i odzyskał swoją rodzinę. Czytając widziałam, jak bardzo kocha swoją żonę i jak bardzo pragnie uchylić jej nieba, co średnio mu się udawało. Trochę przypominał mi Christiana Greya (bez tej całej erotycznej otoczki), bo tak samo miał problemy z samym sobą, był zagubiony i szukał własnego "ja". W dodatku cała ta sława i bogactwo! Chyba jestem trochę próżna, bo lubię historie, w których role odkrywają osoby sławne i zamożne. Nie nazwałabym tego zazdrością, ale fascynuje mnie ten świat - tak odmienny od mojego. 

Podsumowując - lektura przyjemna, mało wymagająca i raczej nie zapada w pamięć, ale ma coś w sobie. Jak dla mnie był to miły przerywnik pomiędzy thrillerami i kryminałami, które ostatnio czytałam. Książkę czyta się bardzo szybko, akcja toczy się zręcznie i w zasadzie nie nudzi, aczkolwiek jeśli ktoś przyzwyczaił się już do poruszających historii Picoult, to rzeczywiście może być zawiedziony. Mi się podobała i daję jej dużego plusa. 

wtorek, maja 09, 2017

#48 "Małe wielkie rzeczy" by Jodi Picoult

#48 "Małe wielkie rzeczy" by Jodi Picoult

Tytuł: Małe wielkie rzeczy
Autor: Jodi Picoult 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 11 kwietnia 2017
Liczba stron: 608

"Jeśli nie mogę czynić wielkich rzeczy, mogę czynić małe rzeczy w wielki sposób"

Jodi Picoult po raz kolejny nie zawiodła. "Małe wielkie rzeczy" to książka, która jest o rasizmie, stereotypach i nietolerancji, z którą muszą spotykać się osoby czarnoskóre. Najlepsze w tej powieści jest to, że opisuje jedno zagadnienie - koloru skóry, ale w rzeczywistości problemy głównej bohaterki, z którymi musi się zmagać i stosunek innych ludzi do niej, można przypisać tak naprawdę wszystkim - mniejszości seksualnym, wyznawcom różnych wiar czy też osobom pochodzących z obcych i różnych kulturowo krajów. 

Kiedy po rutynowym zabiegu umiera noworodek, ojciec dziecka oskarża o morderstwo afroamerykańską pielęgniarkę. Ani ona, ani jej prawniczka, ani ojciec zmarłego chłopczyka nie mają pojęcia, że ta śmierć odmieni ich życie w sposób, którego żadne z nich nie było w stanie przewidzieć. 

Jodi Picoult bierze na warsztat uprzedzenia rasowe, przywileje, sprawiedliwość oraz współczucie - i swoim zwyczajem nie podsuwa łatwych odpowiedzi. Z wnikliwością, szczerością i empatią maluje obraz rzeczywistości, z którą mamy do czynienia na co dzień i której często nie przyjmujemy do wiadomości. "Małe wielkie rzecz" to kawał dobrej literatury pióra autorki, która zna się na swoim fachu. 

Ruth jest położną z dwudziestoletnim doświadczeniem. Po standardowym badaniu nowo narodzonego dziecka zostaje odsunięta od pacjenta, ponieważ ojciec malucha nie życzy sobie, aby opiekę nad nim sprawowała czarnoskóra pielęgniarka. Turk Bauer jest mężczyzną o skrajnych poglądach, broni białej rasy i gardzi odmiennościami. Ruth ciężko jest się pogodzić z decyzją przełożonej, która ostatecznie staje po stronie rodzica i zabrania jej dotykania i opiekowania się tym dzieckiem. 
Na konsekwencje tej decyzji nie musimy czekać długo, bowiem noworodek po narodzinach poddany zostaje obrzezaniu, co przynosi nieoczekiwane skutki. Mały Davis Bauer umiera, a o jego śmierć zostaje posądzona Ruth, która w momencie śmierci przebywała z dzieckiem. 

Pierwszy raz spotykam się z książką, w której tak dobitnie poruszany jest temat rasizmu i uprzedzeń. Picoult jak zwykle pięknie zarysowała nam problem, z którym ma do czynienia bohater. Ruth zostaje oskarżona o morderstwo z premedytacją, bo wykonywała polecenie przełożonej o zakacie dotykania dziecka, jednak stanęła w obliczu życia i śmierci i sama musiała zdecydować, co jest dla niej ważniejsze - praca czy życie niewinnego dziecka. I podstawowe pytanie - czy jakby była biała, to również stanęłaby przed sądem obwiniana o morderstwo? 

