Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, października 11, 2020

#169 "Zaginione arabskie księżniczki" by Marcin Margielewski

#169 "Zaginione arabskie księżniczki" by Marcin Margielewski

Hej, hej!

Bardzo lubię książki o Bliskim Wschodzie, te fabularne jak i te dokumentalne, reportaże itd. Trochę już tego przeczytałam i zawsze chętnie sięgam po kolejne książki o tej tematyce. I tym razem zainteresował mnie tytuł "Zaginione arabskie księżniczki" Marcina Margielewskiego. 

O żonach, córkach, siostrach arabskich szejków już trochę słyszałam, jednak przedstawione tutaj osoby były mi obce. Myślę, że tematyki możecie się domyślić po tytule. Autor na stronicach tej książki przedstawia historie opowiedziane przez Talala, mężczyzny, który przez całe swoje życie służył w arabskich pałacach i miał styczność z przedstawicielami królewskich rodzin. Poznajemy tutaj dziewczyny, które przez swoją odwagę, pragnienie wolności czy miłość ponoszą najstraszniejszą karę, a za sprzeciwienie się rządom ojców, braci, wujków tracą życie. 

Co Wam będę mówić... Nie raz już recenzowałam tutaj książki Tanyi Valko czy Laily Shukri, w których bardzo obszernie opisane były praktyki traktowania kobiet w krajach Bliskiego Wschodu. Mam świadomość, że są one fabularyzowane, jednak z łatwością jestem w stanie uwierzyć, że takie rzeczy rzeczywiście mają miejsce, a co gorsze, jestem w stanie uwierzyć, że przeciętny człowiek nie ma takiej wyobraźni, aby wyobrazić sobie co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami arabskich domów i pałaców. Przypadki o których czytamy w książce Marcina Margielewskiego to zaledwie wierzchołek góry lodowej. A najgorsze jest, że o bardzo wielu zabójstwach czy torturach niewinnych kobiet nigdy nie usłyszymy, bo kraje arabskie, a zwłaszcza Arabia Saudyjska, jest bardzo zamknięta i przepływ informacji jest praktycznie niemożliwy. 

Najbardziej w głowie utknęła mi sytuacja z szejkiem Abdullahem bin Abd al-Aziz Al Saud, którego możecie kojarzyć z tego, że kilka lat temu zasponsorował operację rozdzielenia polskich bliźniaczek syjamskich. Szejk zbudował wokół siebie aurę szlachetnego króla, otwartego na tradycje z zachodu, chętnego do nadawania kobietom nowych praw i przywilejów. Podróżował po całym świecie, spotykał się z najbardziej wpływowymi ludzi świata, ściskał im dłonie uśmiechając się do kamer. I nikt nie wiedział, że w tym samym czasie jego cztery córki siedzą zamknięte w piwnicy i umierają z głodu. Przepraszam Was za ten spoiler, ale nie potrafię pohamować gniewu, kiedy o tym myślę i uważam, że takie historie trzeba nagłaśniać. 

Uważam, że tego typu książki są ważne i ludzie powinni je czytać, bo dzięki temu rośnie świadomość w naszym społeczeństwie. Arabia Saudyjska to nie jest bajkowy kraj, w którym chodniki zbudowane są ze złota. To przede wszystkim kraj, w którym ludzie pod przykrywką Koranu i woli Allaha torturują i mordują niewinne kobiety, które chciały zaznać w życiu jedynie trochę prawdziwej miłości i wolności. 

wtorek, czerwca 30, 2020

#157 "Arabski raj" by Tanya Valko

#157 "Arabski raj" by Tanya Valko

Hej, hej!
Dawno nie było na blogu żadnej książki z cyklu tych arabskich, z Bliskim Wschodzie w tle. Lubię te książki, ale coraz trudniej jest mi trafić na coś odkrywczego. W ramach wyzwania, którego podjęłam na Instagramie, gdzie zadeklarowałam przeczytać do końca czerwca sześć książek z mojego stosu hańby, wybrałam "Arabski raj", bo zalegał na mojej półce dobry rok.
Teraz myślę, że to jednak nie był dobry wybór...

"Arabski raj" to kolejna część Arabskiej Sagi Tanyi Valko. Znów zostajemy wciągnięci w pokręcony świat sióstr Marysi i Darii, które próbują odnaleźć się w arabskim świecie. Książka dzieli się jakby na dwie części - jedna pisana jest z perspektywy Marii, a druga ze strony Darii.
Pierwsza z nich po trudnych przeżyciach z ostatniego tomu, po zniewoleniu, po przykrych przygodach w Syrii, które ją spotkały podczas poszukiwań siostry, wróciła do swojego domu wraz z mężem i dziećmi. Wydawać by się mogło, że wreszcie pogodziła się z utratą Darii i będzie wiodła teraz spokojne i szczęśliwe życie. Nic bardziej mylnego! Ta kobieta nie potrafi usiedzieć na miejscu i cieszyć się z tego co ma, że jest cała i zdrowa. Że żyje!!! Przyznam, że ona już bardzo mocno mnie irytuje (zresztą jak prawie każdy bohater tej serii). Maria postanawia pojechać do Polski, zrobić studia z ratownictwa medycznego i wrócić, aby jako kobieta pracować w saudyjskiej służbie zdrowia. Cel szlachetny, ale już wyobrażam sobie konsekwencje tej decyzji.
Daria z kolei w dalszym ciągu pozostaje "pod opieką" swojego męża dżihadysty. Razem z nim wyjeżdża do Libii, gdzie Jasem planuje polityczną walkę o fotel prezydencki tego kraju. Przyznam, że ta część w ogóle mi się nie podobała, bo praktycznie wszystko kręciło się wokół skomplikowanej polityki tego kraju, którą ciężko jest zrozumieć przez te wszystkie dziwaczne nazwiska i to, że historia mieszała się literacką fikcją.

Pomimo tego, że tę książkę naprawdę szybko się czytało, to miałam z nią problem. Musiałam zrobić sobie przerwę w połowie, bo naprawdę nie wiedziałam już o co w tym wszystkim chodzi. W tej części pojawiła się masa nowych bohaterów, każdy inny, każdy związany z polityką, do każdego autorka zafundowała opis - co, kto, po co i dlaczego. Uważam, że czasami niektóre opisy są zbędne, bo mogą sprawiać, że czytelnik naprawdę będzie miał problem ze zrozumieniem treści. I pomimo tego, że pod koniec tego tomu wszystko mniej więcej zaczęło mi się układać, to i tak nie mam pewności czy wszystko dobrze zrozumiałam. Może to być też moja wina, mojej ignorancji, bo polityka zupełnie mnie nie interesuje i kiedy o niej słyszę, to automatycznie się wycofuję.

Naszła mnie taka refleksja, że tęsknię za pierwszymi tomami. Na początku autorka przedstawiała arabski świat. Wiadomo, że skupiała się bardziej na tym co złe, aby zaciekawić czytelnika, ale odnoszę wrażenie, że na początku było więcej radosnych momentów. Więcej arabskiej kultury, obrzędów, więcej uśmiechu, koloru. Teraz czytając tę serię mam wrażenie, że morderstwo goni morderstwo, gwałt goni gwałt, wszędzie terroryści, wszędzie zbrodnie honorowe, więzienia, porwania... Trochę to smutne, bo pokochałam te książki właśnie ze względu na to, że arabski świat jest taki inny, barwny. A teraz mamy do czynienia ze wszystkim co złe.

Mam nadzieję, że kolejne tomy idą w nieco innym kierunku. Bardzo bym tego chciała. Sięganie po kolejne części przychodzi mi z coraz większą trudnością, nie ma się co dziwić, że miesiącami leżą na półce, a ja nie mam ochoty po nie sięgnąć, bo z góry wiem, co się w niej znajdzie - znów przemoc, zbrodnie i kolejne "genialne" pomysły głównych bohaterek.

Dajcie znać, czy jesteście na bieżąco z tą serią i czy macie podobne odczucia?

sobota, grudnia 22, 2018

#104 "Dziewiętnaście minut" by Jodi Picoult

#104 "Dziewiętnaście minut" by Jodi Picoult

Cześć Moliki!
Na rzecz "Dziewiętnastu minut" wróciłam do jednej z moich ulubionych autorek - Jodi Picoult. Dawno nie miałam z nią żadnego "spotkania". Zeszły rok obfitował w książki tej autorki, w tym jakoś w ogóle nawet o niej nie pomyślałam. Aż do teraz! Poczułam przypływ chęci i sięgnęłam po "Dziewiętnaście minut".

Powyższa powieść to historia Petera, nastolatka, który już od najmłodszych lat zmagał się z szyderstwami i poniżeniem ze strony rówieśników. Na każdym etapie swojej edukacji, w każdej szkole, był popychadłem i głównym celem żartów szkolnej elity.
Pewnego dnia czara goryczy przelała się i Peter wparował do szkoły uzbrojony "po pachy", zastrzelił i ranił swoich szkolnych kolegów, doprowadzając do wielkiej tragedii.
Rozpoczyna się proces, który ma na celu wyjaśnić co tak naprawdę skłoniło Petera do tak drastycznych kroków, co właściwie wydarzyło się na szkolnych korytarzach, czy Peter działał w pojedynkę i czy był poczytalny w momencie popełniania tak okrutnej zbrodni.

Lubię książki Picoult za jedną rzecz - zawsze stawia swoich bohaterów w trudnych sytuacjach. Stawia im dylematy, które niekiedy naprawdę doprowadzają ich do ostateczności. Pomimo tego, że jej książki to wyłącznie fiksacja literacka, to większość z nich mogłaby wydarzyć się naprawdę. I myślę, że to jest właśnie powód dla którego jej książki są tak chętnie czytane - są po prostu prawdziwe.
Jeśli zaś chodzi o "Dziewiętnaście minut" to książka mi się podobała. Picoult wykreowała ciekawych bohaterów i nie ukrywam, że najbardziej interesującym okazał się Peter. Uważam, że jego portret psychologiczny jest skomplikowany i bardzo, ale to bardzo chciałam wiedzieć, co skłoniło go do takiego czynu. Ja doskonale rozumiem, co Peter czuł w szkole, kiedy rówieśnicy rzucali pod jego kątem głupie żarty albo kiedy robili mu złośliwe psikusy. Nie doświadczyłam tego tak brutalnie, ale mimo wszystko wiem, co to znaczy być nielubianym i nietolerowanym w szkole.
Książka ta porusza naprawdę ciekawy wątek i bardzo na czasie, bo temat szkolnego szykanowania wciąż jest bardzo aktualny. Nie tolerujemy tego co inne, co nie codzienne, nie lubimy jak ktoś się wyróżnia, śmiejemy się, kiedy ktoś jest zbyt niski lub ma za wysoki głos, gardzimy, kiedy ktoś jest innej orientacji seksualnej lub wyznaje inną religię. Nie rozumiemy siebie nawzajem, nie umiemy współczuć, nie tolerujemy się, nie akceptujemy. Oceniamy siebie względem wyglądu, nie próbujemy nawet poznać siebie wzajemnie, od razu zakładamy, że jak ktoś jest cichy i skromny, to jest nudny i nieciekawy, jak chłopak ma cienki głos i jest szczupły, to od razu mianujemy go gejem.