Temat ten jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje i tak naprawdę warto przeczytać tę książkę, aby zgłębić to zagadnienie. To, co próbuje nam przede wszystkim pokazać autorka to to, że biali mają ogromne szczęście z powodu koloru swojej skóry i jak nie doceniają przywilejów, które z tego płyną. Być może my, jako Polacy, nie potrafimy zdać sobie z tego sprawy, bo mimo wszystko w naszym kraju jest niewielu czarnoskórych ludzi, jednak w Stanach Zjednoczonych (co dla mnie jest szokiem, bo zawsze ten kraj postrzegałam jako jeden z najbardziej tolerancyjnych) rasizm jest powszechnie spotykany. I to, co uderzyło mnie najbardziej, to stwierdzenie, że każdy z nas jest w jakimś stopniu rasistą. Bardzo mną to wstrząsnęło, bo od zawsze uważam się za osobę bardzo tolerancyjną, jednak kiedy o tym myślałam i analizowałam przykłady przedstawione w książce, muszę przyznać, że jest coś w tym stwierdzeniu. Najlepszym przykładem okazała się Kennedy - prawniczka, która broniła Ruth w sądzie. Od początku procesu twierdziła, że w tym wszystkim nie chodzi o kolor skóry - a jednak, koniec może zaskoczyć czytelników. 

Picout po raz kolejny udowodniła, że ma w sobie ogromną umiejętność poruszania swoich czytelników, stawiania ich przed trudnymi tematami, ludzkimi dylematami i dramatami. W jej książkach nic nie jest oczywiste, a czytelnik sam musi obrać którąś ze stron. To, co ważne w "Małych wielkich rzeczach" to przekaz, że każdemu trzeba dawać szansę, że nic nie jest czarne albo białe, że ludzie to tylko ludzie, każdy popełnia błędy i absolutnie każdemu należy się druga szansa. Musimy akceptować siebie jako ludzi, bo na tym świecie jest już stanowczo za dużo nienawiści, abyśmy sami ją potęgowali. To nie jest niczyja wina, że ktoś urodził się czarny, żółty lub popielaty. Jeśli kobieta kocha drugą kobietę, to co nam do tego?! Jeżeli mężczyzna wieczorami ma ochotę przebierać się za kobietę, to co z tego?! Jeśli daje mu to radość i przynosi szczęście, to dlaczego nie? Każdy z nas dąży do szczęścia. Dla każdego z nas szczęście to co innego. Po prostu się szanujmy i tolerujmy. A wówczas świat na pewno stanie się lepszy. 

poniedziałek, kwietnia 17, 2017

#42 "Już czas" by Jodi Picoult

#42 "Już czas" by Jodi Picoult

Tytuł: Już czas
Autor: Jodi Picout 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 21 października 2014
Liczba stron: 512

"Wszechświat oczekuje od nas dwóch rzeczy: nie wyrządzania świadomie krzywdy sobie i bliźnim oraz bycia szczęśliwym"

Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię Jodi Picoult. Kto śledzi mój profil na instagramie ten wie również, nie zbieram kolekcję jej książek, która obecnie pojawia się w kioskach co dwa tygodnie. Dla mnie to świetna okazja, aby za niewielkie pieniądze zapoznać się z całą twórczością tej pisarki. 
W wielką chęcią sięgam zawsze po kolejne tomy jej powieści, bo każda gwarantuje niezapomniane wrażenia i ludzkie historie, które na długo zapadają w pamięć. 

Tym razem postanowiłam przeczytać "Już czas". Przyznam się od razu, że opis z tyłu książki mnie nie zachęcił, ale postanowiłam sobie przeczytać wszystkie książki z kolekcji, więc musiałam dać szansę tej powieści. I szczerze przyznam, że trochę się zawiodłam. Rzadko książki Picoult sprawiają mi zawód, ale tym razem właśnie tak było. 

"Już czas" to historia nastoletniej Jenny, która poszukuje zaginionej przed dziesięciu laty matki. Zaginięcie było bardzo zagadkowe i nie rozwiązane. Dziewczyna z tęsknoty postanowiła wziąć sprawę we własne ręce i przy pomocy jasnowidzki Serenity oraz byłego detektywa Virgila rozwiązać zagadkę. Jenny poszlak upatruje się w dziennikach matki, która pracowała w rezerwacie dla słoni z jej ojcem, przebywającym obecnie w zakładzie psychiatrycznym. Także Jenny nie miała lekko, ale robiła wszystko, co w jej mocy, aby odnaleźć ukochaną mamę. 

Oczywiście historia jest bardziej skomplikowana niż to wynika z opisu, ale nie mogę zdradzać szczegółów, aby nie zdradzić fabuły. Mi się ciężko czytało tą książkę - zwłaszcza na początku. Fragmenty pisane z perspektywy Alicy, matki dziewczyny, bardzo mnie nudziły, bo jednak słonie to nie są moje ulubione zwierzęta, a we fragmentach tych było bardzo dużo o ich naturze, zwyczajach, przyzwyczajeniach, trynie życia, budowie ciała itd. Trochę mnie to znudziło i zniechęciło do dalszego czytania. Ale nie poddałam się i dobrnęłam do końca. A koniec, jak znacie twórczość Picuolt, zaskakuje. 

Podsumowując, muszę przyznać, że czytałam dużo lepsze książki tej autorki i mam nadzieję, że jeszcze nie jedna dobra lektura przede mną. O "Już czas" raczej szybko zapomnę i zdecydowanie nie będę jej polecała znajomym. 

czwartek, lutego 09, 2017

#36 "Bez mojej zgody" by Jodi Picoult

#36 "Bez mojej zgody" by Jodi Picoult

Tytuł: Bez mojej zgody 
Autor: Jodi Picoult 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 11 sierpnia 2009 
Liczba stron: 528

"Ludzi nie kocha się za to, że są doskonali, tylko mimo to, że tacy nie są"

Jodi Picoult to jedna z moich ulubionych pisarek jeśli chodzi o literaturę dla kobiet. W swoich książkach zawsze porusza tematy ważne, drażliwe, takie, które stoją na granicy wyborów moralnych i etycznych. Bohaterowie jej powieści zawsze stają przed trudnymi wyborami, które mają wpływ na ich życia. 

Podobnie było w "Bez mojej zgody". Historia opowiada o małżeństwie z dwojgiem dzieci. U młodszego z nich, córeczki Kate, lekarze diagnozują bardzo rzadką i groźną odmianę białaczki. Zarówno oni, jak i starszy brat nie mogą zostać dawcami. Rodzice postanawiają poddać się zabiegowi in vitro i z czterech jajeczek wybierają te, które ma najbardziej zbliżone DNA do chorego dziecka. W ten sposób na świat przychodzi Anna, która już od najmłodszych lat jest poddawana różnym zabiegom mającym na celu uratowanie życie siostry - transfuzje krwi, pobranie szpiku kostnego itd. Rodzinę tę poznajemy w momencie, w którym Kate potrzebuje przeszczepu nerki, a Anna się przeciw temu buntuje. Nastolatka wynajmuje adwokata, który ma pomóc jej w tym, aby samodzielnie mogła podejmować decyzje odnośnie swojego zdrowia i zabiegom, którym się będzie poddawała. 

Moim zdaniem jest to bardzo trudny temat, dlatego bardzo polecam Wam tę książkę. Trudno jest się opowiedzieć za którąś ze stron, bo trzeba poznać sposób patrzenia każdego z bohaterów i z każdym po części można się zgodzić. Główny spór toczy się między matką a córką - trudno się dziwić. Anna ma dość ciągłych operacji, które pogarszają jej stan zdrowia i przez które nie może żyć jak normalna nastolatka, bo ciągle "musi być pod ręką" oraz matka, która za wszelką cenę chce utrzymać swoje dziecko przy żuciu. Niezależnie od tego po której stronie staniecie, argumenty każdej będą do Was przemawiać. I tutaj nie chodzi tylko o to, kto ma rację. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego. Jeśli lubicie takie książki, w których bohaterowie zmagają się z naprawdę wielkimi dylematami i dramatami, to bardzo Wam polecam Jodi Picoult. Nie zawiedziecie się. 