Ja osobiście nie zgadzam się na takie traktowanie drugiego człowieka. Staram się nie oceniać - zwłaszcza po wyglądzie. Nie wiem czy mi to wychodzi, ale staram się traktować ludzi tak jak sama chciałabym być taktowana - z szacunkiem i życzliwością.

Jak widzicie "Dziewiętnaście minut" wzbudza emocje w czytelnikach. I w książkach Picoult zawsze tak jest. Zawsze porusza jakiś temat obok którego nie można przejść obojętnie.
Jeśli lubicie takie książki to koniecznie sięgnijcie po literaturę tej autorki.
Ja polecam!

poniedziałek, grudnia 10, 2018

#102 "Jestem żoną terrorysty" by Laila Shukri

#102 "Jestem żoną terrorysty" by Laila Shukri

Cześć Moliki!
Grudzień w pełni, czas na świąteczne porządki, gorączkowe szukanie prezentów, ubieranie choinki i tego typu sprawy. Jesteście przygotowani na Boże Narodzenie? Ja się przyznam, że mam zarys prezentów dla rodziców, ale jednak nie tylko ich chcę obdarować w tym roku, więc muszę jeszcze pogłówkować. Jak macie jakieś pomysły na drobne upominki dla najbliższych to piszcie w komentarzach, może się czymś zainspiruję :)

Ale do rzeczy... Zapewne wiecie (albo i nie), że jestem fanką książek o Bliskim Wschodzie. Kocham całą arabską sagę Tanii Valko i bardzo lubię serię ze zdjęcia Laili Shukri. Jak widzicie nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i mam co do niej pewne wymagania, których w tej książce niestety nie spełniła. Dzisiaj skupiamy się na najnowszej książce, czyli "Jestem żoną terrorysty". Nie mam zastrzeżeń co do samej fabuły, ale do stylu. Przeszkadzały mi głównie dwie rzeczy. Po pierwsze obszerne opisy, głównie z pierwszej części książki. Zapewne irytuje mnie to, bo przeczytałam już kilkanaście książek o tej tematyce i wiem co i jak, ale według mnie wystarczyłyby krótkie adnotacje na dole strony. A po drugie zauważyłam, że autorka trochę po pogubiła przy końcu książki. Raz pisała pewne fragmenty w pierwsze osobie, jako ja (wzięłam kubek i poszłam do kuchni), a w kolejnym rozdziale używała już trzeciej osoby. Coś tutaj nie pykło :) I to tyle minusów. 
Laila Shuki nie jest zawodową pisarką. Jest to Polska, mieszkająca w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, która poślubiła tamtejszego szejka. Autorka opiewa w luksusach, ale jednocześnie od podszewki zna arabski świat i problemy, z którymi musi się on mierzyć. W każdej ze swoich książek porusza tematy bulwersujące i przerażające, ale jednoczenie bardzo prawdziwe i takie, o których nie mówi się głośno, aby nie narazić się najbardziej wpływowym ludziom na świecie. Między innymi dlatego niemalże wszystkie największe i najbogatsze kraje milczą na temat handlu ludźmi, rozpościerającemu się seks biznesowi czy zbrodni honorowych. Jest to bardzo smutne, ale prawdziwe. 

W najnowszej książce "Jestem żoną terrorysty" główną bohaterką jest Polka - Klaudia. Po rozstaniu z chłopakiem i utracie pracy, dziewczyna postanawia trochę odreagować od stresów, które spotkały ją w ostatnim czasie i wyjeżdża na krótki urlop do Maroka. Dzięki swojej przyjaciółce poznaje przystojnego Raszida, który pokazuje jej swoją ojczyznę, a po powrocie zaprasza do Londynu, w którym na stałe mieszka on i wspomniana już przyjaciółka. Dziewczyny cieszą się, że mogą wspólnie spędzać czas w stolicy Wielkiej Brytanii, chodzić na zakupy i spędzać czas w towarzystwie swoich arabskich partnerów oraz ich przyjaciół. Są tak ślepo zakochane, że nie zauważają, że znajdują się w samym środku niebezpiecznej siatki terrorystycznej. 

W tej części Shukri porusza temat terroryzmu, tego jak szybko i łatwo wyznawcy Państwa Islamskiego "zalewają" Europę i zasiedlają ją, powoli, ale skutecznie doprowadzając do tego, że zawładną całym światem. Autorka przytoczyła bardzo dobrze zobrazowany przykład, który do tego doprowadzi, a mianowicie "szkoły", gdzie bojownicy mają nauczyć i wytresować kilkuletnie dzieci i nastolatków na przykładnych i posłusznych członków grupy terrorystycznej. Dzieci takie maja na celu nauczyć się jak posługiwać się bronią, ostrymi nożami, maczetami, jak zadawać ból, jak stać się bezwzględnymi ludźmi zdolnymi do wszystkiego i przede wszystkim jak zabijać. Kilkuletnie dzieci na pluszowych misiach uczą się jak podrzynać gardła! Szkolą je i wpajają, że śmierć samobójcza, która przy okazji pochłonie kilkadziesiąt niewinnych istnień "niewiernych" sprawi, że znajdą się w raju. Proceder ten jest tak przerażający, że aż nierealny! A przecież wszyscy wiemy, że tak się dzieje, bo zapewne każdy z nas o tym czytał lub widział to w telewizji. 

Jestem przerażona tym, co dzieje się na świecie. Zapewne nie jest to dobry czas ani miejsce, ale słysząc o takich rzeczach zastanawiam się, gdzie jest bóg. Nieważne, czy to jest nasz Bóg, Allah, Budda czy jeszcze ktoś inny, ja wierzę w to, że istnieje jakaś siła wyższa, jest jedna, ale ma inne imiona, tylko gdzie ona jest skoro pozwala na takie straszne rzeczy? A przecież ma czynić dobro. 
Nie będę teraz się rozwodziła na tym tematem, bo to blog książkowy i próbuję zrecenzować książkę :) Jednak sami widzicie ile emocji może wzbudzić taka historia. A Laila Shukri w każdej ze swoich powieści porusza tematy prawdziwe, wstrząsające, bulwersujące i przerażające, i tak jak wspomniałam na początku odnoszę wrażenie, że jest na to ciche przyzwolenie, skoro nikt nie jest w stanie nic z tym zrobić. Świat nie zmierza w dobrą stronę, bo podążamy nie tą drogą, którą trzeba. Skupiamy się na rozwoju, postępie technologicznym, wpadamy w jakiś dziwny trans, aby być najlepszym, najszybszym, najpiękniejszym... A tymczasem całkiem niedaleko dzieją się tak przerażające rzeczy jak publiczne ukamienowania, porwania kobiet i zamykanie ich w arabskich burdelach czy śluby nastoletnich dziewczynek z dużo starczymi mężczyznami. 

Wybaczcie moje wzburzenie i obszerność tego postu, ale tego typu książki uświadamiają jak zły jest świat. I z tym Was zostawię, bo zaraz na nowo się nakręcę i nigdy nie skończę :) Sięgnijcie po chociaż jedną z tych książek, a sami przekonacie się, że nic nie jest takie jakie mogłoby się wydawać. 


Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Jestem żoną terrorysty 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 16 października 2018
Liczba stron: 360

niedziela, października 21, 2018

#96 "Arabski syn" by Tanya Valko

#96 "Arabski syn" by Tanya Valko

Cześć Moliki!
Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją kolejnej części arabskiej sagi Tanyi Valko - "Arabski syn". Autorka serwuje nam kolejną dawkę emocji, wrażeń i wzruszeń. Wracamy do losów moich ulubionych bohaterów, trzech Polek - Doroty, Marysi i Darii oraz ich rodziny i przyjaciół. W tym tomie nie zabrakło szokujących i drastycznych scen, bólu, cierpienia i makabrycznych zbrodni, których dopuszczają się islamscy bojownicy.

Jak już wiemy z poprzednich części najmłodsza córka Doroty, Daria, nieświadomie zakochuje się w najgroźniejszym terroryście obecnych czasów - dżihadi Johnie (nie zapominajcie, że wszystko jest fikcją, w książce nie ma żadnych prawdziwych bohaterów). Młodzi małżonkowie ruszają w świat, aby realizować kolejne chore pomysły bandyty, który za cel obrał sobie unicestwienie wszystkich grzeszników wyznających islam, ale także niewinnych ludzi żyjących według innych wiar. W pościg za młodymi wyrusza siostra Darii, Marysia oraz jej mąż Hamid, który walczy z terroryzmem. Para chce odbić niewinną Polkę i zwrócić ją polskiej rodzinie.
W poprzednim tomie "Arabski mąż" widzieliśmy jak wygląda ta przeprawa, jak wiele trudu ich kosztuje podróżowanie śladem terrorysty i mierzenie się z krzywdami, które wyrządza niewinnym ludziom. W "Arabskim synu" są oni na dobrej drodze do schwytania dżihadi Johna, jednak ten zawsze jest pół kroku przed nimi. Jedna nierozważna decyzja Hamida sprawia, że bohaterowie wpadają w ręce Beduinów i zostają otruci bardzo niebezpieczną substancją. W wyniku otrucia Hamid prawie traci życie, a Marysia zostaje porwana przez Beduinów i po wielkich przeprawach trafia do obozu uchodźców w Jordanii. 

Ten tom arabskiej sagi dostarczył mi wielu wrażeń! Mogę być nieco nieobiektywna, bo cała ta seria jest moją ulubioną i pomimo tego, że zawsze staram się być odrobinę krytyczna wobec tej historii, to nie zawsze mi to wychodzi. Podziwiam autorkę, że ma tak wiele pomysłów na losy bohaterów, bo we wszystkich częściach spotykamy się z czymś, co od zawsze zadziwia i wstrząsa ludzkością. Od dramatycznego i haniebnego traktowania kobiet przez arabskich mężczyzn, poprzez przyczyny i skutki wojny w Libii, prawdziwe oblicze luksusowych i ociekających złotem Emiratów Arabskich, aż do zamachów terrorystycznych i życia uchodźców w specjalnych obozach. Bardzo jestem ciekawa, co zaprezentuje nam Valko w kolejnej części, bo wszystkie te tematy są jak dla mnie bardzo interesujące. 

Jeśli miałabym coś zarzucić tej książce, to będzie to ta sama rzecz, co w poprzednich częściach. Zadziwia mnie zachowanie bohaterów, którzy myślą jedno, a robią drugie, przez co wpadają w kolosalne kłopoty, nierzadko zagrażające ich życiu. W książce autorka przytacza myśli bohaterów i stąd się bierze moje zdziwienie i niedowierzanie, jak ktoś kto myśli dość racjonalnie, postępuje w głupi i nieodpowiedzialny sposób. Trochę mnie to denerwowało i irytowało, jednak powoli przymykam na to oko, bo rzecz ta powtarza się notorycznie w każdej części. 
Na plus, tak jak poprzednio, zaliczam to, że autorka nie rozpisuje się już obszernie na temat tradycyjnych arabskich strojów, posiłków, świąt itd., bo wszystko to było szczegółowo opisane w poprzednich tomach.

Podsumowując, książka jest świetna! Z wielką przyjemnością wracam do tych bohaterów i ich losów. "Arabski syn" to już dziewiąty (!) tom ich historii i szczerze powiem, że mam pojęcia jak i kiedy się to zakończy. Mam nadzieję, że Valko ma jeszcze kilka asów w zanadrzu, bo ciężko będzie mi się rozstać z tą serią. 

Czekam na więcej! 


Autor: Tanya Valko 
Tutuł Arabski syn 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 22 maj 2018
Liczba stron: 547

piątek, października 27, 2017

#67 "Byłam kochanką arabskich szejków" by Laila Shukri

#67 "Byłam kochanką arabskich szejków" by Laila Shukri

Tytuł: Byłam kochanką arabskich szejków
Autor: Laila Shukri 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 26 września 2017 
Liczba stron: 375

"Wstrząsająca historia Polki, którą rozkochano, aby sprzedać"

Kolejna powieść pisarki, ukrywającej się pod pseudonimem, Laili Shukri. "Byłam kochanką arabskich szejków" to historia Polki, która spotkała się z barbarzyństwem, zwyrodnialstwem, potwornym bólem i mękami, które zafundował jej kochanek. Strach było czytać i nie mniejsza panika ogarnia mnie teraz, kiedy mam o tym napisać. Rzeczy, które dzieją się na Bliskim Wschodzie są po prostu straszne. 

W jednym z klubów Julia poznaje Tarka, przystojnego Syryjczyka, który ją oczarował, a następnie zaprosił na egzotyczną wycieczkę do Dubaju. Na miejscu okazuje się, że kobieta znalazła się w rękach jednego z największych gangów handlujących ludźmi. Rozpoczyna się koszmar seksualnego zniewolenia, brutalnej fizycznej i psychicznej przemocy... 
Jak w XXI wieku wygląda handel ludźmi? Czy tylko śmierć jest wybawieniem z niewoli? Brutalna rzeczywistość tysiąca kobiet wykorzystywanych przez najbogatszych szejków, o której świat woli nie mówić. 

Przyzwyczaiłam się do tego, że Laila Shukri ze szczegółami opisuje w swoich książkach wszystkie ciemne strony Bliskiego Wschodu. Każda z jej powieści skupia się głównie na jednym zagadnieniu, które zgłębiane jest bardzo wyczerpująco. O wszystkich tych książkach możecie przeczytać tutaj. W "Byłam kochanką arabskich szejków" tematem numer jeden jest współczesne niewolnictwo.
Tak, tak, niestety w XXI wieku nadal mamy do czynienia z tym okropnym przestępstwem.

W powyższej książce poznajemy losy Julii. Dziewczyna poznaje na imprezie przystojnego Syryjczyka, który rozkochuje ją w sobie i po kilku tygodniach namawia do wyjazdu do Dubaju. Julię dziwi to, że mężczyzna płaci za niebotyczne drogie bilety do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i obiecuje jej złote góry, nie prosząc ani o złotówkę, ale mimo wszystko godzi się na wyjazd. Miłość jest taka ślepa... Na miejscu okazuje się, że przystojny Syryjczyk pracuje dla gangu werbującego młode i ładne dziewczyny tylko po to, aby sprzedać je do miejscowych burdeli. I tutaj rozpoczyna się prawdziwy koszmar Julki. Dziewczyna musi znosić niebotyczne cierpienie i upokorzenie. Jest przetrzymywana i zmuszana do "pracy", tylko po to, aby zaspokoić egoistyczne i brutalne zachcianki arabskich szejków. Nie ma nadziei na ucieczkę, bo wie, że nawet jak uda jej się uciec, to po zawiadomieniu policji automatycznie trafi do więzienia. Za co? Za seks pozamałżeński.

Zastanawiacie się pewnie, jak to jest możliwe, że w tak rygorystycznym kraju, gdzie Islam jest najważniejszy i bardzo gorliwie przestrzegany, dzieją się tak niestworzone rzeczy. To jest właśnie paradoks tego wszystkiego! Przed światem zgrywa się przykładnych muzułmanów, a kiedy tylko zapada zmrok wszyscy trudnią jest seks biznesem, przemocą, sprzedażą narkotyków itd. Na całym świecie porywane są młodzie dziewczyny, a nawet dzieci (!), które resztę swoich dni mają spędzić w arabskich burdelach i zaspokajać najbardziej obrzydliwe i masochistyczne fantazje najbogatszych mieszkańców Emiratów.
Najbardziej przerażające jest to, co Laila Shukri opisuje o tych biednych dzieciach. Porywane są z Indii, Syrii, Afganistanu, brutalnie zabierane od matek i umieszczane w tych obskurnych przybytkach. Często też zdarza się, że działacze ganków obiecują matkom tych dzieci, że zabierają je do lepszego miejsca, w którym będzie dostęp do szkół, szpitali i dobrego zarobku, dzięki któremu całej rodzinie będzie żyło się lepiej. Oczywiście dzieci przepadają jak kamień w wodę. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak to w rzeczywistości wygląda, bo to jest ponad moje siły. Najbardziej w tym wszystkim zadziwiająca jest niemoc polityków, działaczy, władz. Wszyscy o wszystkim wiedzą, ale nikt z tym nic nie robi. Ze strachu? Dla pieniędzy? Nie wiem, ale z pewnością jest coś na rzeczy, bo wierzę, że w przeciwnym razie ktoś by działał, aby zapobiec tym przeraźliwym czynom.

"Byłam kochanką arabskich szejków" to lektura dla osób o mocnych nerwach. I zdecydowanie zaradzam czytanie osobom 18+. Mnie ta książka przeraziła i poraziła swoją brutalnością. Warta jest przeczytania, ale po jej skończeniu będziecie mieli zupełnie inne wyobrażenie o Zjednoczonych Emiratach. W mediach mówi się, że to bogaty kraj, Dubaj wyłożony jest marmurowymi chodnikami, a w restauracjach podaje się desery z jadalnym złotem. Należy jednak pamiętać, że każdy kraj ma swoją drugą, ciemną stronę. A ta jest bardziej "rozbudowana" niż Wam się wydaje. 




niedziela, września 10, 2017

#61 "Arabski mąż" by Tanya Valko

#61 "Arabski mąż" by Tanya Valko

Tytuł: Arabski mąż
Autor: Tanya Valko
Wydawnictwo: Prószyńki i S-ka
Data wydania: 9 maja 2017
Liczba stron: 672

Jak tylko słyszę, że Tanya Valko wydaje kolejną część Arabskiej Sagi, to od razu biegnę do księgarni. Tym razem zamówiłam ją na nieprzeczytane.pl i sama się zastanawiam po co, bo premiera "Arabskiego męża" była w maju, a ja dopiero teraz ją przeczytałam. 
Ale cóż... W międzyczasie wiele się działo. :) 

Kontynuacja poprzednich powieści Tanyi Valko. Powracają ulubieni bohaterowie: Dorota, jej dwie córki - Marysia i Daria - oraz ich mężowie. Mąż Marysi, Hamid Binladen, walczący ze światowym terroryzmem, jest głównym antagonistą fundamentalisty dżihadi Johna, życiowego partnera Darii. Tym razem śledzimy losy dwóch diametralnie różnych ludzi, których pokochały pół-Arabki. 

Jak radzą sobie europejskie kobiety w świecie ogarniętym krwawą wojną? Jak wygląda codzienność kalifatu, który powstał na terenach Syrii i Iraku? 

Czy Darii uda się uciec z piekła na ziemi? Czy dżihadi John, morderca i sadysta, a zarazem człowiek wybitnie inteligentny, ma jeszcze szansę zejść z przestępczej ścieżki? Czy Marysia i Hamid znów wyruszą na poszukiwania krewniaczki? I co na to wszystko Dorota? 

Uwielbiam arabskie klimaty! Uważam, że ich kultura jest niezwykle barwna i ciekawa, dlatego z wielką przyjemnością sięgam po książki z Bliskim Wschodem w tle. Tym razem było podobnie :) Stęskniłam się za moimi ulubionymi bohaterami. "Arabski mąż" to plątanina losów Darii i Marysi. Ta pierwsza zostaje porwana i przetrzymywana przez swojego męża, który okazuje się być członkiem Państwa Islamskiego. Jest bardzo szanowany wśród swoich pobratymców i ma duże względy u samego "bossa". Jest bardzo brutalny i bezwzględny, jego zbrodnie są nagrywane i puszczane w Internecie, szuka go cały świat. W tym mąż Marysi - Hamid. Mężczyzna jest członkiem służb specjalnych i walczy z terroryzmem. Tym razem poluje na dżihadi Johna, aby zapobiec jego krwawym zbrodniom, a także po to, aby odbić siostrę małżonki z rąk tego brutalnego terrorysty. 

Jak łatwo się domyślić, cała książka to taka zabawa w kotka i myszkę. Kiedy okazuje się, że Marysia i Hamid są już blisko i że na wyciągnięcie ręki mają ściganą dwójkę, to dzieje się coś nieoczekiwanego, coś co diametralnie zmienia losy wszystkich bohaterów. To było fajne, bo akcja ani na moment nie zwalniała tempa. W "Arabskim mężu" możemy dowiedzieć się jak funkcjonują zniewolone więzienia czy haremy, jak bestialsko traktowane są kobiety przez dżihadystów. Nie raz miałam ciarki na plecach, kiedy czytałam o tym, co obecnie dzieje się na świecie. Ich zachowanie nie ma nic wspólnego z Islamem, który tak żarliwie wyznają. 

Plusem całej książki jest to, że autorka przypomina to, co działo się w poprzednich częściach. Tanya Valko wydaje każdy kolejny tom raz do roku. Ja (w związku z tym, że jestem miłośnikiem arabskich klimatów) w międzyczasie czytam kilka innych książek w podobnym stylu, co powoduje, że nierzadko mieszają mi się bohaterowie, ich przygody i wątki. W "Arabskim mężu" krótko i zwięźle Valko przedstawia nam najważniejsze wydarzenia poprzednich części. I jako jeszcze jeden plus dodam, że autorka zrezygnowała z powtarzania opisów tradycyjnych arabskich stroi czy posiłków. Wszystko to było szczegółowo opisywane w poprzednich książkach, dlatego cieszę się, że tym razem skończyło się na krótkich przypomnieniach w przypisach. 

Jednym minusem, który znalazłam w tej powieści, to niektóre dialogi - zwłaszcza te między Marysią a jej matką. Miałam wrażenie, że rozmawiają ze sobą dwie nie do końca rozwinięte kobiety albo wręcz nastolatki. Kobiety, które tak wiele przeszły w życiu i które powinny się wspierać, nie mogą ze sobą rozmawiać w taki infantylny i pretensjonalny sposób. Do poprawki! Reszta na plus. Wielki plus! 

Polecam! 


czwartek, sierpnia 24, 2017

#60 "Przemiana" by Jodi Picoult

#60 "Przemiana" by Jodi Picoult

Tytuł: Przemiana
Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 12 stycznia 2010
Liczba stron: 544

"Żeby wybaczyć, trzeba odtworzyć w pamięci, jak boleśnie zostało się zranionym. A żeby zapomnieć, trzeba najpierw zaakceptować rolę, jaką odegrało się w tragicznych wydarzeniach"

Po raz kolejny Jodi Picoult mnie nie zawiodła. Zbieram jej kolekcję, która co dwa tygodnie pojawia się w kioskach i czytam każdy kolejny tom i czekałam na historię, która poruszy mnie równie mocno, co ulubione przeze mnie "To, co zostało". Bo choć każda z książek tej autorki jest wyjątkowa, to nie powaliła mnie na kolana. Ale do czasu! Doczekałam się i "Przemiana" wskakuje na podium moich ulubionych książek Jodi Picoult. 

June Nealon była szczęśliwą żoną i matką, przed którą rozciągała się perspektywa wielu lat radosnego rodzinnego życia. W jednej chwili jej świat się zawalił, zmieniając życie w nieustające oczekiwanie - na zabliźnienie ran, na dopełnienie sprawiedliwości, na cud. 
Skazany na karę śmierci Shay Bourne staje przed szansą odkupienia swoich win i błędów. Aby tak się stało, czekająca na przeszczep serca Claire Nealson- córka June, a jednocześnie siostra dziewczynki, którą Bourne zamordował - musi przyjąć od niego bardzo szczególny dar. Czy June zdusi w sobie pragnienie zemsty, by ratować córkę? Czy Shay zdoła umrzeć na własnych warunkach, aby przekazać Claire serce do przeszczepu, i czy Claire zechce to serce przyjąć?

Już sam opis brzmi ciekawie. 
Zapewne osoby, które nie lubią tego typu książek będą psioczyć nosem, albo pozytywnie się zaskoczą. Tak jak wspomniałam czytałam wiele książek Picoult i czekałam na coś "wow". Czytałam i czytałam, aż w końcu natrafiłam na "Przemianę" i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jest to! Na to właśnie czekałam! 

Książka ta ma wszystko to, co posiadają wszystkie książki tej amerykańskiej pisarki - bohaterów, którzy stoją na zakrętach; którzy muszą podjąć trudne życiowe decyzje; wątki, w których trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto kierować się sercem, rozumiem, a może to etyka powinna wziąć górę nad wyborami bohaterów. Nie ma lekko. A temat podjęty w "Przemianie" wyjątkowo szokuje. 
Z opisu już wiecie o czym jest ta historia. Temat jest bardzo trudny. Ja sama nie wiem co bym zrobiła będąc na miejscu June Nealson. Nie wiem czy przyjęłabym serce od człowieka, który zamordował moją rodzinę, aby uratować córkę, która bez przeszczepu nie przeżyje. Z jednej strony decyzja ta powinna być prosta, bo przecież chodzi o życie dziecka. Z drugiej zaś przyjęcie takiego daru oznaczałoby pewnego rodzaju odkupienie win, bo przecież złoczyńca zrobiłby coś dobrego i nadałby swojemu życiu jakiś sens i być może "zafundowałby" sobie przebaczenie u Boga. Ale czy osoba, która morduje z zimną krwią na to zasługuje? Przecież powinien się spalić w piekle. 

Autorka porusza się wśród tematów około religijnych. I choć sama nie jestem zbytnio zafascynowana tym tematem, to patrzenie na sprawę Bourna z różnych perspektyw, pod różnymi kątami, zagłębiając się w przeróżne doktryny religijne, przyznaję, że książka ta mnie wciągnęła i zaciekawiła. Nie tylko z czysto religijnego puntu widzenia, ale przede wszystkim tego etycznego. Bourne chce zrobić coś dobrego, ale aby oddać serce do przeszczepu, nie może poddać się tradycyjnej egzekucji - tzn. nie może zginąć poprzez podanie śmiercionośnego zastrzyku po którym po prostu zaśnie. Lekarze nie mogą dopuścić do zatrzymania akcji serca, dlatego jedynym wyjściem jest szubienica. I o to właśnie zaczynie walczyć młoda prawniczka. Maggie chce, aby jej klient zmarł na swoich zasadach, dzięki czemu - według religijnego punktu widzenia - będzie mógł odkupić swoje winy i zaznać zbawienia. 

W tle tych więziennych i sądowych wydarzeń, rozgrywa się dramat rodziny Nealson. June staje przed naprawdę trudnym wyborem. Musi podjąć decyzję, która będzie rzutowała na całe przyszłe życie jej oraz swojej córki, która nie przeżyje bez rychłego przeszczepu serca. 

"Przemiana" to naprawdę poruszająca książka. Dla mnie była momentami szokująca, momentami nie dowierzałam temu co czytam. Historia ta poruszała mnie niemalże z każdym kolejnym rozdziałem. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych książek Jodi Picoult, więc będą ją polecała wszystkim. Ma w sobie nieco z "Zielonej mili" Stephena Kinga, więc być może dlatego też tak bardzo mi się spodobała, bo film ten należy do czołówki moich ulubionych. 
Jeśli szukacie książki, która postawi Was przed trudnymi etycznymi dylematami, to zachęcam do przeczytania, bo warto! Czasami trzeba oderwać się od trzymających w napięciu thrillerów czy wzruszających romansów i przyjrzeć się na czemuś, co może przydarzyć się w realnym życiu. I "Przemiana" z pewnością należy do tego typu rzeczy. 

Polecam! 

środa, maja 24, 2017

#50 "Jak z obrazka" by Jodi Picoult

#50 "Jak z obrazka" by Jodi Picoult

Tytuł: Jak z obrazka 
Autor: Jodi Picoult 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2 października 2008
Liczba stron: 360 

"Ktoś, kto potrafi kochać tak mocno i głęboko, potrafi z równą mocą nienawidzić i ranić"

Kolejna książka z serii Jodi Picoult. Tym razem sięgnęłam po "Jak z obrazka". Przed czytaniem dotarło do mnie kilka negatywnych opinii o tej pozycji, aczkolwiek nie podzielam tego zdania, bo mi ta historia bardzo się spodobała. 

Wciągająca i błyskotliwa powieść psychologiczna o pułapce, jaką może stać się z pozoru idealne małżeństwo. Młoda kobieta, którą policja znajduje błąkającą się po cmentarzu w Los Angeles, nie pamięta, jak się nazywa. Kiedy zgłasza się po nią mąż, Cassie Barrett dowiaduje się ze zdumieniem, że jest nie tylko uznanym i wybitnym antropologiem, ale też żoną Alexa Riversa, słynnego aktora, jednego z najpopularniejszych hollywoodzkich gwiazdorów. 
Stopniowo wraca jej pamięć: szalony romans w Tanzanii, ważne odkrycie naukowe, którego tam dokonała, kariera Alexa, za którą zapłacił rozchwianiem emocjonalnym. Ale Cassie nie może się odnaleźć w swoim luksusowym życiu i na pozór doskonałym małżeństwie. Kiedy znajduje w łazience test ciążowy z pozytywnym wynikiem, nagle wracają do niej ponure wspomnienia. Cassie czuje, że musi natychmiast uciec przed swoją przeszłością i przed Alexem. 

Zacznę od tego, że nie jest to najlepsza i najambitniejsza powieść Jodi Picoult. Zgodzę się, że ma ona wiele innych i dużo lepszych książek, których historie porywają czytelnika na całego, ale nie powiem, że powyższa pozycja jest jedną z gorszych. Być może "Jak z obrazka" nie jest najbardziej porywającą i wstrząsającą historią, ale mi się podobała. Czytałam gorsze propozycje od Picoult. I muszę dodać, że dawno nie czytałam żadnej książki tej autorki, w której nie ma śledztwa, zbrodni i efektu końcowego, czyli rozprawy sądowej - to całkiem miła odmiana. 

To zdecydowanie jest coś innego niż pozostałe powieści tej autorki, ponieważ nie ma dylematu przed którym stawiany jest czytelnik, nie ma etycznych rozmyślań i wybierania między "złym, a gorszym". To zwykła historia o kobiecie, która doświadcza czegoś strasznego w swoim małżeństwie i musi sobie z tym jakoś poradzić. Takie rzeczy spotykają wiele kobiet na całym świecie, więc fajnie, że w ogóle ktoś wpadł na pomysł, aby o tym napisać. Ja lubię takie historie, nie wiem dlaczego, ale trochę mnie fascynują. Przede wszystkim spodobał mi się Alex. Kto czytał ten zapewne się zdziwi, ale taka jest prawda. Intrygują mnie takie charaktery - człowieka upadłego, zaszczutego, zagubionego. Podoba mi się to zwłaszcza wtedy, kiedy tym charakterem jest mężczyzna. Nie wiem dlaczego, ale miotają mną wtedy dziwne uczucia, bo z jednej strony mam poczucie, że facet powinien być ostoją rodziny, chronić jej i być filarem, na którym buduje się rodzinne bezpieczeństwo, a drugiej widząc takiego załamanego i zawiedzionego sobą człowieka mam ochotę chronić go przed całym złem - mimo iż wyrządza mi swoim zachowaniem krzywdę. Czasami mi się wydaje, że nadawałabym się na ofiarę przemocy domowej :) 
Oczywiście to być żart (mało śmieszny), ale Alex miał w sobie coś urzekającego, coś co sprawiało, że go lubiłam i skrycie trzymałam za niego kciuki, aby się zmienił i odzyskał swoją rodzinę. Czytając widziałam, jak bardzo kocha swoją żonę i jak bardzo pragnie uchylić jej nieba, co średnio mu się udawało. Trochę przypominał mi Christiana Greya (bez tej całej erotycznej otoczki), bo tak samo miał problemy z samym sobą, był zagubiony i szukał własnego "ja". W dodatku cała ta sława i bogactwo! Chyba jestem trochę próżna, bo lubię historie, w których role odkrywają osoby sławne i zamożne. Nie nazwałabym tego zazdrością, ale fascynuje mnie ten świat - tak odmienny od mojego. 

Podsumowując - lektura przyjemna, mało wymagająca i raczej nie zapada w pamięć, ale ma coś w sobie. Jak dla mnie był to miły przerywnik pomiędzy thrillerami i kryminałami, które ostatnio czytałam. Książkę czyta się bardzo szybko, akcja toczy się zręcznie i w zasadzie nie nudzi, aczkolwiek jeśli ktoś przyzwyczaił się już do poruszających historii Picoult, to rzeczywiście może być zawiedziony. Mi się podobała i daję jej dużego plusa. 

wtorek, maja 09, 2017

#48 "Małe wielkie rzeczy" by Jodi Picoult

#48 "Małe wielkie rzeczy" by Jodi Picoult

Tytuł: Małe wielkie rzeczy
Autor: Jodi Picoult 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 11 kwietnia 2017
Liczba stron: 608

"Jeśli nie mogę czynić wielkich rzeczy, mogę czynić małe rzeczy w wielki sposób"

Jodi Picoult po raz kolejny nie zawiodła. "Małe wielkie rzeczy" to książka, która jest o rasizmie, stereotypach i nietolerancji, z którą muszą spotykać się osoby czarnoskóre. Najlepsze w tej powieści jest to, że opisuje jedno zagadnienie - koloru skóry, ale w rzeczywistości problemy głównej bohaterki, z którymi musi się zmagać i stosunek innych ludzi do niej, można przypisać tak naprawdę wszystkim - mniejszości seksualnym, wyznawcom różnych wiar czy też osobom pochodzących z obcych i różnych kulturowo krajów. 

Kiedy po rutynowym zabiegu umiera noworodek, ojciec dziecka oskarża o morderstwo afroamerykańską pielęgniarkę. Ani ona, ani jej prawniczka, ani ojciec zmarłego chłopczyka nie mają pojęcia, że ta śmierć odmieni ich życie w sposób, którego żadne z nich nie było w stanie przewidzieć. 

Jodi Picoult bierze na warsztat uprzedzenia rasowe, przywileje, sprawiedliwość oraz współczucie - i swoim zwyczajem nie podsuwa łatwych odpowiedzi. Z wnikliwością, szczerością i empatią maluje obraz rzeczywistości, z którą mamy do czynienia na co dzień i której często nie przyjmujemy do wiadomości. "Małe wielkie rzecz" to kawał dobrej literatury pióra autorki, która zna się na swoim fachu. 

Ruth jest położną z dwudziestoletnim doświadczeniem. Po standardowym badaniu nowo narodzonego dziecka zostaje odsunięta od pacjenta, ponieważ ojciec malucha nie życzy sobie, aby opiekę nad nim sprawowała czarnoskóra pielęgniarka. Turk Bauer jest mężczyzną o skrajnych poglądach, broni białej rasy i gardzi odmiennościami. Ruth ciężko jest się pogodzić z decyzją przełożonej, która ostatecznie staje po stronie rodzica i zabrania jej dotykania i opiekowania się tym dzieckiem. 
Na konsekwencje tej decyzji nie musimy czekać długo, bowiem noworodek po narodzinach poddany zostaje obrzezaniu, co przynosi nieoczekiwane skutki. Mały Davis Bauer umiera, a o jego śmierć zostaje posądzona Ruth, która w momencie śmierci przebywała z dzieckiem. 

Pierwszy raz spotykam się z książką, w której tak dobitnie poruszany jest temat rasizmu i uprzedzeń. Picoult jak zwykle pięknie zarysowała nam problem, z którym ma do czynienia bohater. Ruth zostaje oskarżona o morderstwo z premedytacją, bo wykonywała polecenie przełożonej o zakacie dotykania dziecka, jednak stanęła w obliczu życia i śmierci i sama musiała zdecydować, co jest dla niej ważniejsze - praca czy życie niewinnego dziecka. I podstawowe pytanie - czy jakby była biała, to również stanęłaby przed sądem obwiniana o morderstwo? 

Temat ten jest o wiele bardziej skomplikowany niż się wydaje i tak naprawdę warto przeczytać tę książkę, aby zgłębić to zagadnienie. To, co próbuje nam przede wszystkim pokazać autorka to to, że biali mają ogromne szczęście z powodu koloru swojej skóry i jak nie doceniają przywilejów, które z tego płyną. Być może my, jako Polacy, nie potrafimy zdać sobie z tego sprawy, bo mimo wszystko w naszym kraju jest niewielu czarnoskórych ludzi, jednak w Stanach Zjednoczonych (co dla mnie jest szokiem, bo zawsze ten kraj postrzegałam jako jeden z najbardziej tolerancyjnych) rasizm jest powszechnie spotykany. I to, co uderzyło mnie najbardziej, to stwierdzenie, że każdy z nas jest w jakimś stopniu rasistą. Bardzo mną to wstrząsnęło, bo od zawsze uważam się za osobę bardzo tolerancyjną, jednak kiedy o tym myślałam i analizowałam przykłady przedstawione w książce, muszę przyznać, że jest coś w tym stwierdzeniu. Najlepszym przykładem okazała się Kennedy - prawniczka, która broniła Ruth w sądzie. Od początku procesu twierdziła, że w tym wszystkim nie chodzi o kolor skóry - a jednak, koniec może zaskoczyć czytelników. 

Picout po raz kolejny udowodniła, że ma w sobie ogromną umiejętność poruszania swoich czytelników, stawiania ich przed trudnymi tematami, ludzkimi dylematami i dramatami. W jej książkach nic nie jest oczywiste, a czytelnik sam musi obrać którąś ze stron. To, co ważne w "Małych wielkich rzeczach" to przekaz, że każdemu trzeba dawać szansę, że nic nie jest czarne albo białe, że ludzie to tylko ludzie, każdy popełnia błędy i absolutnie każdemu należy się druga szansa. Musimy akceptować siebie jako ludzi, bo na tym świecie jest już stanowczo za dużo nienawiści, abyśmy sami ją potęgowali. To nie jest niczyja wina, że ktoś urodził się czarny, żółty lub popielaty. Jeśli kobieta kocha drugą kobietę, to co nam do tego?! Jeżeli mężczyzna wieczorami ma ochotę przebierać się za kobietę, to co z tego?! Jeśli daje mu to radość i przynosi szczęście, to dlaczego nie? Każdy z nas dąży do szczęścia. Dla każdego z nas szczęście to co innego. Po prostu się szanujmy i tolerujmy. A wówczas świat na pewno stanie się lepszy. 

poniedziałek, kwietnia 17, 2017

#42 "Już czas" by Jodi Picoult

#42 "Już czas" by Jodi Picoult

Tytuł: Już czas
Autor: Jodi Picout 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 21 października 2014
Liczba stron: 512

"Wszechświat oczekuje od nas dwóch rzeczy: nie wyrządzania świadomie krzywdy sobie i bliźnim oraz bycia szczęśliwym"

Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię Jodi Picoult. Kto śledzi mój profil na instagramie ten wie również, nie zbieram kolekcję jej książek, która obecnie pojawia się w kioskach co dwa tygodnie. Dla mnie to świetna okazja, aby za niewielkie pieniądze zapoznać się z całą twórczością tej pisarki. 
W wielką chęcią sięgam zawsze po kolejne tomy jej powieści, bo każda gwarantuje niezapomniane wrażenia i ludzkie historie, które na długo zapadają w pamięć. 

Tym razem postanowiłam przeczytać "Już czas". Przyznam się od razu, że opis z tyłu książki mnie nie zachęcił, ale postanowiłam sobie przeczytać wszystkie książki z kolekcji, więc musiałam dać szansę tej powieści. I szczerze przyznam, że trochę się zawiodłam. Rzadko książki Picoult sprawiają mi zawód, ale tym razem właśnie tak było. 

"Już czas" to historia nastoletniej Jenny, która poszukuje zaginionej przed dziesięciu laty matki. Zaginięcie było bardzo zagadkowe i nie rozwiązane. Dziewczyna z tęsknoty postanowiła wziąć sprawę we własne ręce i przy pomocy jasnowidzki Serenity oraz byłego detektywa Virgila rozwiązać zagadkę. Jenny poszlak upatruje się w dziennikach matki, która pracowała w rezerwacie dla słoni z jej ojcem, przebywającym obecnie w zakładzie psychiatrycznym. Także Jenny nie miała lekko, ale robiła wszystko, co w jej mocy, aby odnaleźć ukochaną mamę. 

Oczywiście historia jest bardziej skomplikowana niż to wynika z opisu, ale nie mogę zdradzać szczegółów, aby nie zdradzić fabuły. Mi się ciężko czytało tą książkę - zwłaszcza na początku. Fragmenty pisane z perspektywy Alicy, matki dziewczyny, bardzo mnie nudziły, bo jednak słonie to nie są moje ulubione zwierzęta, a we fragmentach tych było bardzo dużo o ich naturze, zwyczajach, przyzwyczajeniach, trynie życia, budowie ciała itd. Trochę mnie to znudziło i zniechęciło do dalszego czytania. Ale nie poddałam się i dobrnęłam do końca. A koniec, jak znacie twórczość Picuolt, zaskakuje. 

Podsumowując, muszę przyznać, że czytałam dużo lepsze książki tej autorki i mam nadzieję, że jeszcze nie jedna dobra lektura przede mną. O "Już czas" raczej szybko zapomnę i zdecydowanie nie będę jej polecała znajomym. 

czwartek, lutego 09, 2017

#36 "Bez mojej zgody" by Jodi Picoult

#36 "Bez mojej zgody" by Jodi Picoult

Tytuł: Bez mojej zgody 
Autor: Jodi Picoult 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 11 sierpnia 2009 
Liczba stron: 528

"Ludzi nie kocha się za to, że są doskonali, tylko mimo to, że tacy nie są"

Jodi Picoult to jedna z moich ulubionych pisarek jeśli chodzi o literaturę dla kobiet. W swoich książkach zawsze porusza tematy ważne, drażliwe, takie, które stoją na granicy wyborów moralnych i etycznych. Bohaterowie jej powieści zawsze stają przed trudnymi wyborami, które mają wpływ na ich życia. 

Podobnie było w "Bez mojej zgody". Historia opowiada o małżeństwie z dwojgiem dzieci. U młodszego z nich, córeczki Kate, lekarze diagnozują bardzo rzadką i groźną odmianę białaczki. Zarówno oni, jak i starszy brat nie mogą zostać dawcami. Rodzice postanawiają poddać się zabiegowi in vitro i z czterech jajeczek wybierają te, które ma najbardziej zbliżone DNA do chorego dziecka. W ten sposób na świat przychodzi Anna, która już od najmłodszych lat jest poddawana różnym zabiegom mającym na celu uratowanie życie siostry - transfuzje krwi, pobranie szpiku kostnego itd. Rodzinę tę poznajemy w momencie, w którym Kate potrzebuje przeszczepu nerki, a Anna się przeciw temu buntuje. Nastolatka wynajmuje adwokata, który ma pomóc jej w tym, aby samodzielnie mogła podejmować decyzje odnośnie swojego zdrowia i zabiegom, którym się będzie poddawała. 

Moim zdaniem jest to bardzo trudny temat, dlatego bardzo polecam Wam tę książkę. Trudno jest się opowiedzieć za którąś ze stron, bo trzeba poznać sposób patrzenia każdego z bohaterów i z każdym po części można się zgodzić. Główny spór toczy się między matką a córką - trudno się dziwić. Anna ma dość ciągłych operacji, które pogarszają jej stan zdrowia i przez które nie może żyć jak normalna nastolatka, bo ciągle "musi być pod ręką" oraz matka, która za wszelką cenę chce utrzymać swoje dziecko przy żuciu. Niezależnie od tego po której stronie staniecie, argumenty każdej będą do Was przemawiać. I tutaj nie chodzi tylko o to, kto ma rację. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego. Jeśli lubicie takie książki, w których bohaterowie zmagają się z naprawdę wielkimi dylematami i dramatami, to bardzo Wam polecam Jodi Picoult. Nie zawiedziecie się. 

Na mnie ta książka zrobiła ogromne wrażenie. Picoult ma lekkie piórko, mimo iż porusza naprawdę trudne tematy. Czas spędzony z jej powieściami na pewno nie będzie stracony. Te historie Was poruszą i zbulwersują, i niejednokrotnie wzruszą. Nie wahajcie się i na własnej skórze odkryjcie niepowtarzalność tej pisarki. Warto! 


sobota, października 15, 2016

#29 "Jestem żoną szejka" - Laila Shukri

#29 "Jestem żoną szejka" - Laila Shukri

Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Jestem żoną szejka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 13 września 2016
Liczba stron: 392

Sama nie wiem od czego zacząć... Targają mną takie emocje po przeczytaniu tej książki, że sama nie wiem co mogłabym o niej napisać, aby wyrazić to, co naprawdę czuję. Wydaje mi się, i z góry za to przepraszam, że poniższy tekst będzie bardzo chaotyczny, bez ładu i składu. 

Czytałam wszystkie powieści Laili Shukri. Począwszy od "Perskiej miłości", poprzez "Perską zazdrość", a na "Byłam służącą w arabskich pałacach" kończąc. Wszystkie te książki były wstrząsające i bulwersujące, opisywały najskrzętniej skrywane tajemnice arabskiego świata - niewolnictwo, wykorzystywanie seksualne czy najbardziej konserwatywne aspekty islamu. Wszystko to wydawać by się mogło totalną abstrakcją, bo przecież islam jako religia jest bardzo rygorystyczna i za złamanie zasad grozi chłosta, więzienie, a nawet śmierć. Więc teoretycznie ludzie nie powinni nawet próbować tych zasad łamać i żyć inaczej niż nakazuje Koran. Ale jeśli myślicie, że w krajach arabskich nie ma homoseksualizmu, miłosnych zdrad czy prostytucji to jesteście w wielkim błędzie. Laila Shukri opisuje to wszystko w swoich powieściach i nie owija w bawełnę. Przedstawia świat muzułmański taki jaki jest, ze wszystkim swoimi wadami i zaletami. 

"Jestem żoną szejka" to pewnego rodzaju autobiografia, bo opowiada o samej autorce. Kiedyś szukałam informacji o tej pani, bo jako miłośnik tego typu powieści lubię wiedzieć kim są osoby, które tak wiele wiedzą o tamtejszym świecie. Wówczas nie znalazłam żadnych szczegółów na jej temat. Pozostały mi tylko strzępki informacji, które pojawiały się na odwrocie książek. Dopiero teraz dowiedziałam się, że tak naprawdę Laila Skukri jest żoną szejka Emiratów Arabskich. Swoje książki pisze w sekrecie przed mężem, bo mogłoby jej za to grozić niebezpieczeństwo - wszystko przez tematy tabu, które porusza w swoich książkach. W powyższej powieści opowiada swoje losy. 
Pracując dla dobrze prosperującej firmy poznaje arabskiego szejka, w którym się zakochuje - z wzajemnością. Początkowo para jest szczęśliwa, jednak euforia przeplata się z nieszczęściami i rodzinnymi problemami. Poronienie, walka z bratem męża, ucieczka przez pustynię - to wszystko musiała znieść Laila, aby móc wieść spokojne życie ze swoim mężem. Autorka zdradza nam skąd czerpała inspirację do napisania swoich książek, wyznaje jakie były początki jej pisania, jak udało jej się wydać te wszystkie książki bez wiedzy męża, kto jej w tym pomagał i do jakiego podstępu musiała się uciec, aby udzielić swojego pierwszego - i chyba na razie jedynego - wywiadu dla Dzień Dobry TVN (link TUTAJ). Czytając książkę do końca dowiecie się, że wracając z tego nagrania Laila popełniła jeden błąd, który sprowadził na nią nieprzyjemne konsekwencje oraz gniew męża. 

Oglądając powyższy filmik targały mną sprzeczne uczucia. Przyznam szczerze, że widok zakamuflowanej kobiety wywoływał we mnie pewnego rodzaju lęk. Pomimo tego, że Laila Shukri wydaje się być bardzo przyjemną osobą, to osobiście bałabym się przeprowadzić ten wywiad. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę odczuwam jakieś lęki, kiedy na to patrzę. Wreszcie autorka pojawiła się w mojej głowie jako żywy człowiek, jako realna postać, która w ogóle nie przypomina kogoś, kogo wyobrażałam sobie, czytając książki. Nie jest to kobieta w średnim wieku, która zasiada przed komputerem w zaciszu swojego domu, z kubkiem kawy pod ręką. To żona szejka, która pławi się w niewyobrażalnych dla nas luksusach, nosi burkę i abaję i żyje w ciągłym lęku, że mąż dowie się o pisanych książkach. Ja nie dałabym rady psychicznie znieść tego wszystkiego. 
Po przeczytaniu "Jestem żoną szejka" zrozumiałam, że zarówno Laila Skurki, jak i inne kobiety, które porzuciły swoje dotychczasowe życie, aby wyjść za mąż za kochanego muzułmanina, czy też młode dziewczyny, które uciekają od biedy i postanawiają rozpocząć pracę w kraju arabskim, są bardzo silnymi kobietami! Silnymi psychicznie, jak i fizycznie, bo to co dzieje się w krajach Bliskiego Wschodu przechodzi ludzkie pojęcie. Mi nie mieści się w głowie, że w dzisiejszym świecie, w XXI wieku takie rzeczy mają miejsce! Zbrodnie honorowe, które odbywają się na kobietach za choćby podejrzenie, że mogła zdradzić, więzienie dla homoseksualistów tylko dlatego, że posiadają profil na portalu społecznościowym, chłosta, ukamienowanie, ścięcie - a wszystko dlatego, że dziewczyna, nierzadko dziecko (!), nie chce poślubić mężczyzny (czasem nawet trzykrotnie starszego), którego wybrali dla niej rodzice. To jest po prostu niebywale! Niebywałe! Żeby w cywilizowanym świecie działy się takie rzeczy? 

Ja Wam polecam tę książkę, jak i wszystkie inne tego typu. Nie oderwiecie się od nich przez długi czas, a co ważniejsze, skłonią Was one do refleksji, nauczą czegoś o życiu i kulturze Bliskiego Wschodu. Gwarantuję, że bardzo długo nie zapomnicie o tym, co przeczytaliście na stronicach takich książek. 

piątek, października 07, 2016

#27 "Byłam służącą w arabskich pałacach" by Laila Shukri

#27 "Byłam służącą w arabskich pałacach" by Laila Shukri

Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Byłam służącą w arabskich pałacach 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 6 sierpnia 2015 
Liczba stron: 392

Miałam wielką ochotę na tę książką od kiedy tylko zobaczyłam tytuł! Mimo tego, że czytałam wcześniejsze książki pani Laili Shukri - "Perską miłość" i "Perską zazdrość" i pomimo tego, że nie zafascynowały mnie swoją fabułą, a sam styl pisania autorki strasznie mnie irytował i sprawiał wrażenie amatorskiego, to nie mogłam się oprzeć powyższemu tytułowi. Myślę, że każdy kto tak jak ja lubi powieści o muzułmańskich kobietach i Bliskim Wschodzie, nie przeszedłby obojętnie obok tej okładki. Na wstępie muszę powiedzieć, że zaskoczyłam się pozytywnie. O ile mogę sobie pozwolić na taką ocenę, to przyznam, że pani Shukri uczyniła wielką poprawę jeśli chodzi o styl. Widzę bardzo dużą różnicę między wspominanymi przeze mnie książkami, a tą o której mam zamiar dzisiaj napisać. I za to należy się wielki plus! 

"Byłam służącą w arabskich pałacach" to historia Hinduski o imieniu Bibi, która jako bardzo młoda dziewczynka zostaje wysłana przez matkę do Kuwejtu, aby ta odbyła służbę w domu bogatych mieszkańców tego kraju. Głównym celem dziewczyny ma być zebranie doświadczenia jako pomoc domowa oraz zarobienie pieniędzy, dzięki którym można by było spłacić rodzinne długi oraz zafundować leczenie schorowanej matce. Bibi znajduje zatrudnienie w bardzo dobrym domu, jej państwo wydają się być dobrymi ludźmi, a do głównych zadań służącej należy opieka nad małym dzieckiem właścicieli domu. Hinduska z  czasem poznaje zwyczaje i tradycje panujące w Kuwejcie - hierarchię wartości, nowa religię, podejście muzułmanów do miłości, rodziny i pieniędzy. Bibi, po dokonaniu kilku błędnych decyzji, zostaje w ciągnięta w świat seksu, alkoholu i narkotyków i cudem udaje jej się z tego wykaraskać. Ponadto, główna bohaterka musi zmagać się z wieloma dylematami i niejednokrotnie podjąć decyzje, które rzutują na jej późniejsze życie. Los młodych i biednych kobiet jest tak tragiczny, że niekiedy musza zdecydować co jest ważniejsze: praca czy dziecko? Ojczyzna czy życie w wiecznej tułaczce? Własne zdrowie czy zadowolenie pracodawców?

Nie będę zdradzała fabuły, bo książka jest na tyle ciekawa, że sami powinniście po nią sięgnąć. Niektóre wątki przedstawione są w taki sposób, że włos na głowie się jeży. Historia jest bulwersująca, wstrząsająca i naprawdę trudno uwierzyć, że takie rzeczy dzieją w XXI wieku, w cywilizowanym świecie, w kraju, który tak naprawdę geograficznie nie znajduje się tak daleko od Polski, a jest tak strasznie odległy jeśli chodzi o podejście do ludzi i życia. Mało tego! W kraju, w którym wiodącą religią jest Islam, czyli wydawać by się mogło, że religia bardzo restrykcyjna i z wieloma zasadami, za których złamanie grozi nawet śmierć! Czytając powyższą książkę przekonacie się, że nawet muzułmańskie kobiety mogą być prostytutkami, a czarne rynki narkotykowe czy niewolnicze są bardzo rozwinięte. I na dobrą sprawę wszystko dzieje się za przyzwoleniem, bo nierzadko udział w tym biorą władze i głowy państwa. 

Podsumowując... "Byłam służącą w arabskich pałacach" to książka bardzo interesująca, którą czyta się z zapartym tchem, bo dostarcza czytelnikowi bardzo wielu wrażeń. Na pewno nie można się przy niej nudzić. Polecam ją wszystkim, którzy interesują się Bliskim Wschodem i osobom, które po prostu lubią szokujące i bulwersujące historie. Wydaje mi się, że nie ma lepszego sposobu na poznanie zasad, którymi rządzą się takie kraje jak np. Kuwejt. Także zapraszam do lektury i gorąco polecam tę pozycję. Naprawdę warto! 

środa, sierpnia 24, 2016

#21 "Perska miłość" by Laila Shukri

#21 "Perska miłość" by Laila Shukri

Autor: Laila Shukri 
Tytuł: Perska miłość / Perska zazdrość 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 25 listopada 2014 / 17 marca 2016 
Liczba stron: 528 / 464

Zastanawiałam się, czy tworzyć tę recenzję, bo nie lubię pisać źle o książkach, aczkolwiek zdecydowałam się na to, bo:
1) dawno mnie tu nie było
2) wyjeżdżam na wakacje i zdaje się, że kolejny post pojawi się tutaj dopiero za jakieś dwa tygodnie.

Nie ma więc co zwlekać :)

Mama kupiła mi "Perską zazdrość", dlatego postanowiłam przypomnieć sobie losy bohaterów pierwszego tomu, który czytałam już jakiś czas temu. "Perską miłość" przeczytałam w trzy dni, co chyba dobrze obrazuje, że książkę czyta się bardzo szybko. Pierwszy tom to historia Lidki, która otrzymuje stypendium w dalekim Kuwejcie. Porzuca rodzinę oraz chłopaka i wyjeżdża, aby poznać nową kulturę, nowych ludzi i uzbierać pieniądze, które pozwolą jej godnie żyć po powrocie do Polski. Jak łatwo się domyślić w Kuwejcie poznaje przystojnego Araba, w którym się zakochuje i postanawia zostać w jego ojczyźnie. Początkowo wszystko układa się jak w bajce, ale potem następuje pogorszenie relacji między zakochanymi i Lidka musi podjąć bardzo odważne kroki, aby zmienić swój los, który zaczyna rysować się w bardzo ciemnych barwach.

Jak dla mnie książka ta jest powieleniem schematu. Obecnie jest bardzo wiele książek, których historia jest mniej więcej taka sama - naiwna Polka wyjeżdża do muzułmańskiego kraju, poznaje przystojnego i bogatego Araba, zakochuje się, ma dzieci, a potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różki coś zaczyna się psuć i życie bohaterki zamienia się w piekło. Czytałam to już niejeden raz, więc historia przedstawiona w "Perskiej miłości" nie była dla mnie zaskoczeniem. Niestety muszę dodać, że była ona dość kiepską powtórką z rozrywki. Największym minusem jest sam styl pisania autorki. Już pierwszy dialog zniechęcił mnie do czytania, bo kompletnie nic nie wnosił. Podobnych rozmów w książce było dużo więcej. Ponadto, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że sama napisałabym tę książkę lepiej. Nie wiem dlaczego, ale styl pisarki kompletnie do mnie nie przemówił. Co prawda, w drugiej części było trochę lepiej, ale jednak nie wpłynęło to znacząco na poprawę mojej opinii. Nie jest to lektura wielkich lotów, raczej coś na "odmóżdżenie". Akcja książki toczy się bardzo szybko, nie jest nudna i zdaje się, że jest to jedyny plus tej powieści.

Pomimo wielu wad i minusów zdecydowałam się przeczytać "Perską zazdrość". Przede wszystkim przez wzgląd na to, że książki z Bliskim Wschodem w tle są moimi ulubionymi i zawsze lubię sięgnąć po taką historię. Drugi tom jest jeszcze gorszy niż pierwszy - mimo iż styl autorki uległ drobnej poprawie, Niestety, książka utraciła swój cenny atut. Akcja zdecydowanie zwolniła tempo, bohaterowie są nudni, jest bardzo dużo opisów i wywodów na temat arabskiej kultury i zwyczajów panujących w muzułmańskiej religii. Jest to ciekawe, aczkolwiek ja się spotykam z tym w każdej jednej książce, więc znam to już na pamięć. Być może nie powinnam używać tego jako minusa, bo osoba, która pierwszy raz przeczyta o tradycjach krajów Bliskiego Wschodu będzie zachwycona i zaciekawiona, ale uważam, że autorka mogła przedstawić to w znacznie ciekawszy sposób. A poza tym uderzyło mnie to, że cały rozdział może być poświęcony temu jak Arabki dbają o swoją urodę. Cały rozdział!!!

"Perska zazdrość" to opowieść o losach Joanny. Polki, która szczęśliwie wyszła za mąż za Kuwejtczyka Alego. Aśka jest przyjaciółką Lidki z pierwszej części, ale akcja toczy się kilka lat później. Asia jest zakochaną w sobie i w bogactwie kobietą, która co chwilę planuje nowe zakupy, chętnie spędza czas ze swoimi przyjaciółkami i zdecydowanie za często zagląda do kieliszka. Jest tak skupiona na sobie, że nie zauważa, kiedy jej małżeństwo zaczyna się psuć. Uświadamia to sobie dopiero wówczas, kiedy Ali sprowadza do domu drugą żonę. Jak można się domyślić wywołuje to lawinę trudnych i tragicznych w skutkach wydarzeń, które wpływają nie tylko na życie Joanny, ale także na życie jej trójki dzieci.

Podsumowując. Jeśli ktoś chce spędzić czas przy niezobowiązującej lekturze, która po kilku tygodniach wypadnie z głowy, to powyższe tomy z pewnością są dla takiej osoby. Ja z pewnością nie mam zamiaru czytać kolejnych części, o ile takowe powstaną. No chyba że moja mama wpadnie na kolejny "genialny" pomysł i zakupi trzecią odsłonę książki.

piątek, czerwca 17, 2016

#13 "Arabska krucjata" by Tanya Valko

#13 "Arabska krucjata" by Tanya Valko

Autor: Tanya Valko
Tytuł: Arabska krucjata 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 26 kwietnia 2016
Liczba stron: 640

O swojej miłości do tej sagi wspominałam już na blogu w tym poście i po przeczytaniu "Arabskiej krucjaty" tylko utwierdzam się w przekonaniu, że jest to jedna z najlepszych historii napisanych o tematyce arabskiej.
Po tym jak w poprzednich częściach spotykaliśmy się z takimi problemami jak prawa kobiet w islamie czy wojna domowa w Libii, tym razem autorka postanowiła poruszyć tematy jakże bliskie dzisiejszemu światu - terroryzm oraz dżihad, i zdążyła nasunąć czytelnikom o czym będzie kolejna część - bo jak mniemam takowa powstanie - i będzie o uchodźcach uciekających do Europy z objętej wojną Syrii.

Tym razem w książce bliżej przedstawione są losy siostry głównej bohaterki - Darii. Cała rodzina wraca do Arabii Saudyjskiej, aby na nowo rozpocząć życie, które tak bardzo im się pokomplikowało. Młoda Arabka Daria poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje i kompletnie nie zwraca uwagi na jego podejrzane zachowanie. Jak się szybko okazuje jest on bojownikiem, który pragnie unicestwić wszystkich niewiernych, czyli ludzi, którzy wyznają religię inną niż islam. Jak się potoczyły losy bohaterki? Łatwo jest się domyślić, że nie jest kolorowo, bo owy mężczyzna nie jest delikatnym i romantycznym kochankiem, mimo iż bardzo stara się takiego zgrywać. Daria szybko przekonuje się, że coś jest nie tak, ale wówczas jest już za późno na ucieczkę.

Tanya Valko w "Arabskiej krucjacie" stara się przedstawić - oczywiście w fikcyjny sposób - jak przebiegały przygotowania do zamachu w Paryżu z listopada 2015 roku czy do rzezi niewiniątek, czyli niczego nieświadomych turystów odpoczywających w nadmorskich kurortach północnej Afryki. Autorka zręcznie wplata w te wydarzenia główną bohaterkę, wszystko przedstawione jest w bardzo realny i ciekawy sposób.

Czy książka ma wady? Owszem, jak każda. Dla mnie największą wadą było to, że autorka tak długo kazała nam czekać na kolejną część. Wiadomo, że w tym czasie czyta się wiele innych książek, w moim przypadku są to nawet książki o podobnej tematyce, więc z czasem pamięć zawodzi i wątki oraz bohaterowie mieszają się ze sobą. Na plus jedynie mogę zaliczyć to, że Valko przywołuje - i to dość często - wspomnienia postaci, co pomaga czytelnikowi na przypomnienie sobie niektórych rzeczy - na przykład koneksji rodzinnych. Muszę również przyznać, że w niektórych przypadkach bardzo irytowali mnie bohaterowie, których lubię. Autorka zręcznie przemycała do treści prawdziwe myśli postaci, niewypowiedziane słowa, które zaprzątały ich głowy. Szkoda tylko, że często zdarzało się tak, że postać zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które czyhało za rogiem, a robiła dosłownie wszystko, aby w to niebezpieczeństwo się wplątać. Gdzie tu logika? Tak samo, jak denerwowało mnie usprawiedliwianie wszystkich bohaterów, tłumaczenie ich religią, wychowaniem. Jak człowiek postępuje źle i karygodnie, to nie ma to żadnego wytłumaczenia, czyż nie? I jako ostatni minus muszę dodać bardzo długie opisy. Momentami aż za długie.

W ogólnym podsumowaniu muszę powiedzieć, że jaka by ta książka nie była - i tak ją kocham! Jestem po prostu ślepo zakochana w tej historii i bohaterach. Już nie mogę się doczekać kolejnych części, bo bardzo jestem ciekawa jak potoczą się losy postaci, a zwłaszcza Darii, która tak niepoprawnie zakochała się w terroryście.

niedziela, lutego 28, 2016

Arabska saga by Tanya Valko

Arabska saga by Tanya Valko

Założenie bloga było spontaniczną decyzją podjętą na początku tego roku. Z początku myślałam, że będę bardzo aktywna, gdyż niegdyś prowadziłam już kilka blogów i szło mi to całkiem sprawnie. Jednak nowa praca, problemy życia codziennego oraz pogarszająca się pogoda, a wraz z nią mój humor, doprowadziły do tego, że zabrakło mi czasu, a często po prostu chęci do pisania czegokolwiek.
Dzisiaj obudziłam się z nową energią i postanowiłam wreszcie zamieścić na blogu coś więcej niż tylko marną recenzję przeczytanej książki. I postaram się kontynuować tę tradycję pisania na tematy związane z książkami (i nie tylko).

Dzisiaj postanowiłam przedstawić pewną sagę książek, od których zaczęła się moja miłość do powieści arabskich. "Arabską żonę" kupiłam spontanicznie po przeczytaniu opisu. Nigdy przedtem specjalnie mnie nie ciągnęło do takich książek, ale z ciekawości wrzuciłam ją do koszyka.

No i zakochałam się.

Pierwszą część przeczytałam w dwa dni, zaraz potem pobiegłam po część drugą, trzecią i czwartą. Pochłaniałam te książki z prędkością światła. W telewizji i prasie wiele się mówi o kobietach, które zakochują się w Arabach, a potem zaślepione miłością jadą z nimi do ich ojczystych krajów i już nie wracają. Od tego zaczyna się ta historia. Z każdą kolejną stroną robi się coraz ciekawiej. W książkach nie tylko poruszany jest wątek uwięzionych kobiet, ale również wojny domowej w Libii, która była tragiczna w skutkach - zwłaszcza dla ludzi.

Trzecia i czwarta część to najbardziej drastyczne tomy tej historii. Zbrodnie, gwałty, zabójstwa... Znajdziemy tam wszystko o czym nie chcielibyśmy słyszeć w cywilizowanym świecie. Pomimo brutalności to właśnie te dwie książki lubię najbardziej, chociaż "Arabska krew" jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Poruszyła mnie dogłębnie.

Nie chcę zdradzać wszystkich wątków i przebiegu całej historii, bo być może ktoś zechce przeczytać tę sagę. Ja zakupując pierwszy top nie wiedziałam o fenomenie tych książek. Kiedy tylko komuś powiedziałam co czytam,od razu ustawiała się kolejka do czytania. W pewnym momencie było tak, że miałam wszystkie cztery tomy, a żaden z nich nie stał na mojej półce, tylko były "w obiegu" u różnych osób. Naprawdę miałam długie kolejki :)

I od tego się zaczęło... Za Arabską Sagą przyszły do mnie inne książki o podobnej lub zbliżonej tematyce. Wędrowałam po Indiach, Arabii Saudyjskiej, Afganistanie, Iraku, Tajlandii... I ciągle mi mało :) Nie wszystkie książki były tak dobre jak powieści pani Valko, niektóre z nich były po prostu kopią bądź były tak infantylne, że szkoda o nich wspominać, ale znajdą się takie perełki jak chociażby "Łzy księżniczki" autorstwa Jean Sasson. Ale o tym może innym razem ;)

Jakby ktoś był zainteresowany przeczytaniem to polecam gorąco! Dodam, że po czterech tomach pojawiły się jeszcze dwa z cyklu Azjatyckiej Sagi. Jest to kontynuacja losów tych samych bohaterów, którzy tym razem znaleźli się w Tajlandii. A jakby tego było mało to już w maju pojawi się kolejna część pt. "Arabska krucjata" i na mój nos poruszony zostanie w niej wątek uchodźców. Niebawem się przekonam czy miałam rację.

P.S. Jeśli znacie jakieś pozycję o podobnej tematyce i są godne polecenia, to bardzo proszę o wskazówki.

Do następnego!

sobota, lutego 20, 2016

#7 "Kobiety Kaddafiego" by Annick Cojean

#7 "Kobiety Kaddafiego" by Annick Cojean

Autor: Annick Cojean
Tytuł: Kobiety Kaddafiego 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 24 stycznia 2014
Liczba stron: 320

Jak ta książka trafiła w moje ręce? Nie jest to długa historia. Po prostu dostałam ją od mamy na urodziny, które miałam w styczniu.

OKŁADKA: Dla takich miłośników Bliskiego Wschodu, jak ja, okładka od razu rzuca się w oczy. Zapewne prędzej czy później sama bym ją sobie kupiła, jednak mama doskonale wie, co lubię najbardziej. Ocena: 5/5 

FABUŁA: Książka to pewnego rodzaju dokument. Pierwsza część składa się z opisu historii dziewczyny imieniem Soraya, która zostaje zostaje uwięziona w posiadłości Kaddafiego wraz z innymi dziewczynami. Wszystkie bez wyjątku są wykorzystywane przez niego seksualnie, bardzo brutalnie i boleśnie, najdokładniej mówiąc są gwałcone. Druga część to śledztwo dziennikarskie autorki książki, która poszukuje innych dziewczyn, chcąc poznać ich życiorysy, współpracowników Kaddafiego i jego sprzymierzeńców, aby poznać całą historię "od kuchni". Ocena: 4/5

BOHATEROWIE: Bohaterka w zasadzie jest tylko jedna - Soraya. To młoda dziewczyna, uprowadzona i zmuszona do seksualnej niewoli. Tak naprawdę ciężko jest cokolwiek powiedzieć o jej charakterze, osobowości, gdyż historia obraca się głównie wokół wydarzeń z podziemi posiadłości Kaddafiego. Ocena: 3/5

FORMA: Jak wspomniałam wcześniej książka składa się z dwóch części - historii Sorayi oraz śledztwa autorki. Pierwsza jest bardzo ciekawa, bulwersująca, wstrząsająca. Opis historii zawiera drastyczne szczegóły tego co się działo z molestowanymi dziewczynami. Dopóki ktoś nie przeczyta książki, to nie jest w stanie sobie wyobrazić co tak naprawdę może się dziać za zamkniętymi drzwiami. Druga część jest już nieco nudniejsza. Mi przebrnięcie przez kilkadziesiąt stron zajęło tydzień. Nie byłam w stanie przysiąść do książki i się na niej skupić. Ocena: 3/5 

OGÓLNA OCENA: Mam mieszane uczucia. Część pierwsza była bardzo ciekawa, natomiast druga ciągnęła się jak flaki z olejem. Na pewno jest to książka, która zapada w pamięć, przede wszystkim przez wzgląd na opis brutalnych czynów, których dopuścił się przywódca libijski. Wszystkim tym dziewczynom została wyrządzona ogromna krzywda, w dodatku nie mogą o tym opowiedzieć, ponieważ sprowadzą na siebie i swoją rodzinę niewybaczalną hańbę, a nawet śmierć. Temat seksu w Libii to wciąż tabu, nie rozmawia się o tym i panuje ogólne przeświadczenie, że zgwałcone dziewczyny same są sobie winne. A jeśli dodamy do tego, że oprawcą jest głowa państwa, to ich szanse na wyznanie prawy i przeżycie jest znikome. Współczucie to za mało w takiej sytuacji, chociaż nie opuszcza mnie to uczucie od pierwszej strony książki.

Ogólna ocena: 15/20

sobota, lutego 06, 2016

#5 "Krucha jak lód" by Jodi Picoult

#5 "Krucha jak lód" by Jodi Picoult

Autor: Jodi Picoult 
Tytuł: Krucha jak lód 
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 4 maja 2010
Liczba stron: 616

"Bóg nie daje ludziom ciężarów, których nie mogą sami udźwignąć"

Jak książka trafiła w moje ręce? Bardzo lubię książki autorstwa Jodi Picoult. Według mnie mają coś w sobie. Autorka potrafi pięknie pisać o uczuciach, ludzkich problemach i emocjach, które im wówczas towarzyszą. Na mojej półce mam już pięć książek tej autorki i to z pewnością nie będzie koniec. Mój ostatni zakup to "Krucha jak lód", a poniżej recenzja, którą postanowiłam napisać po przeczytaniu. 

OKŁADKA: Pierwszy rzut oka na okładkę i od razu można się zorientować o kim jest książka. Muszę przyznać, że tytuł - według mnie - pięknie odzwierciedla dziewczynkę z obrazka. Ocena: 4/5

FABUŁA: Książka opowiada o Willow, dziewczynce która jest chora na Osteoporosis Imperfecta, czyli na wrodzoną łamliwość kości. Przy każdym najmniejszym ruchu, takim jak np. kichnięcie czy przekręcenie się w nocy z boku na bok, dziewczynka może złamać sobie kość. Historia przedstawia losy jej rodziny, która musi podporządkować całe życie w trosce o Willow. Jej mama Charlotte postanawia wnieść pozew do sądu o tzw. niedobre urodzenie, ponieważ lekarz prowadzący ciążę nie ostrzegł jej wcześniej, że dziecko jest chore. I tutaj historia zaczyna się rozkręcać, gdyż oskarżoną zostaje najlepsza przyjaciółka Charlotte. Ocena: 4/5

BOHATEROWIE: Jeśli chodzi o bohaterów, to muszę powiedzieć, że wykreowani są dość ciekawie. Willow, pięciolatka, która jest nadzwyczaj dorosła jak na swój wiek. Jej siostra Amelia, nastolatka, która czuje się przytłoczona chorobą siostry, procesem oraz widmem wiszącym nad całą rodziną. Jednak chyba najciekawszą postacią jest Charlotte, której postępowanie do końca nie jest dla mnie zrozumiałe. Trzeba przeczytać książkę, aby móc się postawić na jej miejscu. Ocena 4/5

FORMA: Książka pisana jest z kilku perspektyw - Charlotte, Amelii, Seana - ojca chorej dziewczynki, Piper - przyjaciółki rodziny oraz Marin - adwokatki, która prowadzi sprawę o niedobre urodzenie. Ich wypowiedzi są jakby skierowane do samej Willow np. zobaczyłem Amelię jak bawi się z tobą w salonie. Pierwszy raz się z tym spotkałam, ale nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe. Myślę, że to nawet ciekawa forma. Książkę czyta się łatwo i szybko, nie ma w niej wielu prawniczych wątków, dzięki czemu czytelnik nie gubi się w paragrafach. Autorka skupiła się głównie na uczuciach i wielkim dylemacie, który w książce jest głównym wątkiem. Ocena: 4/5

OGÓLNA OCENA: Podsumowując muszę powiedzieć, że książka jest dość ciekawa. Bardzo porusza i zmusza do zastanowienia się nad tym, co sami zrobilibyśmy w podobnej sytuacji. Czy gdybyście wiedzieli wystarczająco wcześnie, że Wasze dziecko urodzi się nieuleczalnie chore, to czy usunęlibyście ciążę, aby oszczędzić mu cierpienia? Zostawię Was z tym pytaniem. Być może ktoś odważy się na odpowiedź. 

Ogólna ocena: 16/20

Korzystając z okazji chciałabym jeszcze zaprosić Was na moje konto na Instagramie

Copyright © 2016 NA REGALE , Blogger