Na mnie ta książka zrobiła ogromne wrażenie. Picoult ma lekkie piórko, mimo iż porusza naprawdę trudne tematy. Czas spędzony z jej powieściami na pewno nie będzie stracony. Te historie Was poruszą i zbulwersują, i niejednokrotnie wzruszą. Nie wahajcie się i na własnej skórze odkryjcie niepowtarzalność tej pisarki. Warto! 


sobota, lutego 06, 2016

#5 "Krucha jak lód" by Jodi Picoult

#5 "Krucha jak lód" by Jodi Picoult

Autor: Jodi Picoult 
Tytuł: Krucha jak lód 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 4 maja 2010
Liczba stron: 616

"Bóg nie daje ludziom ciężarów, których nie mogą sami udźwignąć"

Jak książka trafiła w moje ręce? Bardzo lubię książki autorstwa Jodi Picoult. Według mnie mają coś w sobie. Autorka potrafi pięknie pisać o uczuciach, ludzkich problemach i emocjach, które im wówczas towarzyszą. Na mojej półce mam już pięć książek tej autorki i to z pewnością nie będzie koniec. Mój ostatni zakup to "Krucha jak lód", a poniżej recenzja, którą postanowiłam napisać po przeczytaniu. 

OKŁADKA: Pierwszy rzut oka na okładkę i od razu można się zorientować o kim jest książka. Muszę przyznać, że tytuł - według mnie - pięknie odzwierciedla dziewczynkę z obrazka. Ocena: 4/5

FABUŁA: Książka opowiada o Willow, dziewczynce która jest chora na Osteoporosis Imperfecta, czyli na wrodzoną łamliwość kości. Przy każdym najmniejszym ruchu, takim jak np. kichnięcie czy przekręcenie się w nocy z boku na bok, dziewczynka może złamać sobie kość. Historia przedstawia losy jej rodziny, która musi podporządkować całe życie w trosce o Willow. Jej mama Charlotte postanawia wnieść pozew do sądu o tzw. niedobre urodzenie, ponieważ lekarz prowadzący ciążę nie ostrzegł jej wcześniej, że dziecko jest chore. I tutaj historia zaczyna się rozkręcać, gdyż oskarżoną zostaje najlepsza przyjaciółka Charlotte. Ocena: 4/5

BOHATEROWIE: Jeśli chodzi o bohaterów, to muszę powiedzieć, że wykreowani są dość ciekawie. Willow, pięciolatka, która jest nadzwyczaj dorosła jak na swój wiek. Jej siostra Amelia, nastolatka, która czuje się przytłoczona chorobą siostry, procesem oraz widmem wiszącym nad całą rodziną. Jednak chyba najciekawszą postacią jest Charlotte, której postępowanie do końca nie jest dla mnie zrozumiałe. Trzeba przeczytać książkę, aby móc się postawić na jej miejscu. Ocena 4/5

FORMA: Książka pisana jest z kilku perspektyw - Charlotte, Amelii, Seana - ojca chorej dziewczynki, Piper - przyjaciółki rodziny oraz Marin - adwokatki, która prowadzi sprawę o niedobre urodzenie. Ich wypowiedzi są jakby skierowane do samej Willow np. zobaczyłem Amelię jak bawi się z tobą w salonie. Pierwszy raz się z tym spotkałam, ale nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe. Myślę, że to nawet ciekawa forma. Książkę czyta się łatwo i szybko, nie ma w niej wielu prawniczych wątków, dzięki czemu czytelnik nie gubi się w paragrafach. Autorka skupiła się głównie na uczuciach i wielkim dylemacie, który w książce jest głównym wątkiem. Ocena: 4/5

OGÓLNA OCENA: Podsumowując muszę powiedzieć, że książka jest dość ciekawa. Bardzo porusza i zmusza do zastanowienia się nad tym, co sami zrobilibyśmy w podobnej sytuacji. Czy gdybyście wiedzieli wystarczająco wcześnie, że Wasze dziecko urodzi się nieuleczalnie chore, to czy usunęlibyście ciążę, aby oszczędzić mu cierpienia? Zostawię Was z tym pytaniem. Być może ktoś odważy się na odpowiedź. 

Ogólna ocena: 16/20

Korzystając z okazji chciałabym jeszcze zaprosić Was na moje konto na Instagramie

Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